Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 94
Перейти на страницу:

— Zrozumiałem, dlaczego Kavalarzy i Kimdissianie zbytnio za sobą nie przepadają — przyznał Dirk.

Janacek parsknął śmiechem.

— To wykracza poza ramy naszej historii — stwierdził. — Kimdiss nie toczył żadnych wojen, ale ten świat ma mnóstwo krwi na rękach. Gdy Tober w Welonie zaatakował Wolfheim, manipulatorzy zaopatrywali w broń obie strony. Kiedy na Emerelu p.i. wybuchła wojna domowa między miastowymi, dla których ich budynek jest całym wszechświatem, a niezadowolonymi gwiezdnymi wędrowcami, którzy pragnęli szerszych horyzontów, Kimdiss zaangażował się w nią głęboko, dając miastowym środki, które umożliwiły im walne zwycięstwo. — Uśmiechnął się. — Prawdę mówiąc, krążą nawet pogłoski o kimdissiańskich spiskach wewnątrz Welonu Kusicielki. Podobno to kimdissiańscy agenci poszczuli przeciwko sobie Stalowych Aniołów oraz Przekształconych Ludzi z Prometeusza, obalili czwartego cuchulainna z Tary, ponieważ nie chciał z nimi handlować, dokonali ingerencji na Braque, by zahamować rozwój techniki pod władzą tamtejszych kapłanów. Wiesz coś o starożytnej kimdissiańskiej religii?

— Nic.

— Na pewno by ci się spodobała — stwierdził Janacek. — To cywilizowana, pokojowa doktryna. Jest niesłychanie skomplikowana i można za jej pomocą usprawiedliwić wszystko oprócz osobistej przemocy. Ich wielki prorok, Syn Śniącego, obecnie przyznają, że to postać mityczna, ale nadal otaczają go czcią, powiedział ongiś: „Pamiętaj, że twój wróg również ma wroga”. To właśnie jest serce kimdissiańskiej mądrości.

Dirk poruszył się nerwowo.

— Chcesz powiedzieć, że Ruark…

— Niczego nie chcę powiedzieć — przerwał mu Janacek. — Sam wyciągnij wnioski. Nie musisz akceptować moich. Kiedyś opowiedziałem o tym wszystkim Gwen Delvano, ponieważ była moją cro-betheyn i czułem się do tego zobowiązany. Bardzo ją to rozśmieszyło. Oznajmiła mi, że historia nie ma znaczenia. Arkin Ruark jest tylko sobą, nie jakimś archetypem z dziejów światów zewnętrznych. O tym również mnie poinformowała. Usłyszałem też, że on jest jej przyjacielem i te więzy, ta przyjaźń… — wypowiedział to słowo tonem pełnym jadu — …w jakiś sposób unieważniały fakt, że jest kłamcą i Kimdissianinem. Gwen powiedziała mi też, żebym przyjrzał się naszej historii. Jeśli Arkin Ruark był manipulatorem tylko z tego powodu, że urodził się na Kimdissie, to ja byłem łowcą niby-ludzkich głów jedynie dlatego, że byłem Kavalarem.

Dirk zastanowił się nad tymi słowami.

— No wiesz, ona miała rację — odezwał się cicho.

— Tak? Naprawdę?

— Jej argumenty były trafne — uściślił Dirk. — Wygląda na to, że pomyliła się w ocenie Ruarka, ale w zasadzie…

— W zasadzie lepiej jest nie ufać żadnemu Kimdissianinowi — stwierdził stanowczo Janacek. — Oszukano cię i wykorzystano, t’Larien, a mimo to niczego się nie nauczyłeś. Jesteś taki sam jak Gwen. Ale wystarczy już tego. — Zastukał knykciami w jeden z ekranów. — Zbliżamy się do gór. Niedługo dotrzemy na miejsce.

Dirk, który bardzo mocno ściskał karabin laserowy, wytarł o spodnie spocone dłonie.

— Masz jakiś plan?

— Mam — odparł z uśmiechem Janacek. Pochylił się w stronę Dirka i zręcznym ruchem wyrwał mu z rąk laser. — W gruncie rzeczy bardzo prosty — ciągnął, kładąc broń poza zasięgiem towarzysza. — Oddam cię Lorimaarowi.

Rozdział 12

Dirka to nie zdziwiło. Pod ubraniem nadal czuł na skórze zimny dotyk szeptoklejnotu, przypominający mu o dawnych obietnicach i zdradach. Właściwie przestało go cokolwiek obchodzić. Skrzyżował ramiona i czekał spokojnie.

Janacek miał rozczarowaną minę.

— Nie wyglądasz na zaniepokojonego — zauważył.

— To nie ma znaczenia, Garse — odparł Dirk. — Opuszczając Kryne Lamiya, spodziewałem się, że zginę. — Westchnął. — Ale w czym ma to pomóc Jaanowi?

Janacek nie odpowiedział od razu. Omiótł Dirka uważnym spojrzeniem niebieskich oczu.

— Zmieniasz się, t’Larien — stwierdził wreszcie. Z jego twarzy zniknął uśmiech. — Czy naprawdę los Jaana Vikary’ego obchodzi cię bardziej niż własny?

— Skąd mam wiedzieć? — warknął Dirk. — Gadaj, jaki masz plan!

Janacek zmarszczył brwi.

— Zastanawiałem się nad możliwością wylądowania w samym środku obozu Braithów i bezpośrednią konfrontacją, ale odrzuciłem ten pomysł. Nie pragnę jeszcze śmierci tak bardzo jak ty. Choć mógłbym wyzwać kilku łowców na pojedynek, byłoby to zbyt oczywiste i pomyśleliby, że robię to po to, by osłaniać zbrodniczego bezwięzowca. Nie zgodziliby się ze mną walczyć. Mój status jest obecnie niepewny. Z uwagi na to, co powiedziałem i uczyniłem w Wyzwaniu, Braithowie nadal uważają mnie za człowieka, choć okrytego hańbą. Gdybym jednak otwarcie spróbował pomóc Jaanowi, skaziłbym się w ich oczach. Przestałyby mnie chronić zasady kodeksu. Ja również stałbym się zbrodniarzem, a zapewne także niby-człowiekiem. Druga możliwość to nagły atak bez ostrzeżenia, by zabić tylu, ilu tylko zdołamy. Nie jestem jeszcze tak zdeprawowany, by na serio rozważać podobny plan. W porównaniu z taką zbrodnią to, co uczynił Jaan Myrikowi, byłoby małym występkiem. Najlepiej oczywiście byłoby, gdybyśmy mogli zlokalizować Jaana i potajemnie zabrać go w bezpieczne miejsce. Myślę, że nie mamy na to zbyt wielkich szans. Braithowie mają psy. My ich nie mamy. Są doświadczonymi myśliwymi i tropicielami, zwłaszcza Pyr Braith Oryan i sam Lorimaar high-Braith. Ja nie mam w tym zakresie dużych umiejętności, a z ciebie nie ma żadnego pożytku. Jest bardzo prawdopodobne, że znaleźliby Jaana przed nami.

— To prawda — zgodził się Dirk. — I co w takim razie zrobisz?

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)