Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]
Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]

Электронная книга - «Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]». Краткое содержание книги:

Coś nowego pojawiło się między starożytnymi miastami Ankh-Morpork i Al-Khali. Dosłownie. To wyspa, wynurzająca się z dna Okrągłego Morza Dysku. Ponieważ jest niezamieszkana i oba miasta roszczą sobie do niej prawa, komendant Vimes ze swymi wiernymi strażnikami staje wobec zbrodni tak wielkiej, że żadne prawa jej nie obejmują.
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 87
Перейти на страницу:

— Czy to pan Vimes? — zdumiał się jeden z Morporczyków. — A to kapitan Marchewa, prawda?

— O, dzień dobry, panie Smallplank — powiedział Marchewa. — Dobrze pana tu karmią, co?

— Tajest, sir!

Vimes przewrócił oczami. Znowu ten Marchewa… Zna wszystkich. A ten człowiek tytułuje go „sir”…

— Chcemy tylko przejść — rzekł Marchewa. — Nie zajmiemy wiele czasu.

— Ale, sir, te szma… — Smallplank zawahał się. Pewne słowa nie padają tak łatwo, gdy opisywane przez nie obiekty stoją bardzo blisko i wyglądają na bardzo dużych i uzbrojonych.

— Ci Klatchianie też tu stoją na warcie…

Obok ucha Vimesa przepłynęła strużka błękitnego dymu.

— Dzień dobry panom — odezwał się 71-godzinny Ahmed. W obu rękach trzymał po d’regowskiej kuszy. — Zauważyliście pewnie, że stojący za mną żołnierze także są dobrze uzbrojeni? Świetnie. Nazywam się 71-godzinny Ahmed. Strzelę do tego, który jako ostatni rzuci broń. Macie na to moje słowo.

Morporczycy byli wyraźnie zdziwieni. Klatchianie zaczęli szeptać nerwowo między sobą.

— Rzućcie, chłopcy — powiedział Vimes.

Morporczycy pospiesznie odrzucili miecze. Zaraz potem Klatchianie poszli za ich przykładem.

— Remis między dżentelmenem po lewej stronie i tym wysokim zezowatym — oznajmił 71-godzinny Ahmed i uniósł kusze.

— Zaraz… — zaprotestował Vimes. — Nie można tak…

Brzęknęły cięciwy. Obaj mężczyźni upadli z krzykiem.

— Jednakże — rzekł Ahmed, oddając kusze stojącemu za nim D’regowi, który natychmiast wręczył mu następną, załadowaną — z szacunku dla wrażliwości obecnego tu komendanta Vimesa, ograniczę się do jednego trafienia w udo i jednego w stopę. Przybywamy w końcu z misją pokojową.

Zwrócił się do Vimesa.

— Przepraszam, sir Samuelu, ale ważne jest, by w kontaktach ze mną ludzie wiedzieli, na czym stoją.

— Ci dwaj już nie stoją…

— Wyliżą się.

Vimes zbliżył się do Ahmeda.

— „Huthuthut”? — syknął. — Mówił pan, że to znaczy…

— Pomyślałem, że jadąc na czele, da pan wszystkim dobry przykład — szepnął wali. — D’regowie zawsze chętnie pójdą za kimś, kto spieszy się do bitwy.

Lord Rust wyszedł na słońce i zmierzył Vimesa gniewnym wzrokiem.

— Vimes? Co pan wyprawia, do demona?

— Nie przymykam oka, wasza lordowska mość.

Przecisnął się obok niego i wkroczył pod dach pawilonu. Był tam książę Cadram — wciąż siedział. I było wielu uzbrojonych ludzi. Ci, co zauważył niemal odruchowo, nie wyglądali na zwykłych żołnierzy. Wyglądali raczej na twardych i lojalnych gwardzistów.

— A więc — rzekł książę — przybywacie tu z bronią, pod flagą pokoju?

— Czy książę Cadram? — spytał Vimes.

— I ty też, Ahmedzie? — spytał książę, nie zwracając uwagi na komendanta.

Ahmed skinął głową, ale milczał.

Och, byle nie teraz, pomyślał Vimes. Twardy jak rzemień i zjadliwy jak osa, ale właśnie znalazł się w obecności swego władcy…

— Jest pan aresztowany — powiedział.

Książę wydał cichy głos, coś pomiędzy chrząknięciem a śmiechem.

— Co takiego?!

— Aresztuję pana pod zarzutem spisku zmierzającego do zamordowania swojego brata. Mogą też pojawić się inne zarzuty.

Książę zasłonił dłońmi twarz, po czym opuścił je ku brodzie, gestem człowieka zmęczonego, który stara się jakoś opanować w trudnej sytuacji.

