Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 97
Перейти на страницу:

Nigdzie się nie śpieszył, spacerował ulicami, kulejąc na jedną nogę.

Croft rozpoznał Garcię, gdy ten wychodził z windy w towarzystwie jakiegoś młodego prawnika; obaj nie mieli teczek – z pewnością wybierali się na spóźniony lunch. Po pięciu dniach obserwacji Croft znał już zwyczaje adwokatów. Garcia wyszedł z kumplem na ulicę. Obaj śmiali się, bardzo czymś rozbawieni. Croft ruszył za nimi. Gdy dotarli do ozdobionej paprociami jadłodajni dla yuppiszonów, zadzwonił pod numer Granthama. Dopadł go za trzecim podejściem. Dochodziła już druga i pomału kończyła się pora lunchu. Skoro Granthamowi tak zależy na tym facecie, niech, do cholery, waruje przy telefonie. Gray, zanim cisnął słuchawkę, powiedział, że spotkają się przed budynkiem.

Garcia i jego koleś wracali spacerkiem. Był piękny dzień, piątek, i zapewne cieszyli się chwilą relaksu z dala od młyna przerabiającego niewinnych ludzi na pasztety, czy co tam robili za te dwieście dolców za godzinę. Croft miał ciemne okulary i trzymał się od nich w pewnej odległości.

Gray czekał już w foyer obok windy. Croft nieznacznym gestem wskazał Granthamowi obserwowanego. Gray potwierdził odebranie sygnału i nacisnął guzik windy. Gdy drzwi się otworzyły, wszedł do środka tuż przed Garcią. Croft został na dole.

Garcia nacisnął przycisk piątego piętra, wyprzedzając o ułamek sekundy rękę Granthama. Ten rozłożył gazetę i słuchał, jak tamci rozmawiają o futbolu. Facet nie miał więcej niż dwadzieścia siedem-osiem lat. Głos brzmiał nawet znajomo, ale wcześniej słyszał go tylko przez telefon i nie było w nim nic charakterystycznego. Gray rozważał przez chwilę swoje szansę i stwierdził, że warto zaryzykować. Mężczyzna bardzo przypominał tego ze zdjęcia, pracował dla Brima, Stearnsa i Kidlowa, których wynajmował Mattiece. Musi spróbować, zachowując jednak wszelkie środki ostrożności. Był reporterem. Żył z zadawania ludziom pytań.

Wysiedli na piątym piętrze, bez przerwy plotąc coś o Redskinach. Gray został z tyłu, udając, że przegląda gazetę.

Hol kancelarii prezentował się dostatnio, z sufitów zwieszały się żyrandole, a na podłogach leżały orientalne dywany. Jedną ze ścian ozdobiono wielkimi złotymi literami tworzącymi nazwę firmy. Gray podszedł pewnym krokiem do recepcjonistki.

– Czym mogę panu służyć? – spytała tonem, który znaczył raczej: “Czego chcesz, do cholery?”

Gray nie stracił animuszu.

– Jestem umówiony z panem Rogerem Martinem.

Znalazł to nazwisko w książce telefonicznej. Gdy czekał na Garcię, zadzwonił z dołu i upewnił się, że Martin siedzi w biurze. Spis telefonów budynku zawierał numery wewnętrzne firmy na piętrach od drugiego do dziesiątego, ale nie uwzględniał nazwisk wszystkich stu dziewięćdziesięciu adwokatów. Korzystając z listy prawników umieszczonej w części ogólnej książki, wykonał tuzin szybkich połączeń, żeby sprawdzić, na których piętrach pracują. Martin zarabiał na chleb właśnie tutaj.

– Pan Martin czeka na mnie. – Spojrzał groźnie na urzędniczkę.

Zatkało ją i nie wiedziała, jak zareagować. Gray odwrócił się na pięcie i zdecydowanym krokiem pomaszerował przed siebie. Dostrzegł Garcię wchodzącego do gabinetu. Tabliczka na drzwiach informowała, że pracuje za nimi David M. Underwood. Gray nawet nie zapukał. Chciał uderzyć szybko i szybko stąd wyjść, gdyby zaszła taka konieczność. Pan Underwood wieszał właśnie marynarkę.

– Cześć. Nazywam się Gray Grantham i pracuję dla “Washington Post”. Szukam człowieka o nazwisku Garcia.

Underwood zamarł. Wyglądał na zaskoczonego.

– Jak pan się tu dostał? – spytał.

Tak, to był ten głos!

– Na własnych nogach. To ty jesteś Garcia, prawda?

