Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 106
Перейти на страницу:

Jednak asystent Patrycjusza, kimkolwiek był, spokojnie kładł już przed każdym z biesiadników po kilka kartek papieru.

Przypomniała sobie oszołomienie Stollopa, kiedy miał do czynienia zaledwie z kopertą. Niektórzy chyba umieją czytać, ale ilu potrafi teraz?

Jego lordowska mość jeszcze nie skończył.

— I wreszcie, panowie, chciałbym, abyście przejrzeli i podpisali kopie regulaminu, które wręczył wam Drumknott. Rozumiem też, że nadrektor i jego koledzy w sali klubowej z radością poczęstują was cygarami i doskonałą brandy!

No i to załatwi sprawę, prawda? Gracze byli przyzwyczajeni tylko do piwa. Owszem, trzeba przyznać, że byli przyzwyczajeni do wielkich ilości tylko piwa. Mimo to, jeśli mogła osądzić — a była całkiem niezłym sędzią — w tej chwili niewiele im brakowało, by paść z przepicia. Owszem, niektórzy doświadczeni kapitanowie potrafili ustać przez jakiś czas, będąc technicznie pijani do nieprzytomności. Niewiele jest rzeczy bardziej krępujących niż widok kogoś pijanego do nieprzytomności, ale jedna z nich to właśnie pijany do nieprzytomności, który jeszcze stoi. Zdumiewające — kapitanowie należeli do ludzi, którzy piją piwo kwartami, potrafią beknięciami odegrać hymn miasta i giąć żelazne pręty zębami… albo nawet cudzymi zębami. Jasne, pod względem edukacji nie stali zbyt wysoko, ale czy musieli być tacy tępi?

— Niech pan powie — mruknął Ridcully, gdy obaj patrzyli, jak goście wychodzą chwiejnym krokiem. — Czy to pan stoi za odkryciem urny?

— Znamy się przecież od dość dawna, Mustrumie, nieprawdaż? — odparł Vetinari. — I jak pan wie, na pewno bym pana nie okłamał. — Zastanowił się chwilę. — To znaczy oczywiście, że bym pana okłamał w akceptowalnych okolicznościach, ale w tym przypadku mogę szczerze zapewnić, że odkrycie urny dla mnie też było niespodzianką, choć istotnie przyjemną. Zakładałem, że to wy, panowie, macie z tym coś wspólnego.

— Nawet nie wiedzieliśmy, że tam jest — przyznał Ridcully. — Osobiście podejrzewam, że zaangażowana jest religia.

Vetinari się uśmiechnął.

— No oczywiście, zgodnie z klasyką bogowie grają losami ludzi, więc zapewne nie ma powodu, żeby nie grali w piłkę. My gramy i nami grają, a najlepsze, na co możemy liczyć, to robić to w dobrym stylu.

* * *

Powietrze w sali klubowej dałoby się pewnie kroić nożem, gdyby ktokolwiek był w stanie znaleźć nóż. Albo chwycić ten nóż z właściwego końca, gdyby już go znalazł. Z punktu widzenia magów było to całkiem normalne. I choć licznych kapitanów odwieziono już na taczkach, przewidująco ustawionych tam wcześniej, wciąż pozostało tylu stojących gości, że wypełniali salę gorącą, duszną wrzawą. W pustym kącie Patrycjusz i dwóch nadrektorów znaleźli trochę miejsca, żeby odprężyć się w wielkich fotelach i omówić kilka kwestii.

— Wie pan, Henry… — Vetinari zwrócił się do byłego dziekana. — Myślę, że byłoby świetnym pomysłem, aby to pan był sędzią w tym meczu.

— No nie, to byłoby bardzo niesprawiedliwe! — oburzył się Ridcully.

— Wobec kogo, jeśli wolno spytać?

— Tego, no… Może się pojawić kwestia rywalizacji między magami.

— Ale z drugiej strony — odparł Vetinari idealnie jedwabistym głosem — można też sądzić, że z politycznych powodów inny mag będzie miał żywotny interes, by nie pozwolić, żeby kolega nadrektor został pokonany przez osobników, którzy, niezależnie od swych często niezwykłych talentów, umiejętności, cech charakteru i historii życia, są jednak zbryleni pod wspólnym określeniem zwykłych ludzi.

Ridcully wzniósł bardzo wielki kieliszek brandy w ogólnym kierunku granicy wszechświata.

— Mam całkowite zaufanie do mojego przyjaciela Henry’ego — zapewnił. — Nawet jeśli jest trochę nazbyt tłusty.

