Teraz albo nigdy
- Автор: Адлер Элизабет
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
Bluzgał jeszcze przekleństwami, kiedy pokazywano migawki z pogrzebu. Potem wystąpił szef policji i burmistrz. Mężczyzna słuchał z rozdziawionymi ustami.
Powiedzieli, że policja ma powody przypuszczać, iż mężczyzna, który zabił pielęgniarkę Walker jest również zabójcą trzech młodych studentek.
„Zwracam się do wszystkich kobiet w tym mieście z apelem o zachowanie ostrożności” – powiedział burmistrz. – „Według wszelkich danych, morderca nie pozostanie na wolności długo. Wkrótce nastąpi aresztowanie.”
Kolana się pod nim ugięły, osunął się na fotel. Kanapka pacnęła na niepokalany dywan.
Oblizał suche wargi, powiedział sobie, że kłamią. Nawet jeżeli znaleźli nóż, nie było na nim odcisków palców. Wymył go przecież i wysuszył bardzo starannie. I cały czas nosił gumowe rękawiczki. Nigdy tego nie zaniedbał. Nic innego nie zostawił. Tego był pewien.
Próbują po prostu uspokoić mieszkańców, łudzą ich szybkim aresztowaniem. Tamtej nocy nikt prócz Suzie go nie widział. Mieli tylko nóż, a nóż był czysty.
Odetchnął z ulgą. Blefowali. Był bezwzględnie pewny, że nie znają jego nazwiska.
Wyłączył telewizor, potem zauważył kanapkę i plamę po musztardzie na dywanie.
Cmoknął z niezadowoleniem i pobiegł do kuchni po odplamiacz. Nie znosił nieporządku.
34.
Mal chciało się skakać z radości, kiedy otrzymała wiadomość Harry’ego. Zadzwoniła do znajomych, odwołując wyjście do teatru, po czym wyprysnęła z domu kupić coś do jedzenia.
Robiła sos do sałaty, kiedy zjawił się Harry. Wyszedł z windy na hol pełen weneckich luster, a ona wybiegła mu na spotkanie.
Ubrany był w skórzaną kurtkę, dżinsy i niebieską koszulę. Był nie ogolony, ciemne włosy miał potargane, twarz wymizerowaną. Uderzyło ją, że jest najbardziej seksownym facetem, jakiego zdarzyło jej się spotkać. Ale nie powiedziała mu tego.
– Cieszę się, że jesteś tak stosownie ubrany – stwierdziła tylko. Jęknął.
– Zlituj się, Malone! Jadę prosto z pracy, przebyłem sto mil, żeby cię zobaczyć.
– Więc mam nadzieję, że podoba ci się to, co widzisz.
Obejrzał ją od stóp do głowy, kiedy okręciła się przed nim, uśmiechnięta swoim najpiękniejszym uśmiechem. Ubrana była w długą, jedwabną spódnicę w malutkie niebieskie kwiatki i obcisłą czarną bluzkę z dużym wycięciem. Stopy miała bose, a na każdym różowym palcu widniał plaster. Wielki, biały fartuch kucharski zakrywał większą część jej osoby. Tryskała radością życia.
– Podoba mi się fartuch – przyznał ostrożnie. – Czy to oznacza, że coś gotujesz?
– Gotuję.
Miał większą ochotę na nią niż na kolację. Nadal mu się przyglądała.
– Doris powiedziała mi, że się niewłaściwie odżywiam, że potrzebuję kobiety, która by dla mnie gotowała.
– Doris to powiedziała?
– Aha! Odparłem, że to byłoby źle dla „Ruby”, a ona na to, że dobrze dla mojego cholesterolu.
Rzuciła mu kpiące spojrzenie.
W – Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy. Może wejdziesz? – odsunęła się i gestem zaprosiła go do środka. – Mój dom jest twoim domem, detektywie.
Stanął tuż przed nią.
– Wyglądasz… cudownie, w sensie odzieżowym i każdym innym – szepnął, ujmując jej twarz i całując w nos. – Zdecydowanie cudownie, choć pachniesz czosnkiem.
– Dobrze, że nie jodyną.
– To nigdy nie była jodyna – powiedział. Przytulił ją mocno i pocałował w usta.
Znów doznała tego cudownego wrażenia, że się w nim zatraca, nie wie o Bożym świecie, chce tylko, by nadal ją całował, chce czuć przy sobie jego mocne ciało, mięśnie twarde jak stal.
– Och, Mal! – powiedział odrywając w końcu wargi i obsypując pocałunkami jej włosy, czoło, zamknięte powieki. – Potrzebuję cię.
Gwałtownie otworzyła oczy. Odchyliła się w jego ramionach, zaglądając mu w twarz.
