Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 158
Перейти на страницу:

Martinez stłumił dreszcz.

— Serum prawdy nie zawsze prowadzi do prawdy — zauważył. — Osłabia zapory obronne, ale potrafi również zamącić więźniowi w głowie. Phillips może wymieniać jakieś przypadkowe nazwiska.

— Zorientuję się. Może nie podczas pierwszej próby, ale będziemy co dzień prowadzić przesłuchania i w końcu będę wiedziała. Prawda zawsze wychodzi na wierzch.

— Miejmy nadzieję.

— Proszę przywołać tu Corbigny. Zabiorę ją ze sobą do aresztu. Pan i… — zerknęła na Marsdena — pana sekretarz wracajcie do spraw statku.

Martinez był zaskoczony.

— Ja… — zaczął. — Phillips jest moim oficerem i…

Chcę obserwować, jak za pomocą chemii odzierasz go z godności i wydobywasz z niego wszystkie tajemnice — pomyślał. W końcu to z mojej winy chcesz go przez to przepuścić.

— Już nie jest pana oficerem — odparła obojętnie Michi. — To chodzący trup. A szczerze mówiąc, nie sądzę, by dobrze zniósł pańską obecność. — Spojrzała na Martineza i jej wzrok zmiękł. — Kapitanie, dowodzi pan statkiem.

— Tak, milady — odparł i stanął na baczność.

Resztę dnia spędził wraz z Marsdenem w swoim gabinecie, gdzie zajmowali się szczegółowymi sprawami statku. Marsden był milczący i wrogi; Martinez nie mógł się skoncentrować na pracy, gdyż jego myśli cały czas błądziły ślepymi uliczkami.

Zjadł samotnie kolację, wypił pół butelki wina i poszedł poszukać doktora.

W pobliżu apteki spotkał lady Juliette Corbigny, która stamtąd wychodziła. Była blada, oczy miała większe niż zwykle.

— Proszę wybaczyć, lordzie kapitanie — powiedziała i pognała. Martinez wszedł do apteki, gdzie zastał rozwalonego na stole doktora Xi. Mężczyzna podpierał pięścią brodę i wpatrywał się w szklanicę wypełnioną do połowy jakimś przezroczystym płynem. Oddychając, wydzielał ostry zapach spirytusu zbożowego.

— Przypuszczam, że porucznik Corbigny nie czuje się dobrze — stwierdził. — Musiałem dać jej coś na uspokojenie żołądka. Podczas przesłuchania zwymiotowała na podłogę. — Xi podniósł szklankę i spojrzał na nią poważnie. — Obawiam się, że nie jest stworzona do pracy w policji.

W Martinezie wzbierał dziki gniew.

— Czy cośsię udało ustalić? — spytał.

— Przesłuchanie nie było szczególnie owocne — odparł Xi. — Phillips zeznał, że nie zabił kapitana i nie wie, kto to zrobił. Powiedział, że nie należy do sekty. A wisior z drzewem ayaca dostał jako dziecko od swej dobrej starej niani, czego, nawiasem mówiąc, nie da się potwierdzić, bo kobieta nie żyje. Stwierdził, że nie miał pojęcia, iż ayaca ma jakieś znaczenie symboliczne, poza tym że to ładne drzewo i ludzie często sadzą je w ogrodach. Xi osunął się na stół i popił ze szklanki.

— Gdy serum zaczęło działać, podtrzymywał swoją wersję, ale potem umysł mu się zamglił i Phillips zaczął śpiewać. Garcia, dowódca eskadry i Corbigny — kiedy nie rzygała — usiłowali naprowadzić go na zasadniczy temat, ale on ciągle to samo śpiewał. Albo może to były inne recytacje, nie wiem.

— Co śpiewał?

— Nie wiem. W jakimś starym języku, którego nikt nie rozpoznał, ale dobrze słyszeliśmy słowo „Narayanguru”, więc to musiał być rytualny język sekty. Gdy służba śledcza dostanie nagrania, znajdą kogoś, kto zidentyfikuje język, i to będzie koniec lorda Phillipsa. A jeśli śledczy akurat będą w dobrych stosunkach z Legionem i przekażą im informacje, Legion prawdopodobnie aresztuje połowę klanu Phillipsów i to będzie ich koniec. Legion ma do dyspozycji znacznie więcej metod śledztwa niż my i znacznie wredniejszych ode mnie lekarzy; oni są bardzo dumni z tego, że u nich prawie sto procent aresztantów się przyznaje. — Znów spojrzał na szklankę, potem uniósł wzrok na Martineza.

