Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Kot apusciŭ binokl, cichieńka padapchnuŭ svajho karala ŭ plečy. Toj adčajna zachiliŭ tvar rukami.
— Ciažkavata, darahi Biehiemot, — cicha skazaŭ Karoŭieŭ zjedlivym hołasam.
— Stanovišča surjoznaje, ale nie bieznadziejnaje, — adazvaŭsia Biehiemot, — navat bolej: ja całkam pierakanany ŭ pieramozie. Treba dobra praanalizavać stanovišča.
Hety analiz jon pačaŭ pravodzić krychu dziŭnym mietadam, pačaŭ kryŭlacca i niešta pakazvać svajmu karalu.
— Ničoha nie dapamahaje, — zaŭvažyŭ Karoŭieŭ.
— Aj! — uskryknuŭ Biehiemot. — Papuhai, jak ja i praročyŭ!
Sapraŭdy, niedzie zdalok pačuŭsia šum šmatlikich kryłaŭ. Karoŭieŭ i Azazieła znikli, Biehiemot jašče macniej zamirhaŭ. Bieły karol narešcie zdahadaŭsia, čaho ad jaho chočuć. Jon raptam skinuŭ z siabie mantyju, kinuŭ jaje na kletku i ŭciok z doški. Aficer nakinuŭ na siabie pakinutaje karaleŭskaje adziennie i zaniaŭ karaleŭskaje miesca.
Karoŭieŭ i Azazieła viarnulisia.
— Padman, jak i zaŭsiody, — burčaŭ Azazieła i skosa hladzieŭ na Biehiemota.
— Mnie zdałosia, — adkazaŭ kot.
— Nu što ž, doŭha heta budzie praciahvacca? — spytaŭsia Vołand. — Šach karalu.
— JA, mabyć, niedačuŭ, moj metr, — adkazaŭ kot, — šacha karalu niama i być nie moža.
— Paŭtaraju, šach karalu.
— Miesir, — tryvožna-falšyvym hołasam adazvaŭsia kot, — vy pieratamilisia: niama šacha karalu!
— Karol na kletcy h-dva, — skazaŭ Vołand i nie zirnuŭ na došku.
— Miesir, ja ŭ adčai! — zavyŭ kot, na mordzie ŭ jaho niby adbiŭsia žach. — Ale na hetaj kletcy niama karala!
— Što takoje? — niedaŭmienna spytaŭsia Vołand i pačaŭ pryhladacca da doški, dzie aficer, jaki stajaŭ na karaleŭskaj kletcy, advaročvaŭsia i zachilaŭsia rukoju.
— Ach ty niahodnik! — zadumliva skazaŭ Vołand.
— Miesir! Ja znoŭ zviartajusia da łohiki, — zahavaryŭ kot i prycisnuŭ łapu da hrudziej. — Kali partnior abjaŭlaje šach karalu, a karala ŭžo i ŭ paminie niama na došcy, šach pryznajecca niesapraŭdnym.
— Ty zdaješsia ci nie? — strašnym hołasam kryknuŭ Vołand.
— Dazvolcie padumać, — pakorliva adkazaŭ kot, abapiorsia łokciami na stol, zatknuŭ vušy łapami i pačaŭ dumać. Dumaŭ jon doŭha i narešcie skazaŭ: — Zdajusia.
— Zabić upartaje stvarennie, — šapnuŭ Azazieła.
— Aha, zdajusia, — skazaŭ kot, — ale zdajusia vyklučna tamu, što nie mahu hulać u atmasfiery ckavannia! — Jon ustaŭ, i šachmatnyja fihurki sami palezli ŭ skrynku.
— Hieła, čas, — skazaŭ Vołand, i Hieła znikła z pakoja. — Naha razbalełasia, a tut hety bal… — praciahvaŭ Vołand.
— Dazvolcie mnie, — cicha paprasiła Marharyta.
Vołand uvažliva pahladzieŭ na jaje i padstaviŭ kalena. Haračaja, byccam łava, žyžka apiakała ruki, ale Marharyta starałasia nie morščycca, rascirała joju kalena.
— Svita pierakonvaje, što heta reŭmatyzm, — havaryŭ Vołand i nie spuskaŭ pozirku z Marharyty, — ale ŭ mianie vialikaje padazrennie, što hety bol mnie pakinuła na pamiać čaroŭnaja viedźma, z jakoj ja blizka paznajomiŭsia ŭ tysiača piaćsot siemdziesiat pieršym hodzie na Brokienskich harach, na Čortavaj Kafiedry.
— Ci praŭda heta! — skazała Marharyta.
— Hłupstva! Hadoŭ praz trysta heta projdzie. Mnie paraili mnostva lekaŭ, ale ja karystajusia babulinymi receptami. Dziŭnyja travy pakinuła mnie ŭ spadčynu pahanaja staraja babka, maja babka! Darečy, a vas ništo nie tryvožyć? Mahčyma, u vas josć niejkaja biada, jakaja mučyć dušu, smutak?
— Nie, miesir, ničoha hetaha niama, — adkazała razumnaja Marharyta, — a ciapier, kali ja ŭ vas, ja adčuvaju siabie vielmi dobra.
— Spadčynnasć — vialikaja sprava, — nieviadoma z-za čaho viesieła skazaŭ Vołand i dadaŭ: — Baču ja, što vas zacikaviŭ moj hłobus.
— Praŭda, ja nikoli takoha nie bačyła!
