Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 106
Перейти на страницу:

— Ma też porządnie się odżywiać i odpowiednio wysypiać.

Pepe kiwnął głową, choć Glenda podejrzewała, że obie te koncepcje były mu całkiem obce.

— I należycie zarabiać — dodała.

— Damy jej procent zysków, jeśli będzie pracować wyłącznie dla nas — oświadczył Pepe. — Madame chciałaby z tobą o tym porozmawiać.

— Tak, ktoś mógłby zechcieć jej płacić więcej niż wy…

— No, no, no… jak szybko się uczymy! Jestem pewien, że rozmowa z tobą sprawi madame wiele radości.

Juliet spoglądała to na jedno, to na drugie, wciąż z zaspaną twarzą.

— Chcesz, żebym wróciła do salonu?

— Nie chcę, żebyś robiła cokolwiek — odparła Glenda. — Sama musisz zdecydować. Ale uważam, że jeśli zostaniesz tutaj, to właściwie nie będziesz robiła nic oprócz zapiekanek.

— No, nie tylko zapiekanki — zaprotestowała Juliet.

— Nie, oczywiście, są jeszcze ciasta, babeczki i rozmaite nocne przekąski. Ale rozumiesz, o co mi chodzi. Z drugiej strony możesz tam pójść, pokazywać te niezwykłe suknie, jeździć w niezwykłe i bardzo dalekie miejsca, poznawać mnóstwo nowych ludzi, a jak już wszystko oklapnie, zawsze możesz to przerobić na zapiekanki.

— To niezłe — stwierdził Pepe, który znalazł kolejną butelkę.

— Naprawdę chciałabym pojechać — oświadczyła Juliet.

— No to ruszaj. Ale od razu, a przynajmniej jak tylko on skończy pić keczup.

— Muszę przecież wrócić po swoje rzeczy!

Glenda sięgnęła pod bluzkę i wyjęła ciemnoczerwoną książeczkę z godłem Ankh-Morpork.

— Co to jest? — zdziwiła się Juliet.

— Twoja książeczka bankowa. Twoje pieniądze są bezpiecznie złożone w banku i możesz je stamtąd wyjąć, kiedy tylko zechcesz.

Juliet obracała książeczkę w dłoniach.

— Chyba jeszcze nikt z mojej rodziny nie był w banku… No, poza wujkiem George’em, ale złapali go, zanim jeszcze wrócił do domu.

— Nie opowiadaj o tym. Nie idź do domu. Kup sobie dużo nowych rzeczy. Ustaw się jakoś, dopiero wtedy wróć do ojca i do wszystkich. Chodzi o to, że jeśli zostaniesz, w głębi serca zawsze będziesz żałować. Nie ma na co czekać. Ruszaj. Działaj. Wspinaj się… Wszystko, co powinnaś.

— A co z Trevem? — spytała Juliet.

Glenda musiała się nad tym zastanowić.

— A jak to wygląda z tobą i Trevem? Widziałam, że wczoraj rozmawialiście.

— Rozmawiać przecież wolno! — broniła się Juliet. — Zresztą mówił mi tylko, że chce się postarać o lepszą pracę.

— Co zrobić? — nie dowierzała Glenda. — Przecież on ani dnia uczciwie nie przepracował przez te wszystkie lata, kiedy go znam.

— Mówił, że musi czegoś poszukać. I że Nutt mu poradził. Powiedział, że Nutt mu powiedział, że kiedy Trev odkryje, kim Trev jest, jakby, to wtedy, znaczy, dowie się, czego może dokonać. Więc mu powiedziałam, że jest Trevorem Likelym, a on mi na to, no wiesz, że pomogło.

Nie do wiary, uznała Glenda. Ale przecież opowiadam o zmianach i wyjściu na świat, więc muszę uwzględnić możliwość, że on też może się zmienić.

— To zależy od ciebie. Wszystko zależy od ciebie. Pamiętaj tylko, że ma trzymać ręce przy sobie.

— On zawsze trzyma ręce przy sobie — odparła Juliet. — Trochę mnie to martwi. Nigdy jeszcze nie musiałam kopnąć go kolanem, ani razu.

Pepe wydał z siebie zduszony śmiech. Przed chwilą odkrył sos wowwow; butelka była już prawie pusta, a on w teorii nie powinien mieć żołądka.

— Nigdy nigdy? — upewniła się Glenda, zdumiona tą niesamowitą historią.

— Nigdy. Zawsze jest bardzo grzeczny i chyba trochę smutny.

Co pewnie znaczy, że coś kombinuje, podpowiedział wewnętrzny głos Glendy.