– Nazywam się David M. Underwood – powiedział zimno i wskazał palcem tabliczkę z wypisanym złotymi literami nazwiskiem, stojącą na biurku. – Na tym piętrze nie pracuje nikt o nazwisku Garcia. Mówiąc szczerze, nie sądzę, żeby ktoś taki w ogóle tu pracował.

Gray uśmiechnął się, dając mu do zrozumienia, że wie, o co chodzi. Underwood był przestraszony albo wściekły.

– Jak tam twoja córka? – spytał od niechcenia.

Underwood wyszedł zza biurka. Spoglądał na Granthama wielce zaniepokojonym wzrokiem.

– Która?

Coś tu nie pasowało. Garcia bardzo się martwił o córeczkę, chyba niemowlę, i gdyby miał więcej dzieci, na pewno wspomniałby o tym.

– Najmłodsza. Co słychać u żony?

Underwood był już tak blisko, że z łatwością mógłby go uderzyć. Napierał całym ciałem i z pewnością nie należał do tych, którzy boją się fizycznego starcia.

– Nie mam żony. Jestem rozwiedziony.

Podniósł do góry pięść i przez ułamek sekundy wydawało się, że uderzy natręta. Po chwili Gray zrozumiał jego gest: pokazywał mu palce, na których nie było obrączki. Nie ma żony. Albo nie nosi obrączki. Garcia kochał swoją żonę i z pewnością nie wstydziłby się małżeńskiego pierścienia na palcu. Chyba trzeba się zbierać.

– Czego pan chce? – spytał ostro Underwood.

– Myślałem, że na tym piętrze pracuje Garcia – odparł Gray, cofając się o krok.

– Czy pański kumpel jest prawnikiem?

– Tak.

Underwood odprężył się nieco.

– No to nie w tej firmie. U nas pracuje Perez i Hernandez i może ktoś jeszcze, ale nie znam żadnego Garcii.

– Cóż, to duża firma. – Gray stał już pod drzwiami. – Przepraszam za najście.

Underwood zagrodził mu przejście.

– Niech pan posłucha, panie Grantham, nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich najść ze strony reporterów. Zadzwonię po ochronę, może oni panu pomogą znaleźć drogę do wyjścia.

– To nie będzie konieczne. Dzięki. – Grantham był już w holu i znikał za rogiem.

Winda była pusta i Gray przeklinał na całe gardło, żeby sobie ulżyć. Był wściekły na Crofta za jego bezmyślność. Klął jeszcze wtedy, gdy winda zatrzymała się na parterze i drzwi się otworzyły, ukazując Crofta stojącego obok automatów telefonicznych. Wyszli z biurowca ramię w ramię.

– To nie on – warknął Grantham.

– Rozmawiałeś z nim?

– Owszem. To nie ten facet.

– Cholera! Przecież był podobny jak dwie krople wody do tego z fotografii, no nie?

– Nie. Byłeś blisko, ale spudłowałeś. Postaraj się, chłopie.

– Mam już tego dosyć, Grantham. Mam już…

– Dostajesz forsę, nie? Pokręć się przy tym jeszcze tydzień, dobra? Znam cięższe roboty.

Croft zatrzymał się przy krawężniku, Grantham szedł dalej.

– Tydzień, Grantham, i rzucam to w cholerę! – wrzasnął za nim.

Gray machnął ręką. Wsiadł do volvo stojącego za znakiem zakazu parkowania i popędził do redakcji. Cóż, pomylił się. Nie było to rozsądne posunięcie. Głupio zagrał, jakby nie miał za sobą wieloletniego doświadczenia. Nie przyzna się do tego błędu podczas codziennej pogawędki z Jacksonem Feldmanem i Smithem Keenem.

– Feldman już cię szuka – rzucił jeden z reporterów i Gray pośpiesznie ruszył do naczelnego. Uśmiechnął się słodko do sekretarki, sprężonej do ataku.

W gabinecie oprócz Feldmana siedział Keen i Howard Krauthammer, dyrektor generalny wydawnictwa. Keen zamknął drzwi i podał Grayowi jakąś gazetę.

– Widziałeś to?

Spojrzał na pierwszą stronę. “Times-Picayune” z Nowego Orleanu. Tuż pod nagłówkiem ujrzał wielki artykuł o Verheeku i Callahanie. Obok dwie fotografie. Czytał szybko, a tamci spoglądali na niego w milczeniu. Historia zaczynała się od opisu przyjaźni dwóch mężczyzn, którzy zginęli w tajemniczych okolicznościach, w sześciodniowym odstępie. Dalej pojawiało się nazwisko Darby Shaw, którą uważano za zaginioną. I ani słowa o raporcie.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)