Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 104
Перейти на страницу:

Choć trybun wytężał wszystkie siły, nie mógł zbliżyć się do uciekiniera. Ani też jego ofiara nie mogła uwolnić się od pościgu, choć biegnąc krętą drogą przez boczne uliczki i zaułki Skaurus całkowicie zagubił się w labiryncie Videssos.

Złodziej zaprezentował znajomość szlaków miasta nie bardziej doskonałą niż Skaurus. Przebiegł połowę drogi w głąb zaułka nie uświadamiając sobie tego, że jest ślepy. Nim zdołał naprawić swój błąd, zdyszany trybun zablokował mu drogę ucieczki.

Ocierając pot z twarzy, pulchny złodziej uniósł skradziony miecz do gardy. Niewłaściwe ustawienie stóp i próbne wypady dowodziły, że nie jest szermierzem. Mimo to Skaurus zbliżał się do niego zachowując wszelkie środki ostrożności. Jego przeciwnik dzierżył, niezdarnie czy nie, klingę trzykrotnie dłuższą niż jego sztylet.

Zrobił jeszcze jeden krok naprzód, mówiąc: — Nie chcę z tobą walczyć. Połóż mój miecz na ziemi i możesz sobie iść, jeśli o mnie chodzi.

Skaurus nigdy nie dowiedział się czy mężczyzna uznał, że mówi z tchórzostwa i to go rozzuchwaliło, czy też po prostu bał się pozostać bezbronnym wobec Rzymianina. Skoczył na Marka, zadając mieczem trybuna zamaszysty cios, który potwierdził jego nieudolność. Lecz zanim umysł Marka uświadomił sobie, że ma do czynienia z nowicjuszem, jego ciało odpowiedziało ruchami, jakie wpoiły w nie długie godziny spędzone na polu ćwiczeń. Zanurkował pod dyletanckim cięciem i zrobił krok naprzód wbijając sztylet w brzuch wroga.

Usta pulchnego złodzieja ułożyły się w bezdźwięczne „Och”. Upuścił miecz Rzymianina, by obiema rękoma ścisnąć ranę. Jego oczy rozszerzyły się, a potem nagle pokazały się same białka, kiedy padał na ziemię.

Marek pochylił się, by podnieść swój miecz. Nie czuł żadnej dumy z odniesionego zwycięstwa, a raczej odrazę do siebie, wywołaną zabiciem przeciwnika, którego tak bardzo przewyższał umiejętnościami. Spojrzał z wyrzutem na skręcone zwłoki u swych stóp. Dlaczego ten tłusty głupiec nie miał dość rozumu, by zabarykadować drzwi swego domu i pozostać za nimi, zamiast bawić się w coś, o czym nie miał pojęcia?

Trybun sądził, że pozwoli, by słuch zaprowadził go z powrotem w miejsce bijatyki między jego ludzi a motłochem, lecz odtworzenie drogi, jaką przebył, okazało się nie takie proste. Kręte uliczki nieustannie sprowadzały go z pożądanego kierunku, a i sam ów kierunek zdawał się

zmieniać, w miarę jak szedł. Mijane domy dostarczały mu niewielu wskazówek. Ich zewnętrzne ściany i żywopłoty były tak do siebie podobne, że tylko długotrwałe zamieszkiwanie w ich sąsiedztwie umożliwiłoby kierowanie się ich wyglądem.

Mijał właśnie kolejny dom, niewiele różniący się od reszty, kiedy usłyszał odgłos bójki dochodzący zza muru. Bójki tego dnia były czymś zupełnie powszechnym; martwiąc się o odnalezienie drogi powrotnej do Rzymian, Skaurus miał zamiar zignorować i tę, kiedy nagle wyróżnił ją kobiecy krzyk.

Przerwał go odgłos uderzenia. — Cicho, suko! — ryknął grubiański, męski głos.

— A niech sobie skowyczy — odparł drugi, zimny i nieczuły. — Kto na to zwróci uwagę?

Mur był zbyt wysoki, by móc zajrzeć przez niego do środka, a obciążony zbroją człowiek nie mógł marzyć, by się nań wspiąć. Oczy Marka pomknęły ku bramie. Podbiegł do niej, waląc w nią swym okrytym żelazem barkiem. Rozwarła się gwałtownie i trybun, potykając się, wpadł na rozległą przestrzeń porośniętą krótko przystrzyżoną trawą.

Dwaj mężczyźni trzymający kobietę rozciągniętą na tej trawie unieśli ze zdumieniem wzrok, gdy ich zabawa została przerwana. Jeden trzymał ją za obnażone ramiona; rozerwana tunika leżała w pobliżu. Drugi klęczał pomiędzy jej młócącymi powietrze nogami, podciągając sutą spódnicę nad talię.

