Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 113
Перейти на страницу:

– Dupa blada – mruknął Tucker i zsunął się w śmierdzące koryto Little Hope. W głowie szumiało mu z wściekłości i strachu. Chwycił karabin jak maczugę i runął ku otworowi przepustu, pewien, że lada chwila naszpikują go ołowiem.

Ale w przepuście nikogo nie było. Tucker stał z karabinem wzniesionym nad głowę, sercem dudniącym jak orkiestra dęta i czuł się odrobinę głupio. W betonowej jamie słyszał wyraźnie swój chrapliwy oddech.

– W porządku – powiedział spokojnie. – Nikt nie widział, jak robiłeś z siebie idiotę. – Odwrócił się i szedł już w stronę wyjścia, kiedy coś go powstrzymało.

Czy Austin mógł się gdzieś schować? Znaleźć jakimś cudem dziurę, która mogłaby go pomieścić? Czy czeka, aż Tucker wyjdzie na otwartą przestrzeń, żeby go ustrzelić jak kaczkę?

To głupie, uznał Tucker, zrobił kolejny krok, zatrzymał się i zaklął.

Lepiej być głupim niż martwym, zdecydował, nie wiedział tylko, co wobec tego powinien zrobić.

Przypomniał sobie korkową scenę z „Batch Cassidy and the Sundance Kid", kiedy Newman i Redford zostali uwięzieni w ostatniej, beznadziejnej klatce filmu.

Sprytne, ale nie dość sprytne dla syna Beau Longstreeta, Tuckera. Nie, proszę pana! On wiedział, co się wydarzyło dalej. Gruchnęły strzały i Butch. i Kid powędrowali w chwale ku wieczności.

Stał w wąskim przepuście, myśląc, że nie jest ani bohaterem, ani człowiekiem wyjętym pod sprawa, a jednak jego duma cierpi na tym, że się kuli i czeka.

Zanim został zmuszony do podjęcia decyzji, usłyszał warkot samochodu, pisk opon i szybkie, gwałtowne trzaskanie drzwiami.

– Tuck! Nic ci nie jest?!

– Tutaj, Burke! – Tucker oparł karabin o ścianę. – Nie ma go.

Usłyszał jak Burke wydaje Carlowi rozkaz, by się rozejrzał, potem światło w otworze zostało odcięte przez szerokie bary szeryfa. – Co się tu, do kurwy nędzy, dzieje? – No, cóż, stary, powiem ci.

– Nie mogłem zrozumieć połowy z tego, co mówił ten chłopak. – Burke wyciągnął zapalniczkę w stronę połówki papierosa Tuckera. – Ale był cholernie pewny, że ty i jego tata się tu pozabijacie.

– Nie wiem, czy jestem rozczarowany, czy zachwycony tym, że nie mieliśmy okazji spróbować. Cyr to dobry chłopiec, Burke. Austin cholernie go nastraszył, ale Cyr zrobił to, co słuszne. – Wydmuchał wolno dym. – myślę, że będzie najlepiej, jeżeli zatrzymam go w Sweetwater na jakiś czas. Własny dom nie jest dla niego bezpiecznym miejscem. Nawet jeżeli Austinowi nie uda się go dopaść, zrobi to Vernon. Przysięgam na Boga, nie rozumiem, jakim cudem ten dzieciak jest krewnym ich obu.

– Przy odrobinie szczęścia Vernon dowie się o wszystkim dopiero za parę dni. Teraz skoncentrujmy się na odnalezieniu jego ojca. – Kiwnął głową w stronę Tuckera. – Wygląda na to, że się mianowałeś.

– Chwilowa niepoczytalność. – Tucker sięgnął po karabin. Wtedy zauważył napis na ścianie. – A to co? – Podszedł bliżej. – Daj mi latarkę. Burke – powiedział, a potem zaklął brzydko, kiedy odczytał litery.

OKO ZA OKO

– Boże Wszechmogący! – szepnął Burke, potarłszy palcem pierwsze "O". – Zdaje się, że napisał to krwią. Zwołam chłopaków. Przeszukamy każdy dom, każdą pędź ziemi, ale znajdziemy sukinsyna dzisiaj.

„On wyjmie moje oczy!”

Tucker przycisnął palce do własnych powiek. W uszach dźwięczał mu przerażony głos Cyra.

– Idę z wami. Dostanę tę kiczowatą gwiazdkę?

W ciągu godziny Burke zebrał piętnastu krzepkich, chętnych mężczyzn. Zaniepokoił się trochę, widząc Billy'ego T. Bonny'ego i Juniora Talbota uzbrojonych po zęby. Mógł mieć tylko nadzieję, że podniecenie wywołane pościgiem zepchnie na dalszy plan animozje osobiste. Dla bezpieczeństwa rozdzielił ich jednak, wysyłając Juniora z grupą Carla, Billy'ego T. zatrzymał przy sobie. Na czele trzeciej grupy postawił powolnego, ale rozsądnego Jeda Larssona.

