Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 158
Перейти на страницу:

— Nie potrzebuję osobistego artysty — wyjaśnił. — Wolałbym sprzętowca pierwszej klasy, ale chyba go nie znajdę.

Jukes przełknął ślinę.

— Tak, milordzie.

— Pomyślałem, że gdy przestanę być tak bardzo zajęty, mógłby pan zacząć malować portret.

— Portret — powtórzył Jukes bezbarwnym głosem. Raczej nie myślał zbyt klarownie, bo zapytał: — Czyj portret, milordzie?

— Portret pewnego odważnego dowódcy, który nie boi się wybić ponad zwykłe oficerskie szeregi — odparł Martinez. — Powinienem wyglądać romantycznie, szykownie i dość władczo. Będę trzymał Złoty Glob. Na obrazie powinny się też znaleźć „Korona” i „Prześwietny”. Resztę szczegółów pozostawiam panu.

Jukes mrugał, jakby musiał przeprogramować swój mózg i mruganie stanowiło element kodu wewnętrznego.

— Tak jest, milordzie.

Martinez doszedł do wniosku, że trzeba teraz Jukesa pochwalić, by odciągnąć jego myśli od niepowodzenia, które go spotkało.

— Dziękuję, że wymienił pan obrazy w mojej kabinie — powiedział. — Wygląd pokoju znacznie się poprawił.

— Bardzo proszę. — Jukes zaczerpnął powietrza. Czynił wyraźny wysiłek, by ponownie nawiązać kontakt z osobą, którą miał przed sobą. — Czy któryś z obrazów szczególnie się panu spodobał? Mógłbym umieścić inne w tym stylu.

— Ten z kobietą i kotem. Wydaje mi się, że nigdzie nie widziałem podobnego malarstwa.

Artysta uśmiechnął się.

— Nie jest to obraz typowy dla tego malarza. To stare dzieło, z Północnej Europy.

— A gdzie dokładnie jest Europa Północna?

— To Terra, milordzie. Obraz pochodzi sprzed podboju Shaa. Mam na myśli oryginał, bo to może być kopia. Trudno stwierdzić, ponieważ wszystkie dokumenty są w języku, którym nikt już nie mówi, i prawie nikt nie potrafi ich odczytać.

— To wygląda na dość starą rzecz.

— Wymaga oczyszczenia. — Jukes zamyślił się. — Ma pan dobre oko, milordzie. Kapitan Fletcher kupił ten obraz wiele lat temu, ale mu się nie spodobał; uznał, że totakie ni to, ni sio, więc złożył go do magazynu. — Skrzywił się z lekką dezaprobatą. — Nie wiem, dlaczego wziął go ze sobą na wojnę. Przecież tego obrazu nie da się zastąpić, gdyby nas wysadzono w powietrze. Może chciał go mieć ze sobą, bo obraz jest taki cenny?

— Cenny? Jak cenny?

— Chyba zapłacił za niego osiemdziesiąt tysięcy.

Martinez gwizdnął.

— Milordzie, prawdopodobnie mógłby go pan nabyć z majątku kapitana.

— Nie za tę cenę. Nie mogę.

Jukes wzruszył ramionami.

— I tak to by zależało od tego, czy dostałby pan pozwolenie na posiadanie dzieł sztuki religijnej.

— Sztuka religijna? To jest sztuka religijna?

— „Święta Rodzina z kotem” Rembrandta. Trudno byłoby poznać, że to religijne, gdyby nie tytuł.

Martinez był zdziwiony. Sztuka religijna, jaką pamiętał z Muzeum Przesądów, oraz inne dzieła, które widział w kabinie Fletchera, przedstawiały postacie jako wspaniałe, szlachetne, a przynajmniej niezwykle pogodne, tu natomiast matka o przeciętnej twarzy, kot i dziecko w czerwonej piżamie tworzyli scenę typową dla klasy średniej.

— Normalnie nie przedstawia się Świętej Rodziny z kotem?

— Nie. — Usta Jukesa skrzywiły się w uśmiechu. — Nie z kotem.

— A rama? A czerwona zasłona?

— To pomysł artysty.

— A czerwona piżama?

— To powtórzenie czerwieni zasłony.

— Czy to możliwe, że tytuł jest pomyłką?

Jukes pokręcił głową.

— Mało prawdopodobne, choć możliwe.

— Więc dlaczego jest to uznane za sztukę religijną?

— Święta Rodzina to dość popularny temat, choć zwykle Dziewica jest w niebieskiej sukni, a dziecko nagie. Pojawiają się też słudzy, niektórzy… — szukał odpowiedniego słowa — unoszą się w powietrzu. To jest niekonwencjonalne przedstawienie, ale z drugiej strony wtedy nie było żadnych sztywnych reguł.

