Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
Twórcy bomby powinni byli przewidzieć zabezpieczenia, które nawet teraz mogłyby powstrzymać wybuch.
Gdyby udowodnić im, że Ziemia to planeta Siewców… Ojczyzna ich bogów… Ale czy można udowodnić chrześcijaninowi, że szatan to tylko jeszcze jedno oblicze Boga? Czwarty członek Trójcy? Czy można w ciągu dziesięciu minut przekonać fanatyków, bez wahania oddających życie za swoją wiarę?
Nie. Nigdy. Wiary nie można złamać faktami.
Podniosłem rękę, jakby osłaniając się od przezroczystego sześcianu bomby kwarkowej, jakbym tym gestem próbował wymazać ją z rzeczywistości… i zobaczyłem na swoim palcu pierścień. Złoty pierścionek z kryształem, nośnikiem energii. Hipertunel, który zawsze jest ze mną. Zaręczynowy pierścionek księżniczki. Twór mistrzów, którzy pragnęli zaćmić samych Siewców.
A przecież ten hipertunel może działać w obie strony…
Poszukałem wzrokiem czegoś twardego. Blastera, miecza, pasa ochronnego… nachyliłem się i podniosłem mały, ubłocony kamyczek. Odłamek starożytnego granitu, który za kilka minut przemieni się w kwarkowy pył.
Możesz zapewnić łączność z mostkiem raidera? – zapytałem statek.
Tak. Z kim konkretnie? Na mostku jest dwadzieścia osiem osób, z których…
Puść na ich ekrany nasz obraz i…
Przepraszam, Siewco, ale oni już mają ten obraz na swoich ekranach. W, urządzeniach do rozpadu kwarków znajdują się kamery i hipernadajnik.
Proszę bardzo. Ale ze mnie idiota. Mogłem się tego domyślić.
Jaka jest reakcja imperatorowej i imperatora planety Tar na nasze pojawienie się?
Są zadowoleni i zdumieni. Niepokoi ich fakt mojej obecności. Odpowiadam standardowym wyobrażeniom o statkach Siewców.
Przygotuj obraz mostku raidera.
Zamachnąłem się i uderzyłem kamieniem we własną pięść. W złoty pierścionek zaręczynowy. W diament, zawierający w sobie energię megatonowych bomb jądrowych.
Kryształ zapłonął niczym drobinka magnezji. Jaskrawobiałe światło zmuszało do odwrócenia wzroku.
– Można cię pokochać? – zapytałem cicho.
Dźwięki znikły. Kroki Dańki, drepczącego wokół latającego talerza, cicha rozmowa Lansa i Ernada. Jakby przykryto mnie kopułą. – To ty… książę?
– Tak, księżniczko. Czy można cię kochać?
Cisza. Co się teraz dzieje na twojej planecie, na Tarze? Czy jest dzień, czy noc? Co robiłaś? Przymierzałaś nową sukienkę czy rozstrzygałaś kwestie międzyplanetarnego handlu? Jesteś sama czy z przyjaciółką, z tłumem doradców i ochrony… a może z przyjacielem? Nie będę zadawał osobistych pytań. Tylko jedno. Czy można cię kochać? Czy jeszcze pamiętasz swojego przypadkowego wybawcę i oficjalnego męża?
– Tak, Siergiej. Chyba można.
– Myślałaś o mnie?
Słaby śmiech i pytanie:
– Przecież dowiedziałeś się o meldunkach Lansa… prawda?
– Zapewne dostajesz wiele meldunków.
– Te czytałam, Siergiej.
– Przyjdziesz, jeśli poproszę?
Znowu przerwa. Chyba się zdziwiła. – A może na odwrót?
– Nie, księżniczko. Nie wybieram się teraz na Tara. – Znalazłeś swoją planetę, Siergiej? Ziemię? Coś w jej głosie ścisnęło mnie za serce. Dziwne, nadal cieszą mnie pewne intonacje…
– Tak, księżniczko. Wzywam cię na Ziemię. Na planetę, która zginie za kilka minut. Dwadzieścia metrów ode mnie stoi bomba kwarkowa z wyłączonymi spowalniaczami.
– Zwariowałeś, Siergiej! Masz statek?
– Tak.
– Startuj, próbuj uciec! Natychmiast!
– To mój świat, księżniczko. Przyjdziesz?
Znowu cisza. Blada twarz Lansa stojącego dwa metry ode mnie.
– Chcesz, żebym zobaczyła twój świat, Siergiej? Żebym jeszcze zdążyła?
– To też.
