Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Wydawało się, że niemal po chwili – chociaż minęła prawie godzina – pochwycił ich frankfurcki wir i zgiełk. Policjanci w koszulach z krótkimi rękawami stali na postumentach i kierowali ruchem, ulice pełne były tramwajów, dostawczych furgonetek, volkswagenów, ludzi spieszących na zakupy lub wracających z pracy do domu. Pod biało-czerwonymi parasolami Terrasen-Cafe niektórzy spędzali codzienną Teestunde. Hennig otrząsnął się z zadumy.
– Wracasz do swojego hotelu, Steve? – zapytał.
– Tak, ale tylko się wymelduję i zaraz potem lecę do Amsterdamu.
Hennig polecił po niemiecku szoferowi, żeby podjechał pod Frankfurter Hof. Gdy dojeżdżali do Kaiserplatz, oznajmił:
– Gdybyś potrzebował jeszcze jakichś informacji, to ja niedługo też się u was zjawię.
– A dokładnie kiedy?
– Jak będą oprawione pierwsze egzemplarze. Prawdopodobnie tydzień przed twoim wystąpieniem.
Samochód stanął przed wejściem do hotelu. Randall uścisnął dłoń drukarza.
– Bardzo ci jestem wdzięczny za współpracę, Karl – powiedział. – Tylko trochę mi przykro, że musiałeś się fatygować ze mną do Frankfurtu.
– Nie, nie, nic się nie stało – odrzekł Hennig. – I tak musiałem tu przyjechać. Zaprosiłbym cię jeszcze na drinka, ale mam o piątej spotkanie w barze hotelu Intercontinental. No to auf Wiedersehen, Steve.
Randall wszedł do holu i skierował się do recepcji, żeby zapytać, czy nie ma dla niego wiadomości, gdy nagle stanął jak wryty.
Do kontuaru podchodził właśnie szczupły mężczyzna ze spiczastą bródką.
Cedric Plummer. Najpierw w Moguncji, teraz tutaj.
Randall przypomniał sobie nagle stare opowiadanie Maughama, w którym służący mówi do kupca w Bagdadzie: „Panie, byłem właśnie na targu i potrąciła mnie jakaś kobieta, a kiedy się odwróciłem, ujrzałem, że to jest Śmierć. Popatrzyła na mnie i pogroziła mi palcem… Pożycz mi proszę swego konia, panie. Pojadę do Samary, tam Śmierć mnie nie znajdzie".
Później kupiec sam udał się na targ i też spotkał tam Śmierć. Zapytał ją, dlaczego pogroziła służącemu, a ona odparła: „Nie groziłam mu wcale, tylko zapowiedziałam niespodziankę. Zdziwiło mnie, że spotykam go w Bagdadzie, skoro jesteśmy umówieni na dziś wieczór w Samarze".
Wspomnienie bezsensowne, chociaż nie tak całkiem…
Randall zatrzymał się i patrzył. Plummer stanął przy kontuarze i skinął na recepcjonistę. Randall minął go szybko, odwracając twarz i skierował się do windy. Chciał umknąć jak najszybciej przed wzrokiem dziennikarza, ale dotarł do niego arogancki, piskliwy głos.
– Guter Herr – powiedział – nazywam się Cedric Plummer.
– Tak, oczywiście, wiem, kim pan jest – odparł recepcjonista.
– Gdyby ktoś do mnie dzwonił, wracam za godzinę. Jeśli to będzie coś pilnego, to proszę mnie szukać w barze hotelu Intercontinental, mam tam ważne spotkanie.
Randalla przeszył dreszcz niepokoju. Stanął przed drzwiami windy i obejrzał się ostrożnie za siebie. Plummer już zniknął z widoku.
Randall wsiadł do windy i zaczął się zastanawiać nad tym, co usłyszał. Plummer i Hennig mieli ważne spotkania w tym samym miejscu, o tej samej godzinie. Czy był to przypadek, czy może spisek? Przypomniał sobie słowa Henniga: „Kazałem sekretarce pozbyć się go. Nie wpuściłbym gnojka za próg tego pokoju".
Coś tu się nie zgadzało.
Postanowił na razie zostawić tę sprawę nierozstrzygniętą. Wróci do Amsterdamu i jutro – bo dzisiaj miał spotkać się z Angela i nie mógł się już tego doczekać – postara się, żeby przez kilka następnych dni ktoś bardzo pilnie obserwował Karla Henniga.
Theo zawiózł go mercedesem do hotelu Amstel, gdzie w recepcji czekała na niego wiadomość, na którą tak liczył. Angela Monti przybyła do Amsterdamu i zamieszkała w hotelu Victoria. Oczekiwała na spotkanie z nim.
