Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
Mężczyzna siedział przed telewizorem, popijając czystą wódkę, ze wzrokiem wlepionym w twarz Mallory Malone. Mocno ściskał kryształową szklankę, kiedy opowiadała o krótkim życiu Summer Young i Rachel Klienfeld. Rozmawiała z bliźniaczką Rachel.
A potem znów pokazała jego portret. I znów mówiła o nim. I powiedziała wszystkim, co on zrobił.
Potem Mary Jane Latimer, najładniejsze dziecko z nich wszystkich: pluszcze się w morzu podczas wakacji, zdmuchuje świeczki. Rodzice nie byli w stanie przybyć do studia, by opowiedzieć o swej córce, ale przyszli dziadkowie, łagodni, spokojni ludzie, którzy mówili z godnością, jakim skarbem była dla nich wnuczka, jaką radością.
– Ale przecież wszyscy mówimy tak o swoich dzieciach – zauważyła babcia Mary Jane ze smutkiem.
– Nie! – wrzasnął mężczyzna. – Wcale nie mówimy, ty stara krowo! – Chlusnął jej wódką w twarz.
Ale w tym momencie na ekranie ukazała się jego twarz. Wódka spływała po jego włosach, po jego oczach. Zacisnął palce na szklance, nie zauważył nawet, kiedy ją zmiażdżył.
Jeszcze raz podano opis mordercy, policyjne numery telefonów.
– Jeżeli znacie tego człowieka, lub jeżeli posiadacie jakiekolwiek informacje na jego temat, proszę, zadzwońcie pod ten numer, lub na najbliższy posterunek policji.
Podziękowała rodzinom za ich pomoc, za to, że mimo cierpienia przyszli tu, by pomóc innym, wyraziła w ich imieniu głębokie pragnienie, by mordercę ujęto, zanim uderzy ponownie.
– Rodzice pragną, by ich córki pozostały w pamięci jako kobiety, nie jako ofiary. Ponieważ jako ofiary pozostają związane z mordercą. To on uczynił je ofiarami, a przecież były młodymi, uroczymi kobietami u progu życia. Nie zapomnijmy o tym, kiedy nadejdzie czas sądzenia tego okrutnego człowieka.
Pamiętajmy, one nie są ofiarami, są naszymi dziećmi.
Mal spojrzała w kamerę, w twarze swoich widzów. W jej oczach była cała dusza, kiedy głęboko poruszona, powiedziała cicho: – Rodzice, strzeżcie swoje dzieci.
Dziewczęta, bądźcie ostrożne. Nie będziecie bezpieczne, dopóki ten człowiek nie znajdzie się za kratkami.
Kamera zjechała z jej twarzy na splecione ręce Gemmy i Garetha Youngów. Potem one zniknęły również i ukazały się napisy.
– Kłamliwa dziwka! – ryknął, zrywając się na nogi. – Ty śmieciu! Ty suko! To ja decyduję, kto będzie żył, a kto umrze!
Stał, drżąc z gniewu, z pocentkowaną, purpurową twarzą. Postąpił krok w stronę telewizora i szkło chrupnęło mu pod nogami. Spojrzał w dół. Zobaczył krew na dywanie. Cofnął się przerażony. Gapił się na zakrwawioną rękę, na pozostałości szklanki. Nie zdawał sobie nawet sprawy, że ją zgniótł. Odskoczył w tył z okrzykiem grozy. Na dywanie była krew, jego krew…
Pobiegł do kuchni, odkręcił kran i wsadził zakrwawioną rękę pod strumień zimnej wody. Zbadał rankę, trzęsąc się jak osika. Z szuflady wyjął pensetę i usunął z ranki okruch szkła. Skaleczenie nie było głębokie, nie wymagało nawet założenia szwów. Owinął palce gazą opatrunkową. Nie zastosował wody utlenionej. Wiedział, że wódka podziała jako środek odkażający.
Wrócił do salonu z butelką odplamiacza. Ukląkł na podłodze i zaczął trzeć plamę, ale im bardziej tarł, tym stawała się wyraźniejsza. Pokonany podniósł się na nogi. Jeżeli nie uda mu się jej usunąć, będzie musiał wymienić dywan.
Stał, chwiejąc się lekko, patrząc w telewizor. Nadawano wiadomości i znów spojrzał w swoje oczy. Znowu o nim mówili. Mówili o tym, co zrobił. Znowu.
Patrzył w milczeniu. Oczywiście, portret pamięciowy w ogóle go nic przypominał.
Zgadzał się tylko wzrost, waga, kolor włosów.
A jednak uczynił z Suzie Walker gwiazdę. Wszystkie jego dziewczęta otrzymały swoje pięć minut sławy. Media stracą zainteresowanie, jeżeli nie nastąpi aresztowanie i nie będzie kolejnych ofiar. Zawsze tak było.
