Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– Piekłam chleb w piecu mojej babci i zastrzeliłam Austina Hatingera z pistoletu dziadka. Czy nie wydaje ci się to dziwne?
– Caroline… – Ujął jej twarz w dłonie. Ujrzała w jego oczach gniew, który tak starannie odcedził ze swego głosu. – Przytulę cię na chwilę, dobrze?
– Dobrze.
Oparła mu głowę na ramieniu, kiedy przenosił ją wraz z psem na kanapę. Zadzwonił telefon, ale oboje go zignorowali.
– Zostanę tutaj na noc – powiedział Tucker. – Będę spał na kanapie.
– Nie załamię się. Tucker.
– Wiem, kochana. Odetchnęła głęboko.
– Zegar w piecyku ciągle buczy. – Zagryzła wargę, próbując opanować głos. – Chyba spaliłam chleb.
Ukryła twarz na jego ramieniu i rozpłakała się.
ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY
Caroline zeszła na dół czując w sobie pustkę. Efekt wstrząsu i środków nasennych. Nie miała pojęcia, która godzina. Wiedziała tylko, że słońce świeci mocno, a jej dom jest cichy jak grobowiec. Już było parno. Nawet cienki bawełniany szlafrok zdawał się palić jej skórę. Pomyślała, że wypije kawę mrożoną w samochodzie. Przy włączonej klimatyzacji.
Zabiła człowieka.
Stanęła u podnóża schodów, z ręką przyciśniętą do serca, jak biegacz łapiący oddech po morderczym sprincie. Poczuła, że nogi ma jak z gumy, więc usiadła na stopniu i ukryła twarz w dłoniach.
Wpakowała dwie kule w czyjeś ciało, wymieniając cudze życie na własne. Och, wiedziała, że zrobiła to w samoobronie. Nawet bez cichych, krzepiących zapewnień Burke'a, wiedziała, że zrobiła to w samoobronie. Jakieś kółeczko w umyśle Austina zacięło się i kazało mu ją zamordować.
Ale okoliczności nie zmieniały rezultatu końcowego. Zabrała komuś życie. Ona, której najgwałtowniejszym postępkiem było rozbicie kieliszka o ścianę hotelu Hilton w Baltimore, wpakowała dwa czterdziestopięciomilimetrowe naboje w faceta, z którym nie zamieniła nawet dwóch słów. To wielki skok naprzód, pomyślała, przesuwając dłońmi po twarzy. Nogi, być może, drżą jej troszkę po twardym lądowaniu, ale to wszystko. Może z tym żyć.
Nie będzie próbowała się za to obwiniać. Nie będzie się dręczyła myślą, że mogła coś zmienić, czemuś zapobiec. To była słabość dawnej Caroline, to Złudzenie własnej ważności, które kazało jej wierzyć, że ma prawo, że czuje się odpowiedzialna, ba, że ma siłę, aby przyjąć na siebie każdy ciężar – koncerty, wymagania matki, zdradę kochanka. Albo gwałtowną śmierć szaleńca.
Nie, Caroline Waverly nie posłucha tego cichego, zdradzieckiego głosu, który szepcze jej o winie, o błędach, o karze.
Wstała, kierując się w stronę kuchni, kiedy skrobanie w drzwi frontowe omal znowu nie zwaliło jej z nóg. Otworzyła już usta do krzyku, kiedy rozpoznała popiskiwanie Nieprzydatnego. Wypuściła powietrze z płuc i poszła otworzyć psu drzwi.
Pełen wdzięczności wpadł do środka w podskokach, a zamaszyste koła. kreślone ogonem wyrażały radość i głęboką ulgę.
– Co ty tam robiłeś? – Pochyliła się, żeby podrapać go za uszami i przyjąć pełne miłości liźnięcia. – Jak się wydostałeś na zewnątrz?
Szczeknął, plącząc się jej pod nogami i węsząc po wypolerowanej podłodze w poszukiwaniu śladu. Ruszył pędem do salonu.
– Bawisz się w Lassie? – zapytała Caroline idąc za nim. – Mam nadzieję, że nie zaprowadzisz mnie do studni, w którą wpadł Timmy… – Urwała na widok Nieprzydatnego, który usiadł z zadowoloną mina przy kanapie, i półgołego, bosego Tuckera.
Nie wygląda niewinnie, kiedy śpi, uznała. Na jego twarzy maluje się zbyt wiele poczucia humoru i złośliwości. I jest mu zdecydowanie niewygodnie.
Nogi Tuckera zwisały z jednego końca kanapy, zaś szyja była skręcona między poduszką a oparciem. Ramiona trzymał skrzyżowane na brzuchu, nie tyle w geście mającym wyrażać dostojeństwo, ile z prostej konieczności. Gdzie indziej nie było już na nie miejsca. Mimo niewygodnej pozycji i strumienia światła, które padało mu prosto na twarz, jego pierś unosiła się miarowo w spokojnym oddechu.
