Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Wzywała Światłość i to stanowiło miarę jej desperacji, a jednak mimo wielu usiłowań nie złamały jej. Uwolni się — na pewno! A jak już to zrobi, to te barbarzyńskie kobiety zapłacą krwią! Rzekami krwi! Oceanami! Każe je wszystkie obedrzeć żywcem ze skóry! Sprawi!... Gwałtownie odrzuciła głowę i zawyła, szmaty w jej ustach zdusiły głos, ale wyła dalej i nie wiedziała, czy to wrzask wściekłości, czy też błagalne wołanie o litość.
Kiedy przestała wyć i głowa jej opadła na pierś, Belinde i Panny powstały z ziemi. Była wśród nich również Sevanna. Na widok złotowłosej kobiety Galina usiłowała stłumić łkanie, ale z równą łatwością mogłaby próbować wyrwać słońce z nieba własnymi palcami.
— Tylko posłuchajcie tego skowytu i biadolenia — zadrwiła Sevanna, podchodząc, by spojrzeć jej w twarz. Galina usiłowała odwzajemnić się spojrzeniem pełnym takiej samej pogardy. Sevanna ozdabiała się taką ilością biżuterii, że wystarczyłoby jej dla dziesięciu kobiet! Nosiła bluzkę rozsznurowaną tak, że ukazywałaby niemal całe łono, gdyby nie te wszystkie niedopasowane naszyjniki. I oddychała głęboko, kiedy mężczyźni się na nią patrzyli! Galina bardzo się starała, ale trudno jej było zdobyć się na pogardę, kiedy razem z potem po policzkach ściekały jej łzy. Trzęsła się od płaczu, wprawiając worek w kołysanie.
— Ta da’tsang jest twarda niczym stara łania — zachichotała Belinde — ale zawsze uważałam, że nawet najtwardsza stara łania mięknie, kiedy gotować ją powoli, z dodatkiem odpowiednich ziół. Kiedy byłam Panną, zmiękczałam nawet Kamienne Psy, dostatecznie długo je gotując. — Galina zamknęła oczy. Oceany krwi, którymi zapłacą za!...
Worek zachybotał się i Galina gwałtownie otworzyła oczy, kiedy zaczął osiadać na ziemi. Panny odwiązały sznur od konaru, a potem powoli go opuściły. A ona miotała się jak oszalała, usiłując patrzeć w dół i omal na nowo nie wybuchnęła płaczem, kiedy zobaczyła, że odsunęły na bok kosz z żarem. Po tych opowieściach Belinde o gotowaniu... Taki właśnie los spotka Belinde, zadecydowała Galina. Zostanie uwiązana do rożna, który będzie obracany nad ogniem tak długo, aż nie zaczną wyciekać z niej soki! Na początek!
Skórzany wór opadł na ziemię z łomotem, Galina sapnęła głośno i zaraz przewróciła się na bok. Równie obojętne, jakby podawały sobie worek z ziemniakami, Panny wyrzuciły ją na zbrązowiałe chwasty, przecięły rzemienie, które mocowały jej kciuki do stóp, wyrwały knebel spomiędzy zębów. Do ciała oblepionego warstwą potu przywarły grudy ziemi i uschłe liście.
Z całej duszy pragnęła stanąć prosto, popatrzeć im wszystkim w oczy, zrewanżować się nienawistnym spojrzeniem, wet za wet. Ale niestety, podźwignęła się jedynie na czworaki i natychmiast musiała wpić palce rąk i nóg w leśną ściółkę. Gdyby nie to, nie powstrzymałaby rąk, rwących się do daremnych prób ukojenia piekącej, zaognionej skóry. Własny pot zdawał się mieć posmak soku z lodowego pieprzu. Mogła tylko przycupnąć tam i dygotać, starać się odzyskać choć odrobinę wilgoci w ustach i marzyć o tym, co kiedyś zrobi tym barbarzyńskim kobietom.
— A myślałam, że jesteś silniejsza — odezwała się stojąca nad nią Sevanna tonem zadumy. — Ale może Belinde ma rację. Może już dostatecznie zmiękłaś. Jeśli przysięgniesz, że będziesz okazywała mi posłuszeństwo, to przestaniesz być da’tsang. Może nawet nie będziesz musiała być gai’shain. Czy przysięgniesz, że będziesz mi we wszystkim posłuszna?
— Tak! — To jedno chrapliwe słowo sfrunęło z języka Galiny bez chwili wahania, aczkolwiek musiała przełknąć ślinę, zanim coś jeszcze dodała. — Będę ci posłuszna! Przysięgam! — Obiecała i będzie posłuszna. Tak długo, jak będzie trzeba. I to miało być wszystko, czego od niej wymagano? Tylko przysięgi, którą mogła złożyć już pierwszego dnia? A ta Sevanna sama się kiedyś przekona, jak to jest, gdy się wisi nad płonącymi węglami. O tak, Sevanna...
