Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 151
Перейти на страницу:

– Będę gościem księcia tylko przez jakieś trzy lub cztery miesiące – rzuciła, podziwiając rozciągający się za oknem ogród. – Na ten czas potrzebuję odosobnionej komnaty z oknami wyposażonymi w solidne okiennice i zasłony oraz łoża z baldachimem. Drzwi z zamkiem, do którego tylko ja będę miała klucz. Dużo wolnego miejsca do ćwiczeń i własną wannę z taką ilością gorącej wody, jaką sobie zażyczę. Służące tylko do sprzątania i przynoszenia posiłków. Starsze i takie, które mają dzieci. Będą rozsądniejsze.

Zerknęła przez ramię i z niejaką satysfakcją stwierdziła, że udało jej się zirytować tę kobietę.

To znaczy uśmiech Owiyi stał się jeszcze bardziej szczery, a w jej oczach pojawiła się gotowość do służenia.

– Oczywiście – przetłumaczył mężczyzna w lawendowych szatach i z wyraźną ulgą umknął z komnaty.

I tak ostatnie dziesięć dni Deana spędziła w czymś, co można by uznać albo za celę pokutną, albo za więzienie dla wysoko urodzonej szlachcianki. Dostała komnatę w jakiejś zapomnianej przez samego Agara części pałacu, wyposażoną w dwa niezbyt duże, wychodzące na ślepy mur okna, które zamykało się dodatkowo okiennicami, łoże otulone warstwami tiulu i miedzianą wannę. Nic więcej. Nawet stolika, na którym można postawić tacę z jedzeniem.

Okiennice były rozsądnym rozwiązaniem, podobnie jak baldachim, który chronił ją nie tylko przed cudzym spojrzeniem, lecz przede wszystkim przed rojami natrętnych owadów. Jednakże brak mebla, na którym mogłaby usiąść czy zostawić ubranie… Ślady na marmurowej posadzce sugerowały, że jeszcze niedawno pod ścianami stały jakieś komody, a na środku pomieszczenia rozpostarty był dywan, lecz przełożona Domu Kobiet przypilnowała, by jej dziki gość dostał to, czego zażądał.

I nic poza tym.

Przez pierwszy dzień Deana rozważała nawet, czy ma ochotę na małą wojenkę z tą arogancką suką, ale po namyśle stwierdziła, że chyba jednak nie. Za kilka miesięcy będzie w domu i nie było najmniejszego sensu, by toczyć tu podobne batalie. Poza tym jeśli się porządnie zdenerwuje, zawsze może pójść i uciąć jej łeb.

Zamiast tego przeszła się po najbliższych komnatach i zabrała stamtąd niewielki stolik, dwa krzesła i, z pomocą lekko przerażonej służącej, coś w rodzaju małej szafki. Jeśli nawet Owiya dowiedziała się o tej grabieży, to w żaden sposób nie zareagowała. Zresztą po pierwszym spotkaniu Deana jej więcej nie widziała.

Dwie starsze służące przynosiły jej cztery razy dziennie posiłki, zawsze zatrzymując się i pukając do drzwi. Raz dziennie, wieczorem, napełniały także wannę wodą. Kąpiel… W domu korzystała z niej raz, czasem dwa razy w miesiącu, i to wspólnie z kilkoma kobietami. Tu miała wannę dla siebie i możliwość moczenia się do woli. Istniały rzeczy, dla których była gotowa zrzucić maskę dzikiej, twardej jak skała wojowniczki, a codzienna kąpiel stanowiła jedną z nich. Zresztą była także niezbędna z innych powodów, w Konoweryn cały czas panował upał, i to zupełnie inny upał niż na pustyni. Wilgotny, duszny, lepki i odbierający siły. Człowiek w chwilę po założeniu świeżych ubrań miał wrażenie, że tonie we własnym pocie.

Kąpiel była koniecznością.

I przyjemnością, wyciągającą zmęczenie z mięśni, oczyszczającą umysł oraz pozwalającą zapomnieć, że nikt się nią nie interesuje.

Deana nie dostała żadnych wieści od księcia, żadnego zapytania o samopoczucie, zdrowie ani czy jest dobrze traktowana. Jej dni składały się z modlitw, mycia się, posiłków, ćwiczeń z bronią i bez, medytacji, kąpieli i snu.

