Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Siarod prysutnych Marharyta adrazu paznała Azaziełu, užo apranutaha ŭ frak. Jon stajaŭ la spinki łožka. Hety Azazieła ničym nie nahadvaŭ taho razbojnika, u vyhladzie jakoha jon abjaviŭsia da Marharyty ŭ Alaksandraŭskim sadzie, i pakłaniŭsia jon Marharycie nadzvyčaj dalikatna.
Hołaja viedźma, taja samaja Hieła, što hetak zbiantežyła samavitaha bufietčyka z Varjete, i taja samaja, jakuju spałochaŭ pievień u noč znakamitaha sieansa, siadzieła na padłozie na dyvanku pry łožku, pamiešvała niešta ŭ rondali, z jakoha valiła siernaja para.
Akramia ich, byŭ jašče ŭ pakoi vializny kaciła, jaki siadzieŭ na vysokaj taburetcy pierad šachmatnym stolikam i trymaŭ u pravaj łapie šachmatnaha kania.
Hieła pryŭstała i pakłaniłasia Marharycie. Toje samaje zrabiŭ i kot, saskočyŭšy z taburetki. Jon šarkanuŭ pravaju łapaju, zhubiŭ kania i palez pa jaho pad łožak.
Marharyta zamirała ad strachu i razhledzieła ŭsio heta ŭ padmanlivych cieniach ad sviečak zbolšaha. Pozirk jaje pryciahvaŭ łožak, na jakim i siadzieŭ toj, kaho jašče zusim niadaŭna biedny Ivan na Patryjarchavych pierakonvaŭ u tym, što djabła nie isnuje. Hety nieisnujučy i siadzieŭ zaraz na łožku.
Dva voki ŭpierlisia ŭ Marharycin tvar. Pravaje — z załatoju iskarkaju na dnie, jakoje prasvidroŭvała luboha da samaha dna dušy, i levaje — parožniaje i čornaje, padobnaje na vuzkaje ihołkavaje vuška, jak uvachod u biazdonny kałodziež ciemry i cieniaŭ. Vołandaŭ tvar byŭ skryŭleny, pravy kutok rota abjechaŭ uniz, na vysokim abłysiełym iłbie prarezalisia hłybokija marščyny, paralelnyja vostrym brovam. Skuru na Vołandavym tvary niby naviek spiok zahar.
Vołand šyroka raskinuŭsia na łožku, byŭ jon u adnoj doŭhaj načnoj saročcy, brudnaj i załaplenaj na levym plačy. Adnu hołuju nahu jon padkłaŭ pad siabie, a druhuju vyciahnuŭ na ŭsłončyk. Kalena hetaj nahi i nacirała niejkaju dymnaju mazziu Hieła.
Jašče razhledzieła Marharyta na raskrytaj biezvałosaj hrudzinie Vołanda pa-majstersku vyrazanaha z čornaha kamienia žuka na załatym łancužku z niejkim pisanniem na spincy. Pobač z Vołandam na łožku, na ciažkim pastamiencie, stajaŭ dziŭny, byccam žyvy i asvietleny z adnaho boku soncam, hłobus.
Niekalki siekund panavała maŭčannie. „Ion vyvučaje mianie”, — padumała Marharyta i namahanniem prymusiła strymać dryžyki ŭ nahach.
Narešcie Vołand zahavaryŭ usmiešliva, i jaho iskrystaje voka nibyta zasviaciłasia.
— Vitaju vas, karaleva, i prašu prabačyć mnie za moj chatni vyhlad.
Vołandaŭ hołas byŭ hetaki hłuchi, što asobnyja huki čulisia z adciažkaju i chrypam.
Vołand uziaŭ z łožka doŭhuju špahu, nachiliŭsia, pavarušyŭ joj pad łožkam i skazaŭ:
— Vyłaź! Hulnia admianiajecca. Hoscia tut.
— Nizavošta, — tryvožna svisnuŭ, jak suflor, nad Marharycinym vucham Karoŭieŭ.
— Nizavošta… — pačała Marharyta.
— Miesir… — dychnuŭ Karoŭieŭ u vucha.
— Nizavošta, miesir, — saŭładała sama z saboju Marharyta, usmichnułasia i dadała: — Ja prašu vas nie pierapyniać hulniu. Ja dumaju, što šachmatnyja časopisy zapłacili b dobryja hrošy, kab mahli nadrukavać hetuju partyju.
Azazieła cicha i adabralna zakrachtaŭ, a Vołand uvažliva pahladzieŭ na Marharytu i skazaŭ niby sam sabie:
— Praŭda Karoŭieva. Hetak zamysłavata tasujecca kałoda! Spadčynna!
Ion praciahnuŭ ruku i paklikaŭ da siabie Marharytu. Taja padyšła, ale padłohi pad bosymi nahami nie adčuvała. Vołand pakłaŭ svaju ciažkuju, kamiennuju ruku, jakaja była haračaja, jak ahoń, na Marharycina plačo, pamknuŭ jaje da siabie i pasadziŭ na łožak pobač.
— Nu, kali vy takaja dobraja i spahadlivaja, — pramoviŭ jon, — a ja inšaha ad vas i nie čakaŭ, tady budziem pa-prostamu. — Jon znoŭ schiliŭsia z łožka i kryknuŭ: — Doŭha budzie hety bałahan pad łožkam? Vyłaź, praklaty Hans!