Ten drugi zginał, gdy próbował powstać, z gardłem przeszytym klingą Marka. Trybun poczuł przelotny żal, że pozwolił mu tak łatwo umrzeć, lecz potem stanął przed towarzyszem zabitego, który okazał się twardszym orzechem do zgryzienia. Choć wyglądał na ulicznego rzezimieszka, nosił krótki miecz zamiast sztyletu i z pierwszego cięcia Skaurus wywnioskował, że wie, jak go używać.

Po tym pierwszym cięciu, które nie posłało Rzymianina na ziemię, Videssańczyk zdecydował się na czysto obronną walkę, sprawiając wrażenie, że chce oderwać się od przeciwnika i uciec. Lecz kiedy spróbował umknąć, kobieta, którą przygniatał do ziemi, błyskawicznym ruchem chwyciła go za nogę. Marek przeszył mieczem padającego mężczyznę. Choć niedawno żałował, zabijając żałosnego, małego człowieczka, który uciekał z jego mieczem, teraz czuł tylko zadowolenie, że uwalnia świat od tego ludzkiego śmiecia.

Uklęknął, by wytrzeć klingę koszulą zabitego, a potem odwrócił się, mówiąc: — Dzięki, dziewczyno, ten bękart mógłby uciec, gdybyś… — I tak pozostał z otwartymi ustami, z których nie wydobyło się już żadne słowo. Kobietą, która właśnie siadała, była Helvis.

Ona również wytrzeszczyła na niego oczy, dopiero teraz widząc, kim jest jej wybawiciel. — Marek? — powiedziała, jak gdyby wątpiąc w to, co widzi. Potem, szlochając rozpaczliwie w reakcji na grozę, która otaczała ją jeszcze przed chwilą, podbiegła do niego. Jego ramiona, same z siebie, objęły ją. Skóra jej pleców była niezwykle gładka i wciąż jeszcze chłodna od dotyku trawy, do której ją przygnieciono. Dygotała w jego objęciach.

— Dziękuję ci, och, dziękuję ci — powtarzała bez przerwy, przyciskając głowę do jego opancerzonego ramienia. Po chwili dodała: — Masz tyle metalu na sobie; czy musisz więzić mnie w zbroi?

Skaurus dopiero teraz uświadomił sobie, jak mocno przyciska ją do swego pokrytego zbroją ciała. Zwolnił nieco uścisk; nie odsunęła się, lecz dalej tak samo przywierała do niego. — W imię waszego Phosa, co ty tu robisz? — zapytał szorstko. Zdenerwowanie, jakie odczuwał sprawiło, że w jego głosie zamiast troski zabrzmiał gniew. — Sądziłem, że siedzisz bezpiecznie w koszarach swoich rodaków.

I jak się dowiedział, dokładnie z powodu Phosa nie przebywała teraz w koszarach Namdalajczyków. Postanowiła uczcić święto swego boga — czy to było zaledwie wczoraj? Marek zadumał się; to wydawało się niemożliwe — przez modlitwę nie w świątyni w pobliżu koszar, lecz w innej, znajdującej się tutaj, w południowej części Videssos. Ta kaplica cieszyła się wśród Namdalajczyków popularnością, ponieważ była poświęcona jakiemuś świętemu, który żył i pracował na wyspie Namdalen, choć zmarł trzysta lat przed tym, nim przybysze z północy wyrwali jego ojczysty kraj spod władania Imperium.

Helvis mówiła dalej: — Kiedy zaczęły się zamieszki i usłyszałam, jak tłum krzyczy: „Wykopać kości Hazardzistów!”, zrozumiałam, że nie mogę wracać do domu ulicami. Wiedziałam, że moi rodacy rozłożyli się obozem w pobliżu portu i postanowiłam przedostać się tam. Noc spędziłam w opuszczonym domu. Kiedy usłyszałam wrzask motłochu kierujący się w stronę portu pomyślałam, że znowu powinnam się ukryć.

— Druga brama, o tam, była otwarta — powiedziała, wskazując ręką. — Aż za szybko dowiedziałam się, dlaczego. Ci… — nie potrafiła znaleźć odpowiedniego słowa; zamiast tego zadrżała — plądrowali dom, a ja byłam jeszcze jednym, łatwym łupem — dodała ponuro.

— Już wszystko dobrze — powiedział Skaurus, gładząc jej potargane włosy tym samym łagodnym ruchem, jakiego zwykle używał, by uspokoić przestraszonego konia. Westchnęła i przytuliła się mocniej. Po raz pierwszy uświadomił sobie z całą wyrazistością, że jest na wpół rozebrana i że ich uścisk nabiera zupełnie innego charakteru.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)