Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 106
Перейти на страницу:

— Tak.

— Jak złe może być coś takiego? — spytał Trev.

— Myślę, że bardzo złe.

— A co byś powiedział, gdyby chodziło o mnie? — spytała Glenda. — Chcę znać prawdę.

— No więc… — zaczął Nutt. — Powiedziałbym chyba, żeby panienka zajrzała za drzwi i zobaczyła, czego panienka nie chce wiedzieć, żebyśmy mogli zmierzyć się z tym razem. Z pewnością takiej rady udzielał von Kladpoll w „Doppelte Berührungssempfindung”. Co więcej, takie działanie byłoby kwestią praktycznie fundamentalną dla analizy ukrytej jaźni.

— No właśnie — przytaknęła Glenda niepewnie.

— Ale jakie złe rzeczy mogłyby się ewentualnie znaleźć w pani umyśle, panno Glendo? — rzekł Nutt, pełen galanterii nawet w tym cuchnącym otoczeniu kadzi.

— Parę by się znalazło — zapewniła Glenda. — Nie da się przejść przez życie tak, żeby kilku nie zebrać.

— Wczoraj w nocy miałem złe sny — oznajmił Nutt.

— Każdemu trafiają się złe sny.

— Te były czymś więcej… — Wyprostował rękę i otworzył dłoń.

Trev gwizdnął.

— Och… — powiedziała Glenda. A potem: — Czy powinny tak wyglądać?

— Nie mam pojęcia — zapewnił Nutt.

— To boli?

— Nie.

— Może coś takiego się dzieje, kiedy gobliny są starsze — zgadywał Trev.

— Tak, może są im potrzebne szpony.

— Wczoraj miałem cudowny dzień — westchnął Nutt. — Byłem członkiem zespołu. Otaczała mnie drużyna. Byłem szczęśliwy. A teraz…

Trev wzniósł kawałek brudnego sznurka i pogiętą, ale wciąż błyszczącą puszkę.

— Spróbujesz?

— Może źle to rozumiem — rzekła Glenda. — Ale jeśli nie chcesz się dowiedzieć, jakie są te rzeczy, o których nie chcesz wiedzieć, to one tym bardziej będą rzeczami, o których nie chcesz wiedzieć, i podejrzewam, że jeśli to jeszcze potrwa, wcześniej czy później głowa ci się zapadnie.

— Jest coś w tym, co oboje mówicie — przyznał ostrożnie Nutt.

— W takim razie pomóż mi przenieść go na kanapę — zdecydował Trev. — Czy powinien być taki zalany potem?

— Chyba nie — uznała Glenda.

— Byłbym spokojniejszy, gdybyście mnie zakuli — oznajmił Nutt.

— Co?! — zdumiała się Glenda. — Dlaczego uważasz, że powinniśmy?

— Musicie zachować ostrożność. Pewne rzeczy przesączają się koło drzwi. Mogą być złe.

Glenda przyjrzała się szponom. Były lśniące i czarne, i na swój sposób całkiem ładne, choć trudno byłoby sobie wyobrazić, jak używa się ich do — na przykład — malowania obrazu albo smażenia omletu. Szpony służą do rozrywania, prawda? Ale to przecież pan Nutt, nawet ze szponami nadal jest panem Nuttem.

— Zaczynamy? — zachęcił Trev.

— Nalegam na łańcuchy — nie ustępował Nutt. — W składzie, cztery drzwi dalej, jest pełno różnych metalowych rupieci.

Glenda odruchowo spojrzała na szpony i zauważyła, że się wydłużyły.

— Dobrze. Trev, pospiesz się, proszę.

Trev podążył wzrokiem za jej spojrzeniem.

— Wrócę, zanim się zorientujecie, że mnie nie ma — zapewnił ze sztuczną wesołością.

Rzeczywiście, nim minęło kilka minut, usłyszała dzwonienie — to Trev wlókł łańcuchy po korytarzu.

Glenda powstrzymywała łzy, poruszona samą niezwykłością sytuacji. Nutt leżał nieruchomo, wpatrzony w sufit. Przenieśli go na kanapę i owinęli starannie.

— Mam kłódki, ale bez kluczy. Mogę je zamknąć, ale potem nie dadzą się otworzyć.

— Proszę je zatrzasnąć.

Glenda bardzo rzadko płakała, więc starała się nie płakać i teraz.

— Chyba nie powinniśmy robić tego tutaj — powiedziała. — Nie przy kadziach. Ludzie patrzą.

— Proszę zakołysać swoim wahadłem, panie Trev — polecił Nutt.

Trev wzruszył ramionami, ale posłuchał.

— Teraz musi pan zacząć mi mówić, panie Trev, że czuję się senny — tłumaczył Nutt.