Sprawa miała się inaczej z Mallory Malone. Nigdy nie porzuciła tropu, nie zrezygnowała. Wiedział, że będzie musiał coś z nią zrobić.
Wyłączył telewizor, pogasił światła i ciężkim krokiem wszedł na schody. Musiał to przemyśleć. Musiał zasięgnąć porady.
Na górze wyjął zza koszuli klucz na srebrnym łańcuszku, otworzył drzwi pokoju i wszedł do środka.
36.
Atmosfera w studio była napięta, wszyscy mieli łzy w oczach, nawet członkowie ekipy, starzy wyjadacze, którzy niejedno już widzieli, wszyscy, z wyjątkiem Mal i rodziny zamordowanych.
Mal pomyślała, że nigdy nie zapomni złączonych dłoni rodziców Summer Young. Te splecione palce, jakby chcieli się upewnić, że mają jeszcze siebie, mają po co żyć, choć to życie nigdy już nie będzie takie jak przedtem, były symbolem męstwa. Rozpacz wyzierała z ich oczu, ale w głosie brzmiała determinacja schwytania gwałciciela i mordercy, który nazywał sam siebie człowiekiem.
Mal miała nadzieję, że ludzie oglądający program będą o tym pamiętali.
Choć drżała wewnętrznie z napięcia i wyczerpania, nie poddała się zmęczeniu i całą uwagę poświęciła rodzinom. Rozmawiała z nimi, pogratulowała im ponownie odwagi, podziękowała za pomoc.
– Tobie powinniśmy podziękować, Mallory – powiedziała pani Walker i jej mizerna twarz rozjaśniła się chochlikowatym uśmiechem Suzie Walker. – Bez pani, my rodzice nie moglibyśmy się wypowiedzieć. Teraz wszyscy ci ludzie będą wiedzieli, jak to jest, kiedy córkę spotyka taki los. Może dzięki temu, kiedy złapią mordercę i postawią go przed sądem, nasze dziewczęta nie zostaną zagubione w prawniczych bataliach. Pozostaną ludźmi, zniszczonymi przez zabójcę dla jego potwornej przyjemności.
– Nie zostaną zapomniane – powiedziała Mal z powagą. – To mogę pani obiecać.
Przywołała Harry’ego, żeby porozmawiał z Youngami. Nie wspomniał już o mordercy.
Uznał, że byłoby to ponad ludzką wytrzymałość. Widać było, że rodzice Summer chcą już tylko się pożegnać i dostać do hotelu.
– Myśleliśmy o założeniu klubu, czy stowarzyszenia – powiedział Harry’emu ojciec Summer Young. – Wie pan, dla ludzi, którzy stracili córki w taki sposób.
Moglibyśmy się spotykać, rozmawiać o tym. Byłaby to swego rodzaju terapia grupowa.
Kiedy odjechali, Mal osunęła się na twardą kanapkę na planie. Pogaszono światła i znalazła się w półcieniu. Pochyliła się i wsadziła głowę między kolana, bliska omdlenia. Zmęczenie spowiło ją, niby gruby koc, członki wydawały się jak z ołowiu. Nie mogłaby wstać, nawet gdyby chciała.
Harry zobaczył ją samotnie siedzącą w półmroku. Usiadł obok, położył dłoń na jej miękkich włosach. Przesunął palcami po szyi, delikatnie ujął kark.
– Udało ci się, Mal – powiedział cicho. – Nikt nie zrobiłby tego lepiej.
Telefony się urywają. Na policji też. Byłaś wspaniała.
Potrząsnęła wolno głową.
– Rodzice byli wspaniali, nie ja. Mieści ci się to w głowie, Harry? Byli tacy silni, mieli tyle odwagi – łzy zabrzmiały w jej głosie, przełknęła głośno ślinę.
– Modlę się, żebyście go schwytali.
– Schwytamy.
Wsparła się o niego, zupełnie rozbita. Przebyła ten dzień na kofeinie, coca-coli i snickersach, i teraz za to płaciła. Szumiało jej w głowie, nastrój wahał się między depresją a histerią.
– Chcę ci coś zaproponować – powiedział Harry. – Miałaś ciężki dzień i nic nie jadłaś. Zarezerwowałem stolik w malutkiej restauracji w Village. Jedzenie jest niewyszukane, ale dobre, nikt nas tam nie będzie niepokoił.
Podniosła na niego wzrok: w jego szarych oczach ujrzała czułość, współczucie, troskę. I coś jeszcze. Coś o wiele głębszego.
– Co ja bym bez ciebie zrobiła? – szepnęła.