Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 104
Перейти на страницу:

Mavrikios potrafił lepiej rozpalić wyobraźnię swoich żołnierzy niż tłumu w amfiteatrze — sprawił, że jego oficerowie naprawdę ujrzeli Yezd leżące bezsilnie u ich stóp. Ta perspektywa podobała się im wszystkim z rozmaitych powodów: politycznych korzyści, możliwości nawrócenia pogan, czy po prostu zdobycia mnóstwa łupów.

Kiedy Ortaias Sphrantzes zrozumiał, że Imperator wreszcie skończył, z westchnieniem ulgi położył mapę na stole.

Marek podzielał entuzjazm innych oficerów. Plan Mavrikiosa odpowiadał temu, czego Rzymianin przywykł oczekiwać od projektów Videssańczyków — był niezbyt finezyjny, lecz prawdopodobnie skuteczny. Imperator zdawał się niewiele pozostawiać przypadkowi. Tego należało się spodziewać, mając na uwadze jego wojskową przeszłość. Teraz pozostało tylko wprowadzić ten plan w życie.

Tak jak wszystko inne w Imperium, tak i przygotowania wielkiej armii do wymarszu odbywały się w otoczce ceremonii. Mieszkańcy Videssos, którzy jeszcze nie tak dawno temu robili co w ich mocy, by rozbić tę armię, teraz słali ku niebiosom niezliczone modlitwy w intencji jej zwycięstwa. Na noc poprzedzającą wymarsz wojsk, w Głównej Świątyni zapowiedziano uroczystą mszę.

Skaurus, jako dowódca Rzymian, otrzymał opieczętowany zwitek sztywnego pergaminu, upoważniający go do zajęcia dwóch — tak pożądanych przez wiernych — miejsc podczas obrzędu. — Jak sądzisz, komu mógłbym je odstąpić? — zapytał Helvis. — Masz jakichś przyjaciół, którzy mogliby je chcieć?

— Jeśli to miał być żart, wcale nie uważam, by był śmieszny — odparła. — Sami pójdziemy, oczywiście. Nawet jeśli nie w pełni wyznaję zasady wiary Videssańczyków, byłoby wielkim błędem rozpoczynać tak ważne przedsięwzięcie nie prosząc Phosa o to, by je pobłogosławił.

Marek westchnął. Kiedy prosił Helvis o to, by zechciała dzielić z nim życie, nie przewidywał, że tak bardzo będzie się starała ukształtować je według odpowiadającego jej wzoru. Nie miał nic przeciwko czczeniu Phosa, lecz kiedy popychano go w kierunku, którego nie chciał obrać, odruchowo się temu sprzeciwiał.

Nie był też przyzwyczajony do uwzględniania czyichkolwiek życzeń w planach dotyczących jego własnych zamierzeń. Od chwili wkroczenia w wiek męski sam kierował swym postępowaniem i ignorował rady, których nie szukał. Lecz Helvis przywykła do tego, by uwzględniano jej zdanie; Skaurus pamiętał, jak bardzo się rozłościła, kiedy nie chciał puścić pary z ust o tym, co postanowiono na radzie wojennej. Znowu westchnął. Nic nie było takie proste, jakie wydawało się na początku.

Trwał stanowczo w swym zamiarze nieuczestniczenia w nabożeństwie mającym się odbyć w Głównej Świątyni aż do chwili, kiedy ujrzał przerażenie na twarzy Neilosa Tzimiskesa, gdy zaproponował mu, by poszedł tam zamiast niego. — Dziękuję ci za ten zaszczyt — wyjąkał Videssańczyk — lecz to doprawdy będzie źle wyglądało, jeśli nie weźmiesz udziału w nabożeństwie. Wszyscy główni dowódcy tam będą — nawet Khamorthci przyjdą, choć oni niewiele mają wspólnego z Phosem.

— Tak przypuszczam — burknął Skaurus. Lecz spojrzawszy na to z tego punktu widzenia, potrafił zrozumieć potrzebę uczestnictwa; tak samo jak pechowe kazanie Balsamona, tak i to wydarzenie było okazją do publicznej manifestacji jedności. I — pomyślał — z pewnością pomoże to zjednoczyć jego nową rodzinę. W tym przynajmniej się nie mylił.

I dobrze się stało; przygotowania do nadchodzącej kampanii sprawiały, że pod koniec każdego dnia czuł się wyczerpany i skory do gniewu. Rzymska dyscyplina i porządek wciąż pozostawały nienaruszone, tak że osiągnięcie pełnej gotowości jego ludzi nie stanowiło żadnego problemu. Mogliby wyruszyć dzień po naradzie wojennej — albo dzień przed. Lecz armie videssańskie maszerowały w luksusie, jakiego Cezar z pewnością nie ścierpiałby. Tak jak to było typowe dla znanych Rzymianinowi wschodnich monarchii, całe chmary cywilów towarzyszyły żołnierzom, łącznie z ich kobietami. A próby zaprowadzenia wśród nich jakiegokolwiek marszowego porządku okazały się zadaniem, które pozwoliło Markowi zrozumieć los przypadły w udziale Syzyfowi.

