Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Chyba do niego zaczęło nareszcie docierać, że świat się kończy i chyba - podkreślił to słowo - zastanawia się, jak obstalować sobie życie po życiu. Ma bardziej przesrane niż ja.
-A ty masz też przesrane?
Langenau wskazał na swoje odznaki SS.
-Rosjanie wyłapują oznakowanych. A ponieważ nie mam ochoty na jakieś tam gułagi, więc mnie to nie przejmuje. Postanowiłem zostać w tym mieście, choć w formie niekoniecznie żywej.
-Ostatni obrońca ginie na murach - zakpił lekko Holmes.
-A może dzięki temu będą mówić: „Breslau poddaje się ostatnie”.
Schielke musiał się włączyć.
-Tracisz z oczu historyczną perspektywę. A jeśli będą mówić: „Wrocław poddaje się ostatni”?
Langenau wzruszył ramionami.
-Podczas jednego z kontrataków odbiliśmy mieszkanie, które zajmowali Rosjanie. Zobaczyłem, co robią z cywilami, i pokazywałbym to wszystkim, którzy chcą się poddać.
Schielke westchnął ciężko.
-A ja pokazywałbym im, co nasi robili w Stalingradzie.
-Byłeś w Stalingradzie?
-Nie, ale kolega był. Po powrocie zrobił wszystko, na głowie stanął, żeby przydzielono mu jakąś zagraniczną misję.
-No i gdzie ten kolega jest teraz?
-Sądząc po wyrazie jego twarzy po powrocie z Rosji, to jest teraz... w dalekiej Argentynie!
Langenau odpiął od pasa manierkę i napił się trochę wody. Schielke odruchowo poszedł w jego ślady. Słońce, co prawda, nie stało jeszcze wysoko, ale było coraz cieplej. Dla niego prawie gorąco, jeśli zważyć, że nie mógł rozpiąć lotniczej kurtki, aby nie pokazywać amerykańskiej kamizelki kuloodpornej.
-Dobra, to czego chciał Krupmann?
-Poza tym, że strasznie zionął i to bynajmniej nie miłością bliźniego, chciał wybadać, czy wiem, kto stoi za tą idiotyczną sprawą. Pijany kretyn. Gdybym wiedział, to nie siedziałbym tu ciągle żywy.
-Sekundę, sekundę. Chcesz powiedzieć, że każdy, kto cokolwiek wie, musi zginąć?
-Nie. Tylko Krupmann może być na tyle głupi, żeby chcieć zaproponować tym ludziom swoje usługi. Żeby pomogli mu przetrwać albo uciec, nie mam pojęcia.
-Przepraszam, ale strasznie mieszasz. Jakich ludzi?
Langenau westchnął ciężko.
-Odpowiedzialnych za tę wpadkę z Polakami.
-Jezu, jaką wpadkę?
-Rany, wyście się wszyscy zapętlili z tymi pakowaczami. A kogo obchodzi, że ktoś tam kogoś zabił? Przecież jest wojna.
-Naszych mocodawców.
-Aha... - Esesman wzruszył ramionami. - To tylko znak, że ciągle błądzą po omacku i nie mogą wyjść z matni. Kazali więc wam zabrać się do sprawy od złej strony. Od końca, od ogona, od miejsca, z którego nigdzie nie da się dojść.
-A mógłbyś ty nam opowiedzieć od początku?
-Nie czytałeś moich zeznań?
-A, to były jakieś twoje zeznania? - Schielke przygryzł wargi. - Ale Krupmann nie dołączył ich do akt...
Esesman uśmiechnął się cynicznie.
-To przynajmniej wyjaśniło się, po co dzisiaj przyjechał. Chciał się dowiedzieć, czy ktokolwiek wypytywał mnie w tej sprawie. I czy powiedziałem o swoich zeznaniach.
-W takim razie pospieszył się trochę.
Langenau odsunął z czoła okap hełmu.
-Albo się pospieszył, albo czeka ukryty gdzieś w drodze powrotnej, żeby rozwiązać sprawę z wami. Definitywnie.
Holmes ruchem głowy zgodził się z tym zdaniem. Schielke obserwował obu, mając w myślach zupełny mętlik.
-No dobrze. Opowiadaj, od czego się to zaczęło.
-Od masakry, którą Armia Krajowa urządziła na autostradzie Breslau-Leignitz.
-Co? Polacy na autostradzie? Tutaj?
Langenau tylko machnął ręką.
