Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 158
Перейти на страницу:

— Tak, milordzie — odpowiedzieli.

Kazakov i Mersenne mieli zdecydowane miny, Husayn i Mokgatle — niepewne. Corbigny wydawała się mocno zaniepokojona.

— A więc idziemy.

W wyniku rewizji chorążych i ich kwater nie znaleziono drzewa ayaca ani na biżuterii, ani na żadnym z ludzi. Teraz cała grupa, wzmocniona przez chorążych, przeszła do kwater podoficerów.

Podoficerowie stali w korytarzu na baczność i starali się zachować obojętne miny. Podczas gdy oficerowie zaczęli przeglądać szafki, lady Juliette Corbigny trzymała się z tyłu. Białymi równymi zębami nerwowo przygryzała dolną wargę. Martinez bezszelestnie przysunął się do niej.

— Jakiś problem, poruczniku?

Drgnęła, jakby wyrwana z głębokiej zadumy, i zwróciła ku niemu szeroko rozwarte brązowe oczy.

— Lordzie kapitanie, czy mogłabym z panem pomówić na osobności?

— Oczywiście. — Corbigny wyszła za nim na korytarz. — O co chodzi?

Znów nerwowo przygryzała dolną wargę, ale w końcu niepewnie spytała:

— Czy to jest zła religia?

Martinez zastanowił się przez chwilę.

— Nie jestem ekspertem w sprawach kultów, ale uważam, że to sekciarze są odpowiedzialni za śmierć Fletchera.

Corbigny znów przygryzła wargę. Martinez niecierpliwił się, ale instynkt kazał mu milczeć i czekać.

— A więc — odezwała się wreszcie — widziałam na kimś taki wisior.

— Tak? To ktoś z pani dywizjonu?

— Nie. To oficer. Lord Phillips.

Phillips? To niemożliwe. To pierwsza myśl, jaka mu przyszła do głowy. Nie wyobrażał sobie drobnego Palermo Phillipsa, który wali głową Fletchera o biurko.

Potem pojawiła się druga myśclass="underline" może miał pomocnika.

— Jest pani pewna?

Corbigny nerwowo szarpnęła głową.

— Tak, milordzie. Dobrze się przyjrzałam. To było tego dnia, gdy pan go przywołał, żeby przeprowadzić inspekcję jego oddziału. Wybiegł spod prysznica i pośpiesznie wkładał bluzę, i łańcuch zaczepił mu się o guzik. Pomogłam mu go wyplątać.

— Jasne. Dziękuję — rzekł Martinez. — Może pani dołączyć do innych.

Wezwał kadeta Ankleya, który był upoważniony do sprawowania wachty, oraz Espinozę, poprzednio swego służącego, którego przeniósł do żandarmerii, i we trójkę pomaszerowali prosto do sterowni.

— Lord kapitan jest w sterowni — rzekł lord Phillips, gdy weszli do pomieszczenia, i wstał z fotela, by umożliwić Martinezowi zajęcie miejsca, gdyby wyraził taką ochotę.

Kapitan podszedł do Phillipsa, który nawet stojąc na baczność, sięgał mu do brody.

— Milordzie — powiedział — byłbym zobowiązany, gdyby rozpiął pan bluzę.

— Milordzie? — Phillips patrzył w górę ze zdziwieniem.

Nagle Martinez pomyślał, że nie chce tutaj być. Że to wszystko to pomyłka. Ale był tutaj, do swego stanowiska kapitana dodał rolę detektywa i teraz mógł tylko iść wytyczoną przez siebie ścieżką, bez względu na to, dokąd go zaprowadzi.

— Proszę rozpiąć bluzę, poruczniku.

Phillips odwrócił wzrok i powoli zaczął rozpinać srebrne guziki. Martinez widział szybkie pulsowanie krwi na szyi Phillipsa, gdy w rozpięciu kołnierzyka pojawiły się złote ogniwa łańcucha.

Nagle w Martinezie zagotowała się wściekłość. Chwycił łańcuch i brutalnie go pociągnął, aż pojawił się wisior: drzewo ayaca z migoczącymi czerwonymi i zielonymi kamieniami.

Spojrzał w dół na Phillipsa, który stał na palcach, a łańcuch wpijał się w jego szyję. Wreszcie puścił łańcuch.

— Proszę za mną, poruczniku. Jest pan zwolniony — rzekł i zwrócił się do wszystkich w sterowni: — Teraz Ankley obejmuje dyżur oficerski na wachcie!

— Jestem zwolniony, milordzie! — powtórzył Phillips. — Ankley obejmuje dyżur oficerski na wachcie!

