Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
– Ktoś puścił farbę – zauważył Feldman.
– Nie ma tu nic istotnego – odparł Grantham. – Coś takiego mogliśmy wydrukować trzy dni temu.
– Dlaczego tego nie zrobiliśmy? – spytał Krauthammer.
– Bo to jest zero. Też mogliśmy napisać o dwóch trupach, podać nazwisko dziewczyny i zadać tysiące pytań, na które nie ma odpowiedzi. Znaleźli kapusia wśród gliniarzy, ale facet sprzedał im tylko mięcho i posokę.
– Jednak węszą koło tego – zauważył Keen.
– Mam im przeszkodzić?
– Nowojorski “Times” bierze się do tej historii – oznajmił Feldman. – Jutro albo w niedzielę puszczą jakiś artykuł. Ile mogą wiedzieć?
– Mnie pytasz? Słuchajcie, może wpadła im w ręce kopia raportu? To mało prawdopodobne, ale nie da się wykluczyć. Nie rozmawiali jednak z dziewczyną. My mamy dziewczynę. Jest nasza.
– Mam nadzieję – odezwał się Krauthammer.
– Przyjmijmy, że mają kopię raportu i wiedzą, kto go napisał. – Feldman potarł oczy i spojrzał w sufit. – Dziewczyna zniknęła i nie mogą niczego zweryfikować. Przyjmijmy, że wiedzą, kim był Callahan i co robił po godzinach pracy z autorką raportu, a oprócz tego, że to właśnie on przekazał dokument swojemu najlepszemu przyjacielowi, Verheekowi. Callahan i Verheek nie żyją, a dziewczyna ukrywa się. Czy zgodzisz się ze mną, Gray, że to, co opowiedziałem, to cholernie dobra historia?
– Wspaniała historia! – orzekł Krauthammer.
– Gówno warta w porównaniu z tym, co wydrukujemy – odparł Gray. – Nie zamierzam teraz niczego puszczać, bo z konieczności musiałbym opisać wierzchołek góry lodowej, na który zresztą rzuciłyby się wszystkie gazety w kraju. Nie potrzeba nam tysiąca reporterów z każdej lokalnej szmaty, węszących we wszystkich zakamarkach.
– Moim zdaniem powinniśmy to puścić – oznajmił Krauthammer. – Bo inaczej “Times” da nam wycisk.
– Nie możemy – stwierdził twardo Grantham.
– Niby dlaczego? – spytał Krauthammer.
– Bo ja tego nie napiszę, a jeśli zrobi to ktoś inny, stracimy dziewczynę. Proste. W tej chwili panna Darby Shaw poważnie zastanawia się nad tym, czy nie uciec z kraju. Wystarczy jeden nasz błąd i możemy o niej zapomnieć.
– Przecież powiedziała ci już wszystko – wtrącił Keen.
– Dałem jej słowo, rozumiecie? Przyrzekłem, że nie napiszę niczego, dopóki nie poskładamy wszystkiego do kupy, tak żeby mieć Mattiece’a na widelcu. Jasne?
– Wykorzystujesz ją, nie sądzisz? – spytał Keen.
– Jak każde inne źródło.
– Jeśli “Times” ma raport, to wie o Mattiesie – zauważył Feldman. – A jeśli o nim wie, to założę się, że węszy jak jasna cholera, żeby raport zweryfikować. Co będzie, jeśli nas wyprzedzi?
Krauthammer chrząknął z niezadowoleniem.
– Będziemy siedzieć na tyłkach i patrzeć, jak wymyka nam się z rąk największa historia, o jakiej słyszałem od dwudziestu lat. Powtarzam, że trzeba puścić to, co mamy. Wiem, że to tylko wierzchołek i tak dalej, ale wystarczy na piekielnie dobry artykuł.
– Nie – sprzeciwił się Grantham. – Nie napiszę tego, dopóki nie będę miał całości.
– Ile ci to zajmie? – spytał Feldman.
– Tydzień, nie wiem…
– Nie mamy tyle czasu! – wrzasnął Krauthammer.
– Dobra, dowiem się, na czym siedzi “Times”. Dajcie mi czterdzieści osiem godzin – poprosił Grantham z poczuciem bezsilnej wściekłości.
– Pamiętaj, że wydrukują coś już jutro lub w niedzielę – powiedział Feldman.
– Niech drukują. Założę się o każde pieniądze, że powtórzą to, co napisał “Picayune”, i dadzą nawet te same zdjęcia. Za bardzo wybiegacie myślą naprzód, panowie. Zakładacie, że “Times” ma kopię raportu, a on jest nieosiągalny… Nie ma go nawet autorka. My go nie mamy! Poczekajmy na to, co napiszą, a potem się zastanowimy.
