Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 96
Перейти на страницу:

Cornelius zamarł.

– A co, znalazł ją pan?!

– Tak!

Rozdział jedenasty

O co chodzi w tej całej miłości

Pokonawszy szybkim marszem jakieś trzysta metrów od jarzącego się światłami „Szynku”, Nicholas znalazł się na ciemnym, opustoszałym skwerze, gdzie usiadł na drewnianej ławce, żeby ułożyć plan dalszych działań.

Było to jednak nierealne. W istniejącej sytuacji owo zadanie nie dawało się rozwiązać. O jakich działaniach, do cholery, mogła tu być mowa? Zadrzeć głowę i wyć do księżyca – to jedyne, co mu pozostawało.

Zgłosić się na milicję nie może. Wyjechać nie może. Nocować nie ma gdzie. Znikąd pomocy. W głowie mu huczy. I w dodatku ten straszny ziąb. Jak w nielubianej piosence Chrisa de Burgha Północ w Moskwie.

Po pewnym czasie – ze strachu i zimna – pijackie zamroczenie minęło, ale wraz z nim niedawne postanowienie, żeby „iść na całość”. Mówiąc szczerze, również druga męska decyzja – by dumnie odejść w noc – wydawała się teraz idiotyczna (zwłaszcza bez blezera, w którym Nicholas by tak nie zmarzł).

Więc co, wrócić do światła i ciepła? Przyjąć pomoc od Władika? I ostatecznie stracić szacunek dla siebie? Narazić przyjaciela na niebezpieczeństwo? Za nic na świecie!

„A co z Ałtyn? Jej przecież nie wahałeś się narazić na niebezpieczeństwo – usłyszał Fandorin głos sumienia. – Niewykluczone, że mocodawcy Szurika wypytują ją teraz o ciebie i nie wierzą w zapewnienia dziewczyny, że nic o tobie nie wie”.

Ta straszna myśl sprawiła, że Nicholas zerwał się z ławeczki, gotów natychmiast jechać, a jeśli będzie trzeba, to i pobiec do Bieskudnik. Usiadł. Przecież nawet nie zna jej adresu, a domy w tym osiedlu-sypialni są tak do siebie podobne jak źdźbła trawy na łące. Telefon! Nauczył się przecież numeru na pamięć! Otworzył neseser, wyjął swojego ericssona i po krótkiej chwili wahania wycisnął trzynaście cyfr: kierunkowy do Rosji, Moskwy, a potem domowy numer Ałtyn.

Po pierwszym sygnale odezwał się w słuchawce głos dziennikarki:

– Halo… Halo… Kto mówi?

Nicholas milczał; poczuł nagle niewiarygodną ulgę. Odezwać się, oczywiście, nie mógł – telefon najprawdopodobniej był na podsłuchu. Ale nie chciał się także rozłączać – chłód nocy dzięki dźwięcznemu głosowi Ałtyn stał się nieco mniej dokuczliwy.

– Halo. Kto mówi? – powtórzyła dziewczyna. I nagle zasyczała: – To ty, sukinsynu? Ty? Poczekaj, niech cię tylko dorwę! Odezwij się, palancie, nie milcz!

Zaskoczony Nicholas nacisnął guzik „end”. Ałtyn chyba niewłaściwie zrozumiała treść liściku. Za kogo musi go uważać!

Zziębnięty do szpiku kości magister całkowicie upadł na duchu.

Co robić? Co robić?

Do przyjaciół – Włada Sołowjowa czy Ałtyn Mamajewej (która raczej nie uważała teraz podłego Brytyjczyka za swego przyjaciela) – nie może się zwrócić. Do mister Pumpkina także – radca jako osoba urzędowa nie zdecyduje się przecież udzielić pomocy człowiekowi podejrzanemu o dokonanie zabójstwa. A w tej chwili pomoc była Fandorinowi nieodzownie potrzebna.

„Jak długo będę tak biadolił i lamentował? – rozzłościł się w końcu sam na siebie Nicholas. – No już, rusz się – zachęcił swój mózg do działania. – Na nikogo oprócz ciebie nie mogę liczyć”.

Ów delikatny organ zrozumiał, jaka na nim ciąży odpowiedzialność. Opanował histeryczny dygot i przystąpił do pracy. I nagle okazało się, że rozwiązanie problemu istnieje, i to wcale nie takie skomplikowane. W dodatku jedyne możliwe.

Jeśli wykluczone jest, by zwrócić się z prośbą o pomoc do dobrych ludzi, trzeba się zwrócić do złych. Bad guys [54] w tej historii dzielą się na dwa wrogie obozy – jeden można nazwać umownie „stronnictwem Szurika”, drugi – „stronnictwem Wielkiego Soso”. Który wybór będzie mniejszym złem, to rzecz oczywista. Skoro szwadron Wielkiego Soso chronił wczoraj cudzoziemskiego gościa, dlaczego nie miałby podjąć się tego również dzisiaj? Nie wiadomo, naturalnie, w jaką rozgrywkę wplącze się przy tym zaszczuty magister nauk historycznych, ale czyż ma jakieś inne wyjście? Żadnych wątpliwości natury etycznej tu być nie może. Soso Gabunija nie jest w tym thrillerze osobą postronną i niewinną owieczką, lecz jednym z najważniejszych, wytrawnych graczy.

