Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]
Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]

Электронная книга - «Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]». Краткое содержание книги:

Mieszkaniec planety Anarres, fizyk imieniem Szevek, nigdy nie potrafi zrezygnować z prawa do odrębności, do osobistej wolności, dlatego czuł się nieszczęśliwy będąc członkiem społeczeństwa ludzi całkowicie równych. Idealnym wyjściem w tej sytuacji wydaje się emigracja na sąsiednią, wrogą planetę Urras. Szevek otrzymuje zaproszenie i opuszcza ojczyznę, lecz już na pokładzie statku kosmicznego zdobywa pewne niepokojące informacje o Urras. Statek niebawem wyląduje…

Powieść otrzymała nagrodę Nebulę w 1974 i Hugo w 1975.
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 95
Перейти на страницу:

Spędzili w tej suterenie trzy noce. Przez cały ten czas w dzielnicy składów toczyły się sporadyczne walki, utrzymywano też wojskową blokadę na skrzyżowaniu z Bulwarem Mesee. Walki nigdy się do niej nie zbliżyły, obsadzona była ponadto silną załogą, więc gdyby ukrywający się wyszli z kryjówki, musieliby się poddać.

Szevek zapytał raz towarzysza, gdy ów odzyskał na chwilę przytomność:

— Gdybyśmy stąd wyszli, co policjanci by z nami zrobili?

Mężczyzna uśmiechnął się i szepnął:

— Rozwaliliby nas.

Jako że wokół, to bliżej, to dalej, nie milkła przez wiele godzin chaotyczna strzelanina, od czasu do czasu zaś dolatywał huk potężnych eksplozji i łoskot helikopterów, jego opinia zdawała się być dobrze umotywowana. Mniej natomiast jasny był powód uśmiechu.

Umarł tej samej nocy z upływu krwi, gdy przytuleni do siebie — by się wzajemnie ogrzewać — leżeli na materacu, który Szevek sporządził ze słomy do wykładania skrzyń. Był już zesztywniały, kiedy Szevek się obudził, usiadł i wsłuchiwał się w ciszę wielkiej, mrocznej sutereny, w ciszę panującą na ulicy i w całym mieście, w ciszę śmierci.

Rozdział dziesiąty

Anarres

Linie kolejowe na Południowym Zachodzie biegły najczęściej po nasypach, metr lub nieco powyżej nad równiną. Dzięki podwyższonemu podtorzu mniej się dawała we znaki kurzawa i podróżni mieli lepszy widok na pustkowie.

Południowy Zachód był jedynym z ośmiu regionów Anarres pozbawionym większego zbiornika wodnego. Daleko na południu podczas letniego topnienia bieguna tworzyły się bagniska; blisko równika w rozległych panwiach stały jedynie płytkie, alkaliczne jeziorka. Nie było tu gór; co kilkaset kilometrów ciągnęły się z północy na południe łańcuchy wzgórz — nagich, spękanych, wyrzeźbionych przez pogodę w zerwy i turnie. Barwiły je pasma fioletu i czerwieni; ściany urwisk porastał mech skalny — roślina zdolna przetrwać każdy skwar, suchość gleby, najporywistsze wichury — i śmiałymi, szarozielonymi liszajami przeplatał się pionowym wątkiem z osnową warstwie piaskowca. W krajobrazie dominował kolor bury, przechodzący w białawy tam, gdzie — na wpół zawiane piaskiem — dosychały panwie. Nad równiną przesuwały się z rzadka burzowe chmury, oślepiająco białe na purpurowym tle nieba. Nie niosły deszczu, rzucały tylko cień. Nasyp i lśniące szyny biegły prosto jak strzelił — za pociągiem i przed pociągiem — aż po horyzont.

— Jedyne, co można zrobić z tym Południowym Zachodem — stwierdził maszynista — to przeskoczyć go.

Jego towarzysz nie odpowiedział, zasnął. Głowa podskakiwała mu w rytm wstrząsów lokomotywy. Ręce, spracowane i sczerniałe od odmrożeń, leżały bezwładnie na udach; twarz, choć rozluźniona, była pomarszczona i smutna. Wsiadł w Miedzianej Górze; ponieważ był jedynym pasażerem, maszynista poprosił, żeby usiadł z nim w kabinie, dla towarzystwa. Podróżny natychmiast zasnął.

Maszynista spoglądał nań od czasu do czasu z rozczarowaniem. ale i sympatią. Tylu się w ostatnich latach napatrzył wycieńczonych ludzi, że ich stan wydawał mu się czymś normalnym.

Mężczyzna obudził się późnym popołudniem, przez jakiś czas wpatrywał się w pustynię, po czym zapytał:

— Zawsze odbywasz tę trasę sam?

— Od jakichś trzech, czterech lat.

— Nie zdarzyła ci się nigdy awaria?