Szybko wziął prysznic, ubrał się i postarał wyrzucić z umysłu myśli o Hennigu i Plummerze. Zszedł na dół i kazał kierowcy zawieźć się do hotelu Victoria. Zadzwonił do jej pokoju, a potem podszedł do pokrytych zielonym dywanem schodów i czekał, aż się zjawi.
Jej widok wprawił go w osłupienie. Widział ją do tej pory tylko raz i już przy rozstaniu w Mediolanie wiedział, że od lat nie spotkał dziewczyny tak pociągającej jak Angela. Obraz tej jakże pięknej kobiety towarzyszył mu przez cały tydzień. Teraz jednak poczuł się zupełnie oszołomiony jej obecnością. Myśleć o niej, że jest piękna, wydało mu się nietaktem. Była najbardziej zachwycającą i podniecającą kobietą, jaką kiedykolwiek widział. Podeszła do niego i całkiem naturalnie pozwoliła się wziąć w ramiona, poczuł ciepło jej miękkich warg na swoich ustach i był już pewien, że Angela Monti zabrała mu serce.
Theo zawiózł ich do Bali, ekskluzywnej indonezyjskiej restauracji przy Leidsestraat. Randall odesłał kierowcę, zapewniając go, że jest całkowicie bezpieczny, ponieważ nie ma przy sobie żadnych ważnych papierów. Wziął Angele pod ramię i weszli do restauracji, ciemnoskóry kelner w turbanie poprowadził ich do jednej z trzech małych salek w głębi.
Usiedli przy stoliku pod ścianą i zamówili Rijstafel, indonezyjski szwedzki stół, lecz nawet nie zwrócili uwagi na bogactwo potraw, które przed nimi postawiono – sajor soto, czyli zupę, wołowinę w sosie jawajskim, różne rodzaje fasoli, wielkie krewetki, smażony kokos. Jedli, odzywając się z rzadka, popijając wytrawne mozelskie wino, kochając się wzrokiem i dotykiem palców.
Wyszli z Bali, trzymając się za ręce, i spacerowali w lekkim chłodzie letniej nocy. Minęli Leidseplein, zatrzymując się, by posłuchać trzech chłopaków brzdąkających na gitarach. Z mostu na Prinsengracht patrzyli, obejmując się, ku innemu, odległemu mostowi, gdzie setki świateł lśniły w ciemności niczym rzędy pereł. Później weszli na szeroki most na Singel, gdzie w dole kołysały się oświetlone łodzie, wyładowane kwiatami.
Magiczny wieczór zamienił się w noc, a oni wciąż stali na moście, teraz już niemal zupełnie sami.
Angela powiedziała Randallowi, że Naomi znalazła jej pokój do pracy na tym samym piętrze, co jego gabinet, niemal za ścianą.
– Wiem – odparł. – Poprosiłem ją o to.
– Chcesz mnie codziennie mieć tak blisko siebie? – zapytała z wahaniem.
– Chcę, i to bardzo.
– Nie boisz się, że popełniasz błąd, Steve? Prawie mnie nie znasz.
– Byłaś z mną przez cały ten tydzień, codziennie i co noc. Znam cię, Angelo, znam cię bardzo dobrze.
– Ja czułam to samo – szepnęła.
Spojrzał znowu na kanał, a kiedy odwrócił się do niej, ujrzał zamknięte oczy, lekko poruszające się usta i złożone dłonie. Po chwili otworzyła oczy i uśmiechnęła się do niego.
– Co robiłaś? – zapytał. – Modliłaś się? Skinęła głową.
– To mi pomogło – odparła.
– W czym, Angelo?
– W tym, co zamierzam zrobić. – Wciąż się uśmiechała. – Zabierz mnie do hotelu, Steve.
– Do którego?
– Twojego. Chcę zobaczyć, jak mieszkasz.
– Naprawdę chcesz zobaczyć, jak mieszkam? Wsunęła rękę pod jego ramię.
– Nie – odparła. – Chcę po prostu być z tobą.
Leżeli nadzy na łóżku, zwróceni do siebie twarzami, całowali się i pieścili, jej dłoń głaskała skórę na jego biodrze i brzuchu, jego ręka spoczywała na jej udzie.
Odkąd się położyli, nie zamienili słowa, słyszeli tylko swoje coraz szybsze oddechy i bijące coraz głośniej serca.
Jego dłoń prześliznęła się po wilgotnym trójkącie jej miękkich włosów łonowych, palce odnalazły wydatny pączek łechtaczki i powoli, delikatnie zaczęły ją masować. Biodra Angeli uniosły się odruchowo, usłyszał jej głośny oddech i westchnienie rozkoszy. Ręka dziewczyny przesunęła się w dół i uchwyciła stwardniały penis, palce zaczęły pocierać go miłośnie, aż nabrzmiał jeszcze bardziej i Randall poczuł, że zaraz wybuchnie.