Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Teraz albo nigdy
Teraz albo nigdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Teraz albo nigdy

Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:

W Bostonie grasuje seryjny morderca. Jego ofiarami są młode kobiety, które gwałci i okalecza.
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 92
Перейти на страницу:

– Podziwiałam cię wczoraj – odezwała się cicho. – Harry znienawidzi mnie za to, że poruszam ten temat. Nie chciał, żeby cię denerwować, powiedział, że i bez tego wiele przeszłaś. Widzę, że miał rację.

Pochyliła się i poklepała Mal po ręce.

– Zrobiłaś wspaniałą rzecz. Te młode kobiety nigdy nie zostaną zapomnianymi ofiarami. A kiedy go złapią, nikt nie pozwoli, by stał się gwiazdą mass mediów.

A złapią go, moja droga. Dzięki tobie.

– Ależ ja byłam tylko narzędziem, środkiem prowadzącym do celu. Złapią go ludzie, którzy pracują za kulisami, ludzie, o których opowiadał mi Harry. Wszyscy ci cierpliwi policjanci, którzy sprawdzają teraz każdego ogrodnika w Bostonie, technicy badający najmniejsze poszlaki. I detektywi, tacy jak Harry i Carlo Rossetti, i inni, którzy myślą tylko o tym, jak zapobiec morderstwu. To będzie ich zasługa. Ja tylko przedstawiłam sytuację.

Miffie popatrzyła na nią z podziwem, ale nie drążyła tematu, wiedząc, że Harry i tak zmyje jej głowę.

– Jeszcze herbaty, kochanie? – zapytała. – Opowiesz mi teraz, co planujecie z Harrym na weekend? Jeżeli nie macie nic do roboty, możecie wybrać się na Farmę Jordanów. Stoi teraz zupełnie pusta. Och, zapomniałam powiedzieć, że jutro wyjeżdżam do Pragi z przyjaciółką, Julią Harrod. To fascynujące miasto, przynajmniej tak mi mówiono – roześmiała się pogodnie. – Nie mogę się go doczekać. Znowu dostałam gorączki podróżniczej. Nie mogę się oprzeć żadnej pokusie. Tak więc, zapraszam was na farmę. Widziałam, jak ci się spodobała. A kiedy już tam będziesz, możesz wyrwać parę chwastów z ogródka różanego. Jak to się dzieje, że wyrastają wszędzie?

Zaczerpnęła powietrza.

– Skoro już wypiłaś herbatę, pozwól, że oprowadzę cię po domu i opowiem jeszcze co nieco o Peascottach. W końcu teraz, kiedy po – urwała w pół słowa. – O rany! – powiedziała ze śmiechem. – Harry nigdy by mi nie wybaczył, że paplę, jak on to nieelegancko nazywa.

Squeeze i pekińczyki towarzyszyły paniom w przechadzce po pięknym, starym pałacu Peascottów.

Kiedy, godzinę później, Mal opuściła już jego progi, kręciło jej się w głowie od wypraw Peascottów, bitew, w których uczestniczyli, statków wielorybniczych, którymi dowodzili, a także kasyn gry w Monte Carlo i paryskich mansard, gdzie jedna z czarnych owiec spędziła kilka lat, próbując zostać artystą.

– Nie miał za grosz talentu – powiedziała Miffie – za to mnóstwo uroku. Ożenił się ze swoją kochanką i modelką, dziewczyną z Korsyki. Arystokratyczny ród Peascottów zawdzięcza jej mnóstwo świeżej latynoskiej krwi.

Mal uśmiechnęła się jeszcze, wchodząc do domu Harry’ego. Zamknęła za sobą drzwi, myśląc o tym, jak miłe są takie stare domy, wypełnione historią i charakterem.

Jakby ich mury nasiąknęły osobowością i szczęściem ludzi, którzy zamieszkiwali je przez dwa stulecia.

Nakarmiła Squeeze’a, przejrzała kolekcję płyt kompaktowych i nastawiła album Sade. Ułożyła stosik drewna w pustym kominku, podpaliła, a kiedy buchnął ogień, dorzuciła parę mniejszych polan. Usiadła na dywanie, podziwiając ciepły poblask, jakim ogień wypełnił pokój. Wtedy zadzwonił telefon.

Podniosła słuchawkę i powiedziała śpiewnie:

– Halo, Harry!

Czekała z uśmiechem na jego odpowiedź, ale nikt się nie odezwał.

– Halo! – powtórzyła zdziwiona. Cisza. A jednak ktoś był po drugiej stronie linii.

