Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
Wtedy uznała, że jej pragnie, że chce z nią być. Pomyślała nawet, bardzo, bardzo nieśmiało, że ją kocha.
– To na nic, Mal – powiedział, odchylając się na oparcie krzesła.
– Nie to, żebym był tu pod fałszywym pozorem, ale przyszedłem nie tylko dlatego, że pragnę być z tobą.
Serce zaciążyło jej jak kamień. Czy przez cały czas udawał, że mu na niej zależy i teraz zdecydował się powiedzieć prawdę? Nagle zrozumiała, co jest tą prawdą.
Wstała, zebrała talerze ze stołu, unikając jego oczu. Czuła na plecach jego wzrok, kiedy przechodziła z oświetlonej świecami kuchni do salonu. Opadła na fotel, podkuliła nogi pod siebie.
Usiadł naprzeciwko niej, dokładnie w miejscu, gdzie zajadał śmieszną kanapkę Mattise’a. To nie było tak dawno temu, pomyślała, szukając uspokojenia. Znali się dopiero od paru tygodni. Najwyraźniej nie tak dobrze, jak się jej wydawało.
Inaczej nie dałaby się przecież tak oszukać.
– Mal – odezwał się, jakby czytając w jej myślach. – To nie tak. Wpatrzyła się w jakieś miejsce ponad jego głową.
– Doprawdy? – zapytała chłodno.
– Między nami nic się nie zmieniło, Mal, nie zmieniły się uczucia, jakie do siebie żywimy.
Wzruszyła ramionami.
– Może masz rację. Cofnęliśmy się po prostu do punktu wyjścia.
– Jestem tutaj, ponieważ chciałem cię zobaczyć – powtórzył z uporem.
– Ale nie tylko. Chodzi o moją pracę.
Wiedziała! Wstała i zaczęła chodzić po pokoju.
– Kochałeś się ze mną, żeby mnie wykorzystać! – zawołała z gniewem.
– Prawda, że tylko o to chodziło, detektywie Harry? W porządku, nie jestem pierwszą kobietą, której się to przytrafiło. I przypuszczam, że ja również ponoszę winę. W końcu, żeby się kochać, trzeba dwóch osób.
– Mal, przysięgam, że to nie tak.
– Chcesz powiedzieć, że to ci sprawiło przyjemność? Cóż, przyznaję, że mnie także. Zapomnijmy o wszystkim, Harry. Ty pójdziesz swoją drogą, ja swoją – odwróciła się i utkwiła w nim płonący wzrok. – Nie potrzebuje ciebie.
Wstał, chwycił ją za ramiona.
– Cholera, ale ja potrzebuję ciebie! Co się z tobą dzieje?! Wydajesz wyrok, nawet nie wysłuchawszy, co mam do powiedzenia. Dlaczego zawsze zakładasz najgorsze?
Szarpnęła się i Harry puścił ją.
– Ostatnie pytanie jest zbędne, skoro znam odpowiedź – powiedział, ponieważ milczała. – Jesteś tak zakompleksiona, że nie możesz dorosnąć.
– Co masz na myśli? – rzuciła mu złe spojrzenie.
– Powiedz mi, Mal, jakie to ma znaczenie, że zbliżył nas do siebie portret pamięciowy? Dzięki niemu cię poznałem i jestem za to wdzięczny.
– Doprawdy? – odrzuciła w tył głowę i wybuchnęła złym śmiechem.
– Teraz wiem, dlaczego.
Harry zgrzytnął zębami. Wziął głęboki oddech.
– Dobra, więc między nami wszystko skończone – powiedział chłodno.
– Ale skoro już tu jestem, powiem ci dlaczego, cię potrzebuję.
Zerknęła na niego podejrzliwie.
– Na litość Boską, Mal! – zawołał ze zniecierpliwieniem. – Usiądź! Wyglądasz jak źle ostrzyżony hart afgański, który chce kogoś dziabnąć.
– Och! – opadła na kanapę, z wściekłością bijąc w poduszkę obiema rękami.
– Bądź cicho i słuchaj! – warknął. – Mam jeszcze inne życie, poza tym zmysłowym, jakie prowadzę z tobą.
– Prowadzisz ze mną?! Ha! Parę przyjęć, weekend… Nazywać to życiem?
Uśmiechnął się niespodziewanie.
– Musisz przyznać, że było zmysłowe.
Chwyciła poduszkę w różyczki i przycisnęła ją do twarzy.
– Jesteś draniem, Harry Jordan – wymruczała w poduszkę. – Lepiej idź sobie.
– Och nie! Nie pozbędziesz się mnie równie łatwo, jak pozbyłaś się wszystkich nieprzyjemnych spraw w życiu. Wysłuchasz, co mam do powiedzenia, panno Malone. A kiedy skończę, dobrze się zastanowisz nad odpowiedzią. Zapytasz samą siebie, czy potrafisz znieść konsekwencje. Od razu ci mówię, że ja nie.