Gdy Ankley podszedł bliżej, Martinez powiedział mu do ucha:

— Niech pan nikogo stąd nie wypuszcza. Wszyscy mają czekać w sterowni, aż przyjdzie grupa i przeprowadzi rewizję.

Ankley oblizał nerwowo usta.

— Tak jest, milordzie.

Złe przeczucia osadzały się zimnem w kościach Martineza, gdy maszerował do statkowego aresztu. Phillips szedł za nim w milczeniu, zapinając po drodze bluzę. Pochód zamykał Espinoza, trzymający dłoń na paralizatorze.

Martinez wszedł do pokoju przyjęć aresztu. Uderzył go znajomy zapach. Wszystkie więzienia pachniały podobnie: kwaśnym zapachem ciała i środkami dezynfekującymi, nudą i rozpaczą.

— Proszę zdjąć bluzę, pas, buty i oddać klucz porucznika — polecił. — Proszę wyjąć wszystko z kieszeni na stół. — Był oficerem żandarmerii na „Koronie” i znał procedury.

Phillips wyłożył przedmioty z kieszeni na blat z nierdzewnej stali, a potem ściągnął z nadgarstka gumkę z kluczem i wręczył go Martinezowi.

Poczucie, że to, co teraz robi, jest okropną pomyłką, wisiało nad głową Martineza jak ciężka szara chmura. Nie mógł sobie wyobrazić drobnego Phillipsa kradnącego batonik, a co dopiero popełniającego morderstwo.

Jednak to ja wysunąłem hipotezę, że śmiertelne wypadki są związane z sektą i że symbole religijne wskażą zabójców — myślał. Ja zacząłem, a teraz los to dokończy.

— Proszę całą biżuterię — powiedział.

Z pewnym wysiłkiem Phillips zdjął pierścień akademii, potem odpiął koszulę i obiema rękami ujął łańcuch. Spojrzał na Martineza.

— Mogę spytać, o co tu chodzi?

— Zginęli dwaj ludzie, którzy nosili takie wisiory.

— Dwaj? — Phillips wpatrywał się w niego z rozwartymi ustami.

Odezwał się komunikator mankietowy Martineza i na kameleonowym rękawie pojawiła się twarz Marsdena.

— Lady dowódca eskadry pyta, gdzie pan jest.

— Jestem w areszcie i za chwilę złożę jej raport. Czy coś się wydarzyło?

— Nic. Już tu kończymy.

— Proszę powiedzieć lady Michi, że zaraz tam idę. Martinez skończył rozmowę i spojrzał na Phillipsa — jego twarz ciągle wyrażała oszołomienie.

— Nie rozumiem — powiedział Phillips.

— Pańska biżuteria, poruczniku.

Oficer powoli zdjął z szyi łańcuch i wręczył go Martinezowi. Kapitan wręczył mu parę miękkich aresztanckich kapci i zaprowadził go do wąskiej celi. Metalowe ściany pokryte były wieloma warstwami zielonej farby, z sufitu świeciła pojedyncza lampa osłonięta drucianym koszem. Niemal całe pomieszczenie zajmowały fotel akceleracyjny spełniający rolę łóżka, sedes i mała umywalka.

Martinez zamknął ciężkie drzwi z judaszem i kazał Espinozie stać na warcie. Włożył wisior z drzewem ayaca do przezroczystego plastikowego pudełka i wrócił do kwater podoficerów. Kabiny już sprawdzono i teraz przeprowadzano rewizję osobistą. Kobiety były przeszukiwane przez kobiety w mesie, a mężczyzn rewidowano w korytarzu.

Niczego nie znaleziono. Martinez podszedł do Michi i wręczył jej pudełko z wisiorem. Spojrzała na niego pytająco.

— Lord Phillips — wyjaśnił.

Michi najpierw okazała zdziwienie, ale zaraz potem jej wzrok stwardniał.

— Szkoda, że Fletcher go nie zabił — powiedziała.

Wyraz jej twarzy nie zmieniał się i Martinez wiedział, że kobieta intensywnie myśli, zwłaszcza, że przeszukania wśród szeregowców i ludzi pełniących służbę w sterowni i maszynowni nie dały rezultatu — nie znaleziono żadnych symboli kultu, żadnych narzędzi zbrodni, żadnych podejrzanych.

— Przywołać doktora Xi do aresztu — powiedziała wreszcie do displeju mankietowego i spojrzała na Martineza. — Czas przesłuchać Phillipsa.

— Nie sądzę, żeby to on zabił Fletchera.

— Ja też nie, ale on wie, kto to zrobił. Zna innych członków sekty. — Wargi Michi uniosły się, odsłaniając zęby, jakby warczała. — Zamierzam poprosić doktora Xi, żeby zaaplikował mu serum prawdy. Chcę wydostać z niego wszystkie nazwiska.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)