Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 97
Перейти на страницу:

Dyktafon zatrzymał się i Grantham zmienił taśmę. Darby wstała i rozprostowała swe długie nogi. Rzucił na nią okiem, gdy uruchamiał magnetofon. Na stole leżały już dwie nagrane taśmy.

– Nie jesteś zmęczona? – spytał.

– Ostatnio źle sypiam. Ile masz jeszcze pytań?

– To zależy od tego, ile jeszcze wiesz.

– Omówiliśmy to, co najważniejsze. Resztę możemy zostawić na rano.

Gray wyłączył dyktafon i wstał. Darby stała przy oknie przeciągając się i ziewając. Usiadł na sofie.

– Co się stało z twoimi włosami? – spytał.

Dziewczyna usiadła w fotelu i podciągnęła nogi. Miała pomalowane na czerwono paznokcie u stóp. Oparła brodę na kolanie.

– Zostawiłam je w hotelu w Nowym Orleanie. Skąd wiesz, jakie miałam włosy?

– Widziałem na zdjęciu.

– Na jakim zdjęciu?

– Mówiąc szczerze, na trzech: dwóch z Tulane i jednego z Arizony.

– Kto ci je przysłał?

– Mam swoje kontakty. Przefaksowano mi je, więc nie były najlepszej jakości. Włosy jednak pozostały wspaniałe.

– Żałuję, że podałam ci wtedy prawdziwe nazwisko.

– Dlaczego?

– Połączenia telefoniczne zostawiają ślady.

– Nie wygłupiaj się, Darby. Ciągle mi nie ufasz?

– Sprawdzałeś mnie.

– Interesowałem się twoją przeszłością, to wszystko.

– Nie rób tego więcej, dobrze? Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, po prostu zapytaj. Jeśli powiem: nie, daj temu spokój.

Grantham wzruszył ramionami i kiwnął głową. Żałował, że w ogóle pytał o te włosy. Czeka tyle ważniejszych spraw.

– Kto wybrał Rosenberga i Jensena? Mattiece nie jest prawnikiem.

– Rosenberg sam się nasuwał. Jensen nie orzekał raczej w sprawach ekologicznych, ale był konsekwentny w zwalczaniu niczym nie skrępowanego rozwoju przemysłowego. Jedyną rzeczą, jaka ich łączyła, był podobny stosunek do ochrony środowiska.

– Myślisz, że Mattiece sam na to wpadł?

– Oczywiście, że nie. Te dwa nazwiska musiał zaproponować mu jakiś zboczeniec nie zasługujący na miano prawnika. Nie zapominaj, że ten facet zatrudnia tysiące doradców z setek kancelarii.

– I żadna nie mieści się w dystrykcie Kolumbii?

Darby uniosła głowę i zmarszczyła brwi.

– Co powiedziałeś?

– Że żadna z wynajmowanych przez niego firm nie ma siedziby w Waszyngtonie.

– Skąd wiesz? Nie usłyszałeś tego ode mnie.

– Wydawało mi się, że wspomniałaś, iż jego firmy prawnicze mieszczą się głównie w Nowym Orleanie, Houston i paru innych miastach. Nie mówiłaś nic o dystrykcie Kolumbii.

– Wyciągasz zbyt daleko idące wnioski. – Darby pokręciła głową. – Pamiętam przynajmniej dwie waszyngtońskie firmy związane z tą sprawą. Jedną z nich jest White i Blazevich – bardzo stara, bardzo wpływowa i bardzo bogata republikańska kancelaria, zatrudniająca czterystu prawników.

Gray podskoczył na sofie.

– Co się stało? – spytała.

W Granthama jakby coś wstąpiło. Zaczął przemierzać pokój dużymi krokami, zatrzymując się przy sofie i pod drzwiami.

– Wszystko się zgadza! Chyba trafiliśmy w dziesiątkę, Darby!

– Zamieniam się w słuch.

– Na pewno?

– Przysięgam.

Stanął przy oknie.

– W zeszłym tygodniu dzwonił do mnie trzykrotnie pewien waszyngtoński prawnik, który przedstawił się jako Garcia, ale oczywiście to nie jest jego prawdziwe nazwisko. Powiedział, że wie coś o tej sprawie, że widział jakiś dokument dotyczący Rosenberga i Jensena. Bardzo chciał sobie ulżyć i wyznać wszystko, ale przestraszył się i zniknął.

– W Waszyngtonie są miliony prawników.

– Dokładnie dwa miliony. Dowiedziałem się jednak, że pracuje w prywatnej kancelarii. Sam się do tego przyznał. Był ze mną szczery, lecz jednocześnie sparaliżowany strachem… Wydawało mu się, że wciąż go śledzą. Pytałem, kim są ci “oni”, ale rzecz jasna bał się powiedzieć.

