Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 113
Перейти на страницу:

– Tego dnia, przed tą historią z Bonnym, powiedziałeś, że pracowaliście z Dwayne'em w polu?

– Zdarzało się.

– I wspomniałeś kiedyś, że Dwayne ma dyplom, którego nie chce wykorzystać. Czy ty też go masz?

– Nie mam. Nigdy nie miałem umiejętności Dwayne'a prześlizgiwania się przez szkoły. Nie zrobiłem dyplomu. Ale studiowałem zarządzanie i księgowość. – Uśmiechnął się swobodnie. – Nie trzeba wielkiego rozumu, by wykombinować, że lepiej siedzieć za biurkiem, niż pocić się na polu bawełny.

Syknęła tylko.

– Nie mogę uwierzyć, że przyszłam tu, aby cię bronić.

– Bronić mnie? – Objął ją przez plecy, żeby zanurzyć twarz w jej włosach. – Złotko, to strasznie miło z twojej strony. Boże, ślicznie pachniesz. Lepiej niż ciasto wiśniowe.

– To mydło – powiedziała przez zaciśnięte zęby. – I woda.

– Doprowadza mnie do szaleństwa. – Zaczął całować jej szyję. – Do zupełnego szaleństwa. Zwłaszcza to miejsce tutaj.

Zadrżała, kiedy pocałował ją pod brodą.

– Przyszłam z tobą porozmawiać, Tucker, nie… Och! – jęknęła kiedy zaczął robić podstępne, uwodzicielskie rzeczy z jej uchem.

– Mów, mów – zachęcił ją. – Mnie to w ogóle nie przeszkadza.

– Gdybyś tylko przestał na chwilę.

– Okay. – Przerzucił się z ucha z powrotem na szyję. – No, słucham. Czuła, że myśl jej się mąci i odchyliła głowę, żeby ułatwić mu dostęp.

– Matthew Burns był dzisiaj u mnie. – Jego usta zatrzymały się, poczuła, jak cały sztywnieje, po czym powoli, powoli się rozluźnia.

– Nie mogę powiedzieć, żeby mnie to dziwiło. Ma na ciebie oko. Ślepy na galopującym koniu by to zobaczył.

– To nie ma nic wspólnego z… To nie była wizyta towarzyska. – Do diabła z rozsądkiem, zdecydowała Caroline i poszukała ustami jego warg. Westchnęła cicho, kiedy dostarczał im obojgu przyjemności długimi powolnymi pocałunkami. – Mówił, żebym się od ciebie odczepiła.

– Hmm. Ku mojej głębokiej frustracji, nawet się jeszcze nie doczepiłaś.

– Nie, on mówił o sprawie. O morderstwie. – Światło rozbłysło jej w głowie i odskoczyła od Tuckera. – O morderstwie – powtórzyła. Spojrzała na swoją rozpiętą bluzkę i rozdziawiła usta. – Co ty robisz?

Odetchnął głęboko.

– Rozbieram cię. Już od dłuższego czasu. – Wyprostował się, patrząc na nią uważnie. – A teraz sprawa znów się odwlecze.

Drżącymi palcami zapinała guziki.

– Powiem ci, kiedy będę chciała, żeby mnie rozebrać.

– Caroline, mówiłaś mi to bardzo wyraźnie. Do momentu, kiedy zaczęłaś znowu myśleć. – Podszedł do barku przyrządzić sobie drinka w nadziei, że ugasi ogień w żyłach. – Napijesz się?

– Nie.

– A ja tak. – Nalał sobie whisky na dwa palce. Uniosła dumnie głowę.

– Możesz być tak zirytowany, jak ci się…

– Zirytowany? – Błysnął ku niej oczami i podniósł szklankę do ust. – Skarbie, to bardzo łagodne określenia na stan, w jakim się znajduję. Żadna kobieta nie podniecała mnie tak, w dodatku bez żadnego wysiłku ze swej strony.

– Przyszłam tu, żeby cię ostrzec, nie podniecać.

– Dokładnie o tym mówię. – Dopił drinka, przez chwilę zastanawiał się, czy nie zrobić sobie następnego, w końcu zdecydował się na połówkę papierosa. – Kto to jest Luis?

Dwukrotnie otworzyła i zamknęła usta, zanim udało jej się przemówić.

– Słucham?

– Słyszałaś doskonale. Po prostu nie chcesz mi odpowiedzieć. Susie napomknęła, że jest jakiś Luis, na którego jesteś skurwiona. – Spojrzał na ogryzek papierosa, który palił. – Idiotyczne imię.

– „Tucker" brzmi o tyle bardziej dystyngowanie. Odprężył się na tyle, by móc przywołać swój zwykły uśmiech.