Podzielił mapę okręgu na trzy terytoria.

– To nie są zawody strzeleckie. Austin ma dwa pistolety, i jeżeli nie strzelał do królików, zmarnował tylko jeden nabój. Bardzo nie chciałbym zakończyć tego dnia kondolencyjną wizytą u czyjejś żony czy dziewczyny.

– Mamy więcej oleju w głowie niż te wypucowane dupki z policji stanowej. – Billy T. był podniecony perspektywą zestrzelenia czegoś.

Rozległy się chóralne okrzyki dla rozładowania atmosfery. Burke poczekał aż ucichną.

– Ostatni raz widziano Austina w przepuście. Ma nad nami co najmniej godzinna przewagę, jest pozbawiony środka lokomocji. 5ednak człowiek znający okolicę może bez trudu znaleźć sobie kryjówkę. Chcemy go tu żywego, w jednym kawałku. Jeżeli go wyśledzicie, dacie mi znać przez krótkofalówkę. Broni możecie użyć tylko w samoobronie.

Mężczyźni popatrzyli na siebie spod oka. Austin nie był lubiany.

– Jeżeli go zastrzelicie, trzeba będzie odpowiadać na mnóstwo niewygodnych pytań. – Przenosił wzrok z twarzy na twarz. – Nie idziecie, chłopaki na polowanie. Od tej chwili jesteście w służbie publicznej. No, ruszajcie, i żadnej strzelaniny. – Odwrócił się do własnej grupy. – 1 niech nam Bóg pomoże.

Burke, Tucker, Billy T., Singleton Fuller i Bucky Koons wsiedli do terenowca. Singleton natychmiast zapalił cygaro, czego nie wolno mu było robić w domu.

– Nie zawiadomiłeś chłopaków z okręgowej – zauważył mimochodem. Palce Burke'a zacisnęły się na kierownicy.

– To nasze miasto.

W chmurze dymu rozległ się pochwalny pomruk.

Na skrzyżowaniu Old Cypress i Longstreet, które obrał na Bazę A, Burke /jechał na pobocze. Miejsce miało szczególne znaczenie dla Tuckera i Billy'ego T. Ich oczy spotkały się we wstecznym lusterku.

Rozdzielili się; trzyosobowa grupa, z ostrożnym Singletonem na czele, poszła na wschód, Burke i Tucker na zachód.

– Może powiesz mi, co się szykuje między tobą a Billym T.? – zapylał Burke, kiedy zaczęli zataczać wielkie koło, które miało doprowadzić ich z powrotem nad staw McNairów.

– Och, to już historia. – Tucker spojrzał z niepokojem w stronę domu Caroline. – Naprawdę uważasz, że mógł zajść aż tutaj?

– Nic nie uważam. Mógł pójść w każdym kierunku i może popełniłem błąd, nie zawiadamiając policji okręgowej.

– Pomogli nam ostatnim razem jak cholera! Burke pozostawił to bez komentarza.

– Może ruszył w stronę domu. – Martwił się przez chwilę o Carla i jego grupę. – Wprawdzie okręgowi ciągle obserwują dom, i on o tym wie, ale zdaje się, że facet nie myśli logicznie.

Tucker napawał się przez chwilę myślą o kilometrach dzielących siedzibę Hatingerów od domu Caroline.

– Mam nadzieję, że tam właśnie poszedł. Schwytają go i zdejmą nam kłopot z głowy. – Tucker obejrzał się i uchwycił błysk słońca w oknie sypialni Caroline. – Burke, on nie tylko nie myśli logicznie, ale chyba zbzikował. Tego dnia, kiedy wzięliśmy się za łby, myślał, że ma do czynienia z moim starym. Nie chciał zabić mnie ani w połowie tak bardzo jak starego Beau.

Opanował chęć sięgnięcia po papierosa.

– Powiem ci, co myślę. Wcale nie mnie chciał zwabić do tego przepustu.

Burke zmarszczył czoło. Wiedział cholernie mało o psychologii, jeżeli założyć, że odbiega ona od ludzkiej natury. Ale rozumiał, że mężczyzna może dokonać czynów rozpaczliwych, jeżeli popchnie go do tego kobieta. Może nawet powiesić się na belce we własnej stodole.

– Tyle lat żywiłby urazę o kobietę?

– No wiesz, tu w Innocence cierpimy na nadmiar czasu. Moja mama opuszczała pokój za każdym razem, gdy padło nazwisko Hatinger. Robiła to do końca życia. – Tucker zatrzymał się, czekając na Burke'a, który przeszukiwał teren na pomocą lornetki. – To mnie zawsze dziwiło. Zapytałem kiedyś Eddę Lou, czy Austin nie zachowuje się dziwnie wobec niej. Roześmiała się. – Sięgnął jednak po papierosa. – Powiedziała, że czasami, kiedy ją bije, nazywa ją imieniem mojej mamy. – Dreszcz przeleciał mu po plecach. – Widzisz coś?

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)