A więc co robić, to rzecz postanowiona.

Pozostaje jeszcze obmyślić jak.

Adresu i telefonu człowieka nazwiskiem Soso Gabunija Fandorin nie zna. Co to właściwie jest „Soso”? Chyba nie imię, raczej ksywka. Chociaż nie. Zdaje się, że „Soso” to po gruzińsku zdrobnienie od „Josifa”. Tak starzy przyjaciele nazywali Stalina.

A więc Josif Gabunija. Co jeszcze Nicholas o nim wie? Prezes zarządu banku Eurodebet – taką nazwę chyba Ałtyn wymieniła. Zatem trzeba po prostu znaleźć najbliższy automat i sprawdzić numer w książce telefonicznej. Oto cała fatyga.

Pół godziny później zmarznięty magister wrócił w końcu na skwer, usiadł na tej samej ławeczce i ścisnął rękami skronie. W żadnym z trzech automatów na sąsiednich ulicach nie było książki telefonicznej. Mało tego, Fandorin nigdzie nie dostrzegł nawet półeczki, na której można by położyć wspomnianą wyżej książkę. Być może w Rosji w ogóle nie umieszcza się spisu telefonów w kabinach z automatami?

Ale dlaczego w tym kraju wszystko jest takie skomplikowane? Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego, niż sprawdzić czyjś numer telefonu. Nicholas siedział, zgrzytał zębami i wbijał ponure spojrzenie w neseser Samsonite. Tak, wszystko niby wydaje się proste i w zasięgu ręki, ale jak przyjdzie co do czego… Spróbuj, człowieku, ugryźć się w ucho – rezultat będzie taki sam.

Ale zaraz, chwileczkę. Fandorin otrząsnął się. Po co szukać książki telefonicznej, skoro tutaj, w neseserze, ma komputer z wejściem do Internetu? Oto jeszcze jeden dowód, że pijaństwo ogranicza możliwości intelektualne, niszcząc szare komórki.

Szybko uruchomił komputer, podłączył do niego telefon i po chwili znalazł w rosyjskojęzycznej sieci moskiewskie „żółte stronice”.

Eurodebetbank – adres, telefon, e-mail i odesłanie do strony internetowej.

A oto i ona. Tak. Kapitał założycielski, udziałowcy, prezes zarządu – Josif Guramowicz Gabunija. I telefon sekretariatu.

Nicholas wybrał numer. Naturalnie, o dwunastej w nocy odezwał się tylko mechaniczny głos z nagrania: „Dzień dobry. Tu sekretariat Josifa Guramowicza Gabunii. Proszę podać swoje nazwisko i zostawić…”.

Niepowodzenie (o tej porze nie mogło być inaczej) nie zbiło z tropu Fandorina, który znów uwierzył w potęgę ludzkiego rozumu. Nicholas mógł, oczywiście, przeczekać tu jakoś do rana, a potem udać się wprost pod wskazany adres – Eurodebetbank miał siedzibę przy Średnim Gniezdnikowskim Zaułku – ale, po pierwsze, nocleg w plenerze skończyłby się z pewnością zapaleniem płuc, po drugie zaś, czemu odkładać do jutra to, co można zrobić dziś?

Fandorin wrócił do Internetu i wydał systemowi polecenie wyszukania wszystkich stron, na których znajduje się połączenie słów „Josif + Gabunija + Eurodebet”. Połów okazał się dość obfity. Przejrzawszy pobieżnie uzyskane materiały, magister wybrał dwa najobszerniejsze.

Najpierw przeczytał w tygodniku „Sekrety” z listopada ubiegłego roku artykuł zatytułowany Kapitanowie rosyjskiego biznesu, dzięki czemu poznał wiele interesujących szczegółów z życiorysu Josifa Guramowicza.

Okazał się on człowiekiem nietuzinkowym – w czasach radzieckich był tak zwanym prywaciarzem, ściśle związanym ze środowiskiem przestępczym Gruzji; miał na koncie trzy wyroki za nielegalną produkcję; posiadał przy tym dyplomy dwóch fakultetów oraz tytuł doktora nauk ekonomicznych. Co prawda, autor artykułu traktował te osiągnięcia z przymrużeniem oka, pisząc: „dyplomy i stopień naukowy Made in Georgia”, ale jednak. Wachlarz interesów i przedsięwzięć pana Gabunii był równie szeroki jak przyjaciela Nicholasa, Władika, ale we współczesnej Rosji tak uniwersalny zasięg indywidualnej przedsiębiorczości uważany był za rzecz naturalną.

вернуться

[54] Źli ludzie (ang.).

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)