Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Taŭstun ubačyŭ Marharytu, pačaŭ pryhladacca, a potym radasna zakryčaŭ:
— Što takoje? Kaho ja baču? Kładzina, dy heta ž ty, viasiołaja ŭdava! I ty tut? — jon palez vitacca.
Marharyta adstupiłasia i z honaram adkazała:
— Pajšoŭ ty k djabłu. Jakaja ja tabie Kładzina? Ty hladzi, z kim havoryš, — padumała krychu i dadała da svaje pramovy doŭhuju łajanku, jakuju nie drukujuć. Usio heta acvieraziła lehkadumnaha taŭstuna.
— Voj! — cicha ŭskliknuŭ jon i zdryhanuŭsia. — Darujcie vielikadušna, svietłaja karaleva Marho! Ja pamyliŭsia. A vinavaty kańiak, hary jon haram! — taŭstun staŭ na adno kalena, cylindr adnios ubok, pakłaniŭsia i załapataŭ na miašancy rasiejskaje i francuzskaje niejkaje hłupstva pra kryvavaje viasiełle svajho siabra Hiesara ŭ Paryžy, i pra kańiak, i što jon pieražyvaje z-za prykraje pamyłki.
— Ty b štany nadzieŭ, sučy syn, — skazała miakčej Marharyta.
Taŭstun radasna ŭchmylnuŭsia, kali ŭbačyŭ, što Marharyta nie złujecca, paviedamiŭ, što zastaŭsia zaraz biez štanoŭ tamu, što z-za niaŭvažlivasci pakinuŭ ich na Jenisiei, dzie kupaŭsia pierad hetym, i što jon zaraz zlotaje, dobra, što tudy rukoj padać, i jašče rady dobrym adnosinam da siabie. Jon pačaŭ adstupać zadam, pakul nie pasliznuŭsia i nie ŭpaŭ u vadu. Ale i pasla hetaha na tvary z nievialikimi bakienbardami zastałasia ŭsmieška zachaplennia i addanasci.
Marharyta pranizliva svisnuła, asiadłała padlaciełuju švabru i pakiravała na supraćlehły bierah. Cień ad miełavaje hary siudy nie dastavaŭ, i ŭvieś bierah zalivała poŭnia.
Jak tolki Marharyta dakranułasia da vilhotnaje travy, muzyka pad vierbami zajhrała macniej i viesialej, uzlacieŭ snop iskraŭ nad vohniščam. Pad halinami vierbaŭ, azdoblenych piaščotnymi, pušystymi „kocikami”, jakija byli vidać pry poŭni, siadzieli ŭ dva rady taŭstamordyja žaby, razdzimalisia, byccam humavyja, i ihrali na draŭlanych dudačkach viasioły marš. Hniłuški-svietlački visieli na vierbavych halinkach pierad muzykantami, asviatlali noty, na žabinych mordach hulali vodsviety ad vohnišča.
Marš vykonvaŭsia ŭ honar Marharyty. Sustrakali jaje jak maha ŭračysta. Prazrystyja rusałki spynili svoj karahod kala raki i zamachali Marharycie vodarasciami, i nad pustelnym zielenavatym bieraham prastahnała ichniaje daloka čutnaje pryvitannie. Hołyja viedźmy vyskačyli z-za vierbaŭ, pastroilisia ŭ šarenhu i pačali prysiadać i kłaniacca prydvornymi pakłonami. Niechta kazłanohi padlacieŭ i prypaŭ da ruki, raskinuŭ na travie šoŭk i pacikaviŭsia, ci dobra kupałasia karalevie, prapanavaŭ prylehčy i adpačyć.
Marharyta hetak i zrabiła. Kazłanohi padaŭ joj bakal šampanskaha, jana vypiła jaho, i serca jaje adrazu sahrełasia. Pacikaviłasia, dzie Nataša, i joj adkazali, što Nataša ŭžo pakupałasia i palacieła na svaim japruku napierad, u Maskvu, kab papiaredzić pra toje, što Marharyta chutka prylacić, i dapamahčy pryhatavać joj ubrannie.
Za karotkaje Marharycina hasciavannie pad vierbami adbyŭsia adzin epizod. U pavietry pačuŭsia svist, i čornaje cieła, jakoje vidavočna pramazała, ruchnuła ŭ vadu. Praz niekalki siekund pierad Marharytaj paŭstaŭ toj samy taŭstun-bakienbardyst, što hetak niaŭdačna znajomiŭsia na račnym bierazie. Jon uspieŭ, vidać, skružyć na Jenisiej, bo byŭ u fraku, ale mokry z hałavy da noh. Kańiak padvioŭ jaho druhi raz: pry vysadcy jon trapiŭ u vadu. Ale ŭsmiešku svaju zbiaroh navat u hetych sumnych abstavinach i byŭ Marharytaju, jakaja ščyra smiajałasia, dapuščany da ruki.
Potym usie pačali zbiracca. Rusałki datancavali svoj taniec pry miesiačnym sviatle i rastali ŭ im. Kazłanohi dalikatna pacikaviŭsia ŭ Marharyty, na čym jana prylacieła. Kali daviedaŭsia, što viercham na švabry, skazaŭ:
— Čamu? Heta niazručna, — imhnienna zmajstravaŭ z dzviuch halinak niejki padazrony telefon i zapatrabavaŭ u niekaha terminova prysłać mašynu, što było i zroblena ŭ tuju ž samuju chvilinu. Na bierah abrynułasia bułanaja adkrytaja mašyna, tolki na šafiorskim miescy siadzieŭ nie zvyčajny šafior, a čorny daŭhadziuby hrak u cyratavaj furažcy i ŭ palčatkach z rastrubami.
