Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
U hety čas u kvatery № 82, pad kvateraj Łatunskaha, chatniaja rabotnica dramaturha Kvanta piła harbatu na kuchni i nie razumieła, čaho zvierchu čujecca hetaki hrukat, biehatnia i zvon. Pahladzieła ŭhoru i ŭbačyła, što stol uvačavidki z biełaj pieratvarajecca ŭ niejkuju miarcviacka-siniuju. Plama rasła chutka, i raptam na joj nakipieli kropli. Chviliny dzvie siadzieła rabotnica i dzivu davałasia, pakul sa stoli nie paliŭ sapraŭdny doždž i nie zacupaŭ pa paddozie. Tady jana padchapiłasia, padstaviła pad strumieni misku, ale heta ničuć nie dapamahło, bo doždž pabolšaŭ i pačaŭ zalivać i hazavuju plitu, i stol z posudam. Tady rabotnica ŭskryknuła, vybiehła na lesvicu, i adrazu ŭ kvatery ŭ Łatunskaha pačulisia zvanki.
— Nu, zazvanili… Para vybiracca, — skazała Marharyta.
Jana asiadłała švabru, prysłuchałasia da žanočaha hołasu, jaki kryčaŭ u zamočnuju adtulinu.
— Adčynicie, adčynicie! Dusia, adčyni! Heta ŭ vas vada ciače? Nas zaliło.
Marharyta padniałasia na mietr uhoru i ŭdaryła pa lustry, lampački łopnuli, i va ŭsie baki palacieli padvieski. Kryki pad dzviaryma spynilisia, na lesvicy pačuŭsia tupat. Marharyta vypłyła ŭ akno, apynułasia zvonku, zlohku ŭzmachnuła i ŭdaryła małatkom pa škle. Jano ŭschlipnuła, i pa azdoblenaj marmuram scianie kaskadam pasypalisia ŭniz askołki. Marharyta pajechała da nastupnaha akna. Daloka ŭnizie zabiehali pa chodnikach ludzi, adna z dzviuch mašyn, jakija stajali ŭnizie, zahudzieła i adjechała dalej.
Marharyta skončyła bić vokny Łatunskaha, papłyła da susiedniaje kvatery. Udary pačulisia časciej, zavułak napoŭniŭsia zvonam i hrukatam. Z pieršaha padjezda vybieh šviejcar, pahladzieŭ uhoru, nie adrazu vyrašyŭ, što jamu rabić, upchnuŭ u rot svistok i ašaleła zasvistaŭ. Z asablivym zadavalnienniem pad hety svist Marharyta razmałaciła apošniaje škło na vośmym paviersie, spusciłasia na siomy pavierch i pačała hramić škło i tam.
Zmučany doŭhim marnym siadzienniem za šklanymi dzviaryma padjezda, šviejcar układvaŭ u svist usiu svaju dušu, pry hetym biehaŭ za Marharytaj, byccam akampaniravaŭ joj. U paŭzach, kali jana pieralatała ad akna da akna, jon nabiraŭsia duchu, i pry kožnym udary nadzimaŭ ščoki i zalivaŭsia, svidravaŭ načnoje pavietra da samaha nieba.
Jaho namahanni ŭ suładdzi z namahanniami razjatranaj Marharyty dali dobry vynik. U domie pačałasia panika. Cełyja jašče vokny rasčynialisia, u ich zjaŭlalisia hałovy ludziej i adrazu ž chavalisia, adčynienyja vokny, naadvarot, začynialisia. U supraćlehłych damach na asvietlenym fonie ŭznikali ciomnyja postaci ludziej, jakija staralisia zrazumieć, čaho heta biez daj pryčyny łopajecca škło ŭ novym budynku Dramlita.
Z zavułka ludzi biehli da doma Dramlita, i ŭ im samim pa lesvicach ludzi tupacieli i biehali nieviadoma čaho. Chatniaja rabotnica Kvanta kryčała, što ich zaliło, da jaje chutka dałučyłasia i chatniaja rabotnica Chustava z kvatery № 80, jakaja była pad kvateraj Kvanta. U Chustavych chłynuła sa stoli na kuchni i ŭ prybiralni. Narešcie ŭ Kvantaŭ na kuchni advaliŭsia vialiki kavałak tynkoŭki, pabiŭ uvieś niepamyty posud, pasla čaho chłynuŭ užo sapraŭdny livień: z kletak abvisłaje mokraje dranki pluchnuła, jak z viadra. Tady na lesvicy na pieršym paviersie pačulisia kryki. Marharyta, kali pralatała paŭz apošniaje akno čacviortaha paviercha, zazirnuła ŭ jaho i ŭbačyła tam čałavieka, jaki z pierapałochu ŭspior na tvar procivahaz. Marharyta ŭdaryła małatkom pa jaho škle, spałochała čałavieka, i jon znik z pakoja.
Niespadziavana dziki pahrom spyniŭsia. Marharyta slizhanuła na treci pavierch, zazirnuła ŭ akno, zaviešanaje lohieńka ciomnaju firankaju. U pakojčyku hareła słabieńkaja lampačka pad abažuram. U maleńkim łožačku z sietačkami z bakoŭ siadzieŭ chłopčyk hadkoŭ čatyroch i spałochana prysłuchoŭvaŭsia. Darosłych nie było ŭ pakoi. Mabyć, usie vybiehli z kvatery.
