Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Galina jakąś drobną cząstką umysłu uczepiła się wzmianki o szkatułce podróżnej. Słyszała już wcześniej, jak o niej rozmawiały, pragnęła położyć na niej ręce, bodaj na moment. Dzięki ter’angrealowi, który umożliwiłby jej Podróżowanie, choćby nie wiadomo jak niedoskonale zdawał się działać, mogłaby... Nawet widoki na ucieczkę nie mogły zabić strachu przed tym, co zrobiłaby z nią Therava, gdyby pozostałe przystały na jej żądania. Kiedy jastrzębiooka Mądra puściła jej włosy, by przyłączyć się do sporu, Galina rzuciła się w stronę pręta, lądując płasko na brzuchu. Cokolwiek, nawet okazywanie posłuchu Sevannie, było lepsze niż trafić w ręce Theravy. Gdyby nie otoczyły ją tarczą, przeniosłaby, by sama pokierować prętem.
Nim jednak jej palce zamknęły się na gładkiej powierzchni różdżki, Therava nadepnęła na nie z całej siły, boleśnie, przygważdżając jej dłonie do ziemi. Żadna z Mądrych nawet na nią nie zerknęła, gdy tak leżała i wiła się, na próżno usiłując oswobodzić ręce. Nie mogła się zmusić, by zrobić to jednym silnym ruchem; gdzieś tam w jej głowie tłukły się mgliste wspomnienia o tym, jak to władcy bledli przed nią ze strachu, a jednak nie odważyła się podważyć stopy tej kobiety.
— Jeżeli ona ma to zrobić — powiedziała Therava, wpatrując się twardym wzrokiem w Sevannę — powinna przysiąc posłuszeństwo nam wszystkim. — Pozostałe przytaknęły, niektóre zapewniły głośno, że się zgadzają, wszystkie oprócz Belinde, która w zamyśleniu wydęła wargi.
Sevanna patrzyła równie twardo.
— Proszę bardzo — zgodziła się w końcu. — Ale ja będę pierwsza. Co z tego, że nie jestem Mądrą? Przemawiam wszak jako wódz klanu.
Therava uśmiechnęła się powściągliwie.
— Co ty nie powiesz? To w takim razie mamy wśród nas dwie pierwsze, Sevanno. Ciebie i mnie. — Z jej twarzy nie znikła ani odrobina buty, a jednak przytaknęła. Ponuro. Therava dopiero wtedy cofnęła stopę. Otaczała ją łuna saidara, strumień Ducha muskał liczby wyryte na końcu pręta w dłoniach Galiny. Dokładnie tak samo postępowało się z Różdżką Przysiąg.
Galina zawahała się na krótką chwilę, rozprostowując zmiażdżone palce. Pod dotykiem pręt też był taki sam jak Różdżka Przysiąg; niby kość słoniowa, a jednak nie całkiem, niby szkło, ale też nie całkiem, i do tego był wyraźnie chłodny. Jeśli to druga Różdżka Przysiąg, to w takim razie można będzie jej użyć do anulowania każdej przysięgi, jaką teraz złoży. O ile nadarzy się sposobność. Nie chciała ryzykować, a w każdym razie nie chciała przysięgać Theravie. Dotąd to ona zawsze rozkazywała; życie od czasu dostania się do niewoli było udręką, a Therava zrobi z niej pieska pokojowego! Jeśli jednak nie przysięgnie, czy wtedy pozwolą Theravie ją złamać? Nie było nawet śladu wątpliwości, ta kobieta jest gotowa to zrobić. Aż do końca.
— W imię Światłości i na moją nadzieję zbawienia oraz powtórnych narodzin — już nie wierzyła ani w Światłość, ani w nadzieję zbawienia, a zresztą wystarczało wymówić jakąkolwiek obietnicę, tyle że one oczywiście oczekiwały jakiejś nadzwyczaj silnej przysięgi — przysięgam okazywać posłuszeństwo każdej Mądrej obecnej tutaj, a przede wszystkim Theravie oraz Sevannie. — Ostatnia nadzieja, że „spoidło” to jednak coś innego, rozwiała się, kiedy poczuła, że przysięga osiada na niej, jakby nagle wdziała coś, co oblekało ją nazbyt ciasno od czaszki aż po pięty. Odrzuciła głowę w tył i przeraźliwie krzyknęła. Po części dlatego, że nagle odniosła wrażenie, jakby pieczenie na skórze wżarło się głęboko w jej ciało, ale głównie krzyczała z czystej rozpaczy.
