Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Marharyta nie pamiataje, chto pašyŭ joj tufli z ružavych pialostkaŭ i jak hetyja tufli sami zašpililisia na załatyja spražki. Niejkaja siła padniała Marharytu i pastaviła pierad lustram, i ŭ vałasach u jaje zazziaŭ ałmazny karaleŭski vianok. Adniekul zjaviŭsia Karoŭieŭ i paviesiŭ na hrudzi Marharycie vyjavu čornaha pudziela na ciažkim łancuhu. Hetaje ŭpryhožannie było ciažkim dla karalevy. Łancuh pačaŭ mulać šyju, chaciełasia sahnucca ad ciažaru. Ale štości pryjšło i akramia niazručnasci ad čornaha pudziela i łancuha. Heta taja pavaha, z jakoj pačali stavicca da jaje Karoŭieŭ i Biehiemot.
— Ničoha, ničoha, ničoha! — marmytaŭ Karoŭieŭ u dzviarach pakoja z basiejnam. — Ničoha nie zrobiš, treba, treba, treba… Dazvolcie, karaleva, dać vam apošniuju paradu. Siarod hasciej buduć roznyja, voj, vielmi roznyja, ale nikoha karaleva Marho, nikoha nie pavinna vydzialać! Kali navat chto i nie spadabajecca… ja ŭpeŭnieny, što pa vašym tvary ni pra što nielha budzie zdahadacca… Navat i dumać pra takoje nielha! Zaŭvažać, zaŭvažać imhnienna! Treba palubić ich, karaleva, palubić! Vielmi ščodra budzie za heta ŭznaharodžana karaleva balu. I jašče: nie praminuć nikoha! Choć usmiešku padaryć, kali nie chopić času skazać słova, chacia b maleńki pavarot hałavy. Usio, što chočacie, tolki nie niaŭvaha. Bo jany ad hetaha začachnuć…
Marharyta ŭ supravadženni Karoŭieva i Biehiemota stupiła z basiejna ŭ sucelnuju ciemru.
— JA, ja, — šaptaŭ kot, — ja padam znak!
— Davaj! — adkazaŭ u ciemry Karoŭieŭ.
— Bal! — pranizliva visknuŭ kot, i adrazu ž Marharyta ŭskryknuła i na niekalki siekund zapluščyła vočy.
Bal abrynuŭsia na jaje sviatłom i adnačasova — hukami i pachami. Karoŭieŭ niby panios Marharytu pad ruku, i jana ŭbačyła siabie ŭ trapičnym lesie. Čyrvanahrudyja zialonachvostyja papuhai čaplalisia za lijany, skakali pa ich i hłušyli svaim krykam: „Ja ŭ zachaplenni!” Ale les chutka skončyŭsia, i duchata, jak u łazni, zmianiłasia prachałodaju balnaje zały z kałonami z niejkaha žaŭtlavaha iskrystaha kamieniu. Hetaja zała, jak i les, była zusim pustaja, i tolki la kałon nieruchoma stajali hołyja muryny sa srebnymi paviazkami na hałovach. Tvary ich zrabilisia čorna-rudymi ad chvalavannia, kali ŭ zału ŭlacieła Marharyta sa svajoj svitaj, u jakoj adniekul uziaŭsia Azazieła. Tut Karoŭieŭ vypusciŭ Marharycinu ruku i šapnuŭ:
— Prama na ciulpany!
Nievysokaja sciana z biełych ciulpanaŭ vyrasła pierad Marharytaj, a za joj jana ŭbačyła šmatlikija ahieńčyki pad kaŭpačkami i pierad imi biełyja hrudziny i čornyja plečy fračnikaŭ. Tady Marharyta zrazumieła, adkul čulisia balnyja huki. Na jaje abrynuŭsia huk trub, a ŭzlot skrypak, jaki vyrvaŭsia z-pad jaho, byccam ašparyŭ jaje cieła kryvioj. Arkiestr z paŭsotni čałaviek ihraŭ pałaniez.
Čałaviek u fraku, jaki ŭzvyšaŭsia pierad arkiestram, kali ŭbačyŭ Marharytu, pabialeŭ, zaŭsmichaŭsia i raptam uzmacham ruki padniaŭ uvieś arkiestr. Arkiestr ni na imhniennie nie pierapyniŭ muzyku, stojačy, abmyvaŭ Marharytu hukami. Čałaviek nad arkiestram adviarnuŭsia ad jaho, pakłaniŭsia nizka, šyroka raskinuŭ ruki ŭ baki, Marharyta ŭsmichnułasia i pamachała jamu rukoj.
— Nie, mała, mała, — zašaptaŭ Karoŭieŭ, — jon nie budzie spać cełuju noč. Kryknicie: „Vitaju vas, karol valsaŭ!”
Marharyta kryknuła i zdziviłasia, što hołas jaje abjomny, jak zvon, pieramoh arkiestr. Čałaviek zdryhanuŭsia ad ščascia i levuju ruku prytuliŭ da hrudziej, a pravaj praciahvaŭ machać arkiestru biełym žezłam.
