Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— Zanzibar? — zdumiał się White Haven.
— Ano Zanzibar — potwierdził William. — To jakby mniejsza wersja stoczni Blackbird i także wspólna inwestycja z kartelem Hauptmana. Co prawda przez parę pierwszych lat nie da się tam zbudować nic większego niż krążownik liniowy, ale jest całkowicie nowoczesna. Podobnie jak stocznia w systemie Alizon. A Grayson to prawdziwy fenomen… Może dlatego, że w ich systemie rozegrało się tyle bitew, może dlatego, że ich poziom życia był tak niski przed wybuchem wojny, a może to kwestia charakteru, ale faktem jest, że mają olbrzymi wkład w produkcję na rzecz wojny. A ich gospodarka nadal jeszcze się rozwija, i to gwałtownie. A nam nie pomaga fakt, iż nadal nie jesteśmy w stanie zapewnić pełnego bezpieczeństwa własnym frachtowcom na obszarze Konfederacji. Nasz handel z Silesią spadł o dwadzieścia osiem procent.
— A na nasze miejsce weszło Imperium — dokończył earl White Haven.
— Wygląda na to, że bardziej Liga Solarna — William wzruszył ramionami. — Coraz bardziej rozpycha się nie tylko na tym rynku… co może tłumaczyć, dlaczego właśnie z terenu Ligi nowe technologie przeciekają do Ludowej Republiki.
— Ślicznie, cholera, ślicznie. — White Haven pomasował skronie, spojrzał na Caparelliego i wrócił do pierwotnego, bardziej martwiącego go tematu. — Jak rozumiem, resztę okrętów zobaczę za jakieś trzy miesiące, tak?
— Tak — odparł zapytany. — Musieliśmy wybrać między 8. Flotą a siłami stacjonującymi w systemie Trevor Star. Po tym, co się stało w systemie Adler, woleliśmy jak najszybciej doprowadzić stacjonującą w Trevor Star flotę do pełnego stanu. Poza tym nadal odbija się na nas utrata Adler. To, że zdobyliśmy system bez walki, jest bez znaczenia, ważne jest to, jak go straciliśmy. Zwłaszcza słabsi członkowie Sojuszu poważnie się przestraszyli i dopiero teraz stopniowo możemy zacząć zbierać okręty, które musieliśmy z powodów politycznych wysłać w zupełnie nonsensowne strategicznie miejsca. Natomiast jeśli chodzi o Trevor Star, powody są dokładnie odwrotne. Na miejscu przeciwnika uznałbym ten system za najważniejszy cel, a nie mam żadnych powodów uważać McQueen za głupszą od siebie.
— Hmm… — gospodarz pokiwał głową.
Na miejscu McQueen natychmiast odbiłby Trevor Star, gdyby tylko dysponował odpowiednimi siłami. Naturalnie nie był na jej miejscu, a z tego co wiedział, nie dysponowała ona stosownymi siłami, niemniej jednak doskonale rozumiał, dlaczego Caparelli zdecydowany jest zrobić wszystko, by jej to uniemożliwić nawet w teorii. Zrozumienie nie oznaczało oczywiście, że podobały mu się płynące z takiego podejścia Admiralicji konsekwencje dla podległej mu floty.
— Dobrze — odezwał się w końcu. — Rozumiem, co się dzieje, i rozumiem, dlaczego jestem na drugim miejscu. Mogę jedynie mieć nadzieję, że ani pan, ani Admiralicja nie potraktujecie tego jako wymówki na poczet przyszłego niepowodzenia, ale naprawdę poważnie obawiam się o możliwość wykonania pierwotnego zadania, jeżeli okręty będą tak opóźnione, jak zakładacie. Przy obecnym tempie docierania posiłków do systemu Barnett to, co powinno być przewagą gwarantującą zwycięstwo, zmieni się w praktyczną równowagę sił, gdy w końcu zaatakujemy. A z tego co wiem o Theismanie, nie jest to najlepszy sposób, by z nim wygrać.
Caparelli westchnął ciężko.
— Jedyne, o co mogę prosić w imieniu swoim i Admiralicji, to by zrobił pan to, co będzie możliwe, admirale White Haven. Wszyscy to rozumiemy i nikt nie żałuje bardziej niż ja opóźnienia wywołanego brakiem okrętów. Po powrocie spróbuję przyspieszyć sprawy, ale obawiam się, że niewiele to pomoże.
