Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 167
Перейти на страницу:

Większość uczniów sądziła, że czeka, aż Morgen do niego wróci. Wcześniej czy później musiała odkryć, że Wally jest szybki nie tylko na boisku. Oprócz sławy dobrego głównego napastnika, Ted cieszył się opinią ogólnie fajnego gościa. Jak przekonało się już zbyt wiele dziewczyn, nie można było tego samego powiedzieć o Wallym.

Wendy gruntownie wszystko przemyślała, zanim zdecydowała się wejść w tłum wokół Teda. Po kilku niezbyt przyjemnych randkach z obrońcami była zniechęcona do graczy futbolowych, ale może Ted będzie inny. Powtórzyła w myślach tekst zagajenia i zbliżyła się, kołysząc biodrami.

* * *

Mały Tom zerknął na Wendy, kiedy podeszła do grupki dziewczyn i odwrócił wzrok, bo oczy zapiekły go od słońca, odbijającego się od jej długich blond włosów. Możnaby pomyśleć, że w końcu zrozumie. Znowu zdjął okulary i przetarł oczy.

— Co ci jest, Tom, do cholery? — zapytał go ojciec.

— Nic, tato.

— Pyłki?

— Nie, tylko słońce. Powinienem był zabrać okulary przeciwsłoneczne.

— No ja myślę. Tyle kosztowały, że zatrzymałyby chyba śrut z posleeńskiej strzelby.

— Tak — powiedział Mały Tom z ledwie słyszalnym westchnieniem politowania dla ojcowskiej ignorancji — tylko gorzej z resztą twarzy.

Ojciec zaśmiał się i znowu zaczął wykrzykiwać wskazówki dla jego siostry. Chociaż miała dopiero dziewięć lat, była już gwiazdą sportu i mogła przyczynić się do tego, że ojciec przestanie się wstydzić, że ma syna — zapaleńca komputerowego. Duży Tom odruchowo pomacał glocka za paskiem spodni, kiedy cienka warstwa chmur przesłoniła słońce.

— Mogą nadlecieć w każdej chwili — mruknął.

— Tak, w każdej chwili — zgodził się Mały Tom. Znowu westchnął i przewrócił oczami. — Tato, mogę już iść do domu?

— Nie. Musimy zostać i wesprzeć Sally.

— Tato, Sally ma pewności siebie za nas troje. Wie, że ją wspieramy. Mam pracę domową i muszę jeszcze potrenować grę, żebym mógł dostać się na turniej w przyszłym tygodniu. Kiedy mam to zrobić?

— Po meczu — odpowiedział ojciec i zmarszczył czoło.

— Po meczu zabierasz Sally i jej przyjaciół na lody — odpowiedział Mały Tom z nieubłaganą logiką, która zawsze przysparzała mu kłopotów. — Będziesz oczekiwał, że ja też wezmę w tym udział.

Potem porozwozisz przyjaciół Sally do domu. Wrócimy do domu około dziewiątej wieczorem, a przecież obowiązuje mnie wyłączenie światła o dziesiątej. Powtarzam…

— Tommy! — warknął Duży Tom.

— Mam się zamknąć.

— Mniej więcej. Albo grzecznie okażesz teraz wsparcie siostrze, albo możesz pożegnać się z tym cholernym turniejem.

Mały Tom wziął głęboki wdech.

— Tak jest, sir!

— A tak w ogóle, kiedy jest ten turniej? — zapytał ojciec.

— W następną sobotę, od trzeciej po południu.

— Masz wtedy uczestniczyć w ćwiczeniach Młodzieżowej Milicji!

— Komendant Jordan mnie zwolnił — powiedział Mały Tom i znowu przewrócił oczami. — Wyrosłem już z milicji, tato. Poza tym turniej zaliczają jako ćwiczenie taktyczne do wstępnego przeszkolenia wojskowego.

— A kto to powiedział? — zapytał Duży Tom i parsknął z pogardą dla tak niedorzecznego pomysłu. Tak jakby siedzenie przed komputerem i granie w jakieś gry można było uznać za prawdziwy trening bojowy.

— Flota — wyjaśnił Tommy. — Zaliczają wygraną w „Dolinie Śmierci” do wstępnego przeszkolenia.

— No, ale ja nie. Musisz wiedzieć, na czym polega prawdziwa walka, a nie jakieś wirtualne bajeczki. Pójdziesz na ćwiczenia Młodzieżowej Milicji.

