Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Nie potrzebuję osobistego artysty — wyjaśnił. — Wolałbym sprzętowca pierwszej klasy, ale chyba go nie znajdę.
Jukes przełknął ślinę.
— Tak, milordzie.
— Pomyślałem, że gdy przestanę być tak bardzo zajęty, mógłby pan zacząć malować portret.
— Portret — powtórzył Jukes bezbarwnym głosem. Raczej nie myślał zbyt klarownie, bo zapytał: — Czyj portret, milordzie?
— Portret pewnego odważnego dowódcy, który nie boi się wybić ponad zwykłe oficerskie szeregi — odparł Martinez. — Powinienem wyglądać romantycznie, szykownie i dość władczo. Będę trzymał Złoty Glob. Na obrazie powinny się też znaleźć „Korona” i „Prześwietny”. Resztę szczegółów pozostawiam panu.
Jukes mrugał, jakby musiał przeprogramować swój mózg i mruganie stanowiło element kodu wewnętrznego.
— Tak jest, milordzie.
Martinez doszedł do wniosku, że trzeba teraz Jukesa pochwalić, by odciągnąć jego myśli od niepowodzenia, które go spotkało.
— Dziękuję, że wymienił pan obrazy w mojej kabinie — powiedział. — Wygląd pokoju znacznie się poprawił.
— Bardzo proszę. — Jukes zaczerpnął powietrza. Czynił wyraźny wysiłek, by ponownie nawiązać kontakt z osobą, którą miał przed sobą. — Czy któryś z obrazów szczególnie się panu spodobał? Mógłbym umieścić inne w tym stylu.
— Ten z kobietą i kotem. Wydaje mi się, że nigdzie nie widziałem podobnego malarstwa.
Artysta uśmiechnął się.
— Nie jest to obraz typowy dla tego malarza. To stare dzieło, z Północnej Europy.
— A gdzie dokładnie jest Europa Północna?
— To Terra, milordzie. Obraz pochodzi sprzed podboju Shaa. Mam na myśli oryginał, bo to może być kopia. Trudno stwierdzić, ponieważ wszystkie dokumenty są w języku, którym nikt już nie mówi, i prawie nikt nie potrafi ich odczytać.
— To wygląda na dość starą rzecz.
— Wymaga oczyszczenia. — Jukes zamyślił się. — Ma pan dobre oko, milordzie. Kapitan Fletcher kupił ten obraz wiele lat temu, ale mu się nie spodobał; uznał, że totakie ni to, ni sio, więc złożył go do magazynu. — Skrzywił się z lekką dezaprobatą. — Nie wiem, dlaczego wziął go ze sobą na wojnę. Przecież tego obrazu nie da się zastąpić, gdyby nas wysadzono w powietrze. Może chciał go mieć ze sobą, bo obraz jest taki cenny?
— Cenny? Jak cenny?
— Chyba zapłacił za niego osiemdziesiąt tysięcy.
Martinez gwizdnął.
— Milordzie, prawdopodobnie mógłby go pan nabyć z majątku kapitana.
— Nie za tę cenę. Nie mogę.
Jukes wzruszył ramionami.
— I tak to by zależało od tego, czy dostałby pan pozwolenie na posiadanie dzieł sztuki religijnej.
— Sztuka religijna? To jest sztuka religijna?
— „Święta Rodzina z kotem” Rembrandta. Trudno byłoby poznać, że to religijne, gdyby nie tytuł.
Martinez był zdziwiony. Sztuka religijna, jaką pamiętał z Muzeum Przesądów, oraz inne dzieła, które widział w kabinie Fletchera, przedstawiały postacie jako wspaniałe, szlachetne, a przynajmniej niezwykle pogodne, tu natomiast matka o przeciętnej twarzy, kot i dziecko w czerwonej piżamie tworzyli scenę typową dla klasy średniej.
— Normalnie nie przedstawia się Świętej Rodziny z kotem?
— Nie. — Usta Jukesa skrzywiły się w uśmiechu. — Nie z kotem.
— A rama? A czerwona zasłona?
— To pomysł artysty.
— A czerwona piżama?
— To powtórzenie czerwieni zasłony.
— Czy to możliwe, że tytuł jest pomyłką?
Jukes pokręcił głową.
— Mało prawdopodobne, choć możliwe.
— Więc dlaczego jest to uznane za sztukę religijną?
— Święta Rodzina to dość popularny temat, choć zwykle Dziewica jest w niebieskiej sukni, a dziecko nagie. Pojawiają się też słudzy, niektórzy… — szukał odpowiedniego słowa — unoszą się w powietrzu. To jest niekonwencjonalne przedstawienie, ale z drugiej strony wtedy nie było żadnych sztywnych reguł.