Prawda, został z nią na noc. Teraz przypomniała sobie, jaki był dla niej dobry, jak czule ją obejmował, kiedy wypłakiwała mu się na ramieniu. Trzymał ją za rękę podczas przesłuchania, dodając jej sił.
To on zaniósł ją do łóżka, ignorując słabe protesty, cierpliwy jak ojciec kładący spać zbyt zmęczone dziecko. Siedział przy niej, podczas gdy proszki nasenne walczyły w niej z adrenaliną. 1 żeby odgonić cienie strachu, pozostał przy łóżku, opowiadając śmieszna historyjkę o kuzynie Hamie, który trudnił się handlem używanymi samochodami.
Ostatnią rzeczą, jaką pamiętała, była historia pinto, rocznik 72, który zgubi! przekładnię biegów natychmiast po wyjechaniu ze sklepu kuzyna Hama.
Caroline poczuła, jak odskakuje zasuwa, na którą zamknęła swoje serce. Westchnęła cichutko.
– Jesteś pełen niespodzianek, co, Tucker?
Nieprzydatny podskoczył na dźwięk imienia i wspiął się przednimi łapami na kanapę, żeby sięgnąć ozorem twarzy Tuckera. Tucker jęknął.
– Okay, kochana. Za chwileczkę. Ubawiona, Caroline podeszła bliżej.
– Nie wiem, czy to będzie warte czekania – powiedziała.
Z nieprzytomnym uśmiechem, Tucker wyciągnął rękę i natknął się na Nieprzydatnego.
– Zawsze… – Przesunął dłonią po grzbiecie psa aż do rozhuśtanego radośnie ogona. Powoli uniósł powieki i przyjrzał się owłosionej psiej mordzie. – Niezupełnie ciebie miałem na myśli.
Nie zniechęcony tym Nieprzydatny wlazł cały na kanapę. Tucker podrapał go z roztargnieniem po łbie, po czym zamknął znowu oczy. : – Czy mi się zdaje, czy cię wypuściłem?
– Chciał wejść z powrotem.
Tucker otworzył oczy, odsunął na bok łeb Nieprzydatnego, i spojrzał na Caroline. W jednej chwili stracił zaspany wygląd, stwierdziła, a teraz patrzy na mnie jak na ciekawy przypadek chorobowy.
– Cześć!
– Dzień dobry. – Tucker przesunął się trochę na kanapie, a ona przyjęła zaproszenie i usiadła.
– Przepraszam, że cię zbudziliśmy.
– 1 tak miałem zamiar dzisiaj wstać. – Przesunął palcem po jej policzku. – Jak się czujesz?
– W porządku. Naprawdę. Chcę ci podziękować za to, że ze mną zostałeś. Skrzywił się lekko, prostując szyję.
– Mogę spać wszędzie.
– Właśnie widzę. – Wzruszona, odgarnęła mu z czoła kosmyk włosów. – Jestem ci bardzo wdzięczna.
– Powinienem pewnie powiedzieć, że to sąsiedzka przysługa. – Chwycił jej rękę, kiedy chciała ją cofnąć. – Ale prawda wygląda tak, że porządnie mnie przestraszyłaś. Kiedy w końcu zasnęłaś, byłaś blada jak śmierć.
– Już mi lepiej. – Pożałowała, że nie ma lustra, w którym mogłaby to sprawdzić. – Mogłeś skorzystać z któregoś łóżka na górze.
– Myślałem o tym. – Ale kiedy zajrzał do niej, czwarty albo piąty raz w ciągu nocy, myślał głównie o tym, by skorzystać z jej łóżka. Po to tylko, by ją przytulić, napawać się myślą, że jest bezpieczna. Wtedy wstrząsnęła nim świadomość, że chce by sobie wszystko powiedzieli, wyłożyli kawę na ławę. teraz pragnął po prostu bliskości.
– Chodź tutaj.
Po chwili wahania uległa potrzebie zwinięcia się w kłębek u jego boku. Westchnęła, z głową wtuloną w jego ramię, z psem rozciągniętym w poprzek ich nóg.
– Cieszę się, że tu jesteś.
– Tak żałuję, że nie okazałem się szybszy.
– Niepotrzebnie, Tucker. Musnął wargami jej włosy.
– Muszę ci to powiedzieć, Caroline. Miałem w nocy parę przykrych godzin. On nie napadłby na ciebie, gdyby nie chodziło o mnie. Chciał zabić mnie, to ja postawiłem cię na jego drodze.