Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 167
Перейти на страницу:

Pomimo entuzjastycznego przyjęcia go przez dowódcę dwunastego korpusu, któremu powierzono zadanie obrony Richmond i południowej Wirginii, inni inżynierowie nie byli aż tak zadowoleni z wizyty Keene’a. Każdy z nich miał własną koncepcję obrony, co było główną przyczyną kłopotów z szybkim stworzeniem jednolitego planu.

Pułkownik Bob Braggly, dowódca brygady saperskiej korpusu, wolał zamienić Wzgórza Libby i Mosby w ogromną bazę ogniową i oddać Posleenom centrum Richmond. Miejski inżynier natomiast, licząc na wojskowe wsparcie dla Programu Fortec, odmówił oddania wrogowi nawet centymetra kwadratowego terenów miejskich, skłaniając się raczej ku koncepcji budowy murów obronnych wokół całego miasta.

Wezwano różne zespoły inżynieryjne, które miały przerwać ten impas. Zamiast tego każdy z nich zaproponował własną wizję albo skrytykował inne, stając tym samym po jednej ze stron konfliktu.

Dowódca korpusu uważał, że dostępnymi siłami nie da się obronić długich murów wokół miasta. Ale jeden z jego podkomendnych, dowódca dwudziestej dziewiątej dywizji piechoty, zignorował to i przekazał pierwszej armii stanowisko sztabu popierające wzniesienie murów. Tylko John Keene, niezależna osoba polecona przez dowództwo krajowe, mógł rozwiązać ten konflikt.

Keene jeszcze raz spojrzał na mapę, po czym przeszedł pod budynkiem Martin Agency i znalazł się na wysepce w pobliżu Schockoe Slip. Mueller nigdy nie korzystał z tego przejścia. Zorientował się, gdzie są, dopiero wtedy, kiedy zobaczył piwiarnię Richbrau. To był długi dzień i Mueller właśnie zastanawiał się, jak delikatnie zwrócić inżynierowi uwagę, że może czas już kończyć, kiedy Kenne wreszcie się odezwał.

— Myślę o Diess.

— Ja też — stwierdził Mueller. — Ale dzisiaj gorąco jak na październik.

W rzeczywistości było dosyć chłodno, ale sierżant chciał dać do zrozumienia, że dobrze by im zrobił zimny Ole Nick. Jednak Keene sprawiał wrażenie, jakby stracił kontakt z rzeczywistością.

— Mam pana zagadywać — zapytał Mueller — czy zamknąć się i słuchać?

Keene w milczeniu spojrzał na fontannę pośrodku wysepki.

— Kapitanie Morgan, naprawdę mi przykro z powodu tego, co panu zrobimy — mruknął do siebie. Potem odwrócił się do Muellera i wskazał kciukiem na drugą stronę ulicy. — Czas na piwko, sierżancie.

Kiedy usiedli w półmroku piwiarni, Keene nagle się ożywił. Wypił łyk piwa i stuknął palcem w mapę.

— Niech mi pan powie, jak się zabija Posleenów?

— Nie wiem. — Mueller czekał, aż Keene powie coś więcej, gdyż zdawał sobie sprawę, że inżynier po prostu go sprawdza.

— Najlepiej zatrzymać ich tam, gdzie przewagę daje rzeźba terenu, sztuczna lub naturalna. Nadąża pan? — odezwał się Keene.

— Tak.

— Na Diess Ziemianie zamienili bulwary w doliny zniszczenia.

W Tennessee wykorzystaliśmy do tego mury i tunele. Najpierw trzeba wodzić ich za nos, a potem zapędzić do zagrody i ostrzelać z karabinów, dział maszynowych i artylerii.

— Tutaj się nie uda — sprzeciwił się Mueller. — Wieżowce są zbyt niskie, a odległości za małe. Poza tym najpierw wściekłby się miejski inżynier, potem jego kumpel gubernator i jeszcze dowódca dwudziestej dziewiątej dywizji piechoty, a na końcu sam prezydent.

— A poświęciliby Schockoe Bortom? — zapytał spokojnie Keene.

Mueller zastanowił się nad tym przez chwilę.

— Możliwe — odpowiedział w końcu. — Możliwe.

Teren był na wpół opustoszały; znajdowało się tu tylko kilka zakładów i barów zaopatrujących miejscowych żołnierzy w alkohol.

— Na wszystkich planetach, które Posleeni najechali w ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat, wszystkie dobra i środki produkcji mieściły się w megawieżowcach — powiedział Keene. — Fabryki Galaksjan także znajdują się w wieżowcach, więc Posleeni na pewno będą chcieli je zdobyć, zwłaszcza że są stosunkowo małe. Z którejkolwiek więc strony Richmond wylądują, ruszą na centrum miasta.

