Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Praŭda, zniešnie Karoŭieŭ vielmi zmianiŭsia. Mihatlivy ahieńčyk adlustroŭvaŭsia nie ŭ tresnutym piensne, jakoje daŭno treba było vykinuć na smietnik, a ŭ manokli, chacia taksama tresnutym. Vusiki na nachabnym tvary byli padkručany i namazany, a čarnata tłumačyłasia prosta — jon byŭ u fračnym ubranni. Bialeła tolki hrudzina.
Mah, rehient, čaraŭnik, pierakładnik ci djabal jaho viedaje chto na samaj spravie — adnym słovam, Karoŭieŭ — pakłaniŭsia, šyroka pravioŭ u pavietry pierad saboju łampadkaju — zaprasiŭ Marharytu isci sledam. Azazieła znik.
„Nadziva niezvyčajny viečar, — dumała Marharyta, — ja ŭsiakaha čakała, tolki nie hetaha! Elektryčnasć u ich patuchła, ci što? Ale sama dziŭnaje — pamiery hetaha pamiaškannia. Jak usio heta moža ŭcisnucca ŭ maskoŭskuju kvateru? Dy nijak nie moža!”
Jak ni słabieńka sviaciła karoŭieŭskaja łampadka, Marharyta zrazumieła, što znachodzicca ŭ zusim nieabdymnaj zale, dy jašče z kałanadaj, ciomnaju i, na pieršaje ŭražannie, biaskoncaju. Kala niejkaje kanapki Karoŭieŭ spyniŭsia, pastaviŭ łampadku na niejkuju tumbu, žestam prapanavaŭ Marharycie siesci, a sam razmiasciŭsia pobač u davoli malaŭničaj pozie — abapiorsia łokciem na tumbu.
— Dazvolcie mnie paznajomicca z vami, — zarypieŭ Karoŭieŭ, — Karoŭieŭ. Vy zdziŭleny, što niama sviatła? Ekanomija, vy hetak padumali? Ni-ni-ni! Niachaj pieršy, jaki trapicca, kat, navat adzin z tych, jakija sionnia, krychu pazniej, buduć za honar mieć pacałavać vaša kalena, na hetaj ža tumbie adsiače mnie hałavu, kali heta tak! Prosta miesir nie lubić elektryčnaje sviatło, i my ŭklučym jaho ŭ sama apošni momant. I tady, paviercie, niedachopu ŭ im nie budzie. Mabyć, navat dobra było b, kab jaho było mieniej.
Karoŭieŭ spadabaŭsia Marharycie, traskučaja jaho bałbatnia supakojvała.
— Nie, — skazała Marharyta, — bolej za ŭsio mianie zdziŭlaje, dzie ŭsio heta razmiaščajecca. — Jana paviała rukoju, padkresliła hetym nieabdymnasć zały.
Karoŭieŭ soładka ŭchmylnuŭsia, i cieni varuchnulisia ŭ składkach kala jaho nosa.
— Heta sama prostaje z usiaho! — adkazaŭ jon. — Tym, chto dobra znajomy z piatym vymiarenniem, nievialiki kłopat rassunuć pamiaškannie da žadanych pamieraŭ. Skažu navat bolej, pavažanaja vaładarka, da čortviedama jakich absiahaŭ! JA, darečy, — praciahvaŭ bałbatać Karoŭieŭ, — viedaŭ ludziej, jakija nie mieli nijakaha ŭiaŭlennia pra piataje vymiarennie dy naohul ničoha nie pietryli, ale vytvarali takija dzivosy ŭ sensie pavieličennia svajho pamiaškannia. Voś, naprykład, adzin haradžanin, mnie raskazvali, atrymaŭ trochpakajovuju kvateru na Ziemlanym vale, biez usiakaha piataha vymiarennia i inšych rečyvaŭ, ad jakich šaryki za roliki čaplajucca, imhnienna pieratvaryŭ jaje ŭ čatyrochpakajovuju — pieraharadziŭ adzin pakoj papałam.
Potym hetuju jon pamianiaŭ na dzvie asobnyja kvatery ŭ roznych rajonach Maskvy — adnu trochpakajovuju, druhuju dvuchpakajovuju. Ciapier pakojaŭ stała piać. Trochpakajovuju jon razmianiaŭ na dzvie dvuchpakajovyja, i zajmieŭ šesć pakojaŭ, praŭda, raskidanych pa ŭsioj Maskvie.Ion zbiraŭsia ŭžo zrabić apošni i sama bliskučy kulbit, daŭ abjavu ŭ haziecie, što mianiaje šesć pakojaŭ u roznych kutkach Maskvy na adnu piacipakajovuju kvateru na Ziemlanym vale, ale jaho dziejnasć na hetym spyniłasia, viadoma, nie pa jaho voli. Ciapier jon, moža, i maje jaki-niebudź pakojčyk, ale, zapeŭnivaju vas, što heta ŭžo nie ŭ Maskvie. Voś jaki pranyra, a vy havorycie pra piataje vymiarennie!
Marharyta, chacia i nie havaryła ni pra jakoje piataje vymiarennie, a havaryŭ pra jaho sam Karoŭieŭ, viesieła zasmiajałasia z raskazu ab pryhodach kvaternaha prałazy. Karoŭieŭ praciahvaŭ:
— Ale ciapier pra hałoŭnaje, Marharyta Mikałajeŭna. Vy žančyna razumnaja i, viadoma, zdahadalisia, chto naš haspadar.
Marharycina serca zdryhanułasia, i jana kiŭnuła hałavoju.