Odsunęła poduszkę od twarzy.
– Co takiego strasznie ważnego masz mi do powiedzenia?
– Oglądałaś dzisiaj wiadomości? Popatrzyła na niego, nie rozumiejąc.
– Widzę, że nie. Więc zacznę od początku. Okay, Malone, w niedzielę wieczorem poszedłem do pracy.
– Tak, wiem – powiedziała znużona. – Cmentarna zmiana.
– Dokładnie! Okazała się cmentarna. Dla kogoś, kogo znałem.
– Chcesz powiedzieć, że ktoś umarł?
– Młoda kobieta została zamordowana. Była pielęgniarką w Massachusetts General.
Nie znałem jej dobrze, właściwie tylko z widzenia, czasem zamieniliśmy parę słów. Była bardzo ładna. Miała wspaniałe rade włosy. Rossetti wiele razy próbował się z nią umówić, ale zawsze odmawiała.
W niedzielę zostaliśmy wezwani do jej mieszkania. Zadźgano ją nożem, poderżnięto gardło, zmasakrowano twarz. Kiedy ją znaleźliśmy, klęczała, z twarzą w kałuży własnej krwi. Jej kot jeszcze przy niej siedział.
Mal wcisnęła twarz w poduszkę. Cała scena stała jej w oczach.
– Nie! – zawołała, przerażona. – Proszę, nie! Nie chcę tego słuchać.
– Była martwa od trzydziestu sześciu godzin – ciągnął Harry bezlitośnie. – Umarła w czasie, gdy tańczyliśmy na przyjęciu urodzinowym mojej matki.
– Nie! – Mal zasłoniła sobie uszy.
Harry podszedł i odsunął jej dłonie od głowy.
– Zabił ją ten sam facet, Mal – powiedział. – Ten z portretu. Opadła na poduszki. Wbiła w niego przerażony wzrok i Harry’ego zalała fala czułości. Zapragnął pochwycić ją w ramiona i zapomnieć o wszystkim. Ale tym razem nie mógł.
Zabił cztery młode kobiety, Mal. Zniszczył cztery rodziny. Te kobiety były czyimiś córkami, przyjaciółkami, może kochankami. Były bezcenne dla tych, którzy je kochali. Nie znaczyły nic, prócz źródła chwilowej, perwersyjnej przyjemności dla mężczyzny, który je zabił.
Zwiesiła głowę, w milczeniu gapiąc się na swoje nogi. Widział jej rzęsy, tak słodko podkręcone na koniuszkach. Zdawał sobie sprawę, że to śmieszne poddawać się wzruszeniu z tak drobnej przyczyny. Mal myślała o Summer Young i ślicznej Suzie.
– Czego ode mnie oczekujesz? – zapytała szeptem.
– Chcę, żebyś mi powiedziała, co wiesz o mężczyźnie na portrecie. Poderwała głowę.
– Już ci powiedziałam. Nie znam go. Przysięgam, że to prawda.
– Więc dlaczego robi na tobie takie wrażenie? Odwróciła głowę.
– Nie mogę ci powiedzieć.
Harry jęknął, wznosząc oczy do nieba, jakby brał je na świadka swojej męki.
Jednym susem znalazł się przy niej, chwycił ją za ramiona, postawił na nogi.
– Dlaczego nie możesz mi powiedzieć, do ciężkiej cholery?! Patrzyła na niego, oniemiała z przerażenia. Harry puścił ją, odsunął się.
– Już dobrze, Mal, już dobrze. Przepraszam. Nie powinienem cię o to pytać. Masz prawo do prywatności. Zapomnij o tym.
Odwrócił się i podszedł do krzesła, na które rzucił kurtkę, kiedy tu wszedł, tysiąc lat temu.
– Przepraszam – powiedział szczerze – za to, że wyładowałem na tobie swoje frustracje, swoje własne braki. Zawiodłem te kobiety. Powinienem złapać mordercę zanim dopadł Summer Young. Zanim zabił Suzie.
– Czy to miałeś na myśli, mówiąc, że mnie potrzebujesz? – Głos jej się załamał, przełknęła głośno ślinę.
– Nie myślałem o twoim wpływowym programie – powiedział, patrząc jej w oczy. – Potrzebowałem cię, jak mężczyzna potrzebuje czasem kobiety. Jako podpory, przyjaciela, kochanki. To jest ten dragi powód, dlaczego tu dzisiaj przyszedłem, Mal.
Czuła w gardle kłąb waty. Długa, jedwabna spódnica zaszeleściła, kiedy do niego podeszła. Powiedziała: