Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 104
Перейти на страницу:

— O? A co to za dowództwo, panie? — zapytał Marek, przypuszczając, że Mavrikios mógł dać młodzieńcowi kilka setek Khamorthów do zabawy. Odpowiedź wstrząsnęła każdą cząsteczką jego ciała.

— Mam dowodzić lewym skrzydłem — odparł z dumą Sphrantzes — podczas gdy ^Imperator dowodzić będzie środkiem, a jego brat prawym skrzydłem. Zetrzemy w puch wroga! W puch! Teraz musisz mi niestety wybaczyć; studiuję właśnie odpowiednie manewry ciężkiej kawalerii w obliczu wroga. — I świeżo mianowany marszałek polny zniknął w ciepłym zmierzchu, kartkując księgę w poszukiwaniu potrzebnego miejsca.

Tej nocy Helvis narzekała, że Skaurus jest myślami gdzie indziej.

Rankiem trybun przekazał Gajuszowi Filipusowi tę okropną wieść. Starszy centurion złapał się rękoma za głowę. — Gratulacje — rzekł. — Właśnie spaskudziłeś mi śniadanie.

— Wydaje się mieć dobre intencje — powiedział Marek, usiłując znaleźć jaśniejszą stronę całej sprawy.

— Tak samo jak lekarz leczący kogoś chorego na dżumę. Nieszczęsny bękart i tak umrze.

— To nie jest dobre porównanie — zaprotestował Gorgidas. — To prawda, dżuma znajduje się poza zasięgiem moich umiejętności leczniczych, ale ja przynajmniej mam jakieś doświadczenie w swoim zawodzie. Po przeczytaniu jednej książki medycznej nie ufałbym sobie na tyle, by leczyć zwykłą niestrawność.

— Jak każdy, kto ma odrobinę rozumu — odparł Gajusz Filipus. — Sądziłem, że Mavrikios ma dość rozumu, by nie dawać szczeniakowi trzeciej części swojej armii. Odsunął miskę z jęczmienną kaszą, jednocześnie zwracając się do Greka: — Czy możesz wyleczyć moją niestrawność? Bogowie widzą, że ją mam.

Gorgidas spoważniał. — Jęczmień po pszenicy, do której przywykłeś, będzie powodował niestrawność, przynajmniej tak twierdzi Hipokrates.

— Nigdy przedtem nie powodował — odparł Gajusz Filipus. — Jestem oburzony, to wszystko. Ten nieudolny pajac!

„Pajac” we własnej osobie pojawił się później tego samego dnia; najwyraźniej spotkanie ze Skaurusem przypomniało mu o istnieniu Rzymian. Sphrantzes wyglądał niezwykle dziarsko, gdy podjechał do maszerujących legionistów; jego koń drobił nogami w sposób charakterystyczny dla Videssańskich wierzchowców czystej krwi. Pozłacany napierśnik i hełm podkreślały jego rangę, a ciemnoniebieska opończa powiewała za nim na wietrze. Jedyną skazę w obrazie wojskowego wigoru stanowiła książka, którą ściskał pod lewym ramieniem.

Zrównawszy się z czołem kolumny Rzymian, Sphrantzes ściągnął wodze, dostosowując krok konia do jej tempa. Nieustannie oglądał się do tyłu, jak gdyby badając wzrokiem kolumnę legionistów. Wroga ciekawość Gajusza Filipusa wkrótce wzięła górę. Zapytał: — Co możemy zrobić dzisiaj dla ciebie, panie? — Jego ton przeczył tytułowi, jakim obdarzył Sphrantzesa.

— Co? — Ortaias mrugną]. — Och, rzeczywiście — powiedz mi, jeśli możesz, czy to są sztandary, pod którymi walczycie? — Wskazał na dziewięć wysokich signa, które z dumą dzierżyli chorążowie każdego z dziewięciu manipułów. Każde signum wieńczyła otwarta dłoń w wieńcu laurowym, symbolizująca oddanie służbie.

— Tak. I co z tego? — odpowiedział szorstko Gajusz Filipus.

Marek zrozumiał, dlaczego ten temat jest tak bolesny dla centuriona. Wyjaśnił Sphrantzesowi: — Byliśmy tylko oddziałem większej jednostki, której godłem jest orzeł. Nie mamy tutaj orła i ludzie bardzo za nim tęsknią.

Nie oddawało to istoty rzeczy, lecz żaden Videssańczyk nie potrafiłby zrozumieć uczucia, jakim każdy legion darzył swego orła, święty symbol samej jego istoty. Podczas zimy w Imbros mówiono o zrobieniu nowego orła, lecz żołnierze nie odnieśli się do tego z sercem. Ich aąuila pozostał w Galii, przepadły dla nich na zawsze, lecz nie chcieli innego. Pomniejsze signa będą musiały wystarczyć.

