Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 296
Перейти на страницу:

Elayne skinęła głową, po czym odjęła dłoń od swego brzucha, widząc, że Bashere na niego zerknął. Nie zorientowała się zawczasu, że znowu się za niego trzyma.

– Co myślisz o tym, że wybieram się w bój, mimo iż jestem ciężarna? Czy to błąd?

Potrząsnął głową.

– Nie. To dowodzi, jak rozpaczliwa jest nasza sytuacja. I da żołnierzom do myślenia. Sprawi, że podejdą do rzeczy z większą jeszcze powagą. A poza tym…

– Co?

Bashere wzruszył ramionami.

– Może to im przypomni, że nie wszystko umiera na tym świecie.

Elayne odwróciła się, spoglądając na miasto w oddali. Farmerzy wypalali wiosną swe pola, by je przygotować do nowego życia. Może właśnie coś takiego przechodził teraz Andor.

– Zechciej mi zdradzić – odezwał się znowu Bashere – czy powiesz ludziom, że nosisz pod sercem dziecko Lorda Smoka?

„Dzieci” – poprawiła go w myślach Elayne.

– Zakładasz, że wiesz coś, co może, ale nie musi być prawdą, lordzie Bashere.

– Mam żonę i córkę. Potrafię odczytać, co mówi twe spojrzenie, kiedy patrzysz na Lorda Smoka. Żadna kobieta, która spodziewa się dziecka, nie dotykałaby swego łona z równą czcią, mając przed sobą mężczyznę, który nie jest ojcem.

Elayne zacisnęła wargi w cienką kreskę.

– Czemu to ukrywasz? – spytał Bashere. – Słyszałem, co myślą niektórzy z tych ludzi. Mówią o pewnym innym mężczyźnie, Sprzymierzeńcu Ciemności o imieniu Mellar, niegdyś kapitanie twoich Gwardzistek. Wiem, kiedy pogłoski są podszyte fałszem, ale inni nie są tacy mądrzy. Mogłabyś zdusić te pogłoski, gdybyś tylko zechciała.

– Dzieci Randa staną się celem – zauważyła.

– Ano tak… – odparł. Przez chwilę gładził wąsy kłykciami.

– Jeżeli nie zgadzasz się z takim rozumowaniem, Bashere, to powiedz, co myślisz. Nie znoszę służalców.

– Nie jestem służalcem, kobieto! – ofuknął ją. – Tak czy owak raczej nie wątpię, że twoje dziecko może się stać jeszcze większym celem, niż już jest. Jesteś wszakże głównodowodzącą armii Światłości! Moim zdaniem ludzie zasługują na to, by się dowiedzieć dokładnie, za kogo walczą.

– Ta wiedza to ani twoja sprawa – odparowała Elayne – ani też ich.

Bashere uniósł brew.

– Dziedzic królestwa nie jest sprawą poddanych? – spytał beznamiętnie.

– Chyba posuwasz się za daleko, generale.

– Może i tak – odparł. – Może czas spędzony z Lordem Smokiem naznaczył mnie tak mocno, że inaczej podchodzę do różnych rzeczy. Ten człowiek… nigdy nie umiałem stwierdzić, co on myśli. Przez połowę czasu chciał słyszeć, co ja myślę, najprościej, jak potrafiłem to wyłożyć. Przez drugą połowę czasu tak to wyglądało, jakby był gotów przełamać mnie na pół, bo powiedziałem tyle tylko, że niebo wydaje się jakby ciemne. – Bashere potrząsnął głową. – Po prostu proszę się trochę zastanowić, Wasza Wysokość. Przypominasz mi moją córkę. Ona mogłaby uczynić coś podobnego i udzieliłbym jej dokładnie takiej samej rady. Twoi ludzie będą walczyli odważniej, jeśli się dowiedzą, że nosisz dziedzica Smoka Odrodzonego.

„Mężczyźni” – pomyślała Elayne. – „Młodzi starają się zrobić na mnie wrażenie każdym wyczynem, jaki im tylko przyjdzie do tych ich głupich głów. A starzy z kolei zakładają, że każda młoda kobieta potrzebuje wykładu”.

Ponownie skierowała spojrzenie w stronę miasta. W tym samym momencie podjechała do niej Birgitte.

– Piwnice zostały wypełnione olejem i smołą.

– Podpalcie je – powiedziała głośno Elayne.

Birgitte dała znak ręką. Kobiety z Rodziny otworzyły swój ciąg bram i mężczyźni jęli przez nie ciskać płonące pochodnie, celując nimi w piwnice Caemlyn. Niedługo potem dym unoszący się nad miastem stał się ciemniejszy i bardziej złowieszczy.

