Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 197
Перейти на страницу:

— On wie, Perrin. Jestem tego pewna. Maighdin widziała mnóstwo gołębników w Amadorze, a Seanchanie najwyraźniej nie przyjrzeli im się dokładniej. Do tej pory każdy kupiec, który robi interesy w Amadorze, usłyszał już o wszystkim, i podobnie Biała Wieża. Wierz mi, Rand też musiał się dowiedzieć. Musisz ufać, że on się we wszystkim orientuje najlepiej. W tej sprawie zaś na pewno. — Jednak nie zawsze była tego taka pewna.

— Może — odmruknął z irytacją Perrin. Starał się nie zamartwiać stanem umysłu Randa, ale wobec jego ataków podejrzliwości Perrin w swoim najbardziej nawet nieufnym nastroju przypominał dziecko hasające po łączce. Do jakiego stopnia Rand ufał nawet jemu? Rand skrywał różne rzeczy, mial plany, których nigdy nie ujawniał.

Perrin westchnął, usadowił się wygodniej i upił łyk herbaty. Prawda była taka, że Rand, szalony czy nie, miał rację. Gdyby Przeklęci zaczęli podejrzewać, do czego on zmierza, albo gdyby domyśliła się tego Biała Wieża, tamci znaleźliby jakiś sposób, by rzucić mu kowadło pod nogi.

— Przynajmniej mogę trochę odwrócić uwagę szpiegów Wieży. Tym razem spalę ten przeklęty sztandar. — I razem z nim Wilczy Łeb. Może rzeczywiście musi odgrywać lorda, ale obejdzie się bez tej przeklętej flagi!

Pogrążona w namyśle Faile wydęła pulchne wargi i nieznacznie pokręciła głową. Zsunęła się z krzesła, uklękła obok niego i ujęła jego nadgarstek obiema dłońmi. Perrin z czujnością zajrzał w jej pełne skupienia oczy. Kiedy patrzyła na niego z takim żarem w oczach, z taką powagą, zazwyczaj zamierzała zakomunikować mu coś ważnego. Albo chciała zamydlić mu oczy i tak go skołować, żeby nie wiedział, gdzie góra, gdzie dół. Jej zapach nic mu nie mówił. Usiłował powstrzymać się przed wchłanianiem jej woni, zbyt łatwo się w nich gubił i wtedy naprawdę mogła zrobić z nim wszystko, co chciała. Jednej rzeczy nauczyło go dotąd małżeństwo: mężczyzna potrzebował całego swojego rozumu, kiedy miał do czynienia z kobietą. Zbyt często nawet tego nie starczało; kobiety robiły, co chciały, z taką samą łatwością jak Aes Sedai.

— Może zechciałbyś zastanowić się raz jeszcze, mężu — wymruczała. Usta jej drgnęły w nieznacznym uśmiechu, jakby znowu skądś wiedziała, o czym on myśli. — Wątpię, by ktokolwiek, kto widział nas po przekroczeniu granicy Ghealdan, wiedział, czym jest Czerwony Orzeł. Ale niewykluczone, że w okolicy miasta wielkości Bethal znajdą się tacy, którzy go rozpoznają. I im dłużej będzie trwało nasze polowanie na Masemę, tym większe ryzyko.

Nawet nie próbował jej przekonać, że to kolejny powód, by pozbyć się sztandaru. Faile nie była głupia i myślała znacznie szybciej niż on.

— W takim razie po co nam on — spytał powoli — skoro tylko ściąga wszystkie spojrzenia na idiotę, który pod nim paraduje? Idiotę, o którym wszyscy będą sądzić, że próbuje wskrzesić Manetheren. — W przeszłości próbowali tego zarówno mężczyźni, jak i kobiety, nazwa Manetheren budziła bowiem potężny odzew w ludzkiej pamięci. Nic więc dziwnego, że odwoływał się do niej każdy buntownik.

— Właśnie po to, by ściągał wzrok. — Z napięciem pochyliła ku niemu głowę. — Na człowieka, który próbuje wskrzesić Manetheren. Ludzie nędznego pokroju będą śmiali ci się w twarz, licząc, że czym prędzej odjedziesz, i postarają się zapomnieć o tobie, gdy tylko to zrobisz. Ci wielkiego formatu będą mieli dość na głowie, by przyjrzeć się całej sprawie dokładniej, no, chyba że dasz im prztyczka w nos. W porównaniu z Seanchanami, Prorokiem lub Białymi Płaszczami, człowiek, który próbuje wskrzesić Manetheren, to mała rzepa. I moim zdaniem, można bezpiecznie założyć, że Wieża też nie będzie przyglądała się dokładniej, w każdym razie nie teraz. — Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a błysk w jej oczach mówił, że prawie już doszła do sedna. — A co najważniejsze, nikomu nie przyjdzie do głowy, że ten człowiek realizuje inne plany. — Jej uśmiech zgasł nagle, przytknęła koniec palca do jego nosa, mocno. — I nie waż się mówić o sobie, żeś jest idiotą, Perrinie t’Bashere Aybara. Nawet mimochodem, tak jak teraz. Wcale nim nie jesteś i nie życzę sobie, żebyś tak mówił. — Bijący od niej zapach kłuł drobniutkimi kolcami, nie był to prawdziwy gniew, ale bez wątpienia niezadowolenie.