Ćwiczyła godzinami, najpierw powoli, ciesząc się, że w ogóle może utrzymać talhery w dłoniach, potem coraz szybciej i intensywniej. Ciało odnajdowało rytm walki z cieniem, uczyło się nowej broni, odrobinę innej niż jej poprzednie szable. Już czwartego dnia bez problemu, tylko po serii ćwiczeń oddechowych, odnalazła w sobie sani i była zdumiona jego siłą. W bojowym transie wykonała serię ćwiczeń zwanych Lot Czapli, a całość zajęła jej ledwo dwadzieścia dwa uderzenia serca, choć bez transu potrzeba na to co najmniej trzydziestu. Tak, z pewnością nabierała sił i nie miała powodów do narzekań.

Tylko że ten tępy, beznadziejny, brzydki jak ropucha głupiec zupełnie ją ignorował. Gdy nachodziły ją takie myśli, Lot Czapli trwał ledwo osiemnaście uderzeń serca. A kąpiel cały wieczór, mimo iż pod koniec woda była ledwo letnia.

Oczywiście wiedziała, że pałac, delikatnie mówiąc, wrze. Czasem pozwalała sobie na krótkie spacery po korytarzach Domu Kobiet, skąd miała widok na rozległy plac przed głównym budynkiem. Posłańcy galopowali tam i z powrotem, starając się nie stratować setek interesantów okupujących alejki, trawniki i główną drogę, światło w oknach książęcej części pałacu nigdy nie gasło, do oddziałów Słowików dołączyli inni wojownicy, jedni odziani w zieleń, a inni w brąz.

Obserwując ich, Deana widziała, jak wszystkie trzy grupy schodzą sobie z drogi, poruszając się po widocznych tylko dla siebie liniach i ignorując nawzajem z ostrożnością ludzi stąpających po tafli szkła. Wyglądałoby to nawet zabawnie, gdyby wszyscy nie nosili broni. Cokolwiek się działo, książę powinien zacząć się martwić.

Tylko właściwie co mnie obchodzą zmartwienia człowieka, który najwyraźniej całkiem o mnie zapomniał?, pomyślała, po raz kolejny budząc się w skotłowanej pościeli. Pod baldachimem, mimo że chronił przed nieproszonymi spojrzeniami i rojami nocnych owadów, było po dwakroć bardziej duszno. Wstała, przeklinając poranne gongi, obmyła się w wodzie po wczorajszej kąpieli i ubrała. Modlitwa, krótkie ćwiczenia, które najlepiej wykonać na pusty żołądek, pukanie do drzwi.

Pukanie. Za wcześnie na służące ze śniadaniem.

Założyła szable, sprawdziła, czy gładko wysuwają się z pochew, i sięgnęła po klucz. Prawie się uśmiechnęła pod nosem. Zachowywała się jak więzień, któremu coś niszczy rutynę dnia, a to może zwiastować tylko kłopoty.

Tylko że więźniowie zazwyczaj nie noszą broni.

Przekręciła klucz po trzecim, nieco bardziej donośnym pukaniu.

Za drzwiami stała kobieta.

Piękna jak zachód słońca, jak ognista klacz w pełnym biegu, jak pantera wygrzewająca się na skale. Wysoka i zgrabna, miała czerwone, pełne usta, brzoskwiniową cerę i wielkie, ciemne oczy, podkreślone jeszcze cieniami w kolorze nocnego nieba. I właśnie te oczy zdawały się Deanę przeszywać na wylot.

Poczuła ukłucie zazdrości. Ktoś, kto ma taką twarz, jednym uśmiechem rzuci sobie do stóp każdego mężczyznę. Taka twarz to broń, miecz i tarcza jednocześnie.

Bogowie bywają niesprawiedliwi.

Jednak teraz uśmiech przybyłej przypominał szczerzące się zęby wściekłego psa. No cóż. Deana zerknęła na korytarz, były tu tylko we dwie.

– Jestem Varala z Omeru. – Kobieta odezwała się pierwsza. – A ty to Deana z Issaram.

Mówiła meekhem, ale to już nie wydawało się dziwne. Czy zresztą mogło być inaczej w księstwie, które zbudowało swoją potęgę na handlu z Imperium?

– Tak.

– Przyszłam cię zobaczyć. Zanim wyjadę.

– Wyjeżdżasz?

– Tak. Po nowe dziewczęta. A ty masz się trzymać z daleka.

– Od czego?

– Od niego.

Absurd tej sceny zaczął do niej docierać dopiero w tej chwili.

– Wejdziesz? – Przypomniała sobie o gościnności.

Tamta pokręciła głową i spojrzała na nią z jawną pogardą.

– Słyszałam plotki. On nie jest dla ciebie. I nigdy nie zajmiesz mojego miejsca. To, co było na pustyni… zostało na pustyni. Ocaliłaś mu życie, dostaniesz swoje złoto i wyjedziesz. Rozumiesz?

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)