Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Usiłowałam jeszcze spytać Alicję, czy nie domyśla się, co też takiego ważnego Edek chciał jej powiedzieć, ale to już było niewykonalne. Zanim zdążyłam zaprotestować, opuściła fotel koło mnie i znikła w mroku. Paweł i Zosia ciągle jakoś nie mogli znaleźć soku pomarańczowego. Anita poszła im pomуc w poszukiwaniach, Ewa przypomniała sobie nagle, że właśnie dzisiaj kupili kilka puszek rуżnych sokуw, ktуrych nie zdążyli wyjąć, i pogoniła Roja do samochodu. Sok pomarańczowy nadlatywał ze wszystkich stron, urastał do rozmiarуw wodospadu Niagara, absorbował wszystkie umysły i w ogуle wydawało się, że na tym świecie nie ma nic innego, tylko sok pomarańczowy. Zgoła nie zdziwiłabym się, gdyby nagle zaczął padać w postaci deszczu.
Znalazła go wreszcie Alicja nie w domu, tylko w składziku, gdzie trzymała zapasy piwa. Z sokiem się trochę uspokoiło, ale za to Elżbieta poczuła się głodna, przyniosła sobie kanapki, bardzo apetyczne, i zaraziła głodem Pawła i Leszka. Alicja, zdenerwowana nieco działalnością Anity w kuchni, znуw porzuciła taras i popędziła sama dorobić więcej kanapek. Zosia zaczęła szukać następnego słoika kawy, Ewa zażądała dla Roja ekstramocnych do sprуbowania, bo podobno ktoś przywiуzł. Anita przez pomyłkę nalała Henrykowi piwa do mleka…
Wieczуr wyraźnie się rozkręcał. Wszyscy wykazywali przerażającą ruchliwość i rzadko spotykaną gorliwość w donoszeniu rozmaitych przedmiotуw, wszyscy prezentowali niesłychaną inwencję w wymyślaniu nowych pragnień i potrzeb. Pod czerwoną lampą trwały nieruchomo tylko trzy pary butуw. Dwie z nich należały do Leszka i Henryka, ktуrzy siedzieli obok siebie, konwersowali w dziwnym, niemiecko-angielskim języku o wadach i zaletach rуżnych typуw jachtуw i zajęci byli sobą tak, że nie zwracali uwagi na resztę towarzystwa, trzecia zaś do Edka. Edek rуwnież nie opuszczał swojego miejsca, pod ręką miał wielkie pudło, zastawione zapasem napojуw i używał ich bez wyboru i bez ograniczeń.
– Alicja! – ryknął nagle, przekrzykując panujący hałas, przy czym w ryku jego dźwięczała wyraźna nagana. – Alicja!!! Dlaczego ty się narażasz?!!!
Pytanie zabrzmiało tak dziwnie, a przy tym tak potężnie, rozległo się gdzieś w tych ciemnościach tak nieoczekiwanie, że wszyscy nagle zamilkli. Edek, ryknąwszy, też zamilkł i zapanowała cisza. Alicja nie udzielała odpowiedzi z tego prostego powodu, że nie było jej na tarasie.
– Znуw się zalał – mruknęła niechętnie Zosia skądś od strony domu.
– Alicja!!! – ryknął znуw Edek i łupnął głucho szklanką z piwem w wierzch pudła, chlapiąc wokуł. – Alicja, do ciężkiej cholery, dlaczego ty się narażasz?!!!
Nogi zawiadomionej widocznie o występie Edka Alicji pojawiły się nagle w czerwonym świetle. Edek usiłował się podnieść, ale opadł z powrotem na fotel.
– Alicja, dlaczego ty się…??!!
– Dobrze, dobrze – powiedziała uspokajająco Alicja. – Edek, nie wygłupiaj się, obudzisz całe miasto.
– Dlaczego ty się narażasz? – ciągnął Edek z uporem, tonem pełnym potępienia, tyle że nieco już ciszej. – Dlaczego ty przyjmujesz takie osoby?! Pisałem ci przecież…!
Eksplozja dobrego wychowania na nowo napełniła hałasem mrok nad czerwonym kręgiem. Całe zgromadzenie, zorientowane w stanie Edka, gwałtownie usiłowało go zagłuszyć, nie mając pojęcia, co też on może jeszcze powiedzieć, i ze względu na Alicję starając się tego na wszelki wypadek nie usłyszeć. Wysiłki dziewięciu osуb uwieńczyło powodzenie, głos Edka zginął w ogуlnym wrzasku. Leszek wykrzykiwał do Henryka coś o jakiejś rufie, Anita natrętnie namawiała wszystkich do spożycia dwуch ostatnich kanapek, Zosia głosem Walkirii żądała, żeby Paweł otworzył butelkę piwa…
Alicja przysiadła na poręczy fotela Edka.
– Przestań się wygłupiać, tu jest Dania, tu się nie krzyczy…
– A ja ci pisałem, żebyś uważała! No, pisałem ci przecież!
– Możliwe, ale ja nie czytałam.
– Alicja, woda się gotuje! – zawołała Elżbieta z ciemności.
– Ja ci to zaraz powiem –upierał się Edek. – Jak nie czytałaś mojego listu, to ja ci to zaraz powiem! Jemu też powiem!… Dlaczego ty nie czytałaś mojego listu?…
– Bo mi gdzieś zginął. Dobrze, powiesz mi, ale przecież nie teraz!
– Owszem, ja powiem teraz!
– Dobrze, teraz, niech będzie, tylko zaczekaj chwilę, zrobię ci kawy…
Słuchałam tych fragmentуw dialogu nietaktownie i z nadzwyczajnym zainteresowaniem. Alicja poszła robić kawę. Pomogłam jej z nadzieją, że prędzej wrуci i Edek powie coś więcej. Potem trzeba było jeszcze donieść śmietankę, cukier, słone paluszki, więcej piwa, więcej koniaku, szwajcarskie czekoladki i polski sernik, papierosy i owoce. W drzwiach materializowały się i znikały niewyraźne sylwetki, pod lampą pojawiały się i znikały purpurowe nogi. Edek dostał kawy, uspokoił się i zamilkł, wyczerpany widocznie krуtkim, acz energicznym przedstawieniem.
– A w ogуle to jeszcze nie koniec – powiedziała nerwowo Alicja, siadając koło mnie. – Jeszcze przyjadą Włodzio i Marianne.
– Dobry Boże! Też do ciebie?!
– Też do mnie. Jeżeli Elżbieta i Leszek wyjadą przedtem, to będę ich miała gdzie położyć, ale jeśli nie, to chyba im wynajmę hotel. Lada dzień zabraknie mi bielizny pościelowej… Co gorsza, nie wiem, kiedy przyjadą, bo są w podrуży.
– Gdzie są w podrуży? – spytałam mechanicznie, najazd na Allerшd oszołomił mnie bowiem gruntownie i już sama nie wiedziałam, co mуwię. W gruncie rzeczy było mi całkowicie obojętne, gdzie przebywają Włodzio i Marianne, przerażające było, że mają przybyć tu.
– Zdaje się, że gdzieś w Belgii.
– A, to rzeczywiście po drodze. Wiadomo, że Dania leży w prostej linii na trasie między Belgią i Szwajcarią.
– Oni nie wracają jeszcze do Szwajcarii, wybierają się do Norwegii. Czy on śpi?
Spojrzałam na czerwone, nieruchome nogi Edka.
– Chyba tak. Te pokazy go zmęczyły. Będziesz go budzić czy zostawisz tak, jak jest, żeby tu spał do rana?