Skrzynia na złoto
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody magistra #1
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
Wszystkie te informacje, bez wątpienia przydatne, nie podpowiadały, niestety, jak znaleźć Josifa Guramowicza teraz, w środku nocy. Fandorin zagłębił się więc w lekturze artykułu o znacznie lżejszym charakterze, opublikowanego w czasopiśmie „En face”, które w zeszłym miesiącu poświęciło cały numer osobie gruzińskiego magnata.
– Do reszty już zwariowali! – Rozległ się nagle w ciemnościach swarliwy, starczy głos.
Fandorin drgnął i podniósł głowę. Zobaczył popatrującą na niego spode łba obdartą staruszkę, która kuśtykając, mijała jego ławkę. Bóg jeden wie, skąd się tu wzięła o tak późnej porze. W ręku trzymała kosz, w którym coś pobrzękiwało, i Nicholas przypomniał sobie zagadkowe słowa Władika o jakiejś „babuleńce zbierającej butelki”. Widocznie chodziło właśnie o nią.
Cóż, biedną kobiecinę nietrudno było zrozumieć. Noc, ciemne zarośla, facet w białej koszuli gapi się w skrzynkę, od której bije jakaś nieziemska poświata. Dziwny widok. Wielkomiejski nokturn.
Fandorin znów wbił wzrok w ekran.
Josif Gabunija – człowiek miesiąca. Z okładki pisma uśmiechał się grubymi wargami dobroduszny tłuścioch w szarym smokingu, z terierem miniaturką, który niemal ginął w mięsistej, ozdobionej brylantowymi pierścieniami dłoni. Po prostu żywa karykatura nuworysza!
Nicholas przyjrzał się zdjęciom i przeczytał podpisy. Josif Guramowicz w cerkwi bierze ślub z topmodelką Sabriną Swing (nieopisanej urody blondynką). Josif Guramowicz (spięty i wyraźnie nieszczęśliwy) w stroju do tenisa, z rakietą, bierze udział w turnieju „Wielki Kapelusz”. Josif Guramowicz całuje ukochaną suczkę Joujou (piesek wygląda na przestraszonego). Josif Guramowicz otwiera internat dla ociemniałych i głuchoniemych dzieci (mięsistą, całą w fałdach tłuszczu twarz darczyńcy wykrzywia grymas ubolewania i współczucia, w jego oczach błyszczą łzy).
Do tego odpowiedni tekst. Wszystko było jasne: artykuł został zamówiony i najwyraźniej hojnie opłacony. Fandorin przeczytał go dwukrotnie, szczególną uwagę poświęcając akapitom opisującym podmiejską rezydencję, nie znalazł tam jednak żadnego punktu zaczepienia czy wskazówki. Nikolina Gora – diabli wiedzą, gdzie to jest.
A może okaże się pomocny fragment dotyczący klubu „Pedigree”? Autor artykułu informował, że Josif Guramowicz lubi spędzać w nim wieczory, grając w pokera i bilard z członkami tego ekskluzywnego towarzystwa („ekskluzywny” było widocznie ulubionym słowem dziennikarza, gdyż zostało użyte w tekście niezliczoną ilość razy), przyjmującego do swego grona jedynie potomków starych arystokratycznych rodów. Pośród ich najwybitniejszych przedstawicieli jako stałych partnerów Josifa Guramowicza wymieniono znanego rzeźbiarza, wywodzącego się z gruzińskich książąt, reżysera filmowego, który lubił wspominać o swoich szlacheckich korzeniach, a także różne osobistości, cieszące się sławą o lokalnym zasięgu – ich nazwiska bowiem nic Fandorinowi nie mówiły.
Cóż, jak mawiał Maluta Skuratow, przycisnąć nie zaszkodzi.
Nicholas znalazł w Internecie numer klubu „Pedigree”. Zadzwonił i poprosił pana Gabuniję.
– Josif Guramowicz nie odbiera rozmów na telefon klubowy – poinformował go wprost ociekający lepką uprzejmością głos. – Proszę z łaski swojej zadzwonić na komórkę.
Świetnie! To znaczy, że Wielki Soso jest w klubie! Ale jak się przedrzeć przez bastion dobrze wyszkolonej klubowej obsługi?
– Proszę przekazać panu Gabunii, że dzwoni Fandorin. W pilnej sprawie.
– Nie zna pan numeru komórki? – już nie tak uniżonym tonem zapytał lokaj. – Josif Guramowicz nie lubi, kiedy się mu przeszkadza przy bilardzie. Gdy rozegra partię, przekażę wiadomość. Czy on zna pański telefon, panie… eee… Fiodorin?
