Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Серия: Videssos (pl) #1
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-837-X
- Переводчик: Jacek Kozerski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:
Pod koniec każdego z kilku pierwszych dni po opuszczeniu stolicy, legioniści cieszyli się mogąc osunąć się na ziemię i spróbować wetrzeć z powrotem nieco życia w bolące łydki i uda. Gorgidas i inni medycy mieli pełne ręce roboty lecząc pęcherze, które smarowali gęstą maścią ze smalcu zmieszanego z żywicą, na co zakładali opatrunek z miękkich, puszystych wełnianych bandaży obficie zroszonych oliwą i winem. Żołnierze przeklinali ściągające działanie opatrunku, lecz służyło im to dobrze, dopóki ich stopy nie zaczęły ponownie twardnieć.
Marek spodziewał się tego wszystkiego, więc żadna z tych rzeczy nie wytrąciła go z równowagi. Nie przewidział jednak zupełnie, z jaką urazą jego Rzymianie potraktują wezwanie do zakładania na każdą noc przepisowego legionowego obozu. Codzienne usypywanie szańców nie przemawiało do nich po wygodnych miesiącach spędzonych w stałych koszarach Videssos.
Gajusz Filipus zmusił żołnierzy do posłuszeństwa przez pierwsze trzy noce marszu, lecz było to coraz bardziej ponure, coraz bardziej wymuszone posłuszeństwo. Trzeci wieczór wpędził go w chrypkę, wściekłość i rosnącą rozpacz. Następnego dnia deputacja legionistów przyszła do Skaurusa za skargą. Gdyby to byli ludzie uchylający się od obowiązków lub niewiele warci, załatwiłby sprawę krótko, karząc ich i nie słuchając ani przez chwilę. Lecz wśród dziewięciu nerwowych żołnierzy — po jednym z każdego manipułu — znajdowali się najlepsi jego ludzie, łącznie z mężnym Minicjuszem. Postanowił ich wysłuchać.
Po pierwsze, powiedzieli, żaden z innych oddziałów imperialnej armii nie robi niczego podobnego na miejscu nocnego postoju. Wiedzą, że są w głębi videssańskiego terytorium i ich namioty wyrastają w radosnym, przypadkowym nieładzie, gdziekolwiek ich oficerom spodoba się je rozbić. Co gorsza, w przepisowym rzymskim obozie nie ma miejsca dla kobiet, a wielu legionistów chce spędzać noce z towarzyszkami, które znaleźli sobie w Videssos.
Trybun nie potrafił znaleźć zrozumienia dla pierwszego z tych argumentów. Powiedział: — To, co robi reszta armii, to jej rzecz. Niezwykle łatwo popaść w lenistwo, kiedy sprawy mają się dobrze, i nie zawracać sobie głowy ponownym zaostrzeniem dyscypliny — dopóki to nic nie kosztuje, a potem jest już za późno na cokolwiek. Wszyscy jesteście weteranami; dobrze wiecie, że to, co mówię, jest prawdą. Musieli potakująco skinąć głowami. Minicjusz, człowiek o grzmiącym głosie i swobodnym zachowaniu, stłumionym teraz nienormalną sytuacją, w jakiej znalazł się z własnej woli, rzekł nieśmiało: — To nie o samą pracę nam chodzi, panie. Idzie o to, że… gdy obóz już powstanie, to jest jak więzienie, nie można z niego wyjść. Moja kobieta jest w ciąży i martwię się o nią. — Jego towarzysze mruknęli potakująco; przenosząc wzrok z jednego na drugiego, Marek stwierdził, że niemal wszyscy z nich są związani z kobietami.
Rozumiał, co czują. Przez parę ostatnich nocy spał niespokojnie wiedząc, że Helvis znajduje się zaledwie kilkaset kroków od niego, lecz nie chciał dawać swoim żołnierzom złego przykładu, łamiąc dyscyplinę dla zaspokojenia własnych pragnień.
Zastanowił się nad tym przez parę chwil; kobiety towarzyszyły mniej niż jednej trzeciej Rzymian. Gdyby grupa licząca około stu osób opuszczała obóz co noc, to każdy żołnierz mógłby widzieć się ze swoją ukochaną mniej niż dwa razy w tygodniu. Podwyższone morale w szeregach jego ludzi prawdopodobnie opłaciłoby z nawiązką koszt drobnego rozluźnienia dyscypliny.
Przekazał legionistom swoją decyzję, dodając: — Oczywiście, zezwolenie zostanie udzielone tylko po spełnieniu wszystkich należnych obowiązków.
— Tak, panie! Dziękujemy, panie! — odpowiedzieli, szczerząc zęby z ulgi, że nie rozkazał zakuć ich w kajdany.