— W takim razie nie wyrazisz sprzeciwu i przysięgniesz na to — rzekła Sevanna, rzucając na ziemię przed nią jakiś przedmiot.
Galina poczuła mrowienie na czaszce, kiedy mu się przyjrzała. Biały pręt jakby z polerowanej kości słoniowej, długości stopy i nie grubszy od jej nadgarstka. Potem zobaczyła faliste znaki wyryte na bliższym jej końcu, liczby stosowane w Wieku Legend. Sto jedenaście. Najpierw pomyślała, że to Różdżka Przysiąg, jakimś sposobem wykradziona z Białej Wieży. Tamta również była pokryta znakami, ale widniała na niej liczba trzy, która zdaniem niektórych symbolizowała Trzy Przysięgi. Może to jednak wcale nie była Różdżka. Może. A jednak nawet widok jadowitej żmii kapturnicy z Zatopionych Ziem chyba tak by jej nie sparaliżował.
— Znakomicie, Sevanno. Kiedy zamierzałaś nam powiedzieć o tej przysiędze?
Słysząc ten głos, Galina gwałtownie zadarła głowę. Wrażeniu, jakie na niej wywierał, nie dorównałby widok jadowitej żmii.
Pośród drzew pojawiła się Therava idąca na czele kilkunastu Mądrych o zimnych twarzach. Zatrzymały się na wprost Sevanny i teraz były tu wszystkie te kobiety, które były również przy tym, jak Galinę skazywano na noszenie czarnej szaty. Therava rzuciła jakieś słowo, Sevanna skinęła głową i Panny prędko odeszły. Galina nadal ociekała potem, ale powietrze nagle wydało jej się chłodne.
Sevanna zerknęła na Belinde, która unikała jej wzroku. Wydęła wargi, na poły szyderczo, na poły drapieżnie i wsparła pięści na biodrach. Galina nie rozumiała, skąd ona bierze tyle odwagi, będąc bądź co bądź kobietą, która nie potrafi przenosić. Niektóre z Mądrych dysponowały wcale niebagatelną siłą. Jeśli chce uciec i zemścić się, nie wolno jej myśleć o nich inaczej jak o dzikuskach. Mimo iż Therava i Someryn były silniejsze od jakiejkolwiek kobiety należącej do Wieży i obie mogły bez trudu zostać Aes Sedai.
A jednak Sevanna potrafiła patrzeć na nie wyzywająco.
— Wygląda na to, że prędko rozsądziłyście sprawę = powiedziała głosem suchym jak pył.
— Bo też okazała się prosta — odparła spokojnie Tion. — Mera’din otrzymali sprawiedliwość, na jaką sobie zasłużyli.
— I powiedziano im, że otrzymali ją wbrew twoim próbom wpłynięcia na nas — dodała z takim samym żarem Rhiale. Sevanna omal nie warknęła, słysząc te słowa.
Therava nie dała się jednak odwieść od powziętego zamiaru. Jednym szybkim krokiem podeszła do Galiny, złapała ją za włosy, poderwała na kolana i odchyliła głowę do tyłu. Therava wcale nie była najwyższa wśród tych kobiet, a jednak wydawała się wyższa od większości mężczyzn, gdy tak spoglądała na nią jastrzębimi oczyma, wybijając z głowy wszelką myśl o zemście czy buncie. Siwe pasma w ciemnorudych włosach sprawiały, że jej twarz wydawała się jeszcze bardziej władcza. Galina zacisnęła pięści, wbijając paznokcie we wnętrza dłoni. Nawet pieczenie skóry było niczym wobec tego spojrzenia. Marzyło jej się przedtem, że łamie je wszystkie, że zmusza, by błagały o śmierć, a ona odmawia im ze śmiechem. Że robi tak z wszystkimi oprócz Theravy. Therava wypełniała jej sny i Galina nie potrafiła się bronić inaczej niż tylko ucieczką; uciekała na jawę, budząc się z przeraźliwym krzykiem. Galina łamała kiedyś silnych mężczyzn i silne kobiety, a tymczasem na Theravę reagowała wytrzeszczonymi oczyma i skowytaniem.
— Ta kobieta tutaj nie ma honoru, który mogłaby splamić hańba. — Therava niemalże wypluła te słowa. — Jeśli chcesz ją złamać, Sevanno, oddaj ją mnie. Kiedy z nią skończę, nie będzie już trzeba korzystać z tej zabawki od Caddara, by zmusić ją do posłuchu.
Sevanna odpowiedziała jej podniesionym tonem, wypierając się przyjaźni z Caddarem, kimkolwiek by był, a Rhiale warknęła, że to wszak Sevanna ściągnęła go na karki pozostałych, i wtedy wszystkie zaczęły się sprzeczać, co działa lepiej: czy to „spoidło przysiąg” czy też „szkatułka podróżna”.