Bierah puscieŭ. U miesiačnym sviatle rastali adlacieŭšyja viedźmy. Vohnišča daharała, i vuhołle zaciahvała šerym popiełam.
Bakienbardyst i kazłanohi padsadzili Marharytu, i jana sieła na šyrokaje zadniaje siadziennie. Mašyna zavyła, skoknuła i padniałasia amal da samaje poŭni, vostraŭ znik, znikła raka, Marharyta paniesłasia ŭ Maskvu.
Razdziel 22
PRY SVIEČKACH
Roŭnaje hudziennie mašyny, jakaja lacieła vysoka nad ziamloj, zakałychvała Marharytu, a miesiačnaje sviatło pryjemna sahravała jaje. Jana zapluščyła vočy, padstaviła tvar vietru i dumała z sumam pra pakinuty joj nieviadomy bierah raki, jakuju, jana adčuvała, bolej nie pabačyć. Pasla ŭsich čaraŭ i cudaŭ, jakija z joju adbylisia za viečar, jana ŭžo zdahadvałasia, da kaho jaje viazuć u hosci, ale heta nie pałochała jaje. Nadzieja na toje, što tam joj udasca dabicca viartannia svajho ščascia, zrabiła jaje biasstrašnaj. Darečy, doŭha maryć u mašynie pra heta ščascie joj nie daviałosia. Ci hrak dobra viedaŭ svaju spravu, ci mašyna była dobraja, tolki chutka Marharyta, kali raspluščyła vočy, ubačyła pierad saboj nie lasnuju ciemru, a mihatlivaje voziera maskoŭskich ahnioŭ. Čornaja ptuška-šafior na latu advinciŭ pravaje piaredniaje koła i pasadziŭ mašynu na niejkich zusim biazludnych mohiłkach u rajonie Darahamiłava.
Hrak vysadziŭ Marharytu, jakaja ničoha nie pytałasia, z jaje švabraj kala adnaho nadmahiłla, zavioŭ mašynu i nakiravaŭ jaje prosta ŭ jar za mahiłkami. Tudy jana z hrukatam abrynułasia i tam zahinuła. Hrak pačciva kazyrnuŭ, sieŭ viercham na koła i palacieŭ.
Adrazu z-za adnaho pomnika ŭznik čorny płašč. Ikol blisnuŭ pry poŭni, i Marharyta paznała Azaziełu. Toj pakazaŭ joj siesci na švabru, sam uskočyŭ na doŭhuju rapiru, aboje ŭzvilisia ŭhoru nikim nie zaŭvažanyja i praz niekalki siekund vysadzilisia la doma № 302-bis na Sadovaj vulicy.
Kali sa švabraju i rapiraju pad pachami jany zachodzili ŭ padvarotniu, Marharyta zaŭvažyła čałavieka ŭ šapačcy i vysokich botach, jaki niečaha čakaŭ. Jak ni lohka stupali Azazieła i Marharyta, adzinoki čałaviek pačuŭ ich i tryvožna skałanuŭsia, bo nie razumieŭ, adkul čuvać kroki.
Druhoha, nadziva padobnaha na pieršaha čałavieka, sustreli la šostaha padjezda. I znoŭ paŭtaryłasia taja samaja historyja. Kroki… Čałaviek niespakojna paviarnuŭsia i nachmuryŭsia. Kali dzviery adčynilisia, a potym začynilisia, kinuŭsia sledam, zazirnuŭ u padjezd, ale, viadoma, ničoha nie ŭhledzieŭ.
Treci, dakładnaja kopija druhoha, a značyć, i pieršaha, dziažuryŭ na placoŭcy treciaha paviercha. Jon paliŭ mocnyja papiarosy, i Marharyta zakašlałasia, kali prachodziła pobač. Kurec, byccam jaho šyłam kalnuli, uschapiŭsia z łaŭki, na jakoj siadzieŭ, pačaŭ tryvožna aziracca, padyšoŭ da parenčaŭ, zirnuŭ uniz. Marharyta sa svaim pravažatym užo była la kvatery № 50. Nie zvanili, dzviery Azazieła adamknuŭ svaim klučom.
Pieršaje, što ŭraziła Marharytu, heta ciemra, u jakuju jany trapili. Było ciomna, jak u sutarenni, i jana mižvoli ŭchapiłasia za płašč Azazieły, bo bajałasia spatyknucca. Ale tut daloka ŭviersie zamilhaŭ ahieńčyk niejkaje lampački i pačaŭ nabližacca. Azazieła na chadu zabraŭ u Marharyty z-pad pachi švabru, i taja niačutna znikła ŭ ciemry. Jany pačali ŭzychodzić pa niejkich šyrokich prystupkach, i Marharycie zdałosia, što im nie budzie kanca. Jaje dziviła, jak u piarednim pakoi zvyčajnaje maskoŭskaje kvatery moža razmiascicca hetaja niezvyčajnaja, niabačnaja, zatoje dobra adčuvalnaja, biaskoncaja lesvica. Ale padjom kančaŭsia, i Marharyta zrazumieła, što jana staić na krai placoŭki. Ahieńčyk nabliziŭsia ŭščylnuju, i Marharyta ŭbačyła asvietleny tvar mužčyny, rosłaha i čornaha, jaki i trymaŭ u ruce łampadu. Tyja, chto mieŭ niaščascie za hetyja dni trapicca jamu na darozie, navat pry hetym słabieńkim sviatle łampadki, viadoma, adrazu b paznali jaho. Heta byŭ Karoŭieŭ, jon taksama i Fahot.