— Tato!

— Powiedziałem.

— Dobra, nie to kurwa nie — wściekł się Tommy. — W takim razie po co mam dalej oglądać te pierdoły, Wielki Wszechwiedzący Mistrzu Sztuk Wojennych?

— Licz się ze słowami, smarkaczu!

— Tato, jesteś pieprzonym dinozaurem! — wybuchnął wreszcie nastolatek. — Za cholerę nie będę w Siłach Lądowych! Pójdę do Sił Uderzeniowych Floty albo nigdzie! A Młodzieżowej Milicji nie zalicza się jako wstępne przeszkolenie Floty! Wiem, że nie pasuję do obrazu twojego wymarzonego syna, ale nie pozwolę, żebyś spieprzył moje szansę na przydział do Floty!

— Lepiej się uspokój i zwracaj się grzeczniej do ojca, bo dostaniesz szlaban na resztę roku szkolnego!

Mały Tom spojrzał ojcu prosto w oczy i już wiedział, że stary nie ustąpi. Pozostali rodzice słyszeli całą rozmowę; to była kwestia dumy, a tej ojciec miał aż za dużo. Tommy zazgrzytał zębami, próbując się opanować.

— Ktoś mnie podwiezie do domu — warknął do ojca. — Będę ćwiczył strzelanie do celu przez kilka godzin. I nie zamierzam chybiać.

— Wynoś się — rzucił ochryple ojciec i odwrócił się od syna.

Tommy wyszedł z tłumu i zaczął rozglądać się za kimś, kto mógłby go podwieźć do domu. Wtedy zauważył, jak trener przeciwnej drużyny wbiega na boisko i kieruje się prosto do sędziego.

* * *

Wendy spokojnie czekała, aż Ted rozgrzeje się w swojej opowieści. Aż do czasu zerwania z Morgen był najcichszym ze wszystkich graczy. Jego skromność malała jednak wraz ze wzrostem zainteresowania ze strony dziewcząt, a ponieważ nie miał wiele do powiedzenia na jakikolwiek temat oprócz futbolu, rozmowy zawsze dotyczyły ostatnich meczów.

— I wtedy podałem do Wally’ego, a on pobiegł…

— Trzydzieści metrów i zdobył przyłożenie — przerwała mu Wendy.

— Tak — powiedział osłupiały.

— Przeciwnik miał przewagę ponad siedmiu punktów, więc zdecydowałeś się na podwójny punkt zamiast próby przyłożenia prosto z pola.

— No tak.

— Więc podałeś do Johny’ego Granta. — Wendy odgarnęła z czoła blond włosy — Ale zastanawiałam się wtedy nad jedną sprawą…

— Tak?

— Wydawało mi się, że Jerry Washington nie był kryty, a ty musiałeś rzucić przez obrońców, żeby podać do Johny’ego. Dlaczego nie podałeś do Jerry’ego?

— Wiesz — powiedział, rozgoryczony — Wally, ten wielki sukinsyn, stał mi na drodze i nie widziałem, co jest za nim. Każdy mnie potem o to pytał, zwłaszcza Jeny. Był naprawdę wkurzony.

— Musisz coś z tym zrobić. To wyjaśnia, dlaczego cię przechwycili w następnym rozegraniu. — Wendy znowu odgarnęła włosy.

Uważała je za swój największy atut i uznała, że ten subtelny gest może jej pomóc.

— A co — roześmiał się — piszesz artykuł do gazetki?

— Nie. Sądzisz, że potrzebujemy lepszego działu sportowego?

— Więc — zaczął — moim zdaniem…

— Co ten pajac robi? — zapytała nagle jedna z dziewczyn, na widok trenera przeciwnej drużyny, wbiegającego na boisko.

* * *

— Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam, sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam, jeszcze raz, jeszcze raz, nieeech żyyyje nam!

— Hau, hau!

Chór męskich, kobiecych i psich głosów rozbrzmiewał w całym Budynku Bezpieczeństwa Publicznego we Fredericksburgu.

Tłum uśmiechniętych osób w kombinezonach i wypchanych kamizelkami kuloodpornymi mundurach zebrał się wokół stołu konferencyjnego, żeby uczcić trzydziestolecie służby komendant straży pożarnej.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)