Lans skoczył ku mnie i odbił się, odrzucony niewidoczną siłą. Krzyknął:
– Nie trzeba, nie ważcie się! Księżniczko!
Usłyszałem jej głos.
– Rozbij kamień w pierścieniu. Przyjdę. Spróbuj mnie znaleźć… wezmę urządzenie dalekiej łączności. Planety nie giną od razu. Nawet od bomby kwarkowej.
Pokaż mostek raidera, zakomenderowałem bezgłośnie i zobaczyłem, jak na zboczu, za sześcianem bomby, pojawia się ogromny ekran. Jak w kinie.
Przestronna hala przypominająca fabrykę elektroniczną po pożarze… albo po wizycie Klenijczyka samobójcy. Nanizane na żywą nitkę pulpity, ludzie siedzący w fotelach i stojący wokół. Imperatorowa. Imperator. Garstka Palijczyków.
– Księżniczko, nie wzywam cię, żebyś umarła z moim światem albo zobaczyła jego śmierć. Bomba kwarkowa została tu umieszczona przez sekciarzy…
– Lans wspominał o tym.
– Ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że na czele sekty stoi imperator i imperatorowa Tara. Twoi rodzice, księżniczko.
Ktoś z siedzących na mostku raidera pochylił się nad pulpitem i w półprzeźroczystym sześcianie otworzył się wąski otwór. W moją stronę pomknął cienki biały promień.
Pięć metrów od nas bezsilnie zgasł w powietrzu.
Samodzielnie podjąłem środki ochrony. Siewco, do aktywacji bomby kwarkowej pozostało trzy i pół minuty. Przypominam, że ma pan obowiązek uratować Ziemią. W jej historii nie było kwarkowych eksplozji…
Omal nie wybuchnąłem histerycznym śmiechem. Słowa księżniczki, twarde jak stal, pomogły mi odzyskać równowagę.
– Książę, jesteś pewien tego, co mówisz?
– Tak. Jeśli znajdziesz się na Ziemi, oni powinni… mogą powstrzymać.
– Rozbij kryształ!
Znowu uderzyłem podniesionym z ziemi kamieniem w pierścień. Kryształ zapłonął bielą i pokrył się pajęczyną pęknięć. Tęczowa fala przebiegła przez pierścionek – i znikła w głębi metalu.
– Nie!!! – to krzyczała imperatorowa, starsza kobieta na mostku „Białego Raidera”, niepodejrzewająca, że każde jej słowo i gest dostępne są wrogom.
Obok mnie rozbłysło tęczowe lśnienie. W powietrzu zawirowała kolorowa mgła, ledwie odczuwalnie powiało chłodem.
Samodzielnie podjąłem decyzją o korekcie punktu wyjścia z hipertunelu – oznajmił uprzejmie statek. – Dodatkowa ingerencja psychiczna…
Kolorowa mgła znikła. A wraz z nią – wrażenie kopuły osłaniającej mnie w czasie rozmowy przez pierścień.
Przede mną stała księżniczka.
Była niemal naga, ale wydawało się to absolutnie naturalne. Krótka złocista tunika nie ustępowała pod względem prostoty starogreckim strojom. Bose nogi. Księżniczka skrzywiła się, czując dotyk zimnego śniegu. Dobrze, że narkotyczny efekt hipertunelu nie pozwolił jej odczuć chłodu w całej pełni…
Księżniczka patrzyła mi w oczy, najpierw jakby nie widząc, w rozszerzonych źrenicach były jeszcze odbłyski innego świata. Potem już normalnie, serdecznie, nieco przekornie. Tak patrzy się na dobrego, choć pechowego przyjaciela.
– Witaj, Siergiej.
– Dzień dobry, księżniczko – odpowiedziałem automatycznie. Potrząsnęła głową – mokre włosy zakołysały się ciężką ciemną falą.
– Bardzo dobrze trafiłeś, właśnie wyszłam z wanny…
Kiedy indziej ten zbieg okoliczności wywołałby uśmiech. Albo czujność.
– Księżniczko – pospiesznie, jąkając się, powiedział Lans. – Proszę stanąć na tym…
Rzucił księżniczce pod nogi swoją kurtkę. Dziewczyna skinęła głową niedbale, jak dziękuje się za skasowany w autobusie bilet, i stanęła na czystym materiale, po czym odwróciła się i zamarła, patrząc na ekran.
Do rozpoczęcia rozpadu kwarków pozostała jedna minuta – oznajmił statek z usłużnością dobrze wychowanego idioty. – Siewco, jest pan zobowiązany nie dopuścić do zakłócenia biegu historii Ziemi.