— Vokny bjuć, — skazaŭ chłopčyk i paklikaŭ: — Mama! Nichto nie adhuknuŭsia, i tady jon skazaŭ: — Mama, ja bajusia.
Marharyta adchiliła firanku i ŭlacieła ŭ akno.
— Ja bajusia, — paŭtaryŭ chłopčyk i zadryžaŭ.
— Nie bojsia, nie bojsia, maleńki, — skazała Marharyta, prycišyŭšy svoj asipły ad vietru złačynny hołas, — heta dzieci vokny bili.
— Z rahatak? — spytaŭsia chłopčyk.
— Z rahatak, z rahatak, — pacvierdziła Marharyta, — a ty spi!
— Heta Sitnik, — skazaŭ chłopčyk, — u jaho josć rahatka.
— Nu, viadoma, jon!
Chłopčyk chitra zirnuŭ niekudy ŭbok i spytaŭsia:
— A ty dzie, ciocia?
— A mianie niama, — adkazała Marharyta, — ja tabie sasniłasia.
— Ja hetak i dumaŭ, — skazaŭ chłopčyk.
— Ty kładzisia, — zahadała Marharyta, — pakładzi ruku pad ščočku, a ja tabie budu snicca.
— Nu, snisia, snisia, — zhadziŭsia chłopčyk i adrazu loh, pakłaŭ ruku pad ščočku.
— Ja tabie kazku raskažu, — zahavaryła Marharyta i pakłała haračuju ruku na astryžanuju hałoŭku. — Žyła na sviecie adna ciocia. Dziaciej u jaje nie było, i ščascia taksama nie było. I voś jana spačatku doŭha płakała, a potym zrabiłasia złosnaju… — Marharyta zamoŭkła, pryniała ruku — chłopčyk spaŭ.
Marharyta cichieńka pakłała małatok na padakonnik i vylecieła z akna. Vakol doma była nierazbiarycha. Pa asfaltavych chodnikach, usłanych bitym škłom, biehali i niešta kryčali ludzi. Miž imi ŭžo byli milicyjaniery. Raptoŭna ŭdaryŭ zvon, i z Arbata ŭ zavułak ujechała čyrvonaja pažarnaja mašyna z lesvicaj…
Ale heta ŭžo było nie cikava Marharycie. Jana pryceliłasia, kab nie začapicca za jaki-niebudź drot, macniej asiadłała švabru i imhnienna apynułasia vyšej za niaščasny dom. Zavułak pad joj pachiliŭsia i pravaliŭsia ŭniz. Zamiest jaho pad nahami ŭ Marharyty ŭznikła skopišča dachaŭ, pierarezanaje zichotkimi sciažynkami. Usio heta niečakana pajechała ŭbok, a łancužki ahnioŭ razmazalisia i zlilisia.
Marharyta zrabiła jašče adzin ryvok, i tady ŭsio zboišča dachaŭ pravaliłasia skroź ziamlu, a zamiest jaho zjaviłasia ŭnizie cełaje voziera mihatlivych elektryčnych ahieńčykaŭ, i hetaje voziera raptam paŭstała viertykalna, a potym zjaviłasia nad hałavoj u Marharyty, a pad nahami blisnuła poŭnia. Marharyta zrazumieła, što pierakuliłasia, viarnułasia ŭ narmalnaje stanovišča, azirnułasia, ale i voziera ŭžo nie było, jano zastałosia tam, zzadu, zastałosia tolki ružovaje zaryva nad niebakrajem. I jano znikła praz siekundu, i Marharyta ŭbačyła, što jana sam-nasam z poŭniaj, jakaja lacieła vyšej za jaje i zleva. Vałasy ŭ Marharyty daŭno pieratvarylisia ŭ stoh, a miesiačnaje sviatło sa svistam abmyvała jaje cieła. Pa tym, jak unizie dva rady redzieńkich ahieńčykaŭ zlilisia ŭ dzvie sucelnyja linii, pa tym, jak chutka jany znikli zzadu, Marharyta zdahadałasia, z jakoju varjackaju chutkasciu jana lacić, dziviłasia, što nie zadychajecca ad hetaha lotu.
Praz niekalki siekund daloka ŭnizie, u ziamnoj čarnacie, uspychnuła novaje voziera elektryčnaha sviatła i padkaciłasia pad nohi na latu, ale jano adrazu ž zakružyłasia vichram i pravaliłasia ŭ ziamlu. Jašče niekalki siekund — hetakaje ž samaje vidovišča.
— Harady! Harady! — zakryčała Marharyta.
Pasla hetaha jana razy dva ci try bačyła pad saboju ćmiana adsviečanyja niejkija šabli, jakija lažali ŭ rasčynienych čornych pochvach, i jana zdahadałasia, što heta reki.
Latucha zadzirała hałavu ŭhoru i ŭleva, lubavałasia tym, što poŭnia imčycca za joju, jak zvarjaciełaja, nazad u Maskvu i adnačasova niejkim dziŭnym čynam staić na adnym miescy, hetak, što vyrazna bačny na joj niejki zahadkavy, ciomny — ci to drakon, ci kaniok-harbunok, vostraju mordačkaju zaviernuty da pakinutaha horada.
Tut Marharyta padumała, što na samaj spravie jana daremna hetak honić švabru, pazbaŭlaje siabie asałody razhledzieć što-niebudź jak sled, naciešycca palotam. Joj niešta padkazvała, što tam, kudy jana lacić, jaje pačakajuć i što niama patreby sumavać joj ad hetakaje šalonaje chutkasci i vyšyni.