Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
– Szczegóły wszystkich morderstw, ale nie tylko. Wszystko, co wiesz, o samych kobietach. Kim były i jakie były. O ich rodzinach. Na nich chcę się skoncentrować. Chcę uświadomić widzom, wygodnie siedzącym w domach przy kolacji, że to mogły być ich własne córki. Ich własne tragedie.
Zaczęła spacerować po kuchni, pochłonięta już wizją programu. Harry był jej za to wdzięczny.
Duszkiem dopił kawę, sięgnął po kurtkę.
– Przepraszam, Mal, ale muszę lecieć.
Wróciła do rzeczywistości, spojrzała na niego, westchnęła.
– W porządku.
– Wcale nie w porządku, ale muszę to zrobić – narzucił kurtkę, ujął Mal za rękę i przyciągnął do siebie łagodnie. Z uśmiechem dotknął jej policzka. – Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteś cudowna?
Skinęła głową.
– Owszem.
– Nawet, kiedy jesteś zła – dodał, śmiejąc się. Potem pocałował ją w usta i szybko wyszedł.
Usłyszała łagodny dźwięk gongu, kiedy przyjechała winda, drzwi otworzyły się i zamknęły. Odszedł. Przyłożyła palec do ust, ciągle czując na nich jego wargi. On wróci, wiedziała o tym.
Bostoński morderca robił się sławny. Po czwartym morderstwie środki masowego przekazu poświęcały mu dużo uwagi. Przemówienie szefa policji i burmistrza nadano na wszystkich stacjach, razem z relacją z pogrzebu Suzie Walker.
Popołudniówki podchwyciły temat, publikując rysunki, przedstawiające sceny zbrodni.
Od czasu dusiciela z Bostonu, kobiety nie żyły w takim strachu. W mieście uniwersyteckim, gdzie młode kobiety stanowią duży procent ludności, znów zapanował łęk, mówiono w wiadomościach.
Do czwartku Mal zebrała wszystkie informacje i była gotowa do nagrania. Jej asystenci pracowali w nadgodzinach, bostoński departament policji służył wszelką pomocą, burmistrz zadzwonił z podziękowaniem.
– Niech mi pan nie dziękuje – powiedziała. – Proszę poczekać na emisję programu. A zresztą wszystkie podziękowania należą się detektywowi Harry’emu Jordanowi. Gdyby nie jego upór, nigdy nie zgodziłabym się zająć tą sprawą.
Nie chciała myśleć o sobie i własnych obawach. Przygotowując się do nagrania, była skupiona, skoncentrowana na jednym tylko celu.
Siedziała cichutko, zagubiona we własnych myślach, kiedy Helen robiła jej twarz.
Potem, jak zwykle, po raz ostatni przejrzała notatki.
Kiedy weszła do studia nagraniowego, wszystko było już gotowe. Zobaczyła Harry’ego w cieniu za kamerami, ale nie myślała o nim. Cała jej energia, cała siła osobowości była skierowana na to, co powie ludziom przed telewizorami.
Zajęła miejsce na wąskiej kanapce, która nie była przeznaczona do wypoczynku, położyła notatki na niskim stoliku obok wazonu z kremowymi różami. Dziś, wyjątkowo, ubrana była na czarno: prosta sukienka, pończochy, czarne zamszowe pantofle. Z wyjątkiem perełek w uszach nie miała żadnej biżuterii. Wyglądała jak kobieta w żałobie.
– Gotowa, Mal? – zapytał reżyser. Skinęła głową i dał znak kamerzyście.
Przeprowadzili już próbę, ale wtedy Mal wyłączyła emocje. Teraz była ich pełna, wyzierały z jej oczu, z całego ciała, każdego gestu, słychać je było w głosie, kiedy powiedziała:
„Poproszę was dzisiaj, żebyście płakali ze mną i z czterema rodzinami, które utraciły swoje dzieci. Wiem, że jest wśród was wielu, którzy doświadczyli tej samej straty. Zdajecie więc sobie sprawę, co to znaczy. I są tacy, których córki śpią teraz bezpiecznie w swoich łóżkach. A może odrabiają lekcje albo marudzą, dopytując, dlaczego muszą już iść spad.
Wy, ojcowie, pamiętacie zapewne tę chwilę, gdy były niemowlętami, kiedy po raz pierwszy trzymaliście je w ramionach. Pamiętacie, co wtedy czuliście. Czy nie przysięgaliście sobie zawsze je kochać, dbać o nie? Chronić przed wszelkim złem?
Obiecywał to sobie również ojciec małej Suzie Walker. I Summer Young, i Rachel Klienfeld, i Mary Jane Latimer.
Przyjrzyjmy się tym rodzinom. Zaczniemy od Suzie.