Richmond powinno do tego czasu zostać ewakuowane. Miejski inżynier może psioczyć, ile chce, ale DowArKon przeznaczył centrum miasta na strefę obrony. A więc zwabimy Posleenów do Schockoe Bortom. Inżynier będzie musiał, po pierwsze, sprawić, żeby Posleeni dotarli właśnie do Schockoe Bortom, a po drugie, żeby nie mogli się już stamtąd wydostać.

— Posleeni wchodzą… — zaczął z uśmiechem Mueller.

— …ale nie wychodzą. Rozumiemy się? Chciałbym jeszcze po drodze przyjrzeć się tym wzgórzom.

— To Wzgórze Libby — następny punkt w planie zwiedzania miasta.

— Ale przedtem chciałbym obejrzeć dokładnie Bortom. Można by tu stworzyć parę pozycji bezpośredniego ostrzału. Myślałem o strzelaniu zza rzeki.

— A czemu nie skorzystamy z wałów przeciwpowodziowych? — zapytał Mueller. — Mogą się wprawdzie przerwać, ale przecież można by je wzmocnić.

— Jakich wałów przeciwpowodziowych? — zapytał zdziwiony inżynier.

* * *

John Keene zmierzył wzrokiem wysoki na dziewięć metrów i na kilometr długi wał przeciwpowodziowy i roześmiał się jak dziecko.

— O rany — wskazał na widoczne na ścianie oznaczenie Korpusu Saperów: zamek z dwoma wieżami — Posleeni znienawidzą jeszcze ten znak.

Przez następne dwie godziny krążyli z Muellerem między umocnieniami, Schockoe Bortom i przyległymi terenami. W końcu znaleźli się w parku Mosby na wzgórzu o tej samej nazwie, gdzie grupka przedszkolaków bawiła się pod czujnym okiem wychowawców.

— Moglibyśmy obsadzić zbocze tymi pokracznymi, strzelającymi rurami…

— Ma pan na myśli moździerze? — zapytał ze śmiechem Mueller.

— Właśnie, moździerze. Wie pan, że mają większą zdolność rażenia niż o wiele większe działa? — ciągnął z ożywieniem Keene.

— Tak, wiem.

— To dlatego, że nie potrzebują tak ciężkiej osłony.

— Wiem, proszę pana.

— Dobra. A więc zablokujemy z tej strony wyjście, burząc opuszczone fabryki i sypiąc gruz na zbocze.

— Jasne. — Mueller naszkicował plan za pomocą przekaźnika.

— Z drugiej strony wybudujemy mur łączący umocnienia przeciwpowodziowe i Ethyl Corporation Hill. Mur będzie się ciągnął dalej wokół miasta, głównie wzdłuż Canal i Dwunastej do Trzynastej, a potem ulicami aż do 95.

— Świetnie — stwierdził Mueller.

— Dlaczego świetnie?

— Bo ominie Richbrau.

— Właśnie — zaśmiał się Keene. — Nie pomyślałem o tym.

— Inaczej musielibyśmy zmienić przebieg muru.

— Zgadza się — zaśmiał się znowu Keene i zamyślił na chwilę.

— A dlaczego jesteśmy w Crownie Plaża, a nie w Barkley Hotel?

To przecież tuż przy Richbrau.

— Ze względu na twardzieli.

— Co?

— Cyberpunki. Byli tam pierwsi. Jedna z zasad Sił Specjalnych głosi: nigdy nie mieszaj cyberpunków z komandosami, nie uda się…

— A co, u licha, robią cyberpunki w Richmond?

— …i nigdy nie pytaj cyberpunków, co tutaj robią.

— Aha. — Keene pokręcił głową i znowu zajął się pracą. — A więc plan obrony miasta przedstawia się następująco. Bronimy obszaru od 95 do końca Franklin. Blokada wszystkich wejść do miasta. Bezpośredni ostrzał ze wszystkich budynków. Dalej wzdłuż Trzynastej, potem do Dwunastej przy Cary i aż do Byrd. Stara elektrownia zostaje na zewnątrz muru. Budynek Rezerw Federalnych i Riverfront Plaża — wewnątrz. Umocnienia obronne aż do Belvedere Street, potem w dół do rzeki i jedynego kawałka muru, który trzeba będzie zbudować. Z którejkolwiek strony przyjdą Posleeni, zastaną wszystkie drogi do Schockoe Bortom otwarte, a wszystkie pozostałe zamknięte. Trzeba ustawić żołnierzy na tyłach muru i napchać nimi wieżowce, a potem kazać im ostrzelać otoczony murem obszar. Artylerię i moździerze umieścimy na wzgórzach. Jeśli Posleeni będą tylko po stronie północnej, możemy ustawić artylerię na południe od rzeki James i strzelać do nich przez cały dzień. Boże — John urwał na chwilę, a oczy zapłonęły mu niemal żywym ogniem — to będzie cudowne.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)