Trev odchrząknął. Lśniąca puszka kołysała się tam i z powrotem.

— Wyraźnie czujesz się senny. Okropnie senny.

— Tak dobrze. Czuję się okropnie senny — potwierdził znużonym głosem Nutt. — Teraz musi mi pan polecić, żebym siebie przeanalizował.

— Co to znaczy? — spytała ostro Glenda, zawsze podejrzliwa wobec trudnych słów.

— Przepraszam. Chodziło mi o to, że metodą pytań i odpowiedzi mam sobie pomóc szczegółowo zbadać działanie mojego własnego umysłu.

— Ale nie wiem, jakie zadawać pytania — wystraszył się Trev.

— Ja wiem — tłumaczył Nutt cierpliwie. — Ale musi mi pan polecić, żebym to robił.

Trev wzruszył ramionami po raz kolejny.

— Panie Nutt, musi pan zbadać, co złego dzieje się z panem Nuttem — powiedział.

— A tak. — Ton głosu Nutta zmienił się nieco. — Wygodnie panu, panie Nutt? Tak, dziękuję. Łańcuchy prawie nie obcierają. Dozkonale. Proszę mi teraz opowiedzieć o zwojej matce, panie Nutt. To pojęcie jest mi znane, jednak o ile pamiętam, nigdy nie miałem matki. Mimo to dziękuję za zainteresowanie.

I tak zaczął się ten monologiczny dialog. Glenda i Trev siedzieli na kamiennych schodach, a spokojny głos opowiadał, aż do: — Ach tak, biblioteka. Czy jezt coś w bibliotetze, panie Nutt?

— W bibliotece jest wiele książek.

— Co jeszcze jezt w bibliotetze, panie Nutt?

— W bibliotece są liczne krzesła i drabiny.

— A co jezt w bibliotetze, o czym nie chtze mi pan powiedzieć, panie Nutt?

Czekali. W końcu głos odpowiedział:

— W bibliotece jest szafka.

— Czy jezt w tej szaftze coś spetzjalnego, panie Nutt?

Znowu przerwa i znowu słaby, cichy głos:

— Nie wolno mi otwierać tej szafki.

— Czemu jego połowa mówi jak ktoś z Überwaldu? — zwróciła się Glenda do Treva, zapominając o wyostrzonym słuchu pacjenta.

— Pytania zadawane z lekkim akcentem überwaldzkim podczaz badań takiej natury wydają się szybciej prowadzić do rozluźnienia patzjenta — wyjaśnił Nutt. — A teraz byłbym zachwytzony, gdybyście mi nie przerywali.

— Przepraszam — szepnęła Glenda.

— Drobiazg. A więtz dlaczego nie wolno panu otwierać tej szafki, panie Nutt?

— Ponieważ obiecałem Lady, że nie otworzę szafki.

— A czy otworzył pan szafkę, panie Nutt?

Tym razem przerwa była o wiele dłuższa.

— Obiecałem Lady, że nie otworzę szafki.

— Czy wielu rzeczy nauczył się pan w zamku, panie Nutt?

— Tak.

— Czy nauczył się pan robić wytrychy, panie Nutt?

— Tak.

— Gdzie teraz są drzwi, panie Nutt?

— Są przede mną.

— Otworzył pan te drzwi, panie Nutt. Myźli pan, że nie, ale pan otworzył. A teraz jezt bardzo ważne, by otworzył je pan znowu.

— Ale to, co jest za nimi, jest złe!

Oboje podsłuchujący wyciągnęli szyje, by lepiej słyszeć.

— Nie ma nic złego. Nie ma zupełnie nic złego. W przeszłości otworzył pan drzwi z dzieciętzego nierozsądku. Teraz, aby zrozumieć te drzwi, musi je pan otworzyć z mądrością dojrzałości. Proszę otworzyć te drzwi, panie Nutt, a ja podejdę do nich razem z panem.

— Ale nie mam już wytrycha!

— Natura doztarczy, panie Nutt.

Glenda zadrżała. To z pewnością tylko jej wyobraźnia, ale nie byli już przy świecowych kadziach.

Przed Nuttem ciągnął się korytarz. Czuł, że wszystko z niego opada. Łańcuchy, ubranie, ciało, myśli… Pozostał jedynie korytarz i płynąca ku niemu szafka. Miała oszklone drzwiczki; na szlifowanych krawędziach błyszczało światło. Uniósł dłoń i wysunął szpon, który rozciął szkło i drewno, jakby były powietrzem. Szafka miała jedną półkę, na półce leżała jedna książka. Oplatały ją żelazne łańcuchy. Okazały się łatwiejsze do zerwania niż poprzednim razem. Książka miała lśniący srebrem tytuł ORK.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)