– Zależy od punktu widzenia. Kim on jest, Caro?

– Ktoś, na kogo jestem wkurwiona – powiedziała lekko. – Może byś jednak wysłuchał, co mam…

– Zranił cię?

Patrzyli na siebie przez chwilę. W oczach Tuckera Caroline zobaczyła cierpliwość, współczucie i, ku swojemu zdumieniu, spokojną siłę.

– Tak.

– Chciałbym obiecać, że ja tego nie zrobię, ale chyba nie mogę.

Coś w niej drgnęło. Drzwi, które dokładnie za sobą zamknęła, uchylały się cichaczem.

– Nie chcę obietnic – zawołała prawie z rozpaczą.

– Nigdy ich nie dawałem. To niebezpieczne. – Spojrzał spode łba na papierosa i zdusił go w popielniczce. – Ale zależy mi na tobie. Można powiedzieć, zależy jak cholera.

– Ja… Chyba nie jestem jeszcze gotowa… – Stała przed nim nie wiedząc, co zrobić z rękami. – Mnie też na tobie zależy, Tucker. I na tym musimy poprzestać. Przyszłam, ponieważ zależy mi na tobie i chcę, żebyś wiedział, że Matthew Burns szuka sposobu, by udowodnić, że zabiłeś Eddę Lou Hatinger.

– Będzie musiał długo szukać. – Nie spuszczając z niej wzroku, Tucker wcisnął ręce w kieszenie spodni. – Nie zabiłem Eddy Lou.

– Wiem. Może nie rozumiem ciebie, ale wiem, że jej nie zabiłeś. Matthew szuka powiązania między Arnette, Francie i Eddą Lou. Jesteś jego faworytem. Rzucił również parę uwag wskazujących na Toby'ego, i to mnie martwi. Wiem, że mamy lata dziewięćdziesiąte, ale to jest wiejskie Missisipi i konflikty rasowe… – wzruszyła ramionami.

– Większość tutejszych ludzi darzy Toby'ego i Winnie dużym szacunkiem. Nie ma to wielu takich jak Hatingerowie i Bonny'owie.

– Wystarczy paru. Nie chcę, żeby coś się stało Toby'emu lub jego rodzinie. – Postąpiła krok naprzód. – I nie chcę, żeby coś stało się tobie.

– Więc będę musiał zadbać o to, by nic nam się nie stało. – Ujął jej twarz w dłonie i spojrzał prosto w oczy. – Boli cię głowa. – Łagodnie rozmasował poprzeczną zmarszczkę na jej czole. – Nie podoba mi się myśli że się do tego przyczyniłem.

– To nie ty. – Jak zawsze poczuła zawstydzenie słabością, która idzie w parze z bólem. – To sytuacja.

– Wiec przez chwile nie będziemy myśleć o tej sytuacji. Posiedzimy na werandzie i pooglądamy zachód słońca. – Przycisnął wargi do jej czoła. – i nie musisz się nawet ze mną całować. Chyba że będziesz bardzo chciała.

Udało mu się wywołać uśmiech na jej twarzy.

– A co z twoją pracą?

Opasał ją w talii ramieniem i poprowadził do drzwi.

– Złotko, jedno jest pewne. Praca nie zając, nie ucieknie.

Siedzieli więc na werandzie, rozmawiali o pogodzie, o ślubie Marvelli, o postępach Jima w grze na skrzypcach. Patrzyli, jak słońce zniża się ku zachodowi, jak rozbrykany szczeniak próbuje namówić sędziwego Buslera na zabawę, słuchali Oak Ridge Boys, i żadne z nich nie zauważyło błysku światła odbijającego się od szkieł lornetki.

Austin obserwował ich, a jego usta poruszały się w bezgłośnej, żarliwej modlitwie. Jego umysł pogrążał się coraz głębiej i głębiej w szaleństwo, a za pasem niedzielnych spodni tkwiły dwie trzydziestkiósemki.

Kiedy Cyr zjawił się w przepuście następnego ranka, jego ojciec czekał. Chwycił chłopca za przód koszuli, mrużąc oczy przed ostrym światłem.

– Nie powiedziałeś nikomu? Poznam się na kłamstwie.

– Nie, tato. – Co rano padały te same pytania i te same odpowiedzi. – Przysięgam, że nie. Przyniosłem ci kurczaka i suchary.

Austin chwycił papierową torbę.

– Resztę masz?

– Tak, tato. – Cyr podał mu plastikowy pojemnik z wodą, mając nadzieję, że ojciec tym się zadowoli. Wiedział jednak, że to niemożliwe.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)