Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 296
Перейти на страницу:

– Agelmar przywiózł swoje plany dla tego frontu bitewnego, Dai Shanie – rzekł król Easar, zrównując z nim. – Chciałby je omówić do spółki z nami. To ważne, że tu jesteś. Walczymy pod sztandarem Malkier. Wszyscy się na to zgodziliśmy.

– Tenobia też? – spytał Lan z niekłamanym zdziwieniem.

– W jej przypadku trzeba było odrobiny zachęty, ale dała się przekonać. Dostałem także wiadomość, że królowa Ethenielle opuści Kandor i przyjedzie tutaj. Ziemie Graniczne walczą razem w tej bitwie i to ty dowodzisz.

Jechali dalej przed siebie w ubywającym świetle, mijając kolejne szeregi lansjerów salutujących Easarowi. Shienaranie byli najwspanialszą, ciężką kawalerią świata. Walczyli – i umierali – na tych skałach niezliczoną ilość razy, broniąc dostępu do żyznych ziem na południu.

– Stawię się – obiecał Lan. – Brzemię tego, co mi ofiarowaliście, ciąży niczym trzy góry.

– Wiem – odparł Easar. – Ale my pójdziemy za tobą, Dai Shanie. Póki niebo się nie rozstąpi, póki kamienie nie zaczną się rozpadać pod stopami i póki Koło nie przestanie się obracać. Albo za błogosławieństwem Światłości, póki każdy miecz nie zazna przychylności pokoju.

– A co z Kandorem? Jeżeli królowa tu przybędzie, to kto pokieruje tamtą bitwą?

– Biała Wieża wyrusza do walki z Pomiotem Cienia, który tam jest – rzekł Easar. – Ty wzniosłeś sztandar Złotego Żurawia. Złożyliśmy przysięgę, że przybędziemy cię wesprzeć i tak też się stało. – Zawahał się, a kiedy znów zaczął mówić, głos miał ponury: – Na razie Kandor jest nie do odzyskania, Dai Shanie. Królowa to przyznaje. Zadaniem Białej Wieży jest nie jego odbicie, tylko powstrzymanie Pomiotu Cienia przed zagarnięciem kolejnych terytoriów.

Zawrócili i znów przejechali między szeregami lansjerów, którym przykazano, że zmierzch mają spędzać o kilka kroków zaledwie od swych wierzchowców, dlatego zajmowali się teraz czym popadnie – przeważnie oporządzali zbroje, broń i konie. Każdy miał do pleców przypasany długi miecz, niekiedy nawet dwa miecze, wszyscy też za pasem nosili pałki i sztylety. Shienaranie nie polegali wyłącznie na swych lancach. Wróg, który myślał, że ich osaczy tam, gdzie nie mieli miejsca na szarżę, prędko się przekonywał, że potrafili być groźni także w walce jeden na jeden.

Większość była ubrana w żółte opończe z wizerunkiem czarnego jastrzębia nałożone na kolczugi. Salutowali im sztywno wyprostowani, z surowymi obliczami. W rzeczy samej Shienaranie byli surowym narodem – tak to już było, gdy ktoś mieszkał na Ziemiach Granicznych.

Lan zawahał się, po czym przemówił głośno:

– Skąd ta żałoba?

Żołnierze znajdujący się najbliżej zwrócili się ku niemu.

– Czy nie do tego zostaliśmy wyszkoleni? – krzyknął Lan. – Czy nie to jest naszym celem, czy nie po to właśnie żyjemy? Ta wojna nie jest powodem do płaczu. Inni ludzie zachowują się może zbyt swobodnie, ale nie my. My jesteśmy silni, zwarci, gotowi i dlatego to jest czas chwały. Niechaj więc zabrzmi śmiech! Niechaj zapanuje tu radość!

– Wiwatujmy poległym i pijmy za naszych przodków, którzy nas dobrze wyuczyli. Jeżeli rankiem umrzecie, oczekując na swe powtórne narodziny, bądźcie z tego dumni. Przed nami Ostatnia Bitwa, i jesteśmy do niej gotowi!

Lan nie był dokładnie pewien, co go skłoniło do wypowiedzenia tych słów, niemniej jednak natchnęły lansjerów do wzniecenia okrzyku:

– Dai Shan! Dai Shan! Naprzód, Złoty Żuraw! – Zauważył też, że niektórzy spisywali jego przemowę, by później przekazać innym.

– Zaiste masz duszę przywódcy, Dai Shanie – zauważył Easar, kiedy ruszyli w dalszą drogę.

– To nie tak – rzekł Lan, patrząc przed siebie. – Nie mogę zdzierżyć użalania się nad sobą. Zbyt wielu wśród nich tak wyglądało, jakby szykowali swoje własne całuny.

