Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 106
Перейти на страницу:
* * *

Kiedy posępny, chudy mężczyzna otworzył drzwi, było już za późno na ucieczkę… Powiedział:

— Jego lordowska mość porozmawia z panią, panno Sugarbean.

I wtedy było już za późno, żeby zemdleć. O czym ona myślała? I czy w ogóle myślała?

Weszła za mężczyzną do innego pokoju, wyłożonego dębowymi panelami i posępnego. Nigdy w życiu nie widziała mniej zagraconego gabinetu. Pokój przeciętnego maga rozmaite obiekty wypełniały tak, że ściany były niewidoczne. Tutaj nawet biurko było puste, poza naczyniem z gęsimi piórami, kałamarzem, rozłożonym egzemplarzem „Pulsu” oraz — Glenda nie potrafiła oderwać od niego wzroku — kubkiem z napisem „Najlepszemu Szefowi na świecie”. Tak bardzo tu nie pasował, jakby spadł z innego wszechświata.

Ktoś bezgłośnie postawił za nią krzesło. Przydało się, ponieważ kiedy mężczyzna za biurkiem uniósł głowę, usiadła gwałtownie.

Vetinari rozmasował grzbiet nosa i westchnął.

— Panno… Sugarbean, w tym pałacu są całe pokoje pełne ludzi, którzy chcą się ze mną spotkać. Są to ludzie ważni i potężni, a przynajmniej tak im się wydaje. Jednak pan Drumknott uprzejmie wstawił w plan moich zajęć, przed rozmową z naczelnym poczmistrzem i z burmistrzem Sto Lat, spotkanie z pewną młodą kucharką w płaszczu narzuconym na fartuch i z intencją, jak tu zaznaczono, „wygarnięcia mi”. A to dlatego, że zwracam uwagę na sprzeczności, a pani, panno Sugarbean, jest sprzecznością. Czego pani chce?

— A kto powiedział, że czegoś chcę?

— Każdy czegoś chce, kiedy stanie przede mną. Choćby tego, żeby się znaleźć gdzie indziej.

— No dobrze! Wczoraj wieczorem upił pan wszystkich kapitanów i kazał im podpisać ten list w azecie!

Jego spojrzenie nie drgnęło. Co było o wiele gorsze niż… no, niż cokolwiek.

— Młoda damo, alkohol zrównuje wszystkich ludzi. To ostateczny demokrata, jeśli lubi pani takie rzeczy. Pijany żebrak jest pijany jak książę, a książę również. Czy zauważyła pani, że wszyscy pijacy rozumieją się nawzajem, niezależnie od tego, jak bardzo są pijani i jak różnią się ich języki? Przyjmuję za pewnik, że jest pani spokrewniona z Augustą Sugarbean?

Pytanie doczepione do pochwał pijaństwa trafiło ją między oczy i rozrzuciło myśli.

— Co? Ach… No tak. Była moją babką.

— I za młodych lat pracowała jako kucharka w Gildii Skrytobójców?

— Zgadza się. Zawsze żartowała, jak to nie pozwalała im używać…

Urwała nerwowo, ale Vetinari dokończył za nią.

— … swoich ciasteczek do trucia ludzi. A my zawsze jej słuchaliśmy, ponieważ rozumie pani, że nikt nie chce irytować dobrej kucharki. Czy nadal jest wśród nas?

— Umarła dwa lata temu.

— Ale ponieważ jest pani jej wnuczką, nie wątpię, że zyskała pani kilka nowych babek na zastępstwo? Pani babcia zawsze była podporą dla społeczności, a pani też przecież dla kogoś nosi te smakołyki…

— Nie wie pan tego, tylko pan zgaduje. Ale rzeczywiście, są dla tych staruszek, które rzadko wychodzą z domu. Zresztą to przecież taki dodatek do pensji.

— Ależ oczywiście. Każda praca daje jakieś przywileje. Nie spodziewam się, na przykład, żeby ten oto Drumknott choć raz w życiu kupił spinacz do papieru. Co, Drumknott?

Sekretarz, układający z tyłu papiery, uśmiechnął się blado.

— Przecież zabieram tylko resztki… — zaczęła Glenda, ale Patrycjusz machnął ręką.

— Przyszła tu pani w sprawie piłki — stwierdził. — Podawała pani wczoraj przy bankiecie, choć uniwersytet lubi, żeby służące przy takiej okazji były szczupłe. Mam oko do takich rzeczy. Zakładam więc, że postanowiła pani znaleźć się tam, nie zawracając głowy swoim zwierzchnikom. Dlaczego?

