Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 106
Перейти на страницу:

— Panowie, dziękuję wam za przybycie. Dziękuję również nadrektorowi Ridcully’emu za to, że dzisiejszego wieczoru okazał się tak gościnnym gospodarzem. Chcę też skorzystać z okazji, by was uspokoić. Widzicie, krąży po mieście plotka, jakobym był przeciwnikiem grania w piłkę nożną. Nic nie mogłoby być dalsze od prawdy. Szczerze popieram tradycyjne kopanie piłki. Co więcej, byłbym szczęśliwy, gdyby gra opuściła wilgotny mrok zaułków. Choć wiem, że macie, panowie, własny rozkład spotkań, proponuję powołać ligę najważniejszych zespołów, które będą mężnie walczyć między sobą o złoty puchar…

Zabrzmiały radosne okrzyki piwnej natury.

— … czy też, powinienem powiedzieć, złotawy puchar…

Oklaski i śmiechy.

— … puchar na wzór niedawno odkrytej starożytnej urny, znanej jako Starcie, którą, jestem przekonany, wszyscy widzieliście.

Powszechne chichoty.

— A jeśli nie, na pewno widziały ją wasze żony.

Chwila ciszy, a potem tsunami śmiechu, które — jak większość potężnych fal — miało u góry sporo piany.

Ukryta wśród służących Glenda była jednocześnie zaskoczona i urażona (choć nie był to uraz skokowej natury). On coś planuje, myślała. A oni łykają to razem z piwem.

— Tego jeszcze nie widziałem — odezwał się kelner podający wino.

— Czego?

— Żeby jego lordowska mość spożywał alkohol. Zwykle nawet nie pije wina.

Glenda spojrzała na szczupłą postać w czerni i zapytała, starannie wymawiając słowa:

— Kiedy mówisz, że nie pije wina, chodzi ci o to, że nie pije wina, czy że nie pije… wina?

— Nigdy żadnego drinka. Tyle chciałem powiedzieć. To lord Vetinari przecież. Wszędzie ma uszy.

— Widzę tylko parę, ale na swój sposób jest dość przystojny.

— Tak, damom się podoba. — Kelner pociągnął nosem. — Wszyscy wiedzą, że łączy go coś z wampirzycą z Überwaldu. Słyszałaś? Tą, która wymyśliła Ligę Wstrzemięźliwości. Wampiry, które nie wysysają krwi. Hej, co się…

— Niech nikt nie myśli, że jestem samotny w swym pragnieniu, by poprowadzić tę wspaniałą grę ku lepszej przyszłości — mówił dalej Vetinari. — Dziś wieczorem, panowie, zobaczymy tu piłkę nożną, a jeśli na czas się nie uchylicie, panowie, możecie nawet ją połknąć. Zatem, by zademonstrować związek piłki nożnej z przeszłości i, mam wielką nadzieję, tej z przyszłości, przedstawiam wam pierwszą drużynę Niewidocznego Uniwersytetu. Oto !

Świece zgasły wszystkie naraz, nawet te wysoko w kandelabrach; Glenda widziała w mroku blade widma dymu. Stojący obok Nutt zaczął liczyć pod nosem. Jeden, dwa… Na trzy kandelabr na drugim końcu sali rozbłysnął nagle, oświetlając Trevora Likely’ego z jego najbardziej zaraźliwym uśmiechem.

— Dobry wieczór wszystkim — zaczął. — I panu, wasza lordowska mość. Ależ dzisiaj powalająco wyglądacie…

W całym holu wstrzymywano oddechy. Trev miał w dłoni puszkę. Upuścił ją sobie na nogę i stopą podrzucił na ramię, skąd przewędrowała mu po karku na drugie ramię i po ręce w dół.

— Na początku ludzie kopali kamienie. Co było dosyć głupie. Potem próbowali z czaszkami, ale najpierw trzeba było wyciąć je innym ludziom, co prowadziło do walk.

Obok Glendy Nutt wciąż liczył cicho.

— Teraz mamy coś, co nazywamy piłką — mówił dalej Trev, a puszka przetaczała się i wirowała wokół niego. — Ale tak naprawdę to tylko kawał drewna. Nie można jej kopać, chyba że w bardzo solidnych butach. Jest wolna. Jest ciężka. Nie jest żywa, panowie, a piłka powinna żyć.

Drzwi na końcu otworzyły się nagle i truchtem wbiegł Bengo Macarona, podbijając nową piłkę. Jej „gloing, gloing!” rozbrzmiewało echem w całym holu. Niektórzy kapitanowie drużyn poderwali się i wyciągali szyje, by lepiej widzieć.