Wiedział, że nie może pozwolić, by sądzili, iż mogą naruszyć hierarchię służbową z powodu byle zachcianki. Zakaszlał sucho i przyglądał się, jak uśmiechy znikają z ich twarzy. — Wszyscy zostajecie ukarani grzywną w wysokości dwutygodniowego żołdu, za poruszenie tej sprawy bez zezwolenia waszych oficerów — powiedział. — Uważajcie, by to już się nie powtórzyło.
Przyjęli grzywnę bez szmeru, wciąż w strachu, że może wymierzyć im daleko surowszą karę. Zgodnie z prawem legionistów mógł skonfiskować ich dobytek, wychłostać, albo poddać fustuario — rozkazać, by towarzysze broni pobili ich maczugami i ukamienowali na śmierć. Kiedy warknął: — Wynoście się stąd! — powpadali na siebie, pospiesznie opuszczając jego namiot. Pod pewnymi względami rzymska dyscyplina wciąż trzymała legionistów mocno w swych karbach.
Rozkaz wykonano skrupulatnie i narzekanie w szeregach ucichło albo przeistoczyło się w zwyczajne zrzędzenie, jakie istnieje w każdej armii od początku czasu. — Przypuszczam, że musiałeś to zrobić — rzekł Gajusz Filipus — lecz dalej mi się to nie podoba. Może na krótką metę coś się zyskuje, j lecz w ostatecznym rozrachunku wszystko, co narusza] dyscyplinę, jest złe.
— Myślałem o tym — przyznał Skaurus — lecz jest j dyscyplina i dyscyplina. By zachować rzeczy najistotniejsze, musisz poświecić te, które takimi nie są. Ludzie muszą nieustannie myśleć o sobie jako o Rzymianach i chcieć myśleć w taki sposób, bo w przeciwnym razie ich — i nas — czeka zguba. Jeśli zdecydują, że woleliby raczej wymknąć się cichaczem i zostać rolnikami na wsi, co zdołamy na to poradzić? Gdzie znajdziemy legiony, generałów, Senat do wsparcia naszej rzymskiej dyscypliny? Czy myślisz, że Videssańczyków cokolwiek obchodzą nasze sprawy? Nie mogę rozkazać, byśmy czuli jak Rzymianie; to musi być wewnątrz każdego z nas.
Gajusz Filipus spojrzał na niego jak Videssańczyk postawiony nagle w obliczu herezji. Centurion starał się — i, w znacznej mierze, reszta legionistów również — na tyle na ile mógł nie zauważać faktu, że Rzym zniknął z jego życia na zawsze. Skaurus mówiący otwarcie o tym, o czym on nie próbował nawet myśleć, wstrząsnął jego światem. Potrząsając głową wyszedł z namiotu trybuna. Parę minut później Marek usłyszał go, jak łaje jakiegoś nieszczęsnego żołnierza za plamkę rdzy na nagolenniku. Skaurus skrzywił się. Dałby wiele, żeby równie łatwo mógł pozbyć się własnych trosk.
Zgoda na opuszczanie przez Rzymian obozu nocą okazała się korzystna również ze względu, o którym trybun nie pomyślał, kiedy się na to decydował. Włączyło to ich znowu w główny strumień armijnych plotek, równie niezmienny jak ów, który przepływał przez stolicę. Kobiety słyszały wszystkie nowiny, prawdziwe czy nie, i stąd też słyszeli je towarzyszący im legioniści. Z tego to właśnie źródła Skaurus dowiedział się, że Ortaias Sphrantzes wciąż przebywa z armią. Stwierdził, że trudno mu w to uwierzyć, wiedząc o wzajemnej odrazie, jaką czuli do siebie Gavrasovie i Sphrantzesowie, lecz musiał uznać prawdziwość tej pogłoski, kiedy następnej nocy idąc do Helvis niemal zderzył się ze spathariosem.
— Wybacz, proszę — rzekł młody Sphrantzes, ustępując mu z drogi. Tak jak wówczas, kiedy obserwował musztrę Rzymian i gdy złajał go Gajusz Filipus, tak i teraz miał pod pachą gruby tom. — Tak, to znowu o sztuce dowodzenia Kalokyresa — powiedział. — Muszę nauczyć się tak wielu rzeczy i tak niewiele mam na to czasu.
Myśl o Ortaiasie Sphrantzesie jako dowódcy wystarczyła, by odebrać trybunowi mowę. Musiał jednak unieść brew, ponieważ Ortaias powiedział: — Żałuję tylko, mój przyjacielu Rzymianinie — uważnie wypowiedział to słowo — że wasza straszliwa piechota nie znalazła się pod moim dowództwem.