Redaktorzy spojrzeli na siebie. Krauthammer był zawiedziony, Keen zniecierpliwiony, ale o wszystkim decydował Feldman.
– W porządku – oznajmił. – Jeśli wydrukują coś w porannym wydaniu, spotykamy się tu o dwunastej i podejmujemy decyzję.
– Zgadzam się – rzucił Grantham i ruszył ku drzwiom.
– Śpiesz się, Gray! – krzyknął za nim Feldman. – Zostało nam niewiele czasu.
ROZDZIAŁ 33
Limuzyna wlokła się zatłoczoną obwodnicą. Na dworze było już ciemno. Matthew Barr czytał przy zapalonej pod sufitem lampce. Coal popijał wodę i wyglądał przez okno. Znał raport na pamięć; mógłby go wyrecytować Barrowi, chciał jednak zobaczyć jego reakcję na oryginał.
Barr nie reagował, dopóki nie zobaczył zdjęcia. Pokręcił głową, odłożył dokument na siedzenie i rozmyślał przez chwilę.
– Bardzo nieładnie – powiedział w końcu.
Coal potwierdził tę opinię chrząknięciem.
– Ile jest w tym prawdy? – spytał Barr.
– Sam chciałbym wiedzieć.
– Od kiedy to masz?
– FBI przysłało mi to w jednym z dziennych meldunków w ubiegły wtorek.
– Co mówi prezydent?
– Nie był uszczęśliwiony, ale nie widział powodów do niepokoju. Wydawało nam się, że to kolejny strzał na oślep. Prezydent rozmawiał z Voylesem, który zgodził się nie angażować w tę sprawę. Nie wiem, czy nie zmienił zdania.
– Prezydent prosił Voylesa o wycofanie się ze śledztwa? – wycedził z niedowierzaniem Barr.
– Owszem.
– Pachnie mi to paragrafem o nakłanianiu do zaniechania obowiązków służbowych i utrudnianiu pracy wymiarowi ścigania. Zakładając oczywiście, że raport okaże się prawdziwy.
– A jeśli jest prawdziwy?
– Wówczas prezydent będzie miał kłopoty. Mam na swoim koncie wyrok za mieszanie się w sprawy policji, więc wiem, czym to grozi. Z tym jest jak z oszustwem pocztowym [10]. Wszyscy o nim wiedzą, wszyscy to robią i dlatego łatwo to udowodnić. Maczałeś w tym palce?
– A jak sądzisz?
– Sądzę, że jeśli tak, to również będziesz miał problemy.
Jechali w milczeniu, wpatrując się w uliczny ruch. Coal już wcześniej rozważał sprawę pod kątem zarzutu o utrudnianie pracy wymiarowi ścigania, ale chciał poznać opinię Barra. Nie martwił się ewentualnym oskarżeniem o łamanie prawa. Prezydent poprosił dyrektora o zajęcie się czymś pożytecznym – to wszystko. Przestępcy tak nie postępują. Coal obawiał się czego innego: wyniku przyszłorocznych wyborów. Skandal, którego głównym bohaterem byłby jeden z najhojniejszych sponsorów kampanii prezydenckiej, miałby katastrofalne skutki. Robiło mu się niedobrze, gdy myślał o Mattiesie. Dobry znajomy prezydenta, wspierający milionami poprzednią kampanię, wyłożył pieniądze na zamordowanie dwóch sędziów Sądu Najwyższego po to, by jego kumpel w Białym Domu mógł mianować dwóch rozsądniejszych ludzi do szanownego gremium, którego nowy skład zapewniłby mu swobodny dostęp do ropy! Demokraci wylegną na ulice i zawyją z zachwytu! Każda podkomisja Kongresu urządzi przesłuchania. Gazety będą wałkować ten temat przez kolejny rok. Departament Sprawiedliwości zostanie zmuszony do wszczęcia postępowania. Coal będzie musiał wziąć winę na siebie i podać się do dymisji. Z Białego Domu wylecą wszyscy, z wyjątkiem rzecz jasna prezydenta.
Wizja była przerażająca.
– Musimy się dowiedzieć, czy raport zawiera prawdę – powiedział Coal, patrząc w okno.
– Skoro giną ludzie, to nie może kłamać. Podaj mi inny powód zamordowania Callahana i Verheeka.
[10] W Stanach Zjednoczonych wykorzystanie poczty do prowadzenia działalności niezgodnej z prawem jest przestępstwem (przyp. tłum.)