– Szybko tego nie ugaszą – rzekła cicho Birgitte. – Nie przy takiej suszy. Miasto zapłonie niczym stóg siana.

Cała armia zajęła się obserwacją miasta, szczególnie członkowie Gwardii Królowej i andorańscy żołnierze. Niektórzy salutowali, tak jak się salutuje przed stosem pogrzebowym poległego bohatera.

Elayne zazgrzytała zębami.

– Birgitte, niechaj Gwardziści się dowiedzą, że ojcem dzieci, które w sobie noszę, jest Smok Odrodzony – powiedziała.

Bashere uśmiechnął się szeroko.

„Nieznośny mężczyzna!”

Birgitte też się uśmiechała, gdy udała się upowszechnić tę wieść. Też była nieznośna.

Andoranie zdawali się jakby wyżsi i jeszcze dumniejsi, kiedy przyglądali się, jak płonie ich stolica. Bramy miasta ożyły i teraz wylewały się z nich tabuny Trolloków uciekających przed ogniem. Elayne dopilnowała, by zobaczyły ich armię, po czym wydała rozkaz:

– Na północ! – Zawróciła swą klacz. – Caemlyn umarło. Udajemy się do lasu i niechaj Pomiot Cienia nas goni!

Androl obudził się i poczuł, że w ustach ma ziemię. Jęknął, starając się przewrócić na drugi bok, ale stwierdził, że w jakiś sposób jest unieruchomiony. Splunął, oblizał wargi i zamrugał zaropiałymi oczyma.

Leżał razem z Jonnethem i Emarinem pod murem usypanym z ziemi, skrępowany powrozami. Przypomniało mu się… Światłości! Dach się zapadł.

„Pevara?” – zadał pytanie. Niewiarygodne, jak naturalna zaczęła się wydawać ta forma porozumiewania się.

Został nagrodzony uczuciem zamroczenia. Dzięki więzi wiedział, że jest gdzieś w pobliżu, prawdopodobnie również związana. Ponadto utracił kontakt ze Źródłem, za wszelką cenę starał się go dosięgnąć, ale stale napotykał na jakąś tarczę. Krępujące go powrozy były umocowane do haka wbitego w ziemię za jego plecami, przez co miał ograniczone ruchy.

Z niejakim wysiłkiem zdusił w sobie panikę. Nigdzie nie widział Nalaama. Gdzie on jest? Cała ich grupa znajdowała się w jakiejś dużej izbie, wszyscy byli związani i leżeli na klepisku, w powietrzu pachniało wilgocią. Nadal trzymano ich w podziemiach, w jakiejś części tajnego kompleksu Taima.

„Jeżeli zapadł się dach – pomyślał Androl – to w takim razie piwnice zapewne uległy zniszczeniu”. To tłumaczyło, dlaczego on i pozostali byli związani, ale nie zamknięci pod kluczem.

Ktoś szlochał.

Obrócił się z wysiłkiem i dostrzegł Evina. Chłopak, również skrępowany, trząsł się i płakał.

– Wszystko w porządku, Evin – szepnął Androl. – Znajdziemy jakiejś wyjście z tej opresji.

Tamten zerknął na niego, wyraźnie wystraszony. Był związany w taki sposób, że siedział z rękoma umocowanymi do pleców.

– Androl? Androl, przepraszam.

Androl poczuł się nieprzyjemnie.

– Za co, Evin?

– Pojawili się zaraz po tym, jak wy odeszliście. Chyba szukali Emarina. Żeby go poddać Konwersji. Nie było go tutaj, więc zaczęli zadawać pytania, domagać się odpowiedzi. Złamali mnie, Androl. Uległem tak łatwo. Przepraszam…

A więc Taim nie znalazł zabitych wartowników.

– To nie twoja wina, Evin.

Nieopodal zabrzmiały kroki. Androl chciał udawać nieprzytomnego, ale ktoś wymierzył mu potężnego kopniaka.

– Widziałem, że rozmawiasz, listonoszu – powiedział Mishraile, pochylając nad nim swą złotowłosą głowę. – Z wielką radością cię zabiję za to, co zrobiłeś Coterenowi.

Androl otworzył oczy i zobaczył Logaina zwisającego bezwładnie w uścisku Mezara i Welyna. Dowlekli go blisko niego i rzucili brutalnie na klepisko. Logain szamotał się słabo i jęczał, kiedy go wiązali. Po chwili wyprostowali się i jeden z nich splunął na Androla, po czym zbliżył się do Emarina.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)