– Fan-do-rin – przesylabizował Nicholas i po krótkim wahaniu podał numer swojej komórki.
Wyłączył komputer, telefon zaczepił przy pasku i zaczął podskakiwać dla rozgrzewki, zabijając rękoma jak na mrozie. I to się u nich nazywa lato! Jest najwyżej trzynaście stopni, nie więcej. Przedwczorajszą noc w pokoju hotelowym, który wydał się kapryśnemu i wymagającemu magistrowi tak prymitywny, teraz wspominał Nicholas jako rajski wypoczynek. Wczorajszy nocleg na rozłożonym stole też uznał za wspaniały. Cóż, było, oczywiście, trochę twardo, ale za to ciepło, a w ciemności słyszał cichy oddech śpiącej Ałtyn. Dziewczyna usnęła od razu (to Nicholas wciąż się wiercił) i tylko raz zamruczała coś żałośnie, ale Fandorin nie potrafiłby wyobrazić sobie jej, uskarżającej się na cokolwiek na jawie.
Głupia sprawa. W portfelu ma kupę pieniędzy, karty kredytowe, a tak prosta rzecz jak spędzenie nocy pod dachem wydaje się nieosiągalnym wręcz luksusem. W hotelu bez paszportu się nie zamelduje. A gdyby nawet miał paszport, to i tak od razu odstawiono by go na miejsce tymczasowego osadzenia. Tak się to nazywało w czasach wojny domowej (wiedział o tym z opowieści sir Alexandra), a teraz jakoś inaczej – aha, areszt śledczy.
Nicholas stał pod drzewem, przyciskając neseser do piersi, i gapił się ponuro na rozjarzone światłami królestwo boga kupców i handlu, Hermesa. Do centrum podjeżdżały limuzyny, otwierały się i zamykały drzwi hotelu „Intercontinental”, a obywatel Zjednoczonego Królestwa, posiadacz stopnia naukowego, potomek krzyżowców przestępował z nogi na nogę w ciemnościach, niczym jakiś wygłodzony gawrosz przed witryną piekarni.
Na rogu ulicy prowadzącej do tego wspaniałego pałacu zahamował długi daimler-benz – tuż przy dziewczynie w bardzo krótkiej spódniczce i bardzo długich butach, która nachyliła się do okna samochodu, zamieniła parę słów z kierowcą, po czym gniewnie machnęła ręką, co miało prawdopodobnie znaczyć: zjeżdżaj, nic z tego. Samochód ruszył i pięćdziesiąt jardów dalej zatrzymał się przy innej dziewczynie. Obie były do siebie podobne jak dwie krople wody.
Nicholas mienił się zdecydowanym przeciwnikiem prostytucji, widząc w tej haniebnej profesji nie tylko źródło przestępczości i chorób, ale również obrazę godności ludzkiej, a przede wszystkim – kobiecej. Nigdy w życiu nie przyszłoby mu do głowy, że mógłby spędzić noc u kapłanki płatnej miłości, ale na myśl o ciepłym pokoju, miękkim łóżku i łagodnym świetle lampki serce magistra ścisnęła dojmująca tęsknota. Pragnął tylko się ogrzać i przespać, nic więcej! Zapłacić pełną stawkę za komplet usług, wsunąć się pod kołdrę, nie wypuszczając z objęć nesesera Samsonite, i choć na parę godzin oderwać się od ponurej rzeczywistości.
Ale nie, to idiotyczny pomysł. I w dodatku niebezpieczny.
Jednakże po upływie kwadransa myśl ta nie wydała się już Nicholasowi taka głupia. O wiele niebezpieczniej jest włóczyć się nocą wśród stepów, za dzikim Bajkałem. Nie daj Boże, można zostać ograbionym lub, co gorsza, zatrzymanym przez patrol milicji w celu sprawdzenia dokumentów.
W tej samej chwili, gdy Nicholas skręcał już niemal w ulicę grzechu, zadzwoniła mu komórka u pasa.
– Nikołaj Aleksandrowicz? – rozległ się miękki baryton z ledwo uchwytnym śladem akcentu – polegało to na leciuteńkim przeciąganiu zgłosek i wymowie „k” bliższej „kh”, z przydechem, ale na niczym więcej. – Bardzo dobrze, że postanowił pan się ze mną spotkać. Moi ludzie namierzyli sygnał pańskiej komórki. Jest pan teraz gdzieś w pobliżu Międzynarodowego Centrum Handlowego, tak? Wysłałem już po pana samochód. Za dziesięć minut proszę czekać przed głównym wejściem. To będzie czarny nissan pathfinder.