— Cicho bądź! — skarciła ją Therava. — Nie mam ochoty słuchać twojego skomlenia! — Galina zamknęła zęby ze szczękiem, omalże przygryzając sobie język, i z wysiłkiem stłumiła łkanie. Teraz nie pozostawało jej nic, jak tylko okazać posłuszeństwo. Therava spojrzała na nią krzywo. — Sprawdźmy, czy to rzeczywiście działa — mruknęła, pochylając się nad nią. — Czy zaplanowałaś jakieś akty przemocy wobec Mądrych? Odpowiedz zgodnie z prawdą i poproś o karę, jeśli tak było. Karą za gwałt zadany Mądrej — dodała, udając, że się namyśla — może być zabicie sprawcy niczym zwierzęcia. — Wymownie przeciągnęła palcem po gardle, po czym tą samą dłonią schwyciła rękojeść noża przy pasie.
Chwytając łapczywie powietrze, Galina cofnęła się przed nią płochliwie. Ale nie potrafiła oderwać wzroku od oczu Theravy i nie potrafiła zatrzymać słów, które przeciskały się przez jej zaciśnięte zęby.
— Prrragnęłam krzywwwdy was wszystkich! Proszę, ukkkarzcie mnie zza to! — Czy ją teraz zabiją? Po tym wszystkim miała teraz tu umrzeć?
— Jak się zdaje, spoidło działa dokładnie tak, jak zapewniał twój przyjaciel, Sevanno. — Wyrwawszy pręt z omdlałych dłoni Galiny, Therava wepchnęła go sobie za pas, prostując się jednocześnie. — Wydaje się również, że jednak będziesz nosiła biel, Galino Casban. — Z jakiegoś powodu przypieczętowała to uśmiechem zadowolenia. I zaraz zabrała się za wydawanie kolejnych rozkazów. — Będziesz zachowywała się potulnie, tak jak przystało na gai’shain. Jeśli jakieś dziecko powie ci, że masz skakać, to będziesz skakać, dopóki któraś z nas nie powie ci, że masz przestać. I nie będziesz ani dotykała saidara, ani przenosiła, dopóki któraś z nas ci nie każe. Rozpleć jej tarczę, Belinde.
Tarcza zniknęła i Galina padła na kolana, wodząc w krąg pustym wzrokiem. Źródło zabłysło tuż poza polem widzenia, zwodząc ją i dręcząc. Równie prędko wyrosłyby jej skrzydła, niżby go dosięgła.
Sevanna poprawiła szal gniewnym ruchem, któremu towarzyszyło głośne poszczękiwanie bransolet.
— Zbyt wiele bierzesz na siebie, Theravo. To moje, oddaj! — Wyciągnęła rękę, ale Therava tylko splotła ręce na piersiach.
— Mądre odbywały narady — oznajmiła Sevannie, patrząc na nią surowym wzrokiem. — Podjęłyśmy pewne decyzje. — Kobiety, które przybyły razem z nią, zgromadziły się za jej plecami, wszystkie patrzyły na Sevannę. Belinde pospiesznie do nich dołączyła.
— Beze mnie? — żachnęła się Sevanna. — Czyżby któraś z was ośmieliła się podejmować jakieś decyzje beze mnie? — Mówiła głosem silnym jak zawsze, ale wzrok pomknął ku różdżce za pasem Theravy i Galina pomyślała, że dostrzega w nim przelotny błysk niepokoju. W innej sytuacji patrzyłaby na to wszystko z zachwytem.
— Jedną decyzję należało podjąć bez twojego udziału — oświadczyła Tion beznamiętnym głosem.
— Sama często nam przypominasz, że przemawiasz jako wódz klanu — dodała Emerys, z drwiącym błyskiem w wielkich szarych oczach. — Czasami Mądre muszą porozmawiać bez przysłuchującego im się wodza klanu, czy też kogoś, kto przemawia jako wódz.
— Zadecydowałyśmy — powiedziała Therava — że tak jak każdy wódz klanu musi mieć Mądrą, która mu będzie doradzać, ty też musisz korzystać z rad Mądrej. To ja będę ci doradzać.
Sevanna otuliła się szalem i przyglądała się im wszystkim. Wyraz jej twarzy był nieodgadniony. Jak ona to robiła? Przecież mogły ją zmiażdżyć tak łatwo, jak młot skorupkę jajka.
— I jaką to radę mi oferujesz, Theravo? — spytała wreszcie lodowatym głosem.
— Moja rada jest prosta i dobitna: powinniśmy bezzwłocznie ruszać w drogę — odparła Therava równie chłodno. — Ci Seanchanie są zbyt blisko i jest ich zbyt wielu. Powinniśmy udać się na północ, w Góry Mgły, i tam założyć siedzibę. Stamtąd będziemy mogli rozsyłać grupy na poszukiwania innych szczepów. Ponowne zjednoczenie Shaido będzie długo trwało, Sevanno. Twój przyjaciel z mokradeł mógł nas rozproszyć po dziewięciu krańcach świata. Dopóki nie będziemy razem, pozostaniemy bezbronni.