— Kapitanie, zaniedbałem pana. Jestem złym lekarzem i złym gospodarzem. Napije się pan ze mną na pocieszenie?

— Nie, dziękuję, już dość piłem. A pan będzie miał strasznego kaca.

Xi przesłał mu znużony uśmiech.

— Nie, nie będę. Kropelka tego, kropelka tamtego i rano wstanę jak nowo narodzony. — Głowa mu opadła. — A potem dowódca eskadry znów zmieni mnie we wrednego lekarza i każe, żebym dał zastrzyk w szyję niewinnemu małemu człowiekowi, który nikogo nie skrzywdził, gdyby mnie kto pytał, ale nikt mnie nie pytał. On i tak umrze, a ja żałuję, że nie trzymałem swojej cholernej gęby na kłódkę w sprawie obrażeń kapitana. — Dolał sobie alkoholu. — Myślałem, że będę błyskotliwym detektywem, który znajduje ślady przestępstwa jak policja na wideo, a tymczasem zostałem wplątany w coś brudnego, odrażającego i wstrętnego, i szczerze mówiąc, chciałbym móc rzygać jak Corbigny.

— Niech pan dalej tak pije, a będzie pan rzygał — powiedział Martinez.

— Postaram się — odparł Xi i wzniósł szklankę. — Do dna!

Martinez poczuł na języku gorzki smak porażki. Gdy wychodził z apteki, przysiągł sobie, że gdy następnym razem dozna olśnienia, zatrzyma wnioski dla siebie.

* * *

Wezwanie od Garcii wyrwało Martineza z łóżka. Biegł do aresztu, zapinając bluzę na piżamie.

— Lordzie kapitanie, całą noc był tu strażnik. — Garcia zaczął mówić, gdy tylko Martinez wszedł do aresztu. — W żaden sposób nikt nie mógł się do niego dostać.

Kapitan podszedł do celi lorda Phillipsa, zajrzał do środka i zaraz tego pożałował.

W nocy Phillips rozerwał fotel akceleracyjny, który spełniał tu rolę łóżka, wyciągnął całe garście pianki wyściełającej i napełnił nią usta, aż się udławił.

Teraz zwisał częściowo z fotela, usta miał pełne pianki, twarz mu sczerniała. Jego otwarte oczy, wpatrywały się w sufit, w osłoniętą koszem lampę. Strzępy pianki unosiły się w powietrzu jak kłaczki kurzu.

Doktor Xi klęczał przy nim. Wokół oczu miał czerwoną obwódkę, ręce mu się trzęsły, gdy przeprowadzał pobieżne badanie.

Przyszła Michi.

— Wiedział, że się załamie — oświadczyła. — Wiedział, że wcześniej czy później wyda nam nazwiska. Postanowił umrzeć, by chronić przyjaciół. — Pokręciła głową. — Nigdy bym nie pomyślała, że będzie miał odwagę to zrobić.

Martinez spojrzał na nią, wściekły. Zaraz jednak odwrócił się do niej plecami.

— Nadal nie wiemy więcej niż wiedzieliśmy! — wrzasnęła Michi i uderzyła pięścią w metalowe drzwi.

Później tego ranka Martinez przeprowadził bezwzględną inspekcję w pierwszej baterii pocisków i w składach mechaników, ale wcale nie poczuł się przez to lepiej.

DWADZIEŚCIA JEDEN

Komunikator lorda Chena piszczał natarczywie. — Wybacz, Loopy. — Lord Chen odstawił swój koktajl i sięgnął do kieszeni marynarki. Stał na nadmorskim tarasie w domu przyjaciela, lorda Stanleya Loo, zwanego od czasów szkolnych „Loopy”. Z estrady, która sprawiała wrażenie zaprojektowanej przez koronczarkę, przygrywała świątecznie orkiestra Cree. Bryza niosła rześki zapach soli i jodu, huk fal uderzających o skały zagłuszał czasem muzykę. Czerwone niebo Antopone przydawało falom krwawych tonów.

— Chen — zgłosił się, podnosząc telefon do ucha.

— Milordzie, lord Tork domaga się, by natychmiast pojawił się pan na „Galaktycznym”.

Lord Chen poznał ostrożną wymowę lorda konwokata Mondiego, jednego z członków Zarządu Floty, Torminela, który bardzo się starał nie seplenić.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)