— Nu, voś, voś, — havaryŭ Karoŭieŭ, — my vorahi ŭsiakich roznych tajamnic i namiokaŭ. Štohod miesir daje adzin bal. Nazyvajecca jon viasnovym balem poŭni, albo balem sta karaloŭ. Narodu!.. — Tut Karoŭieŭ uchapiŭsia za ščaku, niby ŭ jaho zabaleŭ zub. — Ale ž vy sami pierakanajeciesia. Dyk voś: miesir chałasciak, vy heta taksama razumiejecie. Ale patrebna haspadynia balu, — Karoŭieŭ razvioŭ rukami, — zhadziciesia, nam biez haspadyni…
Marharyta słuchała Karoŭieva, starałasia nie vymavić i słova, pad sercam u jaje było choładna, spadziavannie na ščascie tumaniła hałavu.
— Skłałasia tradycyja, — praciahvaŭ dalej Karoŭieŭ, — haspadyniu balu pavinny zvać Marharytaju, heta pieršaje, a druhoje, jana pavinna być miascovaja. A my, jak bačycie, padarožničajem i ŭ hety čas znachodzimsia ŭ Maskvie. Sto dvaccać adnu Marharytu znajšli my ŭ Maskvie, i, paviercie, — tut Karoŭieŭ u adčai lapnuŭ siabie pa lažcy, — nivodnaja nie padychodzić! I, viadoma, ščaslivy los…
Karoŭieŭ krasamoŭna ŭchmylnuŭsia, nachiliŭsia, i znoŭ pachaładzieła Marharycina serca.
— Karaciej! — kryknuŭ Karoŭieŭ. — Zusim koratka: vy nie admoviciesia ŭziać hety abaviazak na siabie?
— Nie admoŭlusia, — cviorda adkazała Marharyta.
— Viadoma! — skazaŭ Karoŭieŭ, padniaŭ łampadku i dadaŭ: — Prašu za mnoj.
Jany pajšli miž kałon i narešcie vybralisia ŭ niejkuju druhuju zału, u jakoj čamuści mocna pachła limonami, dzie čuvać byli niejkija šołachi i dzie štości začapiła Marharytu za hałavu.
— Nie pałochajciesia, — soładka supakoiŭ Karoŭieŭ i ŭziaŭ Marharytu pad ruku, — heta balnyja vydumki Biehiemota, ništo inšaje. I naohul, ja advažusia vam paraić, Marharyta Mikałajeŭna, nikoha i ničoha nie bajacca. Heta nierazumna. Bal budzie raskošny, nie budu ŭtojvać. My pabačym tych, čyja ŭłada ŭ svoj čas była nadzvyčaj vialikaja. Ale, česna, kali padumaješ pra toje, jak mikraskapična maleńkija ich mahčymasci ŭ paraŭnanni z mahčymasciami taho, u čyjoj svicie ja maju honar być, robicca smiešna i navat, ja skazaŭ by, sumna… Dy vy i sami karaleŭskaha rodu.
— Čamu karaleŭskaha rodu? — spałochana šapnuła Marharyta i prytuliłasia da Karoŭieva.
— Ach, karaleva, — hułliva traščaŭ Karoŭieŭ, — pytanni padobnyja — sama składanyja ŭ sviecie! I kab raspytacca ŭ prababak, asabliva tych, kaho za cichoniaŭ mieli, dziŭnyja tajamnicy adkrylisia b, Marharyta Mikałajeŭna. Ja nie vaźmu hrech na dušu, kali skažu, što heta jak kałoda pieratasavanych kart. Josć rečy, u jakich zusim nie dziejničajuć sasłoŭnyja pieraškody, ni navat miežy miž dziaržavami. Namiaknu: adna z francuzskich karaleŭ, jakaja žyła ŭ šasnaccatym stahoddzi, treba dumać, vielmi zdziviłasia b, kali b chto-niebudź skazaŭ joj, što jaje krasuniu prapraprapraŭnučku praz mnostva hadoŭ ja budu viesci pad ruku ŭ Maskvie pa vialikich balnych załach. Ale my pryjšli!
Tut Karoŭieŭ patušyŭ svaju łampadku, i jana znikła ŭ jaho z ruk, i Marharyta ŭbačyła na padłozie pierad saboju pałosku sviatła pad niejkimi ciomnymi dzviaryma. U hetyja dzviery Karoŭieŭ cicha hruknuŭ. Tut Marharyta hetak zachvalavałasia, što ŭ jaje ažno klacnuli zuby i pa spinie prajšoŭ maroz.
Dzviery adčynilisia. Pakoj byŭ zusim nievialiki. Marharyta ŭbačyła šyroki dubovy łožak sa skamiečanymi i brudnymi prascinami i paduškami. Pierad łožkam stajaŭ dubovy, na raznych nožkach stol, na im sviečnik z hniozdami ŭ vyhladzie kipciurystych ptušynych łap. U hetych siami łapach hareli toŭstyja sviečki. Akramia hetaha, na stoliku była vialikaja šachmatnaja doška z nadzvyčaj pa-majstersku zroblenymi fihurkami. Na maleńkim vytaptanym dyvanku stajaŭ maleńki nizieńki ŭsłončyk. Byŭ jašče adzin stol z niejkaju załatoju čašaju i druhim sviečnikam, haliny jakoha byli zrobleny ŭ vyhladzie zmiej. U pakoi pachła sieraju i smałoju. Cieni ad sviacilnikaŭ pierakryžoŭvalisia na padłozie.