— To już twoja sprawa — powiedziała Glenda. — Nie mogę ci pomóc, ale pamiętaj, w ostateczności zawsze masz kolano.

— A co z…? — zaczęła znowu Juliet.

— Słuchaj… — przerwała jej Glenda. — Albo odejdziesz teraz, ruszysz w świat, zarobisz mnóstwo pieniędzy, zobaczysz swoje obrazki w azetach i zrobisz wszystkie te rzeczy, które wiem, że zawsze chciałaś zrobić, albo musisz sama się wszystkim zająć.

— Jeszcze przez jakiś czas zostaniemy w mieście — uspokoił ją Pepe. — Wiesz, ten sos byłby całkiem niezły, gdyby wlać do niego odrobinę wódki. Dodałaby mu trochę pikanterii. Trochę błysku. Chociaż, jeśli się zastanowić, dużo wódki byłoby jeszcze lepsze.

— Ale ja go kocham! — jęknęła Juliet.

— No to w porządku, zostań — rzekła Glenda. — Pocałowaliście się chociaż?

— Nie! Nigdy jakoś do tego nie doszedł.

— Może należy do tych dżentelmenów, którzy nie lubią kobiet? — zasugerował Pepe.

— Naprawdę damy sobie radę bez twoich propozycji — burknęła Glenda.

— Przy niektórych innych, na przykład takim Wrednym Johnnym, prawie sobie kolano odbiłam, ale Trev jest tylko… słodki, cały czas.

— Słuchaj, rozumiem, że kazałaś mi się nie wtrącać, i wiem, że byłem strasznym grzesznikiem, i mam nadzieję nadal nim pozostać, ale bywałem w różnych domach częściej niż listonosz i moim zdaniem powody tego im pasa są oczywiste — oświadczył Pepe. — Chłopak ma dość rozumu, by wiedzieć, że ona jest piękna i powinno się ją namalować stojącą gdzieś na jakiejś muszli bez bluzki, z tłustymi różowymi dzieciaczkami w niewyjaśniony sposób fruwającymi wszędzie dookoła, a on ma tylko trochę sprytu i doświadczenia z ulicy. Znaczy, to nie ma sensu, prawda? On nie ma żadnej szansy i wie o tym, nawet jeśli nie zdaje sobie sprawy z tego, że wie.

— Dałabym mu buzi, gdyby chciał — zapewniła Juliet. — I na pewno bym go nie kopnęła w stukacza.

— Musisz to jakoś rozwiązać — orzekła Glenda. — Ja tego za ciebie nie załatwię. Gdybym spróbowała, byłoby załatwione całkiem nie tak.

— Ale… — zaczęła Juliet.

— Nie, to już wszystko. Ruszaj i kup sobie dużo ładnych rzeczy, to w końcu twoje pieniądze. A jeśli pan się nią nie zaopiekuje, panie Pepe, kolano będzie tylko na początek.

Pepe kiwnął głową i bardzo delikatnie pociągnął Juliet do schodów.

Co bym zrobiła w tym momencie, gdybym była w romansowej powieści? — spytała samą siebie Glenda, kiedy ucichły ich kroki. Lektury uczyniły ją właściwie ekspertem tego, co należy robić w romansie. Jednakże jedną z rzeczy, które w romansach najbardziej ją denerwowały — z czego zwierzyła się panu Kiwaczkowi — to dlaczego właściwie nikt tam niczego nie gotował? W końcu kuchnia jest ważna. Co by komu przeszkadzała scena szykowania zapiekanki? Czy powieść zatytułowana „Duma i pieczenie” byłaby całkiem wykluczona? Nawet kilka wskazówek co do przygotowania babeczek poprawiłoby sytuację, a poza tym pasowałoby do epoki. Byłaby chyba szczęśliwsza, nawet gdyby opisywani kochankowie wpadli do makutry życia. Przynajmniej dowodziłoby to uznania faktu, że ludzie czasami coś jedzą.

Mniej więcej teraz, jak wiedziała — wiedziała całym swoim jestestwem — powinna rozpływać się już we łzach. Zaczęła ścierać podłogę. Potem oczyściła piekarniki — zawsze aż lśniły, ale to nie powód, żeby nie wyczyścić ich raz jeszcze. Użyła starej szczoteczki do zębów, by usunąć brud z różnych zakamarków. Każdy garnek wyszorowała drobnym piaskiem, wyczyściła grille, opróżniła popielniki, zamiotła podłogę, związała razem dwie miotły, żeby sprzątnąć pajęczyny pod sufitem, a potem znów szorowała, aż woda z mydłem spłynęła po kamiennych schodach i zmyła ślady stóp.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)