Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 104
Перейти на страницу:

— Prawda? Pomyślałem to samo, kiedy spotkałem go podczas zamieszek — odparł Skaurus.

— Więc to o tym człowieku mówiłeś? Teraz potrafię zrozumieć, co chciałeś powiedzieć przez… — Centurion przerwał w połowie zdania, ponieważ głos zabrał Imperator.

Spokojnie, jak gdyby nie wydarzyło się nic niestosownego, Mavrikios rzekł do Ortaiasa Sphrantzesa: — Czy byłbyś tak dobry i pokazał tę mapę zachodnich ziem? — Spatharios posłusznie uniósł pergamin tak, by wszyscy mogli go zobaczyć.

Na tej mapie zachodnie dominia Videssos wyglądały jak długi, sękaty paluch wyciągnięty w kierunku imperialnej stolicy i oddzielający niemal całkowicie śródlądowe Videssańskie Morze na północy od wielkiego Morza Żeglarzy na południu.

Imperator poczekał, dopóki paru krótkowzrocznych oficerów nie zamieniło się miejscami ze swymi kolegami siedzącymi w pobliżu mapy, a potem zaczął raptownie, szorstkim tonem. — Chcę wyruszyć w ciągu tygodnia. Albo przygotujecie swoich żołnierzy do przeprawy przez Koński Bród w ciągu tego czasu, albo zostaniecie. — Niespodziewanie posłał im w najwyższym stopniu nieprzyjemny uśmiech. — Każdy, kto utrzymuje, że nie zdoła się przez ten czas przygotować, będzie miał okazję zapoznać się z rozkazem przenoszącym go do najparszywszego, najbardziej zapomnianego przez Phosa garnizonu, gdzie jego największym marzeniem będzie walka z Yezd — obiecuję wam to.

Mavrikios zamilkł na chwilę, pozwalając, by nagły, podniecony rozgwar przebiegł wzdłuż stołów. Marek czuł to samo ochocze ożywienie, które wypełniało innych oficerów Imperatora — data wymarszu wreszcie wyznaczona, i to tak bliska! Trybun nie sądził, by Gavras spełnił swoją groźbę.

— Dla tych z was, którzy nie wiedzą — podjął Imperator — naszą zachodnią granicę z Yezd dzieli od stolicy jakieś pięćset mil. Z armią tak wielką jak ta, którą tutaj zgromadziliśmy, powinniśmy przeprawić się przez Vaspurakan i wkroczyć do Yezd w ciągu mniej więcej czterdziestu dni. — Skaurus uważał, że w razie potrzeby jego legioniści zdołaliby przebyć tę trasę w czasie o połowę krótszym, lecz Imperator prawdopodobnie miał rację. Żadna armia nie może poruszać się szybciej niż jej najwolniejsi członkowie, a przy tak wielkiej formacji problemy związane z zapewnieniem zaopatrzenia będą opóźniały ją jeszcze bardziej.

Gavras przerwał na chwile, by wziąć ze stołu drewnianą pałeczkę, którą nakreślił linię biegnącą na południowy zachód od Videssos do zbiegu dwóch rzek. — Odbędziemy naszą podróż w czterech etapach — powiedział. — Pierwszy będzie krótki i łatwy, stąd do Garsavru, gdzie Eriza wpływa do Arandosu. Tam spotkamy się z Baanesem Onomagoulosem; dołączy do nas ze swymi żołnierzami z południowych gór. Przyprowadziłby więcej, ale gryzipiórki z nieprawego łoża zbyt wielu z nich pozbawiły wolności za niezapłacone podatki.

Mapa, którą trzymał Ortaias Sphrantzes, nie pozwalała Skaurusowi zobaczyć jego twarzy. Żałował tego; dałby wiele, by dowiedzieć się, jak młody arystokrata zareagował na wykpiwanie polityki jego rodziny. Mapa zaczęła drżeć — trybun uświadomił sobie, że siedzenie za stołem z wyciągniętymi przed siebie na całą długość ramionami nie może być dla Ortaiasa wygodne. Ani chybi, Imperator znalazł sposób, by pokazać mu, gdzie jego miejsce.

— Z Garsavru skierujemy się na zachód wzdłuż Arandosu na wyżynny płaskowyż do Amorionu. Ten etap będzie dłuższy od pierwszego, ale nie powinien być trudniejszy. — Marek zobaczył, jak brew Alypii powędrowała ku górze, lecz księżniczka nie uczyniła nic innego, by wyrazić sprzeciw wobec słów ojca. Znowu zaczęła coś bazgrać na skrawku pergaminu.