— No i ze starą piłką nie można było zrobić tego…

Trev zanurkował na posadzkę, a Macarona baletowym wykopem posłał piłkę wzdłuż przejścia, brzęczącą jak rozgniewany szerszeń.

Niektóre sceny są raczej wspomnieniem niż doświadczeniem, gdyż zdarzają się za szybko dla natychmiastowego zrozumienia. Kolejne zajścia Glenda oglądała na wewnętrznym ekranie przerażonej pamięci. Dwóch nadrektorów i tyran patrzyli ze stężałym zaciekawieniem, jak wirująca kula mknie ku nim, ciągnąc za sobą straszliwe konsekwencje. A potem znikąd wyłonił się bibliotekarz i dłonią jak łopata zatrzymał ją w powietrzu.

— To właśnie my, panowie. I zmierzymy się z pierwszą drużyną, która stanie z nami na Hippo w sobotę o pierwszej. Będziemy trenować w całym mieście. Jeśli chcecie, możecie do nas dołączyć. I nie martwcie się, jeśli nie macie piłek. Damy wam kilka!

Płomyki świec zgasły i bardzo dobrze, gdyż trudno po ciemku wywoływać zamieszki. Kiedy znów zapłonęły w ten sam niezwykły sposób, przy wszystkich stołach rozbrzmiewały krzyki, kłótnie, śmiechy, a nawet dyskusje. Służący dyskretnie krążyli z dzbanami. Glenda zauważyła, że zawsze jakoś pojawiał się następny.

— Co oni pili? — spytała szeptem najbliższego kelnera.

— Specjalnie Warzone Winkle’a, wybór magów. Najlepsze piwo.

— A jego lordowska mość?

Wyszczerzył zęby.

— Zabawne, niektórzy już mnie o to pytali. To samo co goście. Nalewane z tego samego dzbana, tak jak dla każdego innego, więc…

Zamilkł.

Lord Vetinari wstał znowu.

— Panowie, kto z was podejmie to wyzwanie? To nie musi być Przyćmiona, nie muszą być Siostry Dolly, nie muszą być Stroszeni… Którakolwiek drużyna, panowie. Niewidoczni Akademicy staną przeciw najlepszym z was, zgodnie z piękną tradycją sportu. Ustaliłem datę meczu na sobotę. Jeśli chodzi o Akademików, możecie się przyglądać, jak trenują, a pan Stibbons wszystkim wam udzieli porad, gdybyście ich potrzebowali. To będzie uczciwy mecz, macie na to moje słowo. — Przerwał na moment. — Czy wspominałem, że kiedy ten prawie że złoty puchar zostanie wręczony, będzie napełniony piwem? Koncepcja jest całkiem popularna, jak rozumiem, więc przewiduję, że przez rozsądny czas złoty puchar okaże się cudownie pełen piwa, niezależnie od tego, ilu się z niego napije. Osobiście tego dopilnuję.

Dostał burzę oklasków. Glenda czuła się zażenowana, ale i zła. Słuchacze dawali się prowadzić jak na smyczy. A raczej na piwie.

Vetinari nie potrzebował batów ani zgniataczy kciuków, wystarczało mu Specjalnie Warzone Winkle’a, wybór magów, a już wiódł ich jak owieczki. I pił równo z nimi. Jak on to robi? Patrzcie na mnie, mówił. Jestem taki jak wy… a przecież wcale nie jest taki. Oni nie mogą kogoś zabić… rozważyła niektóre uliczne bójki po zamknięciu pubów i dodała:… bezkarnie.

— Mój przyjaciel nadrektor właśnie mnie poinformował, że… oczywiście… w żadnej sytuacji nie będą używać magii. Nikt nie chciałby oglądać drużyny żab, to chyba jasne!

Ten kulawy żart wywołał powszechny śmiech, ale w tej chwili śmialiby się nawet z papierowej torby.

— To będzie prawdziwy mecz, panowie. Żadnych sztuczek, jedynie umiejętności — mówił dalej Patrycjusz znowu ostrym tonem. — Dlatego dekretuję nowy kodeks, oparty na uświęconych i tradycyjnych zasadach, tak niedawno odnalezionych, ale też uwzględniający wiele już wam znanych, wprowadzonych stosunkowo niedawno. Urząd sędziego ma zagwarantować przestrzeganie reguł. Ponieważ muszą być jakieś reguły, przyjaciele. Muszą. Nie ma gry bez reguł. Nie ma reguł, nie ma gry.

I oto było… Przez piwne opary nikt chyba nie zauważył ostrza brzytwy, które na moment błysnęło w cukrowej wacie. Reguły, myślała Glenda. Jakie są te nowe reguły? Nigdy nie znałam żadnych reguł.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)