— Panie… — zaczął.

— Sir Samuel Vimes, Straż Miejska Ankh-Morpork — przedstawił się Vimes.

— Panie Samuelu, wystarczy mi skinąć ręką, a ci stojący za mną ludzie porąbią pana na…

— Zabiję pierwszego, który się ruszy — ostrzegł Ahmed.

— A wtedy drugi, który się ruszy, zabije ciebie, ty zdrajco! — krzyknął książę.

— Będą musieli się ruszać bardzo szybko — stwierdził Marchewa, dobywając miecza.

— Są ochotnicy na trzeciego? — zapytał Vimes. — Ktoś się zgłosi?

Generał Ashal bardzo powoli uniósł dłoń w górę. Gwardziści odprężyli się lekko.

— Cóż to było za… kłamstwo, które wygłosił pan o morderstwie? — zapytał.

— Czyś ty zwariował, Ashalu?! — zawołał książę.

— Ależ sire, zanim zacznę nie wierzyć w te oszczercze pomówienia, muszę najpierw poznać ich treść.

— Vimes, ty naprawdę oszalałeś — oburzył się Rust. — Nie możesz aresztować dowódcy armii!

— Prawdę mówiąc, panie Vimes, sądzę, że możemy — oświadczył Marchewa. — A także armię. To znaczy, nie widzę powodów, które by to uniemożliwiały. Możemy ich oskarżyć o zachowanie zmierzające do zakłócenia spokoju, sir. Przecież na tym właśnie polega wojna.

Na twarzy Vimesa pojawił się maniakalny uśmiech.

— To mi się podoba.

— Ale uczciwie mówiąc, nasza… to znaczy armia Ankh-Morpork… także…

— Więc lepiej ich też aresztujcie. Aresztujcie wszystkich. Spisek zmierzający do zakłócenia porządku publicznego… — Zaczął odliczać na palcach. — Posiadanie narzędzi przestępstwa, utrudnianie ruchu, groźby karalne, włóczęgostwo złośliwe, włóczęgostwo zbiorowe, ha, wyprawy w celu popełnienia przestępstwa, świadome stawianie oporu i noszenie ukrytej broni.

— Nie wydaje mi się, żeby… — zaczął Marchewa.

— Ja jej nie widzę — zapewnił Vimes.

— Vimes, rozkazuję ci, żebyś natychmiast odzyskał zmysły! — ryknął lord Rust. — Za długo siedziałeś na słońcu?

— A, to doliczymy jego lordowskiej mości jako obraźliwe zachowanie.

Książę wciąż przypatrywał się Vimesowi.

— Poważnie sądzi pan, że może aresztować armię? A może wydaje się panu, że dysponuje większą armią?

— Nie jest mi potrzebna — odparł Vimes. — Siła przyłożona we właściwym punkcie, jak powiada Tacticus. A to właśnie ten punkt, na samym czubku kuszy Ahmeda. Nie przestraszyłoby to D’rega, ale pan… pan na pewno nie myśli tak jak oni. Proszę polecić swoim żołnierzom, by złożyli broń. Chcę, żeby taki rozkaz padł natychmiast.

— Nawet Ahmed nie zastrzeli z zimną krwią swojego księcia — rzekł dumnie Cadram.

Vimes porwał kuszę.

— Nie prosiłbym go o to! — Wymierzył. — Proszę wydać rozkaz!

Książę patrzył nieruchomo.

— Liczę do trzech…

Generał Ashal pochylił się i szepnął coś Cadramowi do ucha. Książę zesztywniał nagle i raz jeszcze spojrzał na komendanta.

— Zgadza się — potwierdził Vimes. — To rodzinne.

— To by było morderstwo!

— Doprawdy? Podczas wojny? Jestem z Ankh-Morpork. Czy nie znaleźliśmy się ostatnio w stanie wojny z wami? A skoro tak, to nie może być morderstwo. Gdzieś to jest zapisane.

Generał pochylił się znowu i zaczął szeptać.

— Jeden — powiedział Vimes.

Nastąpiła nerwowa dyskusja.

— Dwa.

— Mójksiążężyczysobiebymprzekazał… — zaczął generał.

— Dobrze, możesz zwolnić.

— Jeśli ma to pana uszczęśliwić, to dobrze, wyślę taki rozkaz. Proszę wypuścić gońców.

Vimes skinął głową i opuścił kuszę. Książę poruszył się niespokojnie.

— Armia Ankh-Morpork także ma złożyć broń — rzekł Vimes.

— Ależ Vimes, przecież jesteś po naszej stronie… — zaczął Rust.

— Niech to wszystkie demony porwą, mam zamiar kogoś dziś zastrzelić i to możesz być ty, Rust!

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)