Poczuła nieprzyjemny dreszcz. Szybko odłożyła słuchawkę, obejrzała się niespokojnie przez ramię, nagle uświadamiając sobie, że jest sama. Squeeze stał w drzwiach, nie spuszczając z niej wzroku. Wydał jej się ogromny, silny i bardzo wilkowaty. Jego widok podziałał na nią tak krzepiąco, że miała ochotę go uściskać. Ktoś wykręcił zły numer. Przestraszyła się, ponieważ nerwy miała w strzępach.

Parę minut później telefon zadzwonił ponownie.

– Kto dzwoni? – zapytała głosem pełnym napięcia.

– To ja, oczywiście! Kogo się spodziewałaś? – zapytał Harry.

– Ach, to ty! – westchnęła z ulgą. – Dzwoniłeś przed paroma minutami?

– Nie, dlaczego?

– Ktoś dzwonił, tylko że się nie odezwał. Jestem pewna, że ktoś był po drugiej stronie linii. To już dzisiaj dragi raz. To samo było rano, w domu.

– Zbieg okoliczności – powiedział, ale czoło przecięła mu zmarszczka niepokoju.

– Mój numer jest zastrzeżony.

– Mój też.

– No widzisz. To niemożliwe, żeby ktoś zdobył dwa zastrzeżone numery telefonu, mój i twój. Nie sądzę, żeby udało się zdobyć nawet jeden. To była pomyłka, Mal.

– Pewnie tak – powiedziała bez przekonania. Wyczuł jej zdenerwowanie.

– Posłuchaj – powiedział szybko. – Jadę do domu. Za pół godziny będę z tobą. O nic się nie martw, dobrze?

– Dobrze – powiedziała, ale w jej głosie zabrzmiała ulga. Harry rozłączył się i zwrócił do Rossettiego.

– Tak, jestem detektywem i powinienem to wiedzieć, ale w jaki sposób zwyczajny gość może zdobyć zastrzeżony numer telefonu?

– Łatwo – odparł Rossetti między jednym kęsem pączka z marmoladą a drugim. – Może go dostać od przyjaciela.

– Jaki przyjaciel zdradzi zastrzeżony numer?

Rossetti siedział rozwalony za biurkiem. Jego niepokalany wygląd diabli wzięli: był zarośnięty, spodnie miał wygniecione, podwinięte rękawy koszuli, a rozwiązany krawat smętnie zwisał z szyi. Rzucił Harry’emu złe spojrzenie. – Chcesz zdobyć zastrzeżony numer, błyśnij odznaką. O co ci chodzi, do cholery?

– Nie mnie, Rossetti. Zabójcy.

Rossetti wyprostował się za biurkiem. Chcąc nie chcąc wysłuchał rozmowy Harry’ego z Mal i nagle zrozumiał, o czym mówili.

– Ma numer Mal?

– Ktoś go ma. Mój również – Harry wzruszył ramionami. – Oczywiście, może to być zbieg okoliczności, dwa głuche telefony, dwa różne numery. Niepokoi mnie tylko fakt, że te dwa telefony odebrała ta sama kobieta.

Zadzwonił do telekomunikacji, zapytał w jakich okolicznościach podają zastrzeżony numer telefonu. Powiedziano mu, że tylko w przypadku nagłej choroby, a i wtedy wymagane jest potwierdzenie lekarza. Nikomu nie podali jego numeru ani numeru Mal.

– Masz rację, Rossetti – powiedział. – Pozostają tylko znajomi.

– A propos znajomych, za parę tygodni są urodziny Vanessy. Oboje jesteście zaproszeni.

– Możesz na nas liczyć – rzucił Harry już od drzwi.

– Spieszno ci, co? – zawołał za nim Rossetti, ale Harry tylko się roześmiał.

Kiedy dwadzieścia minut później wszedł do holu własnego domu, pomyślał, że pomylił adres. Zazwyczaj witała go cisza, martwota, pustka rzadko zamieszkiwanego domu. Dziś wypełniał go zapach drewna płonącego w kominku, dobrego jedzenia, głos Sade śpiewającej o miłości. Poczuł się jak mąż wracający do domu po długim dniu pracy w biurze.

– Jestem, złotko! – zawołał żartobliwie. Mal wytknęła głowę z kuchni…

– Widzę, kotku – odparowała. Pies stał przy jej nodze. Przeciągnął się leniwie, najpierw przednie łapy, później tylne, po czym poczłapał wolno do Harry’ego.

– Coś podobnego! – zawołał Harry, nie mogąc wyjść z podziwu. – Jesteś tu zaledwie od para godzin, a on już zmienił pana.

– Nieprawda – wróciła do kuchni. – Był na długim spacerze, zjadł dobry obiad i trochę go rozebrało, to wszystko. Nie martw się, Harry, on nadal cię kocha.

Stała przy kuchence, mieszając coś w nieskazitelnie czystym rondlu. Podszedł do niej od tyłu, otoczył ramionami, całując w kark.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 92
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)