Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Chwila przerwy w atakach na ziemi - mruknął Langenau.
-A co będą bombardować?
-Wiesz? Nie meldowali nam jeszcze.
Schielke wzruszył ramionami.
-A wracając do sprawy...
-Nie ma do czego wracać. Zlecono wam to śledztwo tylko dla porządku. A nuż coś się okaże. Ale ja ci powiem. Nic się nie okaże. Nikt na razie nie może nawet wymyślić powodu tej przedziwnej akcji AK. - Esesman zdjął hełm, jeszcze raz wytarł twarz z potu i popatrzył w niebo na samoloty znikające nad morzem ruin. - Nikt nie wie, jak powiązać Polaków z Breslau. Po wojnie przy pomocy wykrywacza metalu i łopatki nic nie znajdą, więc jedyny ich motyw odpada. Może to splot przypadków, a może zagadka, której nikt nigdy nie rozwiąże.
Langenau wstał energicznie i skinął na nich ręką.
-Chodźcie. Napiszę wam pismo w sprawie dzisiejszego dzielnego ataku Abwehry na tym odcinku.
-Po co?
-Może dostaniesz kolejny order. Wnukom pokażesz.
Ruszył szybko w kierunku zaplecza. Schielke znowu spojrzał na Holmesa. Ten uśmiechnął się tajemniczo.
-Co? Zwątpiłeś? - spytał szeptem.
-Mhm. A ty nie?
-Conan Doyle tak skonstruował postać Sherlocka Holmesa, że nie było dla niego spraw nierozwiązywalnych.
Dobry kwadrans zajęło im uspokajanie Rity i powtarzane kilka razy tłumaczenie wszystkich powodów, dla których nie mogła pójść z nimi do Langenaua.
-Przecież i tak, i tak siedzę w tym wozie pancernym! krzyczała. - A jakby mnie ktoś ustrzelił z pancerfausta?
-Posłuchaj - usiłował tłumaczyć Schielke - czeka nas jeszcze dość trudna droga powrotna do centrum, a potem do Carlowitz.
-Coś takiego - przedrzeźniała jego poważny ton. - A tam czyhają na nas smoki i cyklopy z maczugami?
-Oj, przestań żartować.
Zapadła męcząca cisza. O ile ciszą można nazwać huk dział stłumiony jedynie burtami z cienkiego pancerza. Holmes usiłował zmienić temat.
-Co o tym wszystkim myślisz?
Schielke wzruszył ramionami.
-Wierzę w wersję Langenaua. Uważam, że w tej chwili naprawdę nikt na świecie nie wie, gdzie ukryto te skrzynie.
Holmes skinął głową.
-Właśnie.
-I nie mam zielonego pojęcia, dlaczego Polacy postanowili zniszczyć akurat te meldunki.
-To mógł być przypadek albo pomyłka. Ale... Czujesz tę adrenalinę?
Schielke spojrzał zdziwiony.
-Śledztwo jest jak seks. Najfajniej jest pod sam koniec.
-Chyba że nastąpi przedwczesny wytrysk - wtrąciła inteligentnie Rita.
-No to spróbujmy dożyć orgazmu - uśmiechnął się Holmes. - Lepiej znasz Krupmanna. Myślisz, że naprawdę czyha na nas w drodze powrotnej?
-Tak. A jeśli jeszcze jest pijany w sztok...
-E tam - przerwał mu Holmes. - Sam wiem, jak po jednym łyku wódki woniało ode mnie niczym z gorzelni. To i odrobina aktorstwa...
-Bardziej mnie ciekawi, po cholerę miałby tam czekać?
-To oczywiste, że Krupmann przyjechał do Langenau, bo dowiedział się, że będziemy u niego.
-Jak?
-Usłyszał gdzieś, że ktoś interesuje się akurat tym esesmanem. Reszty się domyślił.
-Ten gestapowiec chce nas zabić? - włączyła się Rita. - Berlin już okrążony. Cholera wie, co mu strzeli do głowy.
Holmes zerknął na śliczną dziewczynę.
Berlin już okrążony - powtórzył za nią. - Dlatego bardziej interesuje mnie, czego boi się Krupmann. Robi się za późno na ucieczkę samolotem, a jeśli tu zostanie, to mu Rosjanie zrobią to samo, co on robił innym, tyle że razy dziesięć, bo są bardziej inteligentni i pomysłowi.
-No - Schielke skinął giową. - Możemy wracać inną drogą?
-Wzdłuż frontu? - mruknął Holmes. - Masz na to jakieś papiery, czy zamierzasz się zamienić w dyżurnego wisielca?
-To zmieńmy taktykę. Niech żołnierze nie jadą za nami na ciężarówce. Niech wysiadają i idą obok drogi, kryjąc się w ruinach.