Puszczono taśmę wideo z pierwszych urodzin Suzie Walker. Jej trzyletnia siostrzyczka Terry zdmuchnęła za nią świeczki. Mała Suzie spojrzała na nią wielkimi oczami, wygięła usteczka w podkówkę i wybuchnęła płaczem. „Widocznie sama chciała zdmuchnąć świeczki” – rozległ się w tle głos pani Walker.
Potem były migawki Suzie stawiającej pierwsze kroczki, idącej do zoo za rękę z ojcem. Suzie bez przedniego zęba, Suzie jako chuda, rudowłosa nastolatka, śliczna i zuchwała, w zwiewnej, niebieskiej sukience, pod rękę ze swoim partnerem na studniówce. Uśpiona Suzie na kanapie, z otwartym podręcznikiem medycznym.
– Chcę podziękować państwu Walker za to, że podzielili się z nami wspomnieniami o swojej uroczej córce – powiedziała Mal miękko. – A także za to, że wyrazili zgodę na udostępnienie państwu tych zdjęć.
Operator puścił fotomontaż przedstawiający dom Suzie w dniu morderstwa, ulicę otoczoną żółtą taśmą, policjantów w drzwiach, radiowozy na podjeździe, nosze z ciałem w czarnym worku, szybko wiezione do ambulansu. I w końcu, pogrzeb, zrozpaczeni rodzice, brat i siostra. Trumna spuszczana do grobu.
– Prosta amerykańska rodzina, sympatyczna i zwyczajna, jak wasza, jak większość rodzin w waszym mieście. Ale państwo Walker nie mają już córki.
Powodem, dla którego nie mają już młodszej córki i nie będą śledzili jej kariery jako pielęgniarki – a była dobrą pielęgniarką, oddaną, troskliwą; powodem, dla którego nie zobaczą nigdy jej ślubu, nie zobaczą jej dzieci – swoich wnuków; powodem, dla którego radość zniknęła z ich życia – jest ten mężczyzna. Panie i panowie, rodzice, przyjrzyjcie mu się dobrze.
Na ekranie ukazał się portret pamięciowy i przez parę sekund panowała cisza.
Przerwał ją głos Mal.
– Rysopis tego człowieka, tego mordercy, sporządzono na podstawie zeznań trzech świadków. Ich opisy były zgodne. Biały mężczyzna, wiek około pięćdziesięciu lat, niski, krępy, wzrost – sto sześćdziesiąt osiem, sto siedemdziesiąt centymetrów.
Bujne, ciemne włosy, w rzeczywistości siwe. Jeździ ciemną półciężarówką, samochodem combi lub jeepem cherokee.
Głos Mal drżał lekko, kiedy opisywała mordercę. Spojrzała prosto w kamerę, myśląc tylko o ofiarach i mężczyźnie, który musiał zostać schwytany.
– Zwracam się do was z prośbą. Rodzina Walkerów zwraca się do was z prośbą!
Jeżeli znacie tego mężczyznę, jeżeli wydaje się wam, że go widzieliście, skontaktujcie się z bostońskim wydziałem policji pod tym numerem. Połączenie jest bezpłatne, linie czynne od tej chwili.
– A teraz chciałabym wam przedstawić Gemmę i Garetha Youngów, rodziców Summer Young.
Kamera odjechała w bok, ukazując Gemmę i Garetha Youngów, siedzących obok na kanapce, trzymających się za ręce. Byli śmiertelnie bladzi, ale spokojni, kiedy Mal dziękowała im za wzięcie udziału w programie. Powiedziała, że zdaje sobie sprawę, jakie to musi być dla nich trudne, powiedziała, jak bardzo podziwia ich odwagę. Potem poprosiła, by opowiedzieli o córce.
Stojąc w cieniu za kamerami, Harry zastanawiał się, jak udało jej się namówić Youngów na udział w programie. Obserwując ją, zrozumiał, że musiała osobiście poprosić ich o pomoc, obiecać, że zrobi wszystko, by przyspieszyć ujęcie człowieka, który zamordował ich córkę.
Podziwiał ją za sposób, w jaki kierowała rozmową.
– Nasze jedyne dziecko, urodzone w lecie naszego życia – powiedzieli z uśmiechem. – Miało umilić naszą starość.
Mal wyciągnęła rękę, nakryła dłonią ich splecione palce. Jej oczy lśniły od niewypłakanych łez, kiedy wyrażała im swoje podziękowanie.
Na ekranie znów ukazała się twarz mordercy, a Mal opowiadała, cichym, wstrząśniętym głosem, co morderca zrobił Summer Young. Powtórzyła ostatnie słowa Summer wypowiedziane do detektywa Harry’ego Jordana.