Narayanguru na przykład jestzwykle przedstawiany na drzewie ayaca, chyba dlatego, że zieleń i czerwone kwiaty tak atrakcyjnie wyglądają, ale Narayanguru kapitana Fletchera jest przymocowany do rzeczywistego drzewa, i to veltrip, a nie ayaca.
W umyśle Martineza odezwała się jakaś słaba struna. Usiadł prosto, podnosząc głowę.
— …a Da Vinci w swojej „Dziewicy ze skał” umieścił…
Kapitan podniósł rękę. Jukes zamilkł i utkwił w nim wzrok.
— Drzewo ayaca — powtórzył cicho Martinez.
Jukes wolał się nie odzywać.
Martinez gorączkowo myślał. Nazwa drzewa ayaca wywołała u niego ciąg skojarzeń, i to w jednej chwili, mimo że nie wykonał żadnej operacji myślowej. Teraz musiał świadomie i ostrożnie cofnąć się, aby ustalić, gdzie to wszystko się zaczęło.
Bez słowa wstał od biurka i podszedł do sejfu. Odpiął guzik bluzy, wyjął swój kapitański klucz na tasiemce, włożył go w szczelinę sejfu i wprowadził kombinację. Uszczelki cmoknęły, gdy drzwi się rozwarły, i Martinez poczuł podmuch stęchłego powietrza. Wyjął przezroczyste plastikowe pudełko, w którym doktor Xi schował biżuterię Fletchera. Odsunął sygnet i srebrny pierścień siatkowy i wyjął złoty wisior na łańcuchu. Uniósł łańcuch do światła i zobaczył, że wisior ma kształt drzewa; szmaragdy i rubiny skrzyły się na tle złota.
— Drzewo ayaca takie jak to? — spytał.
Jukes zmrużył oczy, przyglądając się wisiorowi.
— Tak, to typowe ayaca.
— Czy powiedziałby pan, że ten wisior jest szczególnie rzadki albo piękny, czy wyróżnia się pod jakimś względem?
Jukes zamrugał, potem zmarszczył brwi.
— Dobre wykonanie i jest niezbyt drogi, ale poza tym nie ma w nim niczego nadzwyczajnego.
Martinez podrzucił wisior w dłoni i wrócił do biurka.
— Kom, przywołaj porucznik Prasad — powiedział.
Od strony drzwi padł cień. Martinez podniósł oczy i zobaczył Marsdena, sekretarza, z kompnotesem w dłoni.
— Milordzie, jeśli jest pan zajęty…
— Nie, proszę wejść.
— Lordzie kapitanie. — W głębi biurka ukazała się twarz Chandry. — Przywoływał mnie pan.
— Mam pytanie: czy kapitan Fletcher nosił wisior w kształcie drzewa?
Chandra była zaskoczona.
— Tak, nosił.
— Cały czas?
Kobieta była coraz bardziej zdziwiona.
— O ile wiem, tak, ale zdejmował go, gdy… no… szedł spać. Martinez otworzył zaciśniętą dłoń przed kamerą na biurku i wisior zawisł na łańcuchu.
— Czy to ten wisior?
Chandra zmrużyła oczy i wpatrywała się w swój displej mankietowy; jej twarz w kamerze uległa zniekształceniu.
— Wydaje mi się, że tak, milordzie.
— Dziękuję, poruczniku. Koniec transmisji.
Zdziwiona twarz Chandry zniknęła z displeju. Martinez przez dłuższą chwilę patrzył na wisior, który coraz bardziej go irytował. Nagle uświadomił sobie, że w pokoju panuje cisza, a Jukes i Marsdem cały czas wpatrują sięw niego.
— Usiądźcie na chwilę — powiedział. — To może potrwać. Sięgnął głęboko do swego umysłu.
Wywołał na biurkowy displej podręcznik bezpieczeństwa przeznaczony dla żandarmerii i służby śledczej. Znalazł tam opisy kultów i sposoby ich rozpoznawania. Martinez czytał:
Narayanizm, kult oparty na naukach Narayanguru (Balambhoatdada Seth), potępiony z powodu wiary w rzeczywistość wyższego rzędu oraz za to, że założyciel kultu rzekomo dokonywał cudów. Nauki Narayanguru wykazują pokrewieństwo z poglądami terrańskiego filozofa Schopenhauera, które potępiono za nihilizm. Tradycja związana z tym kultem utrzymuje, że Narayanguru został powieszony na drzewie ayaca, ale zapisy historyczne twierdzą, że był torturowany i zgładzony w bardziej konwencjonalny sposób w roku Praxis 5581, na planecie Terra. Z racji tej fałszywej tradycji wyznawcy kultu w pewne dni noszą kwitnące gałązki ayaca, sadzą to drzewo przy swoich domach lub wykorzystują motyw kwiatu ayaca na biżuterii, wyrobach ceramicznych itp. Stosują również rozmaite gesty dłońmi czy inne sygnały.