— Przynajmniej tempo budowy nowych okrętów ciągle wzrasta — wtrącił William tonem wskazującym, że gorączkowo szuka jakichś pocieszających informacji. — I powinniśmy niedługo przestać mieć problemy z tym, kim je obsadzić.
— Fakt — przytaknął Caparelli — a jeśli projekt „Anzio”… Ugryzł się w język, uśmiechnął przepraszająco do gospodarza i powiedział:
— Ujmijmy to tak: istnieje pewien sposób na realne zwielokrotnienie naszych sił. Jeżeli przeciwnik da mi jeszcze cztery miesiące, sądzę, że będziemy gotowi do wznowienia ataku.
— Proszę pamiętać, co Napoleon powiedział o czasie — ostrzegł go White Haven.
Caparelli pokiwał głową.
— Zgadza się, ale nikt nie toczył wojny na taką skalę przez ostatnie przynajmniej trzysta lat standardowych, a tamta rozgrywała się na znacznie mniejszym obszarze. W zasadzie tworzymy w tej chwili doktrynę strategiczną konfliktu na takie odległości, podobnie zresztą jak Ludowa Marynarka. I to w miarę rozwoju sytuacji. Poza tym trzeba pamiętać o jednym: wiemy, jakie mamy problemy, ale nie należy popełnić błędu i uznać, że przeciwnik nie ma własnych. Całkiem możliwe, że jeszcze poważniejszych.
— Racja — zgodził się White Haven.
Po czym zajął się winem i przyswojeniem sobie tego, co właśnie usłyszał.
William przyglądał mu się badawczo długą chwilę, nim odchrząknął znacząco.
Hamish Alexander uniósł głowę i spojrzał na niego pytająco.
— Powiedziałeś, że chciałeś z nami przedyskutować dwie kwestie — przypomniał mu brat. — Przy okazji pierwszej omówiliśmy i drugą?
— Hm? — zapytany zmarszczył brwi, po czym uśmiechnął się lekko i potrząsnął głową. — Nie, nie omówiliśmy. Druga jest następująca: chciałbym usłyszeć oficjalne wnioski i wrażenia rządu dotyczące konsekwencji śmierci Ransom.
— Ha! Ja też! — prychnął kwaśno William.
— Z twojej wypowiedzi wnoszę, że także według was cała sprawa śmierdzi na odległość?! — upewnił się White Haven.
— Łagodnie rzecz określając. — William spojrzał na sir Thomasa i przeniósł wzrok na brata. — Wywiad floty i SIS zgadzają się w tej sprawie, choć naturalnie nie zgadzają się, co konkretnie śmierdzi.
White Haven stłumił uśmiech, widząc jego minę. Cywilna agencja wywiadowcza i wywiad floty miały długą i barwną historię niezgody, a walki o ustalenia, która w jakiej dziedzinie jest lepsza, bywały iście spektakularne.
Ponieważ William milczał, ponaglił go:
— Byłbyś może uprzejmy rozwinąć ten temat?
— Cóż… zgoda jest w kwestii, że Ransom musi być martwa od dawna, a oficjalny powód to bzdura. „Zabita przez wroga w czasie odwiedzin na froncie” — też coś! Dokładnie wiemy, gdzie i kiedy zniszczyliśmy każdy krążownik liniowy Ludowej Marynarki. Wtedy, kiedy ponoć jej okręt został zniszczony, nic podobnego nie miało miejsca. To „wypadek”, tyle że na większą skalę, a „wypadek” był od lat ich ulubionym wytłumaczeniem zniknięcia kogoś ważnego, zwłaszcza gdy nie chcieli dokładnie podać, kiedy on zniknął. Natomiast co do tego, kiedy rzeczywiście zmarła, już zgody nie ma. Od miesięcy nie występowała publicznie, a jej ostatnie nagrania, jak się okazało po dokładnej analizie, były sfałszowane. Dobrze, ale sfałszowane. Na pewno nie żyje od dwóch-trzech miesięcy, najprawdopodobniej od pół roku, na pewno zaś nie dłużej niż rok. To wszystko, jeśli chodzi o precyzję określenia daty.
— Krócej niż rok — sprzeciwił się Caparelli. — Żyła jeszcze, gdy kazała zamordować lady Harrington.
W jego głosie brzmiała czysta nienawiść i złość, co mocno zaskoczyło gospodarza. Przyglądał mu się przez kilka długich sekund z twarzą pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu, nim kiwnął głową i ponownie spojrzał na brata.
— Jak sądzę, brak zgody dotyczy przede wszystkim powodów opóźnienia w podaniu informacji o jej śmierci? — spytał.