— Mała, mała, — šaptaŭ Karoŭieŭ, — hlańcie naleva, na pieršyja skrypki i kiŭnicie hetak, kab kožny padumaŭ, što vy paznali jaho asabista. Tut tolki susvietna viadomyja znakamitasci. Voś hety, za pieršym pultam, — heta Ŭietan. Vielmi dobra. Ciapier — dalej!
— Chto dyryžor? — spytałasia Marharyta, kali ŭžo adlatała.
— Johan Štraŭs! — zakryčaŭ kot. — I niachaj mianie paviesiać na lijanie ŭ trapičnym lesie, kali choć dzie-niebudź na bali ihraŭ hetaki arkiestr! Ja zaprašaŭ jaho! Zaŭvažcie, i nivodzin nie zachvareŭ i nie admoviŭsia.
U nastupnaj zale nie było kałon, zamiest ich scieny z čyrvonych, ružovych, małočna-biełych ružaŭ z adnaho boku, a z druhoha — sciana japonskich machrovych kamielij. Miž hetych scien užo bili, šypieli fantany, i šampanskaje kipieła burbałkami ŭ troch basiejnach, adzin z jakich byŭ prazrysta-fijaletavy, druhi — rubinavy, treci — kryštalny. Kala ich mitusilisia muryny ŭ punsovych paviazkach, srebnymi čarpakami napaŭniali z basiejna plaskatyja čany. U ružavaj scianie byŭ prajom, i ŭ im na estradzie kipieŭ čałaviek u čyrvonym fraku z łastaŭčynym chvastom. Pierad im niascierpna hrymieŭ džaz. Jak tolki dyryžor uhledzieŭ Marharytu, jon sahnuŭsia pierad joj hetak, što rukavy dastali da padłohi, potym razahnaŭsia i pranizliva zakryčaŭ:
— Aliłuja!
Ion lapnuŭ siabie pa kalenie, potym nakryž pa druhim, vyrvaŭ z ruk u krajniaha muzykanta talerku i ŭdaryŭ joj pa kałonie.
Marharyta ŭžo adlatała, ale ŭhledzieła, što virtuoz-džazist zmahajeca z pałaniezam, jaki dźmuŭ Marharycie ŭ spinu, bje pa hałovach svaich džazbandystaŭ talerkaj, i tyja prysiadajuć z kamičnym žacham.
Narešcie vylecieli na placoŭku, dzie, jak zrazumieła Marharyta, jaje ŭpociemku sustrakaŭ Karoŭieŭ z łampadkaj. Ciapier na hetaj placoŭcy vočy slepli ad sviatła, jakoje liłosia z kryštalovych vinahradnych hronak. Marharytu pastavili na miesca, i pad levaju rukoju ŭ jaje zjaviłasia nizkaja amietystavaja kałonka.
— Ruku možna budzie na jaje pakłasci, kali stanie zusim ciažka, — šaptaŭ Karoŭieŭ.
Jakiści čarnaskury padkinuŭ pad nohi Marharycie padušku z vyšytym na joj załatym pudzielem, i na jaje, padparadkoŭvajučysia niečyim rukam, jana pastaviła sahnutuju ŭ kaleni pravuju nahu.
Marharyta pasprabavała ahledzieccca. Karoŭieŭ i Azazieła stajali pobač, jak na paradzie. Pobač z Azaziełam — jašče troje maładych, jakija čymści krychu nahadvali Marharycie Abadonu. U plečy paviavała chaładkom. Marharyta azirnułasia i ŭhledzieła, što z marmurovaj sciany zzadu ŭ jaje fantanam strumienić šypučaje vino i sciakaje ŭ ledziany basiejn. La levaje nahi jana adčuvała niešta ciopłaje i kudłataje. Heta byŭ Biehiemot.
Marharyta była na vyšyni, i z-pad jaje noh uniz viała hrandyjoznaja lesvica, pakrytaja dyvanom. Unizie, hetak daloka, niby Marharyta hladzieła ŭ pieraviernuty binokl, jana bačyła ahromnisty šviejcarski pakoj z nieabdymnym kaminam, u chałodnuju i čornuju pašču jakoha moh svabodna ŭiechać piacitonny hruzavik. Šviejcarski pakoj i lesvica, da bolu ŭ vačach zalityja sviatłom, byli pustyja. Truby ciapier čulisia zdaloku. Hetak prastajali nieruchoma cełuju chvilinu.
— Dzie ž hosci? — spytałasia Marharyta ŭ Karoŭieva.
— Buduć, karaleva, zaraz buduć. I niedachopu nie budzie. JA, sapraŭdy, lepš by drovy kałoŭ, zamiest taho kab sustrakać ich tut na placoŭcy.
— Što drovy kałoć, — padchapiŭ havarki kot, — ja zhadziŭsia b być kanduktaram na tramvai, a horšaje za hetu rabotu niama ŭ sviecie!
— Usio pavinna być hatova zahadzia, karaleva, — tłumačyŭ Karoŭieŭ i hareŭ vokam praz sapsavany manokl. — Niama ničoha horšaha, jak toje, što hosć pryjedzie pieršy i nie viedaje, dzie padziecca, a zakonnaja miehiera šeptam piłuje jaho za toje, što jany pryjechali raniej za ŭsich. Hetakija bali treba na pamyjnicu vykidać, karaleva.