-A nie robili lepszych akcji w samym Breslau? Przypomnij sobie.
No fakt. Teoretycznie partyzantka walczy wyłącznie na własnych terenach. Tam, gdzie ma oparcie w miejscowej ludności, zna teren i tak dalej. Problem w tym, że Armia Krajowa nie była żadną partyzantką, tylko zwykłym, regularnym wojskiem, tyle że działającym w podziemiu. To była normalna armia, która mogła przeprowadzać dowolne akcje w dowolnych rejonach Niemiec. Mogli to robić i wielokrotnie robili. Stać ich było na utrzymywanie wielopiętrowych siatek agentów, stać na wysyłanie ludzi w różne miejsca. Także do Breslau.
-W porządku, ale mów, jak było z tą masakrą?
Langenau wzruszył ramionami.
-Pedantycznie zaplanowana, zegarmistrzowsko wykonana, błyskawiczna egzekucja, jak walnięcie hutniczym kafarem w kostkę masła.
-Egzekucja na kim?
-Na dwóch kurierach specjalnych, ośmiu ludziach ochrony, trzech kierowcach i oficerze, który nimi dowodził.
Adiutant, który im przerwał, był tak zdyszany, że przez dłuższą chwilę nie mógł wydobyć głosu. Usiłował chaotycznymi gestami coś pokazać. Dziwne, bo na tym odcinku frontu było stosunkowo spokojnie.
-Idą - wydusił wreszcie. - Są czołgi. Nie wiem ile.
Langenau podniósł się spokojnie. Schielke nie mógł wytrzymać napięcia. Czuł, że był o krok od przełomu.
-Zaczekaj! Przecież...
-To Rosjanom powiedz, żeby zaczekali.
Zapiął dokładnie pasek hełmu i ruszył za adiutantem. Holmes chwycił Schielkego za rękę i prawie siłą posadził z powrotem.
-No i co chcesz zrobić?
-Jasna cholera! Nie w tej chwili! Zróbmy coś, bo się wymknie jak Nadia.
-Co?
-Co, co?
-Co mamy zrobić? Nie wiem.
Schielke zamilkł w bezsilnej wściekłości. Był tak blisko. Holmes poczęstował go papierosem.
-Uspokój się. Emocje są złym doradcą. Wszystkiego dowiemy się potem.
-Jeśli w ogóle będzie jakieś „potem”.
Jakby w odpowiedzi, gdzieś opodal wybuchła strzelanina. Coś grzmotnęło w rumowisko po drugiej stronie ulicy. Było za daleko, żeby obrzucił ich gruz, ale podmuch wzniósł tumany kurzu, które dusiły i zalepiały oczy.
-Wycofujemy się?
-Szlag mnie trafi - Schielke dosłownie zgrzytał zębami - ale to chyba najbardziej rozsądne wyjście.
W wozie pancernym rzeczywiście mieli większe szanse. Chociaż tutaj, na bliskim zapleczu, niebezpieczeństwo nie było aż tak duże. Strzelając z bliskich odległości, Rosjanie byli dość precyzyjni i nie chcieli marnować amunicji na służby tyłowe. Zatrzymało ich jednak ponowne pojawienie się adiutanta.
-Herbst! Herbst!
-Tu jestem! - Znad kociołka z zupą podniósł się najwyżej osiemnasto-, dziewiętnastoletni chłopak w mundurze z naszywkami szkoły podchorążych, ale w stopniu podporucznika. - Czego?
-Obejmujesz dowodzenie! - darł się adiutant. - Langenau odcięty, a tu już nie ma żadnego oficera!
-Ja cię pieprzę!
-Musisz ruszyć jakieś odwody, bo...
-Kurwa, jakie?!
Adiutant tylko kręcił głową.
-Pieprz się! Ty dowodzisz!
Świeżo mianowany dowódca wodził wokół bezradnym wzrokiem. Nie wiadomo, czy chciał policzyć ludzi, czy zebrać myśli.
-Nie! - Schielke zerwał się na równe nogi. - Do jasnej cholery, on mi się nie wymknie!
Zanim Holmes zdążył go powstrzymać, zarepetował thompsona.
-Spokój! - wrzasnął. Jak zwykle w tym stroju, z niezwykłą bronią i stanowczością w głosie zrobił piorunujące wrażenie. Wszyscy patrzyli w jego stronę. - Volkssturm i Hitlerjugend... Wszyscy za mną!
Kopnął zaskoczonego adiutanta i ryknął na niego:
-Prowadź!