Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 88
Перейти на страницу:

Laurence był wyraźnie skonsternowany, więc Zhao Wei, być może pragnąc usprawiedliwić ten niezwykły zwyczaj, opowiedział mu legendę, która dała początek tej praktyce. Oczywiście była to bardzo wyidealizowana opowieść: pewna dziewczyna przebrała się za mężczyznę, by walczyć w imieniu swojego ojca, dosiadła bojowego smoka i wygrała wielką bitwę, ratując imperium. W rezultacie ówczesny cesarz ogłosił, że dziewczęta mogą służyć w siłach powietrznych.

Lecz niezależnie od koloryzowania, wydawało się, że opowieść doskonale ukazuje strategię narodu: kiedyś w czasie poboru głowa każdej rodziny musiała pójść do wojska albo oddać dziecko w swoim imieniu. Dziewczęta były mniej cenione niż chłopcy, więc głównie nimi wypełniano szeregi. Z czasem zdominowały siły powietrzne, jako że tylko w tych oddziałach mogły służyć, aż ostatecznie wyparły mężczyzn.

Gdy Zhao Wei opowiadał mu legendę, recytując poetycką wersję, która zapewne wiele utraciła w tłumaczeniu, zdążyli minąć bramę i doszli szeroką aleją do rozległego placu wyłożonego szarymi płytami, na którym ujrzeli mnóstwo chłopców i młodych smoków. Chłopcy siedzieli w szeregu ze skrzyżowanymi nogami, smoki zaś leżały zwinięte w kłębek równiutko za nimi, a wszyscy razem, tworząc dziwny chór chłopięcych i smoczych, bardziej dźwięcznych głosów, powtarzali coś za nauczycielem, który stał przed nimi na podium, czytał na głos z dużej księgi, a potem dawał znak uczniom, żeby powtarzali kolejne wersy.

Zhao Wei machnął ręką w tamtym kierunku.

— Chciałeś zobaczyć nasze szkoły. To jest oczywiście nowa klasa. Właśnie rozpoczynają naukę analektów.

Laurence był zaskoczonym tym, że smoki muszą się uczyć i zdawać pisemne egzaminy.

— Nie wyglądają na pary — powiedział, przyglądając się zebranym.

Zhao Wei spojrzał na niego obojętnie, więc Laurence wyjaśnił:

— To znaczy, chłopcy nie siedzą ze swoimi smokami, a poza tym wydają się za młode dla nich.

— Och, te smoki są zbyt młode, by wybierać opiekuna — odparł Zhao Wei. — Mają zaledwie kilka tygodni. Będą gotowe do wyboru po ukończeniu piętnastego miesiąca życia, a wtedy chłopcy będą starsi.

Zdumiony Laurence ponownie spojrzał na młode smoki. Dotąd mówiono mu zawsze, że smoka trzeba oswoić zaraz po wykluciu, żeby nie zdziczał i nie uciekł, lecz wszystko to stało w jawnej sprzeczności z chińskim zwyczajem.

— Muszą się czuć bardzo samotne — zauważył Temeraire. — Nie chciałbym być bez Laurence’a zaraz po wykluciu. — Opuścił łeb i trącił go nosem. — Ciężko byłoby też samemu polować przez cały czas po wykluciu. Bytem wtedy ciągle głodny — dodał bardziej rzeczowo.

— Oczywiście młode smoki nie muszą polować — powiedział Zhao Wei. — Muszą się uczyć. Niektóre ze smoków opiekują się jajami i karmią młode. Tak jest lepiej, niż gdyby miał to robić człowiek. Bo wtedy młody smok przywiązałby się do niego, zanim by zdobył mądrość, która by mu pozwoliła ocenić charakter i zalety proponowanego towarzysza.

Na tę uszczypliwą uwagę Laurence odpowiedział chłodno:

— Może to być problem, jeśli niedbale wybieracie ludzi. U nas kandydat zwykle służy wiele lat w Korpusie, zanim zostanie przedstawiony smokowi. W takich okolicznościach wczesne zadzierzgnięcie więzi, które wy tak potępiacie, może przynieść głębszą zażyłość, korzystną dla obu stron.

Przez cały czas kierowali się ku centrum miasta i teraz, oglądając wszystko z normalnej perspektywy, a nie z góry, Laurence po raz kolejny zdumiał się szerokością ulic, jakby zaprojektowanych także z myślą o smokach. Dzięki temu miasto wydawało się o wiele bardziej przestronne niż Londyn, choć liczba mieszkańców mogła być niemal taka sama. Tutaj nikt się nie gapił na Temeraire’a, bo najwyraźniej mieszkańcy stolicy przywykli do widoku bardziej szlachetnych ras smoków, natomiast on nigdy wcześniej nie był w środku miasta, więc rozglądał się dokoła, usiłując patrzeć jednocześnie w trzy strony.