— Wzdłuż całej linii przemarszu będą na nas czekały ukryte punkty zaopatrzenia — ciągnął Gavras — i nie chcę słyszeć, by ktokolwiek łupił chłopów po wsiach — ani też, by dla zabawy dopuszczał się na nich grabieży. — Zmierzył wzrokiem dwa rzędy siedzących przed nim oficerów, zatrzymując spojrzenie na wodzach Khamortów, niedawno przybyłych z równin. Nie wszyscy z nich posługiwali się videssańskim; ci, którzy znali ten język, tłumaczyli półgłosem swoim towarzyszom słowa Imperatora.

Jeden z przybyszów ze stepów Pardraji odwzajemnił spojrzenie Mavrikiosa wzrokiem, w którym widniał sprzeciw. Imperator skinieniem głowy udzielił mu głosu. — O co chodzi? — zapytał.

— Jestem Firdosi Poskramiacz Koni — rzekł dowódca koczowników w chropawym videssańskim. — Ja i moi ludzie wzięliśmy wasze złoto, by walczyć, nie żeby rabować. Zabijanie wieśniaków to babska robota — czy nie wyglądamy na mężczyzn, którym można zaufać, że będą walczyli jak mężczyźni? — Inni Khamorthci siedzący na prawo i lewo od niego pochylili głowy aż na piersi w geście oznaczającym zgodę i poparcie.

— Dobrze powiedziane — oznajmił Imperator. Bez żołnierzy za plecami, Marek z pewnością nie zaufałby Firdosiemu ani żadnemu innemu mieszkańcowi stepów, lecz nie była to odpowiednia chwila, by wzniecać waśnie w szeregach armii.

I wtedy Thorisin Gavras dodał, cedząc słowa: — Oczywiście, to co powiedział mój brat, powinno odnosić się nie tylko do naszych sprzymierzeńców z północy; wszyscy zaciężni żołnierze muszą o tym pamiętać. — I spojrzał nie na Khamorthów, lecz na Namdalajczyków.

Na jego szydercze spojrzenie odpowiedzieli kamiennym milczeniem, które na długą chwilę wypełniło salę. Nozdrza Mavrikiosa rozszerzyły się w gniewie, któremu nie mógł dać folgi przed obserwującymi go oficerami. Tak jak podczas gry w kości na przyjęciu u Soteryka, zebrani spoglądali tu i tam, próbując ukryć swe zmieszanie. Jedynie Alypia zdawała się przyjmować to wszystko obojętnie, spoglądając na ojca i stryja z wyrazem, który w oczach Skaurusa wyglądał na rozbawione niezaangażowanie.

Z wyraźnym wysiłkiem, Mavrikios skierował swoją uwagę z powrotem na mapę, którą Ortaias wciąż trzymał nad stołem. Odetchnął głęboko, nim podjął na nowo.

W Amorionie spotkamy się z kolejnym oddziałem, dowodzonym przez Gagika Bagratouniego. Stamtąd ruszymy na północny zachód, do Soli nad rzeką Rhamnos, która stanowi wschodnią rubież krainy Vaspurakan, ziemi książąt — jeśli wierzyć temu, co mówią — dodał sardonicznie.

— To może być głodny marsz. Yezda grasują tam swobodnie i nikomu z tu obecnych nie muszę mówić, co robią w rolniczym kraju. Phos ich za to pokaże. Jeśli ziemia nie wyda swych płodów, wszyscy — tak samo wieśniak, rzemieślnik jak i szlachcic — muszą głodować.

Marek zauważył, jak dwaj koczownicy wymienili pełne pogardy spojrzenia. Przy swych ogromnych stadach i trzodach nie potrzebowali produktów rolnictwa i odczuwali tę samą wrogość wobec chłopów co ich kuzynowie Yezda. Firdosi wyraził to jasno — dla mieszkańców równin chłopi nie zasługiwali nawet na pogardę i nawet śmierć z ręki prawdziwego mężczyzny była dla nich zbyt dobra.

— Po opuszczeniu Soli wkroczymy do samego Vaspurakanu — rzekł Imperator. — Łatwiej będzie dopaść Yezda w przełęczach niż na równinie, a łupy, które będą unosili, dodatkowo spowolnią ich marsz. Vaspurakanie też nam pomogą; książęta może i nie pałają do Imperium zbyt wielką miłością, lecz Yezda wielokrotnie plądrowali ich ziemie.

— A pewne zwycięstwo czy dwa nad zbieraniną Avshara zmusi samego Wulghasha do wymarszu z Mashiz z jego prawdziwą armią; albo to zrobi, albo dzikusi zwrócą się przeciwko niemu. — Oczekiwanie rozjaśniło twarz Mavrikiosa. — Wystarczy zmiażdżyć tę armię, a nic nie przeszkodzi nam w oczyszczeniu Yezd. I zmiażdżymy ją. Od stuleci Videssos nie wystawił siły dorównującej tej, jaką zgromadziliśmy tutaj dzisiaj. Jak jakikolwiek czczący Skotosa zbrodniczy władca może marzyć, by nam się przeciwstawić?

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)