– Bęben bez werbla – rzekł cicho Easar, potrząsając wodzami swego konia. – Pompa bez ramienia. Pieśń bez głosu. A jednak moja jest. A jednak moja jest.

Lan obrócił się, marszcząc czoło, ale król nie wytłumaczył znaczenia tego wiersza. Skoro jego lud był pełen powagi, to tym bardziej on sam. Easar nosił w swym wnętrzu głęboko ukryte rany, ale wolał się z nich nie zwierzać. Lan nie obwiniał go za to. Sam zawsze postępował podobnie.

Tego wieczoru jednak, kiedy się zastanawiał, co też skłoniło Easara do wygłoszenia wiersza, zauważył, że tamten się uśmiecha.

– Czy to była Anasai z Ryddingwood? – spytał Lan.

Easar zdziwił się wyraźnie.

– Czytałeś dzieła Anasai?

– Była ulubioną poetką Moiraine Sedai. To, co zadeklamowałeś, zabrzmiało jak jeden z jej utworów.

– Wszystkie jej wiersze miały formę elegii – powiedział Easar. – Ku czci jej ojca. Pozostawiła dokładne zalecenia: można je czytać, ale nie powinno się czynić tego na głos, chyba że chwila jest właściwa. Nie wytłumaczyła, kiedy chwila jest właściwa.

Dotarli do namiotów wojennych i zsiedli z koni. Ledwie jednak to zrobili, rozbrzmiały rogi. Obaj natychmiast zareagowali, Lan odruchowo sięgnął do swego miecza.

– Udajmy się do lorda Agelmara – zawołał Lan, kiedy otaczający ich ludzie jęli krzyczeć i rozległo się szczękanie ekwipunku. – Jeśli będziesz walczył pod mym sztandarem, wówczas ja z zadowoleniem przyjmę rolę przywódcy.

– Żadnych wahań? – spytał Easar.

– Kimże ja jestem? – spytał Lan, wskakując zwinnie na siodło. – Pasterzem z jakiejś zapomnianej wioski? Wypełnię swój obowiązek. Jeśli ludzie są tak głupi, że każą mi sobą dowodzić, to w takim razie ja zagonię ich do robienia tego, co do nich należy.

Easar przytaknął i zasalutował, unosząc kąciki ust w kolejnym uśmiechu. Lan odpowiedział na salut, po czym przymusił Mandarba do galopu przez sam środek obozowiska. Ludzie na obrzeżach rozpalali już ogniska. Asha’mani utworzyli bramy do jednego z licznych umierających lasów na południu, by żołnierze mogli tam nazbierać drewna. Gdyby Lan mógł postawić na swoim, tych pięciu przenoszących nigdy nie marnowałoby swej siły na zabijanie Trolloków. Byli o wiele bardziej użyteczni do innych celów.

Narishma zasalutował mu, kiedy go mijał. Lan nie mógł być pewien, czy wielcy komendanci celowo wybrali tego Asha’mana dla niego, ale wiele wskazywało na to, że to nie zbieg okoliczności. Nie dość, że wywodził się z Ziem Granicznych, to jeszcze miał rodziców Malkierczyków.

„Walczymy razem”.

8

Dymiące miasto.

Elayne Trakand przejechała przez stworzoną własnoręcznie bramę na grzbiecie Cienia Księżyca, ciemnobrązowej klaczy z jej królewskich stajni.

Stajnie te znajdowały się teraz w rękach Trolloków i bez wątpienia pozostałe wierzchowce zdążyły już trafić do kotłów, w których bestie gotowały strawę. Elayne nie zastanawiała się zbyt mocno, co jeszcze – albo kto jeszcze – mógł też wylądować w owych kotłach. Na twarzy wykwitł wyraz determinacji. Podległe jej wojska nie dostrzegą braku zdecydowania u swej królowej.

Postanowiła dojechać do wzgórza znajdującego się jakieś tysiąc kroków na północny zachód od Caemlyn, poza zasięgiem strzału z łuku, ale dostatecznie blisko, by można było ze szczytu przyjrzeć się miastu. Wśród tych właśnie wzgórz, podczas iluś tygodni od zakończenia Wojny o Sukcesję, kilka grup najemników rozbiło swoje obozy. A potem albo dołączali do wojsk Światłości, albo rozformowywali się, przeobrażając w wędrownych złodziei i bandytów.

Przednia straż już zabezpieczyła ten obszar i kapitan Guybon zasalutował, kiedy członkowie Gwardii Królowej – tak mężczyźni, jak i kobiety – otoczyli wierzchowca Elayne. Powietrze wciąż pachniało dymem i widok Caemlyn tlącego się jak Góra Smoka dorzucił garść gorzkiego pyłu do tego gulaszu z emocji, który wciąż bulgotał w jej wnętrzu.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)