Żywe srebro. Zimorodek, który pomyka szybciej niż myśl. Z pewnością szybciej niż jego myśli. W życiu by nie wymyślił, że można się ukryć... za takim pancerzem z aromatów. Niemniej dostrzegał sens jej wyjaśnień. To było jak ukrywanie faktu, że jest się mordercą, poprzez twierdzenie, że jest się złodziejem. I czemu nie? Mogło się udać.

Zaśmiał się i pocałował ją w koniuszek palca.

— Sztandar zostanie — powiedział. Niestety, dotyczy to również Wilczego Łba. Krew i krwawe popioły! — Alliandre musi jednak poznać prawdę. Jeśli ona uzna, że Rand zamierza koronować mnie na króla Manetheren i zagarnąć jej ziemie...

Faile podniosła się nagle, równocześnie się odwracając, że aż się przeląkł, iż popełnił błąd, wspominając królową. Alliandre mogła jej się łatwo skojarzyć z Berelain, a zapach, którym tchnęło od Faile, był... kłujący. Pełen czujności. A jednak, przez ramię, powiedziała mu tylko:

— Alliandre nie przysporzy żadnych kłopotów Perrinowi Złote Oko. Ten ptaszek wpadł już w sieć, mężu. Teraz nastał najwyższy czas, by zastanowić się, jak odnaleźć Masemę. — Uklęknąwszy z gracją obok niewielkiej skrzyni ustawionej pod ścianą namiotu, jedynej nie nakrytej ozdobną tkaniną, uniosła wieko i zaczęła wyjmować zwoje map.

Perrin miał nadzieję, że nie pomyliła się co do Alliandre, w przeciwnym razie nie wiedziałby, co dalej zrobić. Żeby jeszcze bodaj w połowie miała rację, myśląc tak dobrze o nim. Żeby Alliandre naprawdę wpadła w sieć jak ptaszek, żeby Seanchanie przewracali się niczym lalki na widok Perrina Złote Oko i choćby Masema otoczył się dziesięcioma tysiącami ludzi, żeby udało mu się pojmać Proroka, a potem zawieźć go do Randa. Nie po raz pierwszy uświadomił sobie, że choć jej gniew bolał i wytrącał z równowagi, to najbardziej obawiał się ją rozczarować. Jeśli kiedykolwiek dostrzeże to w jej oczach, chyba serce mu pęknie.

Ukląkł obok niej i pomógł rozłożyć największą mapę, obejmującą południe Ghealdan i północ Amadicii, a potem studiował ją tak pilnie, jakby z leżącego przed nim pergaminu mogło wyskoczyć imię Masemy. Miał więcej powodów niż Rand, by pragnąć powodzenia tej wyprawy. Choćby nie wiadomo co, nie zawiedzie Faile.

Faile leżała w ciemnościach, nasłuchując, aż wreszcie nabrała pewności, że oddech Perrina nabrał rytmu właściwego dla głębokiego snu, po czym wyślizgnęła się spod koców, które tworzyły ich wspólne posłanie. Ogarnęło ją ponure rozbawienie, kiedy wkładała lnianą koszulę nocną. Czy naprawdę sądził, że ona się nie dowie, kiedy pewnego ranka w trakcie ładowania taborów kazał ukryć łoże w jakimś zagajniku? W sumie nie miało to dla niej znaczenia, nie była to w końcu żadna wielka sprawa. Była przekonana, że zdarzało jej się sypiać na ziemi równie często jak jemu. Naturalnie udała zaskoczenie i obróciła wszystko w żart. W przeciwnym razie przepraszałby ją i może nawet wróciłby po łoże. Kierowanie mężem to cała sztuka, tak twierdziła jej matka. Czy Deira ni Ghaline kiedykolwiek się przekonała, jak trudna to sztuka?

Wsunęła bose stopy w trzewiki, narzuciła na ramiona jedwabny szlafroczek, po czym zawahała się, spoglądając na Perrina. Widziałby ją wyraźnie, gdyby nie spał, natomiast on w jej oczach stanowił tylko ciemny pagórek kocy. Żałowała, że nie ma tu jej matki, właśnie teraz, bo przydałaby się jej rada. Kochała Perrina każdą cząstką swej istoty, a on sprawiał, że każda z tych cząstek cierpiała męki niepewności. Mężczyzn nie można zrozumieć, to oczywiste, ale on był taki niepodobny do tych, wśród których się wychowywała. Nigdy się nie przechwalał, a zamiast śmiać się z siebie, był... skromny. Nie wierzyła, że mężczyzna może być taki skromny! Upierał się, że został przywódcą przez przypadek, twierdził, że nie potrafi przewodzić, podczas gdy ludzie, którzy go znali ledwie od godziny, już byli gotowi pójść za nim. Lekceważył swoją umiejętność myślenia, uważając, że myśli zbyt wolno, a tymczasem te powolne, wnikliwe myśli były tak dogłębne, że musiała się uciekać do nieprawdopodobnych zupełnie wybiegów, żeby cokolwiek zachować przed nim w tajemnicy. Był cudownym człowiekiem, ten jej wilk o kędzierzawej sierści. Taki silny. I taki delikatny. Westchnąwszy, wyszła na palcach z namiotu. Wilczy słuch już nie raz przysporzył jej kłopotów.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)