— To nieuczciwe — obruszył się Henry. — Człowiek potężnie zbudowany może biegać całkiem lekko. Czy jest szansa, żebym dostał zatruty sztylet?

— Nastały nowe czasy — odparł Vetinari. — Przykro mi to mówić, ale musi panu wystarczyć jakaś odmiana gwizdka.

I w tej chwili ktoś spróbował klepnąć Patrycjusza w plecy.

Zdarzyło się to niezwykle szybko, a skończyło jeszcze szybciej, Vetinari wciąż siedział w fotelu z kuflem piwa w jednej ręce i przegubem intruza ściskanym mocno nad głową. Wypuścił go i powiedział:

— Czego pan sobie życzy?

— Pan jesteś lord Veterinary, co? Żem widział na znaczkach od poczty.

Ridcully rozejrzał się wokół. Kilku urzędników Patrycjusza zmierzało ku nim pospiesznie, wraz z kilkoma przyjaciółmi bełkotliwego mówcy, których w tym momencie można było zdefiniować jako osoby odrobinę bardziej trzeźwe niż on — i trzeźwiejące w bardzo, bardzo szybkim tempie, ponieważ kiedy człowiek klepnął tyrana po plecach, potrzebuje wszystkich przyjaciół, jakich może znaleźć.

Vetinari skinął swoim dżentelmenom, którzy rozpłynęli się w tłumie, po czym pstryknął palcami na kelnera.

— Proszę podać krzesło mojemu nowemu przyjacielowi.

— Jest pan pewien? — spytał Ridcully, gdy podsunięto krzesło mężczyźnie, który szczęśliwym zbiegiem okoliczności i tak już przewracał się do tyłu.

— Znaszy… — tłumaczył — bo mówią, żeś pan jess kawał drania, ale ja tam mówię, że pan masz rassje z tą piłką. Nie ma sso sie tłuss po staremu. Wiem, sso mówię, dwa razy mie w głowę kopnęli.

— Doprawdy? — zdziwił się Vetinari. — A jak brzmi pańskie imię?

— Swithin, szefie.

— A może również nazwisko?

— Dustworthy. — Mężczyzna uniósł palec, jakby salutował. — Kapitan Kogudziobnych Dzików.

— Ach, ostatni sezon nie był dla was udany — zauważył Vetinari. — Potrzebujecie w drużynie świeżej krwi, zwłaszcza odkąd Jimmy Wilkins trafił na Tanty, ponieważ odgryzł komuś nos. Nastroszone Wzgórze przeszło po was spacerkiem, bo straciliście ducha, kiedy obaj bracia Pinchpenny trafili do Lady Sybil. Od trzech sezonów tkwicie w bagnie. Owszem, wszyscy twierdzą, że Harry Capstick dobrze się spisuje, odkąd odkupiliście go od Kopalni Melasy za dwie skrzynki Specjalnie Warzonego Winkle’a i worek boczku. To nieźle jak na kogoś z drewnianą nogą, ale nie ma żadnego wsparcia.

Krąg ciszy narastał wokół Vetinariego i chwiejącego się Swithina. Ridcully rozdziawił usta, a kieliszek brandy Henry’ego pozostał w połowie pełny, co było zjawiskiem niezwykłym dla kieliszka trzymanego w dłoni maga przez czas dłuższy niż piętnaście sekund.

— Słyszałem też, że waszym zapiekankom sporo brakuje, na przykład martwej i ugotowanej zawartości organicznej — mówił Vetinari. — Trudno porwać Ścisk za sobą, kiedy ludzie widzą chodzące samodzielnie zapiekanki.

— Moje chłopaki są najlepssze, jakie ssą — oświadczył Swithin. — To nie ich wina, że siągle trafiają na lepszszych. Nigdy nie mają ssanszy zagrać ss kimś, kogo by mogli pobić. Dają ss ssiebie zsto dwazieścia prosent i szecież nie da sie wiensej. Ale jak pan wiesz o tym szyskim? Nie jesteśmy szecież tasy ważni.

— Och, interesuję się tym. Uważam, że piłka nożna jest jak życie.

— Szszera prawda, szefuniu, szszera prawda. Szłowiek sie sstara, jak może, a potem dostaje kopa w rosskrok.

— W takim razie mocno zachęcam, byście zainteresowali się nową piłką. W niej chodzi przede wszystkim o szybkość, zwinność i myślenie.

— Jassne, pewno, szysko do załatwienia — zapewnił Swithin i zsunął się z krzesła.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)