Trybun zaczął wyczekiwać uroczystej mszy nim jeszcze nadeszła noc, na którą ją wyznaczono, i zastanawiał się, czymże tym razem Balsamon zdoła zdumieć swych słuchaczy. Kiedy wchodził do Głównej Świątyni, z Helvis dumnie przytuloną do jego ramienia, stwierdził, że ona i Tzimiskes mieli rację — nie mógłby pozwolić sobie na nieuczestniczenie w tym zgromadzeniu. Świątynia była zapchana wysokiej rangi oficerami i urzędnikami wszystkich państw sprzymierzonych przeciwko Yezd i ich kobietami. Wielką trudność sprawiało rozstrzygnięcie, która płeć prezentuje się okazalej; mężczyźni, przybrani w polerowaną stal i spiż, wilcze szuby i skóry, czy też kobiety, paradujące w sukniach z lnu i przywierającego do ciała jedwabiu, i popisujące się delikatnymi, upudrowanymi ciałami.

Zarówno mężczyźni jak i kobiety powstali, gdy pojawił się patriarcha Videssos, zmierzając do swego tronu z kości słoniowej. Kiedy tego wieczoru on i jego orszak wznieśli do Phosa podstawową modlitwę, wielu Namdalajczyków zakończyło wyznanie wiary własnym dodatkiem: „Na co stawiamy nasze dusze”. U boku Marka Helvis wypowiedziała to stanowczym głosem, z wielkim oddaniem i rozejrzała się wyzywająco, by zobaczyć, czy ktoś zechce się sprzeciwić. Niewielu Videssańczyków sprawiało wrażenie urażonych; tej nocy, przy tak wielu heretykach i zwyczajnych niewiernych obecnych w Świątyni, woleli przymknąć oczy na barbarzyńskie praktyki obcokrajowców.

Kiedy nabożeństwo się skończyło, Balsamem wzniósł własną modlitwę w intencji powodzenia zadania, jakiego podjął się Videssos, i mówił dość szczegółowo o wadze konfliktu i o potrzebie jedności celu w obliczu wroga z zachodu. Wszystko, co mówił, było prawdziwe i potrzebne, lecz mimo to jego kazanie zawiodło Marka. Niewiele w nim było zwykłego oschłego dowcipu Balsamona, a swych słów nie wypowiadał z normalnym animuszem. Patriarcha wydawał się niezmiernie znużony i nieprzekonany do swego kazania. Zakłopotało to Marka i również zatroskało.

Lecz Balsam on ożywiał się w miarę jak mówił i zakończył zdecydowanie. — Jedynym przewodnikiem człowieka jest jego sumienie — jest jego tarczą, kiedy czyni dobrze i ostrzem, które go rani, kiedy błądzi. Podnieście teraz tarczę prawdy i odbijcie miecz zła — nie pochylajcie się przed wolą nikczemności, a ten miecz nic wam nie zrobi!

Gdy słuchacze oklaskiwali jego słowa, a w całej Świątyni rozległy się okrzyki „Dobrze powiedziane!”, nad wrzawę wzniósł się zjednoczony głos chóru śpiewającego tryumfalny hymn do Phosa, a wraz z nim muzyka dzwonów, która poprzednio tak zaintrygowała Skaurusa. Teraz siedział w kącie, z którego mógł obserwować muzyków, i urzeczenie tym, co robili wystarczyło, by zatrzeć w jego umyśle zawód wywołany nudnym przemówieniem Balsamona.

Czterdziestu muzyków stało za długim, wyściełanym stołem. Każdy miał przed sobą jakieś pół tuzina lśniących dzwonów o rozmaitej wielkości i różnych tonach. Muzycy ubrani byli w togi i mieli rękawiczki z koźlęcej skóry, by uniknąć pobrudzenia błyszczącego metalu dzwonów. Wskazówki swego dyrygenta spełniali ze zdumiewającą szybkością i zręcznością, w doskonałej jedności zmieniając dzwony i uderzając w nie. Obserwowanie ich, stwierdził Marek, było równie urzekające, co słuchanie.

Dyrygent był widowiskiem sam w sobie. Zgrabny, mały mężczyzna, prowadził swych podopiecznych z nieco przesadną, teatralną gestykulacją, kołysząc ciałem w takt hymnu, którym dyrygował. Na jego twarzy widniał wyraz zachwytu, a jego powieki nie uniosły się nawet na mgnienie. Minęło parę minut, nim Skaurus uświadomił sobie, że jest ślepy; sprawiał wrażenie, że zdolność widzenia wcale nie jest mu potrzebna, ponieważ jego uszy mówiły mu więcej niż oczy większości ludzi.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)