Strażnicy brutalnie odpychali na bok zwykłych przechodniów, torując drogę dla zielonych lektyk, w których niesiono podróżujących służbowo mandarynów. Na jednej z szerokich ulic wił się ślubny orszak, mieniący się purpurą i złotem, przy akompaniamencie oklasków i radosnych okrzyków, w otoczeniu muzyków i fajerwerków; sama panna młoda, bogata, jak wskazywał przepych, była ukryta w lektyce. Tu i tam widać było człapiące ciężko muły, zaprzężone do wyładowanych wozów i przyzwyczajone do widoku smoków, za to Laurence nigdzie nie dostrzegł koni ani powozów; najprawdopodobniej te zwierzęta płoszyły się w obecności tylu smoków. Powietrze też pachniało inaczej: nie czuło się kwaśnego smrodu obornika i końskich szczyn, wszechobecnego w Londynie, ale nieco siarkowy zapach smoczych odchodów, zwłaszcza gdy wiał wiatr z północnego wschodu, gdzie zapewne znajdowały się duże szamba.

I smoki, wszędzie smoki: te niebieskie, najbardziej powszechne, wykorzystywano do najróżniejszych zadań. Jedne przewoziły ludzi za pomocą specjalnych uprzęży, inne transportowały ładunki, ale niektóre podróżowały same, załatwiając zapewne ważniejsze sprawy, a ich obroże różniły się kolorami, podobnie jak klejnoty mandarynów. Zhao Wei potwierdził, że obroże oznaczają wysoką pozycję, a ozdobione nimi smoki należą do służby cywilnej.

— Sheng-lung są jak ludzie, niektóre są mądre, inne leniwe — powiedział i dodał: — Wiele znaczących ras wzięło początek z najlepszych z nich, a te najmądrzejsze mogą nawet dostąpić zaszczytu łączenia się w pary z Cesarskimi.

Mijali ich też przedstawiciele wielu innych ras, w asyście ludzi lub bez nich, wykonujący jakieś obowiązki. Raz minęły ich dwa Cesarskie zmierzające w przeciwnym kierunku, które ukłoniły się uprzejmie Temeraire’owi; Temeraire popatrzył za nimi z zazdrością, gdyż oba były bardzo eleganckie, miały czerwone jedwabne szarfy, przystrojone małymi perłami, splecione złotymi łańcuchami.

Weszli na krótko do dzielnicy targowej, gdzie zobaczyli sklepy bogato zdobione rzeźbą i złoceniami, pełne towarów. Jedwabie, cudownie kolorowe i miękkie; niektóre o wiele bardziej delikatne niż wszystko, co Laurence dotąd oglądał w Londynie; motki i grube bele niebieskiej bawełny w postaci przędzy i tkanin różnej jakości według grubości albo intensywności barwy. I porcelana, na którą Laurence zwrócił szczególną uwagę; w przeciwieństwie do ojca nie był koneserem sztuki, ale finezja biało-niebieskich motywów, jakie tam zobaczył, znacznie przewyższała oglądaną przez niego wcześniej importowaną porcelanę, a kolorowe naczynia były wyjątkowo piękne.

— Temeraire, zapytaj go, proszę, czy przyjmie złoto? — zwrócił się do smoka, który zaglądał do sklepu z zainteresowaniem, podczas gdy kupiec z niepokojem spoglądał na jego ogromną głowę kołyszącą się u progu. Było to chyba jedyne miejsce w Chinach, gdzie smoki nie były aż tak mile widziane. Kupiec popatrzył na nich niepewnie i zadał kilka pytań Zhao Weiowi. Dopiero wtedy wziął pół gwinei i zbadał monetę dokładnie. Uderzył ją o brzeg stołu, po czym przywołał swojego syna z zaplecza; sam był prawie bezzębny, więc podał monetę młodzieńcowi, żeby ją ugryzł. Z tylnego pomieszczenia wychyliła się siedząca tam kobieta, zaintrygowana odgłosami, obejrzała Laurence’a od stóp do głów, nie zważając na głośne upomnienia, i dopiero wtedy się schowała. Chwilę później z zaplecza dobiegł jej przenikliwy głos, co oznaczało, że i ona bierze udział w naradzie.

Wreszcie kupiec skinął głową z zadowoleniem, lecz gdy Laurence sięgnął po wazon, który wcześniej obejrzał, Chińczyk podskoczył i odebrał mu go, wyrzucając z siebie potok słów. Wycofał się do tylnego pomieszczeniu, dając Laurence’owi znak, aby został na miejscu.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)