— Parę razy. Wożę ze sobą na takie okazje furę żarcia i wodę.

A tak przy okazji, nie jesteś głodny?

— Na razie nie.

— Po paru dniach przysyłają mi pociąg naprawczy z Samotni.

— To następna stacja?

— Tak. Od Kopalni Sedep do Samotni jest tysiąc siedemset kilometrów. Najdłuższa trasa między dwoma miastami na Anarres.

Jeżdżę na niej od jedenastu lat.

— Nie znudziło ci się?

— Nie. Lubię robotę w pojedynkę.

Pasażer skinieniem głowy przyznał mu rację.

— Poza tym jest stała. Lubię rutynę; daje czas do myślenia. Piętnaście dni na trasie, piętnaście wolnego z partnerką w Nowej Nadziei.

I tak rok w rok; susza nie susza, głód nie głód. Żadnych zmian, zresztą tu zawsze panuje susza. Lubię tę trasę. Wyjmij no wodę, co? Lodówka jest pod szafką.

Pociągnęli po długim łyku z butelki. Woda miała mdły, alkaliczny smak, za to była zimna.

— O, dobra! — mruknął z wdzięcznością pasażer. Odstawił butelkę. Wracając na swoje miejsce z przodu kabiny, przeciągnął się, opierając rękami o sufit. — A więc żyjesz z partnerką — stwierdził z prostotą, która spodobała się maszyniście.

— Już osiemnaście lat.

— Więc dopiero zaczynasz.

— Tam do licha, zgadzam się z tobą! Tego właśnie niektórzy nie rozumieją. Bo widzisz, ja to widzę tak: jak człowiek spółkuje, jak ma te naście lat, ma z tego diabelną frajdę, ale przekonuje się też prędko, że to się specjalnie niczym nie różni. Jest to fajne, zgoda!

Ale to, co naprawdę stanowi odmianę, leży nie w samym pieprzeniu — ale w tej drugiej osobie. I dopiero po osiemnastu latach, masz rację, zaczyna się tę odmianę dostrzegać. Przynajmniej kiedy starasz się kobietę zrozumieć. Baba ci nie pokaże po sobie, że chłop ją zaskoczył; choć może udają… Tak czy siak, w tym, bracie, cała przyjemność. W zaskoczeniach, udawaniu, tej zabawie. W odmianie. A odmiana nie bierze się ze zmiany bab. Za młodu zjeździłem ci całe Anarres. Jeździłem z ładunkiem po wszystkich regionach.

Miałem chyba ze setkę dziewuch po różnych miastach. I zaczęło mnie to nudzić. Wróciłem tutaj i rok w rok co trzy dekady robię tę trasę, przez tę pustynię, gdzie jednej wydmy od drugiej nie odróżnisz i gdzie byś nie patrzył, masz przez trzy tysiące kilometrów ten sam obrazek; potem wracam do domu do tej samej partnerki — i ani razu mi jeszcze nie zbrzydło. To nie skakanie z miejsca na miejsce potrzebne jest człowiekowi w życiu. Trzeba mieć czas po swojej stronie. Współpracować z nim, a nie mu przeszkadzać.

— Otóż to — przytaknął pasażer.

— A twoja partnerka?

— Jest na Północnym Wschodzie. Od czterech lat.

— To za długo — ocenił maszynista. — Razem was powinni skierować.

— Nie w to miejsce, gdzie byłem.

— A gdzie byłeś?

— Łokieć, potem Wielka Dolina.

— Słyszałem o Wielkiej Dolinie. — Maszynista zerknął na pasażera z szacunkiem należnym ocalałemu. Zauważył suchy wygląd jego spieczonej słońcem skóry, coś w rodzaju przewiania do kości, jakie widywał już u tych, którzy lata głodu przeżyli w Kurzawie. — Nie powinniśmy za wszelką cenę utrzymywać tych zakładów w ruchu.

— Potrzebowaliśmy fosforanów.

— Mówią, że jak zatrzymali w Portalu ten pociąg z zaopatrzeniem, fabryki szły dalej i ludzie umierali z głodu przy robocie. Odchodzili na bok, kładli się i umierali. Tak było?

Pasażer kiwnął głową. Nic nie odpowiedział. Maszynista nie nalegał, po chwili jednak rzekł:

— Zastanawiam się, co ja bym zrobił, jakby tak mój pociąg zatrzymali.

— Nigdy cię to nie spotkało?

— Nie. Widzisz, ja nie przewożę żywności; najwyżej czasem wagon do Górnego Sedepu. To jest szlak rudy. Ale gdybym tak jeździł na trasie zaopatrzeniowej i by mnie zatrzymali? Co bym zrobił? Przejechał się po nich i dowiózł żywność tam, gdzie była przeznaczona? Ale, do diabła, przejeżdżać dzieci, starców? Robią Lle, ale mordować ich za to? Sam nie wiem.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 95
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)