— Niezwykle interesujące — stwierdził Ortaias. Jednak jego zainteresowanie sztandarami Rzymian wynikało z czegoś innego. — Czy zawsze pod każdym znakiem grupujecie taką samą liczbę żołnierzy?

— Oczywiście — odparł Skaurus, nie wiedząc, do czego zmierza Ortaias.

— A dlaczego by nie? — dodał centurion.

— Przepraszam na chwilę — rzekł Sphrantzes. Zjechał z linii marszu Rzymian, tak że mógł zatrzymać konia i skorzystać z obu rąk do przewertowania swego tomu. Kiedy znalazł potrzebny mu fragment, ponownie podjechał do Rzymian.

— Cytuję z Kalokyresa — powiedział. — Księga pierwsza, rozdział czwarty, ustęp szósty: „Koniecznie należy zadbać o to, by stan liczebny poszczególnych kompanii różnił się od siebie, żeby przeciwnik, licząc sztandary, nie mógł wyrobić sobie dokładnego pojęcia o ich liczebności. Zwrócić uwagę na tę okoliczność: jak powiedzieliśmy, kompania nie powinna liczyć więcej niż czterystu ani mniej niż dwustu ludzi”. Oczywiście, wasze oddziały są mniejsze niż te, o których traktuje Kalokyres, lecz zasada, powiedziałbym, pozostaje taka sama. Życzę wam dobrego dnia, panowie. — I odjechał, pozostawiając za sobą oniemiałych Rzymian.

— Wiesz — rzekł w końcu Gajusz Filipus — że to wcale nie jest taka głupia myśl?

— Bo nie jest — potwierdził Marek. — W rzeczywistości jest całkiem mądra. Jak jednak, u licha, Ortaias Sphrantzes w ogóle wpadł na to?

— To nie jest tak, jak gdyby on sam to wymyślił — odparł centurion, próbując w jakiś sposób pokryć zmieszanie. — Ten Kalo-jak-mu-tam musiał mieć głowę na swoim miejscu. Tak, tak. — Próbował pocieszyć się tą myślą, lecz wciąż wyglądał na wstrząśniętego.

Viridoviks obserwował całą tę wymianę zdań z ogromną uciechą.

— Oto i on, człowiek, który wyssał żołnierkę z mlekiem matki — sama była centurionem, nie wątpię — rzucony na kolana przez największego cymbała, jaki wylągł się na tym świecie. To wszystko dowodzi, że celtycki sposób walki jest najlepszy — dostań się tam i zrób to, ponieważ im więcej myślisz, w tym większe pakujesz się tarapaty.

Gajusz Filipus był zbyt mocno zakłopotany, by się kłócić. — Och, zamknij się — burknął. — Gdzie się podział Gorgidas? Znowu rozbolał mnie żołądek.

Nadbrzeżna równina, rozciągająca się pomiędzy przedmieściami Videssos na zachodnim brzegu Końskiego Brodu a miastem Garsavra, należała do. najżyźniejszych ziem, jakie kiedykolwiek widzieli Rzymianie. Glebę stanowił miękki, ilasty czarnoziem, który kruszył się łatwo w ręku i pachniał intensywnie, niemal jak mięso, w swej obietnicy bujnych plonów. Mnóstwo rzek i mniejszych potoków spływało z centralnego płaskowyżu, tak by ziemia mogła spełnić swoją obietnicę. Ciepłe deszcze, przynoszone tutaj przez wiatr wiejący stale od Morza Żeglarzy, zraszały tych parę skrawków, które rzeki omijały.

Okropne przepowiednie pogody Viridoviksa, poczynione przed paroma miesiącami, sprawdziły się z nawiązką. Było tak upalnie i wilgotno, że ziemia parowała każdego ranka, kiedy słońce wznosiło się znad horyzontu. Bladzi Halogajczycy, przyzwyczajeni do chłodnego, chmurnego lata swej północnej ojczyzny, cierpieli bardziej niż inni; każdego dnia mdleli w swych zbrojach i musiano ich cucić, chlustając im w twarz wodą z hełmów.

— Był czerwony jak gotowany rak — powiedział Viridoviks o jednym z tych, którzy doznali porażenia słonecznego.

Gorgidas spojrzał na niego spod uniesionej brwi. — Sam wyglądasz wcale nie lepiej — powiedział. — W czasie marszu zamiast hełmu lepiej noś sukienny kapelusz.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)