Narayanguru na przykład jestzwykle przedstawiany na drzewie ayaca, chyba dlatego, że zieleń i czerwone kwiaty tak atrakcyjnie wyglądają, ale Narayanguru kapitana Fletchera jest przymocowany do rzeczywistego drzewa, i to veltrip, a nie ayaca.

W umyśle Martineza odezwała się jakaś słaba struna. Usiadł prosto, podnosząc głowę.

— …a Da Vinci w swojej „Dziewicy ze skał” umieścił…

Kapitan podniósł rękę. Jukes zamilkł i utkwił w nim wzrok.

— Drzewo ayaca — powtórzył cicho Martinez.

Jukes wolał się nie odzywać.

Martinez gorączkowo myślał. Nazwa drzewa ayaca wywołała u niego ciąg skojarzeń, i to w jednej chwili, mimo że nie wykonał żadnej operacji myślowej. Teraz musiał świadomie i ostrożnie cofnąć się, aby ustalić, gdzie to wszystko się zaczęło.

Bez słowa wstał od biurka i podszedł do sejfu. Odpiął guzik bluzy, wyjął swój kapitański klucz na tasiemce, włożył go w szczelinę sejfu i wprowadził kombinację. Uszczelki cmoknęły, gdy drzwi się rozwarły, i Martinez poczuł podmuch stęchłego powietrza. Wyjął przezroczyste plastikowe pudełko, w którym doktor Xi schował biżuterię Fletchera. Odsunął sygnet i srebrny pierścień siatkowy i wyjął złoty wisior na łańcuchu. Uniósł łańcuch do światła i zobaczył, że wisior ma kształt drzewa; szmaragdy i rubiny skrzyły się na tle złota.

— Drzewo ayaca takie jak to? — spytał.

Jukes zmrużył oczy, przyglądając się wisiorowi.

— Tak, to typowe ayaca.

— Czy powiedziałby pan, że ten wisior jest szczególnie rzadki albo piękny, czy wyróżnia się pod jakimś względem?

Jukes zamrugał, potem zmarszczył brwi.

— Dobre wykonanie i jest niezbyt drogi, ale poza tym nie ma w nim niczego nadzwyczajnego.

Martinez podrzucił wisior w dłoni i wrócił do biurka.

— Kom, przywołaj porucznik Prasad — powiedział.

Od strony drzwi padł cień. Martinez podniósł oczy i zobaczył Marsdena, sekretarza, z kompnotesem w dłoni.

— Milordzie, jeśli jest pan zajęty…

— Nie, proszę wejść.

— Lordzie kapitanie. — W głębi biurka ukazała się twarz Chandry. — Przywoływał mnie pan.

— Mam pytanie: czy kapitan Fletcher nosił wisior w kształcie drzewa?

Chandra była zaskoczona.

— Tak, nosił.

— Cały czas?

Kobieta była coraz bardziej zdziwiona.

— O ile wiem, tak, ale zdejmował go, gdy… no… szedł spać. Martinez otworzył zaciśniętą dłoń przed kamerą na biurku i wisior zawisł na łańcuchu.

— Czy to ten wisior?

Chandra zmrużyła oczy i wpatrywała się w swój displej mankietowy; jej twarz w kamerze uległa zniekształceniu.

— Wydaje mi się, że tak, milordzie.

— Dziękuję, poruczniku. Koniec transmisji.

Zdziwiona twarz Chandry zniknęła z displeju. Martinez przez dłuższą chwilę patrzył na wisior, który coraz bardziej go irytował. Nagle uświadomił sobie, że w pokoju panuje cisza, a Jukes i Marsdem cały czas wpatrują sięw niego.

— Usiądźcie na chwilę — powiedział. — To może potrwać. Sięgnął głęboko do swego umysłu.

Wywołał na biurkowy displej podręcznik bezpieczeństwa przeznaczony dla żandarmerii i służby śledczej. Znalazł tam opisy kultów i sposoby ich rozpoznawania. Martinez czytał:

Narayanizm, kult oparty na naukach Narayanguru (Balambhoatdada Seth), potępiony z powodu wiary w rzeczywistość wyższego rzędu oraz za to, że założyciel kultu rzekomo dokonywał cudów. Nauki Narayanguru wykazują pokrewieństwo z poglądami terrańskiego filozofa Schopenhauera, które potępiono za nihilizm. Tradycja związana z tym kultem utrzymuje, że Narayanguru został powieszony na drzewie ayaca, ale zapisy historyczne twierdzą, że był torturowany i zgładzony w bardziej konwencjonalny sposób w roku Praxis 5581, na planecie Terra. Z racji tej fałszywej tradycji wyznawcy kultu w pewne dni noszą kwitnące gałązki ayaca, sadzą to drzewo przy swoich domach lub wykorzystują motyw kwiatu ayaca na biżuterii, wyrobach ceramicznych itp. Stosują również rozmaite gesty dłońmi czy inne sygnały.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)