— Pan zabiera im ich piłkę!

Patrycjusz złożył palce dłoni i oparł o nie brodę.

Stara się mnie zdenerwować, pomyślała Glenda. I to działa, doskonale działa…

Vetinari przerwał ciszę.

— Pani babka często myślała za innych ludzi. To cecha rodzinna, zawsze występująca w linii żeńskiej. Rozsądne kobiety, krzątające się w świecie, gdzie każdy wydaje się mieć siedem lat i bez przerwy przewraca się na podwórku, więc podnoszą go i patrzą, jak biegnie z powrotem. Domyślam się, że kieruje pani nocną kuchnią? W tej dużej jest zbyt wiele osób. Woli pani przestrzenie, które można kontrolować, i leżące poza bezpośrednim zasięgiem durniów.

Gdyby dodał „Mam rację?”, niczym jakiś szukający uznania samochwała, wtedy by go znienawidziła. Ale on odczytywał ją z wnętrza jej własnej głowy, spokojnie i rzeczowo. Starała się opanować drżenie, ponieważ wszystko, co powiedział, było prawdą.

— Nikomu niczego nie zabieram, panno Sugarbean. Ja tylko zmieniam podwórko — mówił dalej. — Jaka to sztuka, kiedy tłum przepycha się i napiera? To jedynie metoda wyciskania potu. Nie; musimy nasłuchiwać pulsu nowych czasów. Wiem też, że „Puls” słucha mnie. Kapitanowie będą narzekać, to jasne, ale oni się starzeją. Zginąć podczas meczu to romantyczna koncepcja, kiedy jest się młodym, ale kiedy przybędzie lat, człowiek woli, by but trafiał w inne ucho. Wiedzą o tym, nawet jeśli nie chcą tego przyznać, i chociaż będą protestować, dopilnują, żeby nie traktowano ich poważnie. Prawdę mówiąc, daleki jestem od odbierania czegokolwiek; wręcz przeciwnie, wiele im daję: akceptację, uznanie, pewną pozycję, prawie złoty puchar oraz szansę zachowania resztek zębów.

Jedyne, co zdołała wykrztusić, to:

— No tak, ale ich pan oszukał!

— Naprawdę? Nie musieli przecież pić tak dużo.

— Wiedział pan, że będą pić tyle.

— Nie. Podejrzewałem, że mogą. Mogli przecież być ostrożniejsi. Powinni być ostrożniejsi. Wolę uważać, że aby poprowadzić ich właściwą ścieżką, wykorzystałem drobny podstęp, zamiast pędzić ich tam kijem. Dysponuję wieloma odmianami kijów, panno Sugarbean.

— I jeszcze mnie pan szpieguje! Wiedział pan o resztkach!

— Szpiegowałem? Droga panno Sugarbean, mówiono kiedyś o wielkim księciu, że każdą myśl poświęca swemu ludowi. Jak on, ja również dbam o swój lud. Tyle że jestem w tym lepszy. Co do resztek z kuchni, była to prosta dedukcja ze znanych faktów na temat ludzkiej natury.

Glenda chciała jeszcze wiele powiedzieć, ale w jakiś bardzo wyraźny sposób wyczuwała, że rozmowa — a przynajmniej ta jej część, która uwzględniała otwieranie przez nią ust — dobiegła końca. Mimo to odezwała się jeszcze.

— Dlaczego pan nie jest pijany?

— Słucham?

— Waży pan chyba o połowę mniej niż oni, a oni wszyscy wrócili do domów na taczkach. Pan wypił tyle samo, a jednak jest pan świeży jak stokrotka. Na czym polega ta sztuczka? Kazał pan magom, żeby wyczarowali panu piwo z żołądka?

Już dawno przestała igrać z losem. Teraz los wyrwał się spod kontroli niczym spłoszony koń pociągowy, który nie może się zatrzymać z powodu ciężkiego ładunku, który pędzi za nim, turkocząc i podskakując.

Vetinari zmarszczył czoło.

— Droga pani, człowiek tak pijany, by pozwolić magom… którzy zresztą sami obficie korzystali z owoców winnych pnączy… usuwać coś z siebie, byłby już pijany tak bardzo, że właściwie martwy. Uprzedzając następną pani uwagę, technicznie rzecz biorąc, chmiel także jest pnączem. I w rzeczywistości jestem pijany. Czyż nie, Drumknott?

— Istotnie, spożył pan dwanaście kufli bardzo mocnego słodowego napoju, sir. Technicznie rzecz biorąc, musi pan być pijany.

— Specyficznie to ująłeś, Drumknott. Dziękuję.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)