– To tak, jak z „cudowną” – powiedziała wzruszona. – Nikt mi tego wcześniej nie mówił.
Potrząsnął smutno głową.
– Ja ci to mówię. To były ciężkie dwa dni.
Zaprowadziła go do salonu, pomogła zdjąć kurtkę, podsadziła w wygodnym fotelu, zaproponowała szampana.
– A masz bourbona?
Skinęła głową. Harry wyglądał na znękanego, śmiertelnie znużonego faceta.
Zastanawiała się, co takiego mogło się wydarzyć między niedzielą wieczór, kiedy go pożegnała a dzisiejszym wieczorem. Podeszła do barku na kółkach, wrzuciła kilka kostek lodu do szklanki, zalała bourbonem.
– Dzięki – powiedział cicho, kiedy podała mu drinka. Spojrzała na niego z powątpiewaniem, przekrzywiając głowę.
– Czytałam gdzieś – pewnie w „Cosmo”, oni wiedzą najrozmaitsze rzeczy – że kiedy mężczyzna wraca zmęczony do domu, najłatwiej trafić do jego serca przez żołądek. Choć przyznaję, że nie oczekiwałam wyczerpanego mężczyzny, mogę go chyba uleczyć. Zajmę się gotowaniem, a ty połóż wysoko nogi i posłuchaj kojącej muzyki.
Zmieniła płytę z Santany na Mozarta, przyciszyła, rzuciła mu uśmiech przez ramię i zniknęła w kuchni.
Harry nie był nawet głodny, choć przez cały dzień nic nie jadł. Był po prostu zadowolony, że jest z nią. To prawda, że jej potrzebował. Potrzebował na więcej sposobów, niż mogła przypuszczać.
Popijał bourbona, rozkoszując się jego słodkawym smakiem. Z kuchni doleciał jakiś smakowity zapach, a cicha muzyka sączyła mu się w umysł, kojąc nerwy, jak to przewidziała Mal. Zrobiło mu się bardzo przyjemnie, i gdyby nie to, że była blisko, i że o niej myślał, pewnie by zasnął.
Wróciła do pokoju, podeszła do niego bezszelestnie.
– Przepraszam, Mal – powiedział ze znużeniem. – Nie powinienem tu dzisiaj przychodzić. Ale tak bardzo chciałem być z tobą.
Usiadła na dywanie u jego stóp, wsparła głowę na jego kolanach, szczęśliwa, że jest przy nim.
– Wpadaj jak najczęściej.
Z trudem otrząsnął się z wydarzeń ostatnich dni, wracając do miłej, bądź co bądź, rzeczywistości.
– Jeden przyzwoity posiłek i stanę na nogi – powiedział z uśmiechem.
– Ciekaw jestem, co szefowa kuchni tego luksusowego lokalu ma do zaproponowania.
– Pan pozwoli za mną – odparła, biorąc go za rękę.
Okrągły stół w kuchni był pięknie zastawiony podstawkami z reprodukcją obrazów Matisse’a i żółtoniebieskimi talerzami. Sałata zieleniła się w szklanej misie.
Był również chleb orzechowy, kostka słodkiego francuskiego masła i spaghetti ze świeżym pomidorowym sosem i malutkimi warzywami. Płonęły świece, butelka białego wina chłodziła się w wiaderku.
Harry spojrzał najpierw na zastawiony stół, potem na Mal.
– Ty to wszystko przygotowałaś? – zapytał ze zdumieniem. Skinęła głową.
– Lepiej spróbuj, zanim zaczniesz chwalić.
Wyjął butelkę, nalał wino do kieliszków, przysunął jej krzesło.
– Madame le Chef! – pocałował ją, kiedy usiadła, a ona przylgnęła ustami do jego warg.
– Nigdy w ten sposób nie zaczniemy jeść – powiedziała bez tchu.
– Ależ zaczniemy! To wygląda wspaniale, Mal. Nigdy bym się nie domyślił, ale właśnie na coś takiego mam ochotę.
Nałożyła sałatę, podsunęła mu chleb i masło, patrzyła niespokojnie, jak próbuje sosu.
– Bardzo dobre – powiedział. – Więcej niż dobre. Wspaniałe! Najlepsza rzecz, jaką jadłem od wielu dni.
– Cóż, wszystko wydaje się lepsze od tego, co serwuje „Ruby” – mruknęła, ale widać było, że jest zadowolona.
Harry rozgrzebywał jedzenie widelcem, a ona obserwowała go z niepokojem. Nie jadł, nie rozumiała, co się stało. Co miał na myśli, mówiąc, że jej potrzebuje?