-Nie nadążą za wozem pancernym.
-Wprost przeciwnie. Niech Watson co jakieś sto, dwieście metrów markuje jakąś awarię. Wychodzi, kopie w opony, zagląda pod spód... Byle tylko żołnierze nas nie wyprzedzili.
-To ma sens. Jak nas Krupmann zatrzyma, to część oddziału wychodzi mu za plecy, a część ciągle czeka gotowa w ukryciu.
-Mhm.
-No to do dzieła. Uprzedź ludzi.
Kiedy Schielke wyszedł i zostali sami, Rita nie mogła się powstrzymać, żeby nie zacząć rozmowy.
-Wiesz - zerknęła na Holmesa - nie mogę cię ani rozgryźć, ani ocenić.
-W jakim sensie? - spojrzał zaciekawiony.
-Och, to, że nie znam twojej przeszłości, życiorysu, jest zrozumiałe. Część zawodu. Ale ty w ogóle jesteś inny niż reszta ludzi.
Nie skomentował tego, co powiedziała.
-Nie mogę rozgryźć nawet takich drobiazgów jak twoje przyzwyczajenia. Jakbyś nie istniał. Jakby cię stworzono kilka miesięcy temu.
-Może nie istniałem.
-Oj, przestań. Myślałam, że lubisz dobrą kawę. Ale jak jej zabrakło - pijesz ersatz z równą przyjemnością. Ty nawet nie palisz nałogowo. Nie tak jak Dieter.
-Każdy nałóg, gdy cię zamkną, może się stać narzędziem tortur. Albo marchewką, albo kijem.
-Nie zamydlisz mi oczu tym wywiadowczym gadaniem. Wiem, że jesteś wrażliwy, niezwykle oczytany... Słyszałam wasze dyskusje z Dieterem. Błyskawicznie kojarzysz fakty, masz jakiś nieprawdopodobny zmysł obserwacji i, co gorsza, potrafisz wykorzystać swoje obserwacje. Tu i teraz. Natychmiast.
-Twój ukochany też to potrafi. Tylko trzeba mu było otworzyć klapkę w mózgu, która go hamowała.
Zmrużyła oczy.
-Radzisz sobie z kobietami...
-Z mężczyznami też.
-Ooooo... Bawi cię ten słowny ping-pong?
Zaprzeczył ruchem głowy.
-To dlaczego wydajesz się taki niematerialny? Tak jakbyś nigdy nie istniał - powtórzyła. - Coś mi się wydaje, że nie jest to tylko kwestia mimikry.
-Nie wiem, czy to da się tak łatwo wytłumaczyć. Ale jesteś na jakimś dziwnym tropie - zamyślił się na chwilę. - Mówiąc szczerze, ja o tobie myślę to samo.
-To samo?
-No tak. Jakby ciebie nie było. Pojawiłaś się znikąd w życiu Dietera, przynajmniej on to tak przedstawia, prawie że na chwilę przede mną. Nie uważasz, że wygląda to trochę jak deus ex machina?
Zafrapowana potrząsnęła głową.
-Tak jakbyśmy nagle postanowili zmienić jego życie? Albo go uratować?
-Albo... - To brzmiało prawie jak przedrzeźnianie. - Albo każde z nas czegoś od niego chce. Być może każde chce tego samego.
-Tego, żeby nas przeniósł ponad niebezpieczeństwami najgorszych dni Festung Breslau? - dokończyła Rita.
Holmes skinął głową. Końcem palca strząsnął jakiś niewidzialny pyłek z policzka i powiedział:
-Z tym, że w przeciwieństwie do mnie ty w chwili, kiedy go poznałaś, nie wiedziałaś o tej ciekawej możliwości.
Spojrzała na niego gwałtownie. Niestety, dalszą dyskusję przerwał Schielke, który wskoczył do środka, kiwając na Watsona i Heiniego rozprawiających, sądząc po ich gestykulacji, o jakichś zawiłościach walk w mieście.
-Możemy ruszać.
Holmes wystawił głowę przez niewielki właz i pokazał coś Watsonowi. Ten skinął głową. Ciężki wóz ruszył wzdłuż zrujnowanych ścian kamienic, usiłując trzymać się w ich cieniu. Słońce było coraz wyżej, rażąc odbiciem od bruku ulicy. Wewnątrz było coraz cieplej, szczególnie Schiełkemu ubranemu w kurtkę i kamizelkę.
-Jak myślicie, czego chce Krupmann?
-Uratować swoje tłuste dupsko - odpowiedziała natychmiast Rita.
-Przecież aż tak durny nie jest. Ukrył akta z przesłuchania Langenaua, przekazując resztę Abwehrze. Sądził, że to się nie wyda?