– Co się z nim stało?

– Byliśmy umówieni na spotkanie w zeszłą niedzielę, rankiem. Zadzwonił jednak wcześniej i wszystko odwołał. Powiedział, że jest żonaty, ma dobrą pracę, więc woli nie ryzykować. Nie przyznał się do tego wprost, ale według mnie miał kopię jakiegoś dokumentu, którą chciał mi pokazać.

– Więc mógłby zweryfikować to, co usłyszałeś ode mnie.

– Zgadza się. A gdyby pracował dla White’a i Blazevicha, moje poszukiwania ograniczyłyby się do czterystu prawników.

– To wciąż bardzo dużo.

Grantham rzucił się do swojej torby, pogrzebał w papierach i niczym prestidigitator wyciągnął spośród szpargałów czarno-białe pocztówkowe zdjęcie. Rzucił je na kolana Darby.

– Tak wygląda pan Garcia.

Darby przyjrzała się fotografii, na której uchwycono mężczyznę idącego zatłoczoną ulicą. Twarz była wyraźna i doskonale widoczna.

– Rozumiem, że nie pozował do tego zdjęcia.

– Niezupełnie.

Grantham znów biegał po pokoju.

– Więc skąd je masz?

– Nie mogę wyjawić ci swoich źródeł.

Darby rzuciła fotografię na stoliczek do kawy i otarła oczy.

– Przerażasz mnie, Grantham. Czuję w tym jakiś podstęp. Wyprowadź mnie z błędu, jeśli się mylę.

– No cóż… Podszedłem go, ale bardzo niewinnie. Ten pan dzwonił ciągle z tego samego automatu, a to błąd.

– Wiem, teraz wiem, że to błąd.

– Chciałem wiedzieć, jak wygląda…

– Czy prosiłeś go o zgodę na zrobienie zdjęcia?

– Nie.

– Więc to nieuczciwe jak jasna cholera!

– Zgadza się. Piekielnie nieuczciwe i podłe. Ale zrobiłem to, i nic już nie poradzę, a zdjęcie może nas doprowadzić do Mattiece’a.

– Może nas doprowadzić?

– Owszem, nas. Wydawało mi się, że chcesz dopaść Mattiece’a.

– Czy ja tak powiedziałam? Chcę, żeby poniósł karę, ale nie zamierzam go dopadać. Przypadek Mattiece’a przekonał mnie, że ludzka nikczemność nie ma granic. Widziałam już dosyć krwi… Wystarczy mi na całe życie. Teraz kolej na ciebie; zrobisz z tym, co zechcesz.

Nie słuchał jej. Przeszedł za jej plecami do okna, a potem wrócił pod barek.

– Mówiłaś o dwóch firmach. Jak się nazywa ta druga?

– Brim, Stearns i ktoś jeszcze. Nie miałam czasu, żeby sprawdzić. Cała ta sprawa z waszyngtońskimi kancelariami jest nieco dziwna, bo żadna z nich nie figuruje w rejestrach sądowych jako pełnomocnik obrony reprezentujący któregoś z pozwanych. Jednak obydwie, a szczególnie White i Blazevich, często pojawiały się w aktach.

– Czy Brim, Stearns i ktoś jeszcze to duża firma?

– Jutro się dowiem.

– Tak duża jak White i Blazevich?

– Wątpię.

– Czyli mniej więcej jaka?

– Dwustu ludzi…

– Mamy więc sześciuset prawników w dwóch firmach. Zajmujesz się prawem, Darby. Powiedz mi, jak możemy znaleźć Garcię?

– Nie jestem jeszcze prawnikiem i nigdy nie będę prywatnym detektywem. Zbieranie informacji należy do ciebie. – Nie spodobało jej się to “możemy”.

– Tak… ale pominąwszy sprawę rozwodową, nigdy nie byłem w kancelarii adwokackiej.

– Ciesz się.

– Jak możemy go znaleźć?

Ziewnęła szeroko. Rozmawiali już od trzech godzin i była wyczerpana. Mogą przecież dokończyć rano.

– Nie mam pojęcia, jak go znaleźć, musiałabym się zastanowić. Prześpię się z tym i rano ci powiem.

Grantham uspokoił się nagle. Podszedł do barku i nalał sobie szklankę wody.

– Zbieram się – powiedział chowając taśmy.

– Czy… możesz coś dla mnie zrobić? – zapytała niespodziewanie.

– Może.

Zawahała się i spojrzała gdzieś w bok.

– Czy… mógłbyś tę noc spędzić na mojej sofie? To znaczy… od dawna dobrze nie spałam, a muszę wypocząć. Byłoby mi… no… miło, gdybym wiedziała, że jesteś tutaj.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)