— Dobraja reč. JA, ščyra, nie lublu apošnich paviedamlenniaŭ pa radyjo. Paviedamlajuć ich zaŭsiody niejkija dziaŭčatki, jakija nievyrazna pramaŭlajuć nazvy miascin. Akramia taho, kožnaja treciaja z ich nie ŭmieje jak sled havaryć, byccam znarok hetakich padbirajuć. Moj hłobus namnoha zručniej, asabliva kali ŭličyć, što padziei mnie treba viedać dakładna. Voś, naprykład, bačycie hety kavałak ziamli, bok jakomu abmyvaje akijan? Bačycie, voś jon nalivajecca ahniom. Tam pačałasia vajna. Kali vy pryhledziciesia lepš, vy ŭbačycie detali.Marharyta nachiliłasia da hłobusa i ŭbačyła, što kvadracik ziamli pavialičyŭsia, šmatkolerna rasfarbavaŭsia i pieratvaryŭsia ŭ relefnuju kartu. A potym jana ŭbačyła i stužačku raki, i niejkaje pasielišča la jaje. Chatka, jakaja była z harošynku, razrasłasia i stała karabkom zapałak. Raptoŭna dach hetaha doma ŭzlacieŭ uhoru ŭ kłubach čornaha dymu, a scieny ŭpali, i ad dvuchpaviarchovaje karobački ničoha nie zastałosia, akramia dymnaj kučki. Jašče ŭhledzieła Marharyta zblizku maleńkuju žanočuju postać, jakaja lažała na ziamli, a kala jaje raskinuła ručki maleńkaje dzicia.
— Voś i ŭsio, — z usmieškaju skazaŭ Vołand, — jon nie paspieŭ nahrašyć. Rabota Abadony biezdakornaja.
— Ja nie chacieła b być z tymi, suproć kaho Abadona, — skazała Marharyta, — z kim jon?
— Čym bolej ja havaru z vami, — pryjazna adazvaŭsia Vołand, — usio bolš pierakonvajusia, što vy razumnaja. Ja supakoju vas. Jon nadziva abjektyŭny i roŭna spačuvaje abodvum supiernikam. Urešcie, i vyniki dla abodvuch bakoŭ zaŭsiody adnolkavyja. Abadona! — niamocna paklikaŭ Vołand, i adrazu ž sa sciany zjaviłasia postać niejkaha chudoha čałavieka ŭ ciomnych akularach. Hetyja akulary zrabili na Marharytu mocnaje ŭražannie, jana cichieńka ŭskryknuła i ŭtknułasia tvaram u Vołandavu nahu. — Nu nie treba! — uskryknuŭ Vołand. — Jakija niervoznyja sučasnyja ludzi! — Jon hetak šlopnuŭ Marharytu pa spinie, što zvon pajšoŭ pa ciele. — Vy ž bačycie, što jon u akularach. Akramia ŭsiaho, nie było vypadku, dy i nie budzie, kab Abadona zjaviŭsia pierad kim-niebudź raniej času. Dy, narešcie, ja sam tut. Vy ŭ mianie ŭ hasciach! Ja prosta chacieŭ vam jaho pakazać.
Abadona stajaŭ nieruchoma.
— A moža jon zniać akulary choć na adnu siekundačku? — spytałasia Marharyta z-za cikaŭnasci, pryciskajučysia da Vołanda i ŭzdryhvajučy.
— A voś heta nielha, — surjozna adkazaŭ Vołand, machnuŭ rukoju, i toj znik. — Što ty chočaš skazać, Azazieła?
— Miesir, — adkazaŭ Azazieła, — dazvolcie mnie skazać. U nas dvoje pastaronnich: pryhažunia, jakaja płača i prosić, kab jaje pakinuli pry haspadyni, akramia taho, prašu prabačennia, jaje japruk.
— Dziŭna pavodziać siabie pryhažuni, — adznačyŭ Vołand.
— Heta Nataša, Nataša! — uskliknuła Marharyta.
— Nu, pakiń pry pani. A japruka — kucharam.
— Zakałoć? — spałochana ŭskryknuła Marharyta. — Zlitujciesia, miesir, heta Mikałaj Ivanavič, nižni žylec. Tut nieparazumiennie, jana ŭziała i mazanuła jaho kremam…
— Darujcie, — skazaŭ Vołand, — jakoha djabła jaho kałoć buduć? Niachaj pasiadzić razam z kucharami, voś i ŭsio! Zhadziciesia, što nie mahu ja ŭpuscić jaho ŭ balnuju zału?
— Dy ŭžo ž… — dadaŭ Azazieła i dałažyŭ: — Poŭnač nabližajecca, miesir.
— A, nu dobra, — Vołand zviarnuŭsia da Marharyty: — Tady prašu vas… Zaraniej udziačny vam. Nie biantežciesia i ničoha nie bojciesia. Ničoha nie picie, akramia vady, a to razamlejecie, i vam budzie ciažka. Para!
Marharyta ŭstała z dyvanka, i tady ŭ dzviarach pakazaŭsia Karoŭieŭ.
Razdziel 23
VIALIKI SATANINSKI BAL
Poŭnač nabližałasia, treba było spiašacca. Marharyta bačyła ŭsio, što adbyvałasia navokal, jak u tumanie. Zapomnilisia sviečki i niejki roznakalarovy basiejn. Kali Marharyta stała na dno hetaha basiejna, Hieła z dapamohaju Natašy abliła jaje niejkaju haračaju, hustoju i čyrvonaju vadkasciu. Marharyta adčuła salony prysmak na hubach i zdahadałasia, što myjuć kryvioj. Kryvavaja mantyja zmianiłasia druhoju — prazrystaju, hustoju, ružovaju, i Marharycina hałava zakružyłasia ad ružavaha aleju. Potym Marharytu pakłali na kryštalny łožak i da blasku pačali nacirać niejkim zialonym lisciem. Tut uvarvaŭsia kot i pačaŭ dapamahać. Jon sieŭ la Marharycinych stupakoŭ i pačaŭ ich nacirać z takim vyhladam, byccam vaksavaŭ boty na vulicy.