— Kania nie mahu znajsci, — scišana i falšyva adazvaŭsia z-pad łožka kot, — niekudy palacieŭ, a zamiest jaho niejkaja žaba traplajecca.
— Ci nie dumaješ ty, što na kirmašy znachodzišsia? — prytvaryŭieja, što złujecca, Vołand. — Nijakaje žaby niama pad łožkam! Hetyja prymityŭnyja fokusy pakiń dla Varjete. Kali ty zaraz nie zjavišsia, my budziem ličyć, što zdaŭsia, praklaty deziercir.
— Nizašto, miesir! — zaroŭ kot i ŭ adnu siekundu vynyrnuŭ z-pad łožka z kaniom u łapie.
— Znajomciesia… — pačaŭ Vołand i sam siabie spyniŭ: — Nie, hladzieć nie mahu na hetaje pudziła. Pahladzicie, u što jon siabie pieratvaryŭ pad łožkam!
Vykačany ŭ pyle kot tym časam stajaŭ na zadnich łapach i kłaniaŭsia Marharycie. Ciapier na hrudzinie ŭ kata byŭ bieły fračny halštuk-bancik, a na ramieńčyku pierłamutravy damski binokl. Akramia taho, vusy ŭ kata byli pazałočanyja.
— Nu što heta takoje! — uskliknuŭ Vołand. — Našto ty pazałaciŭ vusy? I našto tabie patrebien halštuk, kali ty biez štanoŭ?
— Štany katu nie patrebny, miesir, — z adčuvanniem svajoj hodnasci adkazaŭ kot. — Ci nie zahadajecie vy mnie, miesir, abuć i boty? Kot u botach byvaje tolki ŭ kazkach, miesir. Ale ci bačyli vy choć kaho-niebudź na bali biez halštuka, miesir? Ja nie zbirajusia spakušać los i nie chaču, kab mnie dali ŭ karšeń. Kožny ŭpryhožvaje siabie jak ŭmieje. Ličycie, što skazanaje datyčyć i binokla, miesir!
— Ale vusy?..
— Nie razumieju, — sucha zapiarečyŭ kot, — čamu, kali halilisia sionnia, Azazieła i Karoŭieŭ pasypali siabie biełaju pudraju, a čym jana lepšaja za załatuju? Ja pafarbavaŭ vusy, voś i ŭsio! Inšaja sprava, kab ja pahaliŭsia! Paholeny kot heta sapraŭdy čortviedama što, ja zhodzien. A naohul, — tut hołas u kata zatrymcieŭ pakryŭdžana, — ja baču, što vy da mianie prydzirajeciesia i što pytannie stavicca, ci być mnie naohul na bali? Što vy mnie adkažacie na heta, miesir?
I kot hetak nadźmuŭsia ad kryŭdy, što zdavałasia — voś-voś łopnie.
— Aj, abarmot, abarmot, — Vołand kivaŭ hałavoj i havaryŭ, — kožny raz, kali prajhraje, jon pačynaje zahavorvać zuby, jak sama apošni padmanščyk na moscie. Siadaj zaraz ža i pierastań bałbatać hłupstva!
— Ja siadu, — adkazaŭ kot i sieŭ, — ale zapiareču nakont skazanaha. Havorka maja zusim nie bałbatnia, jak vy skazali ŭ prysutnasci pani, a łancuh pradumanych siłahizmaŭ. Heta mahli b pa-sapraŭdnamu acanić takija znataki, jak Seks Empiryk, Marcyjan Kapieła, a nie vyklučana, što i sam Arystociel…
— Šach karalu, — skazaŭ Vołand.
— Kali łaska, kali łaska, — skazaŭ kot i pačaŭ praz binokl hladzieć na došku.
— Takim čynam, — zviarnuŭsia da Marharyty Vołand, — rekamienduju vam, donna, maju svitu. Hety prytvaraka — kot Biehiemot. Z Karoŭievym i Azaziełam vy ŭžo paznajomilisia, znajomlu z majoj słužankaju Hiełaju. Uvišnaja, zmysnaja, i niama takoje pasłuhi, jakuju jana nie zmahła b akazać.
Pryhažunia Hieła ŭsmichnułasia, zirnuła na Marharytu zialonymi vačyma, nie pierastavała čerpać pryharščami maź i nakładvać jaje na kalena.
— Nu voś i ŭsio, — skončyŭ Vołand i zmorščyŭsia, kali Hieła zališnie mocna scisnuła jaho kalena, — hurt, jak bačycie, nievialiki, rozny i prosty. — Jon zmoŭk i pačaŭ krucić pierad saboj svoj hłobus, zrobleny hetak pa-majstersku, što sinija akijany na im ruchalisia, a šapka na polusie lažała jak sapraŭdnaja, ledzianaja i sniežnaja.
Na došcy tym časam adbyvałasia mitusnia. Zusim razhubleny karol u biełaj mantyi taptaŭsia na kletcy i ŭ adčai padymaŭ ruki. Try biełyja pieški-łandskniechty z alebardami razhublena hladzieli na aficera, jaki razmachvaŭ špahaju i pakazvaŭ napierad, dzie ŭ sumiežnych kletkach, biełaj i čornaj, byli vidać dva konniki Vołanda na haračych koniach, jakija bili kapytami.
Marharytu nadzvyčaj